sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 5.

Nastał Styczeń dokładniej piątek i mamy dwa tygodnie przerwy. Kondzio,Kornela i Łukasz pojechali do Lipek,Kamil w trasie a ja wracałam do domu sama. Było już prawie ciemno bo musiałam kilka papierów podpisać. Szłam gdy obok mnie podjechał ciemny samochód. Wysiadł z niego jakiś facet,twarzy nie widziałam. Olałam go i ruszyłam szybciej w stronę domu aż poczulam,że ktoś przykłada mi dłoń do ust i ciągnie w niewiadomą mi stronę. Wepchnął mnie do samochodu dokładnie do bagażnika,przyłożył coś do ust. Momentalnie chciało mi się spać więc usnęłam.

***

Obudziłam sie w jakimś ciemnym pomieszczeniu jedynie z zapaloną żarówką przy suficie. Ogarnęłam,że nie jestem tu sama było jeszcze kilka dziewczyn przywiązanych do krzesła. Były to moje koleżanki z liceum Wiktoria,Majka,Karolina.
-Julka co sie tu dzieje?-Zapytała Majka.
-Skąd mam wiedzieć gdzie my w ogóle jesteśmy ?
-Twój dom,twoja piwnica nie kojarzysz tego miejsca.-I teraz zakumałam,że jestem w Międzyzdrojach ale jakim cudem skoro byłam jeszcze wczoraj we Wrocławiu.
-Kto mnie tu przyciągnął przecież ja byłam we Wrocku.
-Twój ojciec za wszystkim stoji. On mnie zgwałcił.-Wiktorii poleciało kilka łez.-A jak powiedziałam o tym moim rodzicom to potem mnie ktoś zgarnął i tu przywiózł.
Z Karoliną i Mają było tak samo.
-Mnie też jak miałam 15 lat i kilka miesięcy temu do tego pobił mnie a wczoraj mnie zgarnął tu. Ale dlaczego On to robi. Zadzwonił mój telefon. Chciałam go wyciągnąć ale byłam przywiązana do krzesła.
-Do tego miałyśmy jechać na koncert Kamila Bednarka do Koszalina dzisiaj tam gra.-Znowu zadzwonił mój telefon kurde wierciłam się jak mogłam i chyba sie odebrało do tego na głośniku.
-Bratowa jesteś tam?-To był Kondzio.
-Kondzio ratunku.-Krzyknęłam.
-Oco Ci chodzi?
-...-Było słychać kroki.
-Julka co sie stało?-Teraz była Kornela.
-Korni ratuj On tu idzie.
-Gdzie ty jesteś.
-Piwnica.
-Z kim gadasz gówniaro?-Warknął jakiś facet.
-Julka rozmawiałaś z Kamilem?
-Pomocy.-Ten facet wyciągnął mi telefon z kieszeni i rozwalił o ziemię a potem wymierzył siarczystego policzka.Teraz na dół zszedł mój stary.
-Myślisz,ze Kamil Cie nie znajdzie? Łukasz jako pierwszy tu przyjedzie z Kornelom i Konradem.
-I co ten twój cały Bednareczek Cię znajdzie? Może umie sie bić,ale nigdy was nie znajdzie.
-Ale Kamil nie jest głupi i będzie wiedział,że to twoja sprawka.
-Będzie sie bardzo musiał postarać,żeby Cie znaleźć.
-I znajdzie.-W głębi duszy miałam nadzieję,że Kamil nas znajdzie.
-Nie znajdzie.-Szyderczo się uśmiechnął.
-Jakim prawem śmiesz sie nazywać moim ojcem.
-Wynosimy sie z tąd do auta je.-Wyszedł a On i jeszcze jakiś facet zapakowali nas do jakiejś ciężarówki i ruszyli w drogę. W głębi duszy się modliłam,żeby zaczęli nas szukać. Jedyne czego teraz chciałam to,zeby nas uwolnili z tamtąd.Cholernie się bałam nawet nie wiecie jak bardzo. Nie wiem czy wyrzucą nas w jakimś lesie,czy pozabijają. Niczego nie wiem.

_______________________________________________________________________________
Jeden komentarz był,żeby było porwanie pomyślałam,że był by to dobry pomysł więc jest. Niektórym sie pewnie nie spodoba bo za mało grozy ale nie umiem pisać takich drastycznych scen. Piszcie czy wam sie podoba czy nie jeśli trzeba coś poprawić to porawię no i co ma dalej być z porwaną Julką? Sory,że tak późno ale od 9:00 nie było mnie w domu.
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 4

