Październik,Listopad i nastał nasz ukochany Grudzień. Dzisiaj z Kornelom gramy koncert mikołajkowy we Wrocławiu. Na świeżym powietrzu,i jest git. Jakoś w połowie koncertu chłopaki przystopowali i na scenę wszedł Kamil. Cały uśmiechnięty od ucha do ucha. Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i zaczął mówić do mikrofonu.
-Jula,wiesz,że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i wiem,że nie wiadomo co by się działo to byłabyś przy mnie a ja przy tobie. Mam takie jedno pytanko.-Z kieszeni wyszperał czerwone pudełeczko,klęknął na kolano.-Wyjdziesz za mnie?-Rozpłakałam się tam na miejscu a jedyne co dałam radę to kiwnąć głową na tak. Na palec wsunął mi piękny srebrny pierścionek (klik) i mocno przytulił. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat,klaskać piszczeć. Potem skocznym krokiem zszedł ze sceny. Dokończyłyśmy koncert,i zbiegłyśmy za scenę. Zdjęłam szalik i kurtkę zabrałam jakiegoś markera i poszłam do fanów z Kornelom. Nie minęło dużo czasu a na głowę ktoś założył mi czapkę a na szyję szalik. Obróciłam się i zobaczyłam Kamila.
-Młoda grabisz sobie,jesteś spocona,jest zimno a ty bez czapki i szalika chcesz być chora?
-To będziesz mnie leczył.
-Doktor Bednarek? Leczyłabym się.-Powiedziała jedna dziewczyna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Ja też,ale wiesz co On to by Cie do mamy wywiózł.
-No co mamusia robi dobre herbatki.
-Ty możesz robić za grzejnik.-Dodałam.
-Co jestem aż taki gorący?
-Kamil.-Skarciłam go.-Tu są dzieci.
-Z rozbudzoną wyobraźnią.-Dodał.
-Ty jesteś dzieckiem z rozbudzoną wyobraźnią...Pędzel.-A ten się zaczął chichrać jak małe dziecko.-I teraz jesteście świadkami,ze wasz ukochany Kamil ma rozbudzoną wyobraźnie z głupiego pędzla się śmieje.
-Grabisz sobie młoda.-Wydusił przez śmiech.
-Mamusia Cie przygarnie skarbie.
-Razem z tobą.-Puścił mi oczko.
Po godzinie rozdawania autografów wróciliśmy do domu.
-Kocie o której jutro zaczynasz i kończysz zajęcia?
-Zaczynam o 9:00 a kończę o 16:00 a co?
-Czemu tak długo?
-Bo się kształcę.
-Przecież możesz śpiewać.
-Kamil gadaliśmy już o tym tak?
-No tak zawiozę Cie i przywiozę bo jadę do mamy i samochód mi potrzebny.
-Luuz.
Kolejnego dnia o 8:40 podjechaliśmy pod uczelnię.
-Będę o 16:00.
-Ok.-Dałam mu buziaka i wyszłam z samochodu. Podeszłam do reszty,która na mnie czekała.
-No,no przyszła Pani Bednarek.-Zaśmiała się Asia. Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszliśmy do środka bo było zimo a nawet bardzo.
-Pokaż to cudo.-Wystawiłam jej palca z pierścionkiem.
-Jezu,ale boski masz faceta anioła.
-I jest aniołem.-Powiedziała Kornela wyraźnie coś sugerując. Rzuciłam jej pytające spojrzenie na co tylko wzruszyła ramionami.
-Ej idziemy na jakieś piwo po zajęciach?-Spytał Szymek.
-Ja odpadam Kamil po mnie przyjeżdża i puki jest w domu to będę z tego korzystać.
-Oni teraz za dwa dni jadą i wróci dzień przed wigilią.
-No właśnie.
Ćwiczenia jak ćwiczenia można powiedzieć,że nie jakieś nudne. Tym razem o 12:00 był obiadek,czyli godzina przerwy.
-Ej obczajamy Mc Donald?-Spytał Eryk.
-Nie zdążymy 20 minut sie tam idzie.
-Po przerwie mamy wykład,ale czy ktoś powiedział,ze musimy na niego iść? U niego to i tak zawsze nudy to jak robimy sobie 2,5 godziny przerwy?
-Idziemy.-Odezwałam się pierwsza,bo w sumie miał rację każdy spał na tych wykładach. Reszta też sie zgodziła i ruszyliśmy do maka. Po 20 minutach weszliśmy do ciepłego pomieszczenia. Rozejrzałam sie jak to miałam w zwyczaju i niestety w moje oko wpadł Konrad z jakąś laską i napewno nie była nią Kinia.
-Korni to jest twój brat prawda?-Spytałam Kornelę.
-No to Konrad.-Boże to było obleśne miziali się po rękach. Szczerzyli sie do siebie....fuu. Nie no przegiął a jeszcze wczoraj był z Kinią i się kochali najbardziej na świecie. Podeszłam do nich,a mina Konrada bezcenna. Co? Myślał,że jak chodzę na studia to do maka nie przyjdę?
