Październik,Listopad i nastał nasz ukochany Grudzień. Dzisiaj z Kornelom gramy koncert mikołajkowy we Wrocławiu. Na świeżym powietrzu,i jest git. Jakoś w połowie koncertu chłopaki przystopowali i na scenę wszedł Kamil. Cały uśmiechnięty od ucha do ucha. Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i zaczął mówić do mikrofonu.
-Jula,wiesz,że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i wiem,że nie wiadomo co by się działo to byłabyś przy mnie a ja przy tobie. Mam takie jedno pytanko.-Z kieszeni wyszperał czerwone pudełeczko,klęknął na kolano.-Wyjdziesz za mnie?-Rozpłakałam się tam na miejscu a jedyne co dałam radę to kiwnąć głową na tak. Na palec wsunął mi piękny srebrny pierścionek (klik) i mocno przytulił. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat,klaskać piszczeć. Potem skocznym krokiem zszedł ze sceny. Dokończyłyśmy koncert,i zbiegłyśmy za scenę. Zdjęłam szalik i kurtkę zabrałam jakiegoś markera i poszłam do fanów z Kornelom. Nie minęło dużo czasu a na głowę ktoś założył mi czapkę a na szyję szalik. Obróciłam się i zobaczyłam Kamila.
-Młoda grabisz sobie,jesteś spocona,jest zimno a ty bez czapki i szalika chcesz być chora?
-To będziesz mnie leczył.
-Doktor Bednarek? Leczyłabym się.-Powiedziała jedna dziewczyna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Ja też,ale wiesz co On to by Cie do mamy wywiózł.
-No co mamusia robi dobre herbatki.
-Ty możesz robić za grzejnik.-Dodałam.
-Co jestem aż taki gorący?
-Kamil.-Skarciłam go.-Tu są dzieci.
-Z rozbudzoną wyobraźnią.-Dodał.
-Ty jesteś dzieckiem z rozbudzoną wyobraźnią...Pędzel.-A ten się zaczął chichrać jak małe dziecko.-I teraz jesteście świadkami,ze wasz ukochany Kamil ma rozbudzoną wyobraźnie z głupiego pędzla się śmieje.
-Grabisz sobie młoda.-Wydusił przez śmiech.
-Mamusia Cie przygarnie skarbie.
-Razem z tobą.-Puścił mi oczko.
Po godzinie rozdawania autografów wróciliśmy do domu.
-Kocie o której jutro zaczynasz i kończysz zajęcia?
-Zaczynam o 9:00 a kończę o 16:00 a co?
-Czemu tak długo?
-Bo się kształcę.
-Przecież możesz śpiewać.
-Kamil gadaliśmy już o tym tak?
-No tak zawiozę Cie i przywiozę bo jadę do mamy i samochód mi potrzebny.
-Luuz.
Kolejnego dnia o 8:40 podjechaliśmy pod uczelnię.
-Będę o 16:00.
-Ok.-Dałam mu buziaka i wyszłam z samochodu. Podeszłam do reszty,która na mnie czekała.
-No,no przyszła Pani Bednarek.-Zaśmiała się Asia. Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszliśmy do środka bo było zimo a nawet bardzo.
-Pokaż to cudo.-Wystawiłam jej palca z pierścionkiem.
-Jezu,ale boski masz faceta anioła.
-I jest aniołem.-Powiedziała Kornela wyraźnie coś sugerując. Rzuciłam jej pytające spojrzenie na co tylko wzruszyła ramionami.
-Ej idziemy na jakieś piwo po zajęciach?-Spytał Szymek.
-Ja odpadam Kamil po mnie przyjeżdża i puki jest w domu to będę z tego korzystać.
-Oni teraz za dwa dni jadą i wróci dzień przed wigilią.
-No właśnie.
Ćwiczenia jak ćwiczenia można powiedzieć,że nie jakieś nudne. Tym razem o 12:00 był obiadek,czyli godzina przerwy.
-Ej obczajamy Mc Donald?-Spytał Eryk.
-Nie zdążymy 20 minut sie tam idzie.
-Po przerwie mamy wykład,ale czy ktoś powiedział,ze musimy na niego iść? U niego to i tak zawsze nudy to jak robimy sobie 2,5 godziny przerwy?
-Idziemy.-Odezwałam się pierwsza,bo w sumie miał rację każdy spał na tych wykładach. Reszta też sie zgodziła i ruszyliśmy do maka. Po 20 minutach weszliśmy do ciepłego pomieszczenia. Rozejrzałam sie jak to miałam w zwyczaju i niestety w moje oko wpadł Konrad z jakąś laską i napewno nie była nią Kinia.
-Korni to jest twój brat prawda?-Spytałam Kornelę.
-No to Konrad.-Boże to było obleśne miziali się po rękach. Szczerzyli sie do siebie....fuu. Nie no przegiął a jeszcze wczoraj był z Kinią i się kochali najbardziej na świecie. Podeszłam do nich,a mina Konrada bezcenna. Co? Myślał,że jak chodzę na studia to do maka nie przyjdę?