Obudziłam się już w trochę lepszym nastroju ale nie wiem kiedy zapomnę i czy dam radę. Wyszłam z pokoju Korneli i poszłam do salonu. Kondzio i Kornelka a co oni robią we Wrocku dzisiaj jak mieli wrócić jutro.
-Co wy tu robicie? Mieliście wrócić jutro.
-Też się cieszę,ze Cię widzę Juleczko jak się spało?-Zapytał rozweselony Kondzio. Od kąd mu powiedziałam,że nic między nami nie będzie to taki troche zmieszany chodził.
-Czy ty mi coś sugerujesz?
-Ja gdzie? Pytam sie tylko czy wygodnie sie spało?
-Bardzo ogólnie Kornelka ma wygodne łóżko.
-Jula a teraz powiesz mi co sie stało wczoraj mówiłaś coś o ojcu,to On Cię pobił?
-Ym no tak.-Spuściłam wzrok.
-Jest coś jeszcze prawda?-Spytał Kondzio.
-Nie mogę wam powiedzieć.
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę.
-Jula ale będzie ławiej Ci pomóc zapomnieć jeśli jest o czym.
-Muzyka mi pomoże zapomnieć.
-To ja Ci będę śpiewał na żywo taki mini koncert Bednarka ale proszę powiedz mi co się jeszcze wczoraj stało.
-Kamil nie mogę.
-Chodź.-Pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju i zamknął drzwi na kluczyk.-Nie wyjdziesz dopuki nie powiesz.
-Okej chcesz mnie znaleźć gdzieś nieżywą to proszę siadaj.-Usiadłam na łóżku a On obok mnie.-Wczoraj.-Czułam narastającą gulę w moim gardle.-Jak wróciłam z uczelni to poszłam do nas do domu sprawdzić czy wyjechali i wtedy On sie zaczaił.-Łzy napływały mi do oczu.-Najpierw mnie uderzył sam widzsz jak wyglądam a potem.-Łzy mi ciekły już po policzkach.-potem mnie zgwałcił.Rozumiesz to mój własny ojciec. Trzy lata temu kiedy miałam 15 lat też tak zrobił. Wtedy nie miałam sie komu wygadać rozumiesz własna matka by mi nie pomogła bo wolała z nim chlać niż sie dziećmi zajmować.-Kamil bez słowa mnie mocno do siebie przytulił.Przy nim czułam się tak bezpiecznie.
-Jula On Ci już nic nie zrobi ale musisz powiedzieć o tym komuś to nie moze być tak,że twój ojciec będzie sobie przyjeżdzał jak do siebie i robił Ci krzywdę.
-Nie Kamil to co tu powiedziałam niech zostanie między nami ok?
-Jasne chodź jakieś śniadanie co?
-No ok.-Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do kuchni. Zrobiłam wielki talerz kanapek każdemu coś do picia i do salonu.
-Ooo Juleczka kanapeczki zrobiłaś jak dobrze.-Zaczął Kondzio i odrazu zgarnął z talerza jedną.
-A Ciebie co nie karmią w domu? Właśnie mieliście wrócić jutro.
-Tak ale mama chciała sprawdzić czy mieszkanie jest całe bo jak Kamil tu mieszka i czasami coś ugotuje to yghgy bomba.-Zaśmiała sie Kornelka.
-Ej nie moja wina,ze jak miałem 15 lat to prawie nie spaliłem kuchni w Lipkach.
-Chciałeś sobie odgrzać makaron. Pamiętam zarobiło Ci sie wtedy od mamy.
-Zabrała mi komórkę,odłączyła internet w moim pokoju i nie mogłem nigdzie wychodzić przez dwa tygodnie.
-Kamil to ty może tu sie nie zbliżaj do kuchni bo pożar wywołasz.-Zasmiałam się i usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Jula otworzysz?
-Kondzio a ty nie masz nóg?
-Nie.
-Yhhgh.-Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stał zespół Kamila i jego menadżerka. OMG a ja jeszcze z obitym ryjem.
-Jest Kamil?
-Tak.-Otworzyłam im szerzej drzwi i weszli.Troche sie niezręcznie zrobiło bo chłopaki z jego zespoło to patrzyli na mnie a to na Kamila. Czy oni myślą,ze to On mnie pobił?
-Kamil.-Zaczęła groźnie jego menadżerka i spojrzała na mnie.
-Co? To jest Jula nasza przyjaciółka.
-Wiesz,ze nie oto mi chodzi.-Zrobił wielkie oczy.
-Ej ja jej nie dotknąłem Jula powiedz im,ze ja Cie nie dotknąłem.
-No właśnie to nie On tylko taki jeden pan nie będę go już obrażać. Ja będę leciała do siebie.-Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z mieszkania schodziłam powoli po chodach a przed mieszkaniem zobaczyłam mojego starego.
-Tu jesteś gówniaro chodź nie skończyłem z tobą.
-Czego ty jeszcze chcesz co?
-Ty bardzo dobrze wiesz czego chcę.
-Żałosny jesteś.-Strzelił mi w policzek i się odrazu za niego złapałam.-Nie wystarczy Ci to,że pobiłes mnie,zgwałciłeś mało? Nie możesz wrócić z tamtąd gdzie byłeś?-Krzyczałam na niego.
-Nie drzyj tego ryja bo jeszcze twój kochaś usłyszy.
-Kamil!!!.-Krzyknęłam i znowu wyłapałam w twarz ale teraz w nos i poleciała z niego krew. Jakimś cudem Kamil z Kondziem i resztą zeszli na dół i zaczęła się kłótnia i to ostra. Nie jeden raz jeszcze dał mi po ryju aż przyjechała policja i zgarnęli mojego ojca a do nas podszedł policjant i poszliśmy do mieszkania Kamila.
-To pani ojciec tak?
-Niestety.
-Pobił tak panią?
-Tak.
-Coś jeszcze?
-Nie.
-Jula.-Kamil na mnie spojrzał spod byka.
-Dobra ale nie przy wszystkich.-Poszłam z tym policjantem do pokoju Kornelki bo był najbliżej.-Ooon mnie wwczoraj zgg....zgwałcił.-Jakoś udało mi się nie rozpłakać.-To wszystko?
-Tak.-Stanęliśmy przed drzwiami.-Proszę jutro przyjechać na komisariat złożyć dokładne zeznania.
-Okej będę dowidzenia.
-Dowidzenia.-Wyszedl a ja usiadłam na kanapie obok Kamila.
-On sie nigdy odemnie nie odczepi.-Schowałam twarz w dłonie. On mnie znwou bez słowa przytulił,tak mocno przytulił.
-Załatwimy to jutro. Odczepi sie raz na zawsze albo pozna gniew Bednarka.
-Ty go lepiej zostaw dam sobie radę.