-No,no szwagier co ja widzę. Kinia zmieniła twarz?
-Ale co ty tu robisz?
-Obiad jem. Przyjedź później do nas pogadamy sobie,poważnie pogadamy.-Puściłam mu oczko i poszłam z resztą moich towarzyszy do kasy zamówić sobie jedzenie. Ciekawe co by Kinia na to powiedziała? Uznałyśmy z Kornelom,że nikomu o tym nie powiemy to zostanie między nami.
Po naszej przerwie wróciliśmy na uczelnię. Ciągle myślałam o tym dlaczego Konrad jest takim idiotą,żeby zdradzać Kinię z tym czymś z czym był w maku. O 16:00 skończyliśmy zajęcia. Wyszliśmy przed budynek,Ania,Asia,Eryk i Szymon już poszli a my chwile jeszcze gadałyśmy.
-Korni przyjedź później do nas,trzeba z Kondziem pogadać.
-Dobra,będę napewno to co dozobacznia.-Dałyśmy sobie buziaka w policzek i ruszyłam na parking gdzie czekał Kamil. Dałam mu buziaka i ruszyliśmy do domu. Napisałam sms do Konrada. ,,Witaj zdrajco! ; ) Za godzinę u nas.''
Bardzo szybko odpisał.
,,Nie dam rady. ;/''
Odpisałam:
,,Fajnie by było jakby tak Kinia Ci dała w twarz z otwartej. Jak wyłapiesz to powiedz,czy boli. ;)''
Odpisał.
,,Yhgh dobra za godzinę będę. Cześć''-Już nic nie odpisywałam. Mały szantażyk nie zaszkodzi.
O 17:00 przyjechała Kornela i czekaliśmy na Kondzia. Przyjechał w końcu.
-Spóźniłeś się pół godziny.-Syknęłam.-Ciekawe co Ci zajęło tyle czasu.-Powiedziałam z chamskim uśmieszkiem.
-Nie twój interes.-Warknął.
-A jednak mój. -Znowu się chamsko uśmiechnęłam. Kamil musiał iść na zewnątrz bo Maciek po coś przyjechał i to lepiej dla niego. Wyciągnęłam telefon i szukałam numeru Kini,po znalezieniu go wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Halo.
-Hej Kinia.-Ten strach Konrada bezcenny.
-Hej coś się stało?
-Czy coś się stało? Tak,ale nie oto chodzi. Wiesz może co robił Konrad w południe?.-Na usta mi się nawinął chamski uśmieszek.Polubiłam go.
-No w domu był a coś chciałaś od niego?
-Miał mi notatki przywieźć,ale okazały się zbędne a teraz nie odbiera telefonu.
-Może u chłopaków jest i nie słyszy.
-Może,a wpadniesz na weekend na jakieś piwko?
-Z chęcią.
-To co zgadamy się jeszcze nie?-Spytałam dalej chamsko się uśmiechając do Kondzia.
-Spoko,to narazie. Paa.
-Pa.-Wyłączyłam się i rzuciłam telefonem na łóżko.
-I co dalej myślisz,że Julka jej tego nie powie?-Spytała Kornela z podniesioną brwią.
-Teraz to ja pociągam za sznurki a ty jesteś taką marną pacynką która zrobi wszystko,żeby Kinia sie nie dowiedziała,ze jesteś frajerem.
-Nie powiesz jej tego.
-Zobaczymy,a teraz idź bo koleżanka będzie tęskniła.
-Chcesz mnie zniszczyć to zrób to teraz i tu zadzwoń do niej i jej powiedz.
-Niee wolę Cie trochę potorturować.-Puściłam mu oczko. Wrócił Kamil.
-Co brat? Jak tam Kinia.
-Spinę mają.-Wtrąciłam.
-Pogodzicie się. Kicia jednak jutro jedziemy w trasę.
-I wrócicie przed Wigilią?
-Nom.-Heeee czyli Kondzio ma wielkiego pecha,teraz ze mną nawet brat go nie uratuje. Jeśli serio kocha kinię to będzie mnie błagał na kolanach,żebym jej nic nie powiedziała. A czy kocha? To się okaże w praniu.
__________________________________________________________________
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Rozdział jak zwykle świetny!!! W końcu Kamil się oświadczył Julce ;) Kiedy mozna kolejnego się spodziewać ???
OdpowiedzUsuńMoże jutro. Zależy,czy dzisiaj coś napiszę czy nie. :)
UsuńŁza kręci mi się w oku, bo boje się, że to po mały koniec tej opowieści...
OdpowiedzUsuńMoże nie koniec,przewiduję jakoś około 40 rozdziałów.
UsuńNie no prosze Cie tylkoe nie koniec :((
UsuńTak wspaniały jest ten blog i taki ciekawy!
Jest inny niz wszystkie prosze pisz z 60 :DDDD
śwetny jest, niesamowity!