-No,no szwagier co ja widzę. Kinia zmieniła twarz?
-Ale co ty tu robisz?
-Obiad jem. Przyjedź później do nas pogadamy sobie,poważnie pogadamy.-Puściłam mu oczko i poszłam z resztą moich towarzyszy do kasy zamówić sobie jedzenie. Ciekawe co by Kinia na to powiedziała? Uznałyśmy z Kornelom,że nikomu o tym nie powiemy to zostanie między nami.
Po naszej przerwie wróciliśmy na uczelnię. Ciągle myślałam o tym dlaczego Konrad jest takim idiotą,żeby zdradzać Kinię z tym czymś z czym był w maku. O 16:00 skończyliśmy zajęcia. Wyszliśmy przed budynek,Ania,Asia,Eryk i Szymon już poszli a my chwile jeszcze gadałyśmy.
-Korni przyjedź później do nas,trzeba z Kondziem pogadać.
-Dobra,będę napewno to co dozobacznia.-Dałyśmy sobie buziaka w policzek i ruszyłam na parking gdzie czekał Kamil. Dałam mu buziaka i ruszyliśmy do domu. Napisałam sms do Konrada. ,,Witaj zdrajco! ; ) Za godzinę u nas.''
Bardzo szybko odpisał.
,,Nie dam rady. ;/''
Odpisałam:
,,Fajnie by było jakby tak Kinia Ci dała w twarz z otwartej. Jak wyłapiesz to powiedz,czy boli. ;)''
Odpisał.
,,Yhgh dobra za godzinę będę. Cześć''-Już nic nie odpisywałam. Mały szantażyk nie zaszkodzi.
O 17:00 przyjechała Kornela i czekaliśmy na Kondzia. Przyjechał w końcu.
-Spóźniłeś się pół godziny.-Syknęłam.-Ciekawe co Ci zajęło tyle czasu.-Powiedziałam z chamskim uśmieszkiem.
-Nie twój interes.-Warknął.
-A jednak mój. -Znowu się chamsko uśmiechnęłam. Kamil musiał iść na zewnątrz bo Maciek po coś przyjechał i to lepiej dla niego. Wyciągnęłam telefon i szukałam numeru Kini,po znalezieniu go wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Halo.
-Hej Kinia.-Ten strach Konrada bezcenny.
-Hej coś się stało?
-Czy coś się stało? Tak,ale nie oto chodzi. Wiesz może co robił Konrad w południe?.-Na usta mi się nawinął chamski uśmieszek.Polubiłam go.
-No w domu był a coś chciałaś od niego?
-Miał mi notatki przywieźć,ale okazały się zbędne a teraz nie odbiera telefonu.
-Może u chłopaków jest i nie słyszy.
-Może,a wpadniesz na weekend na jakieś piwko?
-Z chęcią.
-To co zgadamy się jeszcze nie?-Spytałam dalej chamsko się uśmiechając do Kondzia.
-Spoko,to narazie. Paa.
-Pa.-Wyłączyłam się i rzuciłam telefonem na łóżko.
-I co dalej myślisz,że Julka jej tego nie powie?-Spytała Kornela z podniesioną brwią.
-Teraz to ja pociągam za sznurki a ty jesteś taką marną pacynką która zrobi wszystko,żeby Kinia sie nie dowiedziała,ze jesteś frajerem.
-Nie powiesz jej tego.
-Zobaczymy,a teraz idź bo koleżanka będzie tęskniła.
-Chcesz mnie zniszczyć to zrób to teraz i tu zadzwoń do niej i jej powiedz.
-Niee wolę Cie trochę potorturować.-Puściłam mu oczko. Wrócił Kamil.
-Co brat? Jak tam Kinia.
-Spinę mają.-Wtrąciłam.
-Pogodzicie się. Kicia jednak jutro jedziemy w trasę.
-I wrócicie przed Wigilią?
-Nom.-Heeee czyli Kondzio ma wielkiego pecha,teraz ze mną nawet brat go nie uratuje. Jeśli serio kocha kinię to będzie mnie błagał na kolanach,żebym jej nic nie powiedziała. A czy kocha? To się okaże w praniu.
__________________________________________________________________
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
poniedziałek, 30 września 2013
sobota, 28 września 2013
Rozdział 31.
Łukasz chciał,żeby Kornela też miała jakieś udziały w firmie i się zgodziła,więc trzeba dokończyć studia. W Październiku zaczynamy a co się wiąże z tym,że koniec ze śpiewaniem....narazie. Wrócę do tego,ale dopiero po studiach. Do Września koncertujemy i potem wracamy do Wrocławia.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.
Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.
Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.
_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.
Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.
Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.
_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
piątek, 27 września 2013
Rozdział 30.