______________________________________________________________________________
Miałam wcześniej napisany ten rozdział ale chcieliście,zeby Julka powiedziała narazie Kamilowi to jest i teraz pytanie do was co chcielibyście przeczytać w kolejnych rozdziałach co bo tak jakby trochę brak weny. Zdaję się na was ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

Rozdział 3

Minął tydzień, Łukasz miał sie do dzisiaj pozbyć problemu z domu  potocznie zwanym naszymi rodzicami. Po zajęciach Kondzio i Kornela pojechali do rodziców do Lipek i wracają w niedzielę. Weszłam do swojego domu. Syf na maxa. Chyba nikogo nie ma. Rozejrzałam się po mieszkaniu i ktoś mnie złapał od tyłu.
-Co gówniaro nareszcie jesteśmy sam na sam.-To był mój ojciec tylko nie wiem czego On jeszcze odemnie chce.
-Czego chcesz?
-Ciebie.-Zaczął ciągnąć mnie w stronę mojego pokoju. Najpierw uderzył mnie z pięści w twarz potem kilka razy liścia po policzku. I wiem co On zamierza zrobić a ja się nie umiem obronić bo jest silniejszy.
Miałam wtedy 15 lat wróciłam do domu i na moje nieszczęście był ojciec. Najpierw zaczął mnie bić najbardziej po twarzy a potem mnie zgwałcił. Płakałam,prosiłam,krzyczałam ale nie przestawał. Poprostu robił to dalej. A jak zakończył swoją 'robotę' to jak gdyby nigdy nic kazał mi się ubrać i zagroził,że jak komuś powiem to mnie zabije a ja co miałam zrobić milczałam. Potem zaczęłam słuchać Reggae i to właśnie częściowo muzyka Kamila,Mesajaha,NDK i wielu innych wykonawców pomogła mi o tym zapomnieć a teraz co wszystko wraca tylko teraz bardziej mnie pobił. Znowu to samo co trzy lata temu,znowu mnie pobił,zgwałcił.
-A jak komuś powiesz to Cię zabiję.-Znowu to samo. Tak jak gdyby nigdy nic wyszedł z domu. Dałam radę się ubrać i skulić w kłębek. Nie zwracałam uwagi na to,że leci mi krew z wargi,że boli mnie cały policzek i,że będę miała śliwkę pod okiem. Nie wiem ile tak siedziałam i tępo się patrzałam w ścianę ale wiem,zę przerwał to Kamil.
-Ej Jula co jest.
-Nic.
-Przecierz widzę kto Ci to zrobił.
-Ojciec.
-Jula ale widzę,ze jest coś jeszcze. Chodź na górę.-Resztkami sił podniosłam się i dałam radę dojść do mieszkania Bednarków. Usiadłam w salonie. Podciągnęłam nogi pod brodę i tak siedziałam. Czułam dalej ten ból ten okropny ból. Nieświadomie sie rozpłakałam,poprostu nie kontrolowałam tego.
-Jula powiesz mi oco chodzi.
-On mnie zabije jak Ci powiem,niemogę.
-Jula.-Wypowiedział błagalnie moje imię.
-Nie mogę. Kamil mogę tu zostać,nie chcę wracać tam na dół.
-No jasne.-I ta niezręczna cisza która mi nie przeszkadzała. Znowu tępo patrzałam się tylko tym razem w podłogę. Bardzo długo.Moje wpatrywania przerwał głos Łukasza.
-Siostra czemu tu siedzisz?
-Nie chcę tam wracać.
-Ale co się stało?
-Niemogę,Łukasz ja nie chcę tam wracać.
-Kamil zajmiesz się nią?-Skierował te słowa do Kamila.
-No jasne.
Wiecie co teraz sobie uświadomiłam,że jestem totalnie słaba emocjonalnie. Włożyłam słuchawki do uszu i odpłynłam przy muzyce Reggae. Choć na chwilę o tym wszystkim zapomnę. Przy jakiejś smutnej melodii sie rozpłakiwałam. Najlepszy sposób to płacz.
Tak przesiedziałam do końca dnia.
-Jula chodź się położysz.
-Daj mi poduche to sie tu przekimam.
-Masz wolne dwa pokoje plus wolne miejsce obok mnie  a ty chcesz spać w salonie? Chodź pokój Korneli czy Kondzia?
-Korneli.-Położyłam sie do łóżka i dość szybko zasnęłam.

,,Zbliżał sie do mnie z nożem. Był coraz bliżej. Piszczałam,płakałam,uciekałam. Złapał mnie za szyję przycisnął do ściany.''

Obudziłam sie cała ze włzach i spocona. Nademną stał przestraszony Kamil.
-Jula to był zły sen.-Usiadłam na łóżku a On obok mnie.
-Gonił mnie z nożem,ja przed nim uciekałam ale mnie złapał.
-Przed kim?
-Nie wiem bo sie obudziłam.
-Chyba ja Cię obudziłem. Prawie piszczałaś,zeby Cię zostawił.
-Kamil ja się boję spać.
-Chodź tu.-Przytulił mnie i położył nas na łóżku.
-Bednarek tylko nie myśl sobie za dużo.
-No,no śpij Jula,śpij.

*

Po chwili Julka spała. Nie wiedziałem co sie z nią dzieje i dlaczego siedziała u siebie w domu cała zapłakana i pobita? Muszę sie tego dowiedzieć ale to jutro. Ja po chwili też zasnąłem.
Obudziło mnie głośne wejście do pokoju. Otworzyłem leniwie oczy i zobaczyłem Kornelę,Kondzia i rodziców.
-Cicho bo ją obudzicie wyjazd zaraz wyjdę.-Oni wyszli z pokoju a ja wyślizgnąłem się delikatnie z uścisku Julki i poszedłem do salonu gdzie siedzieli z nieciekawymi minami.
-Kamil co ty robiłeś z Julką w jednym łóżku.-Zapytała Kornela.
-Słuchajcie wczoraj znalazłem ją u niej w domu całą zapłakaną i pobitą potem jak tu przyszła siedziała i sie nie odzywała a w nocy piszczała,płakała,że ktoś ma ją zostawić.
-Łukasz?-Spytał Kondzio.
-Nie,On jest za bardzo delikatny mi krzywdy nie zrobił a jej tym bardziej by nie zrobił.
-Możecie mi wyjaśnić kim jest ta dziewczyna która śpi u Korneli w pokoju?-Oburzyła się mama.
-Przyjaciółka.-Powiedziałem.
-Bardzo dobra przyjaciółka.-Dodała Kornela.
-Podoba wam się prawda?-Zapytał tato.
-Boże co wy macie każda dziewczyna ma sie nam podobać?-Teraz wtrącił Kondzio. Myślałem,że On i Julka cos ten teges.
-No ładna jest a co?-Podniosłem jedną brew.
-Nic,nic ale widać dbacie o mieszkanie.-Powiedziała mama czyli kontrola czy dom jest cały.
Pogadaliśmy troche mama jeszcze poględziła,ze mamy na siebie uważać i takie duperele i wrócili do Lipek.
-Kondzio a ty nic ten teges z Julą tylko szczerze?
-Nie,sama mi powiedziała,że nic nie będzie.-Czyli mam u niej jakieś szasne.
-A będziesz bardzo zły jak się trochę bardziej zaprzyjaźnie z Julą?-Kiedyś mieliśmy umowę,ze żadna kobieta nas nigdy nie skłóci nawet taka piękna Julka.
-Jeśli da Ci szansę i będzie z tobą szczęśliwa to droga wolna.
Nie powiem Jula jest cudowną kobietą i coś mnie do niej ciągnie. Coś takiego nie wiem sam jak to nazwać. Nie wiem no to takie skomplikowane.

________________________________________________________________________________
Ale sie porobiło nie? Julka powie im co się stało wtedy w domu czy nie ? Jakieś pomysły na kolejne rozdziały?
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 2.