Nastał Kwiecień. Kamil długo nie wraca z trasy a jak do niego dzwonię i sie pytam kiedy wróci to mówi,że wypadł im dodatkowy koncert i tak ciągle. Mam jakieś dzikie wrażenie,że jest jakaś inna przez co bardziej chciałam sie poświęcić muzyce. W internecie nawet znalazłam kilka artykułów jak sie wozi z jakąś czarnulą po mieście np po Warszawie. Siedziałam u nas w mieszkaniu z Konrelom i pracowałyśmy nad nową płytą. Chcemy jak najszybciej wydać,żeby już jechać w trasę. Zadzwonił dzwonek do drzwi,czy to Kamil? Ale On ma klucze. Poszłam otworzyć a w progu stała mama z jakąś panią i doszedł do nich Łukasz. Wpuściłam ich do środka.
-Mamo mogłaś powiedzieć,ze przyjedziesz to bym sie jakoś przygotowała.
-Znowu nie spałyście całą noc?-Zmierzyła nas obie wzrokiem.
-Płyta sie sama nie nagra a piosenki nie napiszą.
-To jest wasza druga ciotka Eliza,siostra waszego ojca.
-Ja nie mam ojca,jestem z probówki.-Chamsko się uśmiechnęłam.
-Julka.-Skarciła mnie z wyrzutem.
-No co nie powiedziałaś cioci co tatuś najukochańszy potrafi i co zrobił? -Syknęłam.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw spokojnie mogliśmy pogadać.
-Co Cie ciociu do nas sprowadza.
-We Francji mamy z waszym wujkiem firmę produkującą perfumy,ale wiesz takie najlepsze perfumy.
-I co w związku z tym?-Podniosłam jedną brew.
-W Polsce też mamy,ale nie ma kto się nią zajmować i pomyślałam o was. Oboje po 50% udziałów.
-My,ze ja i Łukasz?-Spytałam z podniesioną brwią.
-No tak.
-Nie znam sie na tym.
-Łukasz sie zna a ty sie jeszcze nauczysz.
-Ja to muszę przemyśleć.-Powiedział mój brat.
-Mieliśmy ją sprzedać a połowa pieniędzy miała iść do twojego ojca,ale skoro tak się porobiło to chcę,żebyście wy oboje ją przejęli,niż On ma dostać jakiekolwiek pieniądze.
-Musimy nad tym pomyśleć.-Też nie byłam do tego przekonana. Ja śpiewam a nie zajmuje sie jakąś firmą.
Do domu wszedł Kamil.
-O proszę a Bednarek jednak wie gdzie jest jego dom. Co tam u Marleny? -Wymyśliłam jakieś imię na poczekaniu.
-Kobieto jakiej Marleny?-Ściągnął brwi.
-Z tą z którą się woziłeś po Warszawie. Jak już Ci sie tak bardzo podoba to może zakumaj sobie w tym łbie,że też czytam internet i strony plotkarskie.-Syknęłam wściekła.
-Aaa to Ona Ci powie co u niej tylko sie ubierz.-Głupkowato się uśmiechnął.
-Nie pojadę do tej siksy. Bezczelny jesteś wiesz. Mamo jadę do Anglii i nigdy do niego nie wrócę.
-Jula gorzej sie czujesz?-Złapał mnie za ramiona i postawił przed sobą.
-Mogę zapytać o to samo Ciebie. Co chudsza jest? Nie ma takiego popapranego życia jak ja? Wyższa?
-Kochanie ty chyba nie myślisz,zę mam inną.
-Myślę.
-To z góry Ci mówię,ze nie mam nikogo. Ubieraj sie jedziemy.
-Gości mam nie widzisz?
-To goście pojadą z nami.
-Powiedziałam Ci coś,ze nie jadę z tobą.
-Słońce! Przysięgam Ci na moją babcię,że nie mam innej. Ubierzcie sie i chodźcie ze mną.
Byłam wściekła i smutna. Jak już tak kazał to sie ubrałam. Pojechaliśmy na dwa auta. Jechałam z Kamilem. Usiadłam na tylim siedzeniu a Kamil sie ze mnie śmiał. No rzeczywiście jest z czego. Po jakichś 15 minutach stanęłiśmy przed jakimś domem. Taki średni był,biały z ogromnym płotem. Kamil wszedł jak do siebie. Na początku był salon w kolorach ciemnej czerwieni połączonej z czernią. Wszystko do siebie idealnie pasowało. I w środku była ta laska z Warszawy. Aż mi sie gorąco zrobiło.
-Jula po pierwsze to jest pani z agencji nieruchomości z Warszawy. Pomagała mi ogarnąć ten domek.
-Ja moze będę leciała,jak czegoś będziesz potrzebował to jestem w Warszwie.-Podali sobie dłoń i wyszła.
-Witaj w swoim nowym domu.
-Swoim?
-No tak dokładnie to naszym.
-Naszym?
-No tak. Już wierzysz,ze z Panią Agatą mnie nic nie łączy? Że jest tylko