Następnego dnia obudziła nas Kornela. Otworzyłam oczy  ogarnęłam,że leżę przytulona do Kondzia. Okej kumam jakby On sie do mnie przytulał ale ja do niego czułam sie bardzo zawstydzona.
-Wstawać  już 7:30 za pół godziny mamy wychodzić.-Wyszła z pokoju.
-Kondzio wstawaj.
-Niee jeszcze 5 minut tu jest tak wygodnie.
-Wstawaj do cholery.-Krzyknęłam mu nad uchem i otworzył oczy.
-Czego sie drzesz kobieto nie dasz sie wyspać.
-Mamy pół godziny do wyjścia a twoje dredy są każdy w inną stronę i pierwsza zajmuje łazienkę.
-Hahahh chyba nie.-Podniósł sie do pozycji siedzącej a ja wybiegłam mu z pokoju ale przedemną do łazienki wlazł Kamil.
-Ej no Bednarek wyłaź.
-Było spać tak do późna z moim bratem.-Walnęłam ręką w drzwi i poszłam do kuchni gdzie była Kornela.
-Jak sie spało?-Spytała z szerokim uśmiechem.
-Wygodnie.
-Kondzio ogólnie jest wygodny.
-Czy ty coś sugerujesz?-Podniosłam jedną brew i hamowałam mój wybuch smiechu.
-Jaa gdzie tylko ta poza w jakiej was zastałam.
-Ej to było nieświadomie jak zasypiałam byłam na drugim końcu łóżka.
-Kamil wyłaź z tej łazienki do cholery.-Kondzio krzyczał do swojego brata.
-Było tak długo spać z Juleczką to teraz czekaj.
-Wystarczy Julka.-Odkrzyknęłam a zrezygnowany Kondzio poszedł do nas.
-Zabije go kiedyś już mamy jakieś 20 minut do wyjścia a ta cholera siedzi w łazience i tak przesiedzi pół dnia w domu.
-Trudno nie pójdziemy na jeden wykład.
-A potem będą się rzucać.
-To wtedy wezmę Kamila za te jego wszystkie dredy i zaciągnę na uczelnie i wtedy im wytłumaczy,że zajął łazienkę. Korni idziesz teraz czy na następny z nami?
-Idę teraz usprawiedliwię was powiem,ze zalaliśmy Julkę i ogarnia chate i będzie za godzine czy coś w tym stulu. Wymyślę a ty w szafce masz kosmetyki zapudruj sobie policzek.
-Bardzo widać?
-Trochę.
-Kur...
-Jula nie klnij-Skarcił mnie Konrad.
-Dobra.-Równo o 8:00 Kornela wyszła z domu a Kamil z łazienki.
-Serio ty sie tyle szykujesz?-Spytałam poirytowana a Kondzio ruszył do łazienki.
-Ja też mam potrzeby,kawki?
-Mocnej i stawiasz mi jutro śniadanie,specjalnie będziesz leciał na dół albo nie wiem gdzie zależy od mojego miejsca zamieszkania na dzisiejszą noc więc tak jajeczniczka z szyneczką,kanapeczki,ciepła kawka i rogalik.
-I co jeszcze?-Prychnął.-Kondzio niech Ci zrobi śniadanko.
-Przez Ciebie nie idziemy na pierwszy wykład bo królewicz ma potrzeby pół godzinnej toalety i będą się nas czepiać.
-Jula masz wolną toaletę.-Konrad wyszedł z łazienki.
-Zamaskuj sobie policzka.-Dodał Kamil na odchodne. Wiecie co stwierdzam,ze tem człowiek potrafi być upierdliwy. Umyłam zęby,wytuszowałam sobie rzęsy i zamaskowałam policzka pudrem. Jak dobrze,ze Kornela ma taki sam kolor skóry jak ja. Wyszłam z łazienki odświeżona i pachnąca.
-Kamil gdzie moja kawka?-Spytałam.
-Tam.-Pokazał na kubek obok kuchenki. Wzięłam łyczka i stwierdzam,ze umie robić kawe. Ma u mnie plusa.
-Jula kanapeczkę?-Spytał Kondzio.
-Jedną.
-Masz.-Podał mi kanapkę z szynką i pomidorkiem.
-Dzięki.
-Kamil ale śniadanko dla mnie dalej aktualne pamiętaj na jutro jajeczniczka z szyneczką,kawka,kanapeczki i rogalik.
-I co może do łóżka mam Ci przynieść?
-Noo ale o 7:00 bo nie chcę się na wykład spóźnić.
-Jula nie licz na niego on nie umie gotować.
-Ty też.-Odparł Kamil na swoja obronę.
-Właśnie wiem dlatego kiedś kobieta będzie mi gotować.-Kamil tak spojrzał na mnie.
-Co sie tak na mnie patrzysz co? Ja wam nie będę gotować ja umiem zupkę chińską zrobić albo pierogi usmażyć.
-To co ty jesz?-Spytał Konrad.
-Zanim tu przyjechałam to babcia mi gotowała a jak tu przyjechałam to albo kanapki,czasami Łukasz coś ugotuje ostatnio byliśmy na pizzy da się żyć.
-A gdzie ty mieszkałaś wcześniej?
-Międzyzdroje.
-Na wakacje mnie tam zabierzesz.
-Chyba do hotelu. Babcia mieszka sama w kawalerce u ciotki nie ma miejsca a do mojego domu o ile to można domem nazwać nie chciałbyś wejść.
-Aż tak źle.
-Od kąd skończyłam 14 lat musiałam sobie radzić sama. Kiedy tylko mogłam dorabiałam albo gdzieś sprzątając na czarno,albo roznosiłąm gazety i też dało się żyć. Jedynymi osobami które mi i Łukaszowi pomagały to jest to babcia i ciocia. Starzy olali nas na całej lini.-Czułam,ze moje oczy robią sie bardzo mokre a po chwili łzy spływają po policzku razem z tuszem do rzęs przez co całą sie rozmazałam.
-Zaraz wracam.-Poszłam do łazienki i doprowadziłam sie do stanu w którym mogę się pokazać ludzkości.Spojrzałam jeszcze na zegarek w telefonie który wskazywał godzinę 8:55 czyli mamy 5 minut.
-Konradzie ubieraj sie wychodzimy.-Powiedziałam to takim sztywnym i poważnym głosem jak w tych filmach.
-Pani Julio proszę poczekać na mnie dwie minutki.
-Dobra ale szybko.-Zniknął na chwilę w swoim pokoju a do mnie podszedł Kamil.
-Julaa dasz się wyrwać do kina?
-Łukasz nie pozwala mi się umawiać ze starszymi.-Usmiechnęłam się.
-Dostałem kosza?
-Najwyraźniej.
-Może dałaś mi kosza ale pamiętaj złociutka Kamil Bednarek dąży do celu i nie poddaje się bez walki.-Szybko uciekł do swojego pokoju. Aha czyli to oznacza,że Kamil chce iść ze mną do kina ale chyba nie we Wrocławiu bo jego fanki by nie dały spokoju. Boże dlaczego ten świat jest taki skomplikowany?
________________________________________________________________________________
Macie może jakieś sugestie,pomysły na dalszą akcję?  Następny w piątek. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 1

Jeszcze tego samego dnia poszliśmy z Kondziem na pizzę. Prosiłam Kornelę,żeby z nami poszła ale się wymigała. Było serio fajnie wymieniliśmy się numerami telefonu i wieczorem nawet odprowadził mnie do domu. Co dziwniejsze wchodził na górę.
-A ty gdzie mieszkasz?-Spytałam.
-Nad tobą dobre nie ?
-Do jutra.-Pomachałam mu.
-Jutro o 8:00 będziemy z Kornelą przed blokiem na Ciebie czekać paaa.-Zamknęłam drzwi,ściągnęłam kurtkę,buty i weszłam do dużego pokoju. Łukasza nie było a no tak w pracy jest. Aktualnie mamy godzinę 20:08 czyli 52 minuty spokoju. Usiadłam w drugim pokoju i włączyłam sobie telewizor a dokładnie MTV. Takim sposobem minął mi czas aż do przyjścia Łukasza.
-Jesteś w domu?-Zawołał z przedpokoju
-Taa bo co ?
-Nic sprawdzam Cię. Co kolega Bednarek odprowadził wcześniej do domu?
-Po pierwsze nie twój interes,po drugie mieszka nad nami.-Zadzwonił mój telefon spojrzałam na wyświetlacz to mama.
-Matka dzwoni.
-Odbierz moze coś się stało.
-Halo?
-Julka gdzie ty jesteś?
-Daleko od was.
-Gówniaro nie pyskuj i w tej chwili mów mi gdzie jesteś.
-Po co Ci to potrzebne co ?
-Co matka już nie może Cię odwiedzić.
-Od kiedy się tak nami interesujesz co ?
-Daj mi Łukasza.-Podałam mu telefon i on to sie zaczął z nią kłócić ale w ostateczności jej powiedział gdzie mieszkamy.
-Idioto po co ty jej powiedziałeś gdzie mieszkamy co?
-Poszła by na psiarnie i nagadała jakichś głupot,że zwialiśmy z jej kasą i co wpadli by nam w chate,nas zabrali a Ona by miała satysfakcję. Sama wiesz co potrafi.
-Ja Ci obiecuje,że jak Ona tu będzie nocować to ja wychodzę.
-I gdzie pójdziesz co?
-Do Korneli.-W sumie to nie wiedzialam czy by mnie przygarnęła na jedną noc ale zawsze warto spróbować.
-A to ta taka ładna która siedziała z tobą i tym młodym na korytarzu na uczelni?
-Taa a bo co?
-Fajna jest zapytasz się jej czy nie chce  iść do kina.
-Może powiem może nie.-Poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa. Nic ciekawego na tym świecie i nie obyło się bez muzyki. Okolo 23:00 poszłam spać jeśli rano mam być przytomna.

***

Obudziłam się dokładnie o 7:20. Wstałam ubrałam się i poszłam do kuchni.
-Brat zrób mi płatki.
-Bozia dała rączki więc sobie zrób.
-Ale ty jesteś.-Musiałam sobie sama zrobić śniadanie i o 8:00 wyszłam z domu. Kondzio tak jak mówił tak czekali na mnie przed blokiem. Dałam sobie z Korni buziaka w policzek i mogliśmy ruszyć.
-Ej a ja? Ja też chce buziaka no.-Kondzo tupnął nogą jak małe dziecko które czegoś nie dostało więc cmoknęłam go w policzek. Dzisiaj wyjątkowo świeciło słońce i było cieplej.
-Ej ludzie to co jakiś mały spacer po wykładach jak jest taka ładna pogoda.-Zaproponowałam.
-W sumie okej.
-No to pójdziemy.
-A właśnie Kornela mój brat się pyta czy chcesz iść z nim do kina.
-No jasne ale nie zrobi mi krzywdy prawda?
-Nie on jest tylko nadopiekuńczy.
-To zadzwoń do niego i powiedz,że będę po wykładach czekać przed uczelnią. Jak sie spóźni to ma problem.
-Okej.-Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Łukasza.
-No co znowu?-Nie ma co miłe przywitanie.
-Kornelka się zgodziła iść z tobą do kina czy gdzie wy tam idziecie. Będzie czekać po wykładach przed uczelnią i jak sie spóźnisz to masz problem.
-To mi powiedz o której kończycie co?
-O 16:00 paa brat.-Rozłączyłam się.
Poszliśmy na uczelnie,znowu wykłady i nudy. Ale jak sie chce mieć jakieś wykrztałcenie to trzeba cierpieć.
O 16:00 skończył się ostatni wykład i we trójkę wyszliśmy z uczelni. Przed nią już był Łukasz. No,no odpicował się. Serio Kornelka musi sie mu podobać.
-No brat ale sie odwaliłeś. Powodzenia wam życzę.-Razem z Kondziem ruszyliśmy w stronę parku. Pogoda dalej dopisywała i z tego się najbardziej cieszyłam. Długo chodziliśmy
-Co powiesz na gorącą czekoladę co ? -Spytał mój towarzysz.
-A umiesz?
-Wujek Kondzio robi najlepszą.-Zrobił śmieszną minę.
-Okej to chodź.-Takim trafem poszliśmy do niego do domu. Do siebie nie miałam daleko. Przekroczyliśmy próg jego mieszkania a z jednego z pokoi wyszedł Kamil. Troche sie zawstydziłam.
-No,no brat twój wyjeżdża na dwa tygodnie a ty już sobie koleżanki przyprowadzasz.
-Kamil idź z tąd.-Kondzio prawie na niego warknął.
-Czekaj daj mi sie z koleżanką przywitać. Kamil jestem.-Wyciągnął rękę.
-Julka.-Odwzajemniłam gest.
-To mi powiedzcie jak sie poznaliscie co ?-Tandetny tekst na rozwinięcie rozmowy ale moze być.
-Oblałam go kawą.
-Bardzo na Ciebie krzyczał?
-Nie krzyczał wcale.
-To mu sie podobasz.
-Kamil wyjdź.-Kondzio robił sie cały czerwony.
-Okej,okej brat tylko mi powiedz gdzie moja siostra ukochana.
-Poszła na randkę z kolegą piętro niżej.
-Łukasz tak?
-Ta a co chcesz sie zaprzyjaźnić,Kornelka da Ci namiary.-Uśmiechnęłam się.
-Poradzę sobie.-Kamil zniknął u siebie w pokoju a Kondzio zrobił nam gorącą czekoladę. Powiem wam,że to najlepsza jaką piłam. Potem jak sobie wygodnie usiedliśmy w salonie to Kamil do nas dołączył. Najpierw Kondzio go wyganiał ale mi było trochę głupio,że my tak we dwoje a On sam więc się do nas przysiadł. I zaczęli opowiadać swoje wpadki z dzieciństwa i śmieszne akcje w trasie Kamila. Leżałam na ziemi ze śmiechu. Naszą cudowną przepiękną atmoferę przerwał telefon od ojca.
-Co chcesz?-Warknęłam.
-Trochę szacunku do ojca gówniaro i chodź bo do domu nie mogę wejśc.
-A Łukasz gdzie?
-Zaraz przyjdzie.
-Tylko nie rób zadymy zaraz zejdę.-Wiem,ze jak On czegoś nie dostanie to potrafi zrobić taką zadyme,że masakra.
-Kto to?
-Mój stary. Kondzio zejdziesz ze mną na dół do niego.
-No jasne chodź.-Założyłam na nogi buty i zeszliśmy. Stał z matką.
-Czego wy tu chcecie co?
-Otwieraj drzwi gówniaro.
-Bo co to jest moje i Łukasza mieszkanie a wam do niego gówno.
-Jeszcze słowo a zarobisz.
-Poczekaj sobie na swojego synka bo ja Ci drzwi nie otworzę.-Wiedziałam,ze zarobię za to w twarz i tak sie stało uderzył mnie. Kilka łez mi poleciało i przyszedł Łukasz z Kornelą. Ona tak jak i Kondzio nie wiedzieli oco chodzi. Łukasz,żeby nie hałasować wpuścił ich do domu a ja nie chciałam wchodzić sama więc Kondzio i Kornela też weszli.
-Czego tu chcecie?-Zapytał.
-Jak to co z własnymi dziećmi pomieszkać.
-Żebyście nam z domu meline zrobili.-Zaśmiałam się ojciec już sie do mnie zbliżał ale Kondzio mnie osłonił bo bym wyłapała.
-Łukasz ja sie wyprowadzam nie będzie z tymi ludźmi mieszkała. Nie wiem co ty z nimi zrobisz ale wiem,ze ja tu z nimi mieszkać nie będę.-Poszłam do swojego pokoju spakowałam kilka rzeczy.
-Łukasz jak sie ich pozbędziesz to sie odezwij.
-A gdzie ty teraz idziesz co ?
-Nie wiem. Mam kasę jakiś hotel sobie znajdę.
-Będzie u nas.-Powiedział Konrad i wyszliśmy od nas z domu. Czułam mój pulsujący policzek.
-Ale ja sobie dam radę.-Broniłam się,żeby nie iść do kogoś w łaskę serio nie lubię jak ktoś sie nademną lituje.
-Nie marudź tylko chodź.-Wziął moją walizkę i ruszył do góry  więc ja za nim a Kornela za mną. Weszliśmy do środka i Kamil znowu się wyłonił z pokoju.
-Ooo widzę Juleczka zostajesz u nas.
-Kamil daj sobie spokój nie mam ochoty na twoje żarciki okej?
-Okej,okej.-Poszliśmy do salonu a Kornela dała mi lód.
-Jakbyś chciała kiedyś zostać moją bratową to masz teściów pijaków.
-Do szczęścia twoi rodzice mi nie są potrzebni a pozatym spotykam sie z Łukaszem a nie waszymi rodzicami.
-Jula On tak zawsze?-Spytał Kondzio.
-Jak do niego pyskuje i to tak czyli bardzo często bo mam niewyparzony język.
-On Cie więcej nie uderzy ja Ci to obiecuje.
-Kondzio nie mieszaj sie bo tobie jeszcze krzywde zrobi.
-No to co? Wiesz małe fight nie zaszkodzi ale nie będzie Cie bił no błagam.
Przegadaliśmy jeszcze trochę i chciałam sie przekimać.
-Kondzio daj mi jąś poduche i koc.
-Ty śpisz u mnie w pokoju ja w salonie.
-Nie ja śpie w salonie.-Dążyłam do tego,żeby dał mi jakiegoś jaśka,koc i koniec.
-Nie ja ty u mnie.
-I co może jeszcze z tobą?
-Fajnie by było to jak?
-Ale łapska przy sobie bo inaczej wyłapiesz odemnie gorzej niż ja od swojego starego.
-Dobrze prze pani.
Swoją drogą ma wygodne łóżko. Kondzio tak jak obiecał tak też trzymał łapy przy sobie potem zasnęłam.

_________________________________________________________________________________
No i jest. Wiem,ze może jest troche nudny i długi ale zaczynam dopiero.
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Prolog.

Julka Tkacz tak się nazywam. Zwykła nastolata z wielkimi marzeniami. Studia,dobra praca tylko w życiu ciąglę pod górkę. Międzyzdroje to z tamtąd wylądowałam we Wrocławiu. Brat pomógł mi znaleźć mieszkanie które z resztą i tak On opłaca dopóki sobie nie znajdę pracy. Rodzice już się nami nie interesują jednym słowem mają na nas wywalone dopiero jak coś chcą to przypominają sobie,że jestem ja i Łukasz. Jedynie co pozwala mi zapomnieć to muzyka Reggae to tak naprawdę dzięki niej jestem jeszcze w miarę stabilna emocjonalnie. Wracając do rzeczywistości to dzisiaj jest pierwszy dzień na nowej uczelni. Szczerze to mam lekkiego stresa. Mamy październik chłodno już na dworze,deszcz mrzy nic ciekawego. Na wykładzie spokojnie siedziałam i robiłam notatki. Na kolejnym tak samo. Dwie godziny męczarni potem była godzinna przerwa więc podeszłam do jednego z automatów po kawę. Wracając pod salę na kogoś wpadłam i cała zawartość mojego kubeczka wylądowała na obcej bluzce.
-Przepraszam,przepraszam nie zauwazyłam daj ja Ci ją wypiorę oddam kasę.
-Nie no nic się nie stało. Kondrad.-Wyciągnął dłoń.
-Julka.-Odwzajemniłam gest i ogarnęłam,że rozmawiam z Kondradem Bednarkiem chyba.-Czekaj ty jesteś...-Nie dane mi było dokończyć bo mi przerwał.
-Tak jestem Bednarek a to moja siosra ale nie krzycz.-Nawet nie wiem kiedy się znalazła obok niego Kornela.
-Nie mam zamiaru ale co zrobisz z tą bluzką która została nie powiem,ze lekko zmoczona przez taką gapę jak ja?
-Dam sobie radę,mamy godzinę przerwy skoczę do domu i się przebiorę ale wzamian dasz się wyciągnąć na pizze.
-Ja stawiam bo zalałam Ci bluzkę.
-Jak chcesz to co ja zmykam dozo na wykładzie.-Bardzo szybko się pokierował do wyjścia i zniknął nam z pola widzenia.
-Julka.-Wyciągnęłam rękę do Korneli bo nie wiem czy słyszała jak sie nazywam.
-Kornela.-Z uśmiechem odwzajemniła gest.-Chodź kupimy sobie po kawie i usiądziemy pod salą.
Tak jak powiedziała Kornela tak też zrobiłyśmy. Szybko udało nam się znaleźć wspólny język,wymieniłyśmy się numerami telefonu i tak gawędziłyśmy aż Korni nie wypaliła z tematem
-Spodobałaś się Konradowi.
-Co?
-No co,co? Na kogoś innego by wrzeszczał,że oblał mu jego ulubioną bluzeczkę a dla Ciebie był miły i do tego zaprosił na pizze.-Czułam,że się robie czerwona.
-Nie wiem co mam powiedzieć.
-Nie bój się krzywdy Ci nie zrobi-Naszą rozmowę przerwał telefon od mojego brata.
-Halo.
-No hej siostra jak tam pierwszy dzień na uczelni?
-Łukasz przeszkadzasz trochę ale jest dobrze mili ludzie dzisiaj może wrócę później do domu nie wiem.
-Masz klucz?
-Nie.
-I co specjalnie będę latał Ci z kluczem jezu kobieto ty kiedyś głowy zapomnisz. Gdzie masz wykład?
-Pod 115.
-Będę za 10 minut.
-Noo.-Rozłączylam się.
-Kto to?
-Mój brat czasami wkurza ale to mój brat.
Minęło 10 minut potem 15 potem 20 aż zjawił się Kondzio a mojego brata dalej nie widać.
-Kondzio ale nie jesteś zły za tą bluzkę prawda?
-Nie jestem ale pamiętasz po wykładach pizza.
-Okej,wiem,wiem.-Łaskawie mój brat raczył sie zjawić.
-Serio 10 minut?-Spytałam poirytowana.
-Oj nie przesadzaj wiesz,ze u mnie z dziesięciu zamienia sie na dwadzieścia. Masz i przed 22:00 w domu.
-Zobaczę.
-Jak Cie o 22:00 nie będzie w domu to Cię sam znajde i będzie nie miło.
-Tak też Cię kocham a teraz idź bo mi siare robisz.
-Ja nie kłamie.-Puściłam mu buziaczka w powietrzu i poszedł.
-Kto to?-Spytał Kondzio.
-Mój brat.
-Fajnyy.-Oznajmiła Kornela.
Takim sposobem zleciał nam czas do końca przerwy i resztę wykładów.

______________________________________________________________________________
Oto prolog myślę,ze pierwszy rozdział będzie jutro ewentualnie pojutrze. Mam prośbę jestem tu nowa i moglibyście jakoś pomóc rozsławić bloga?
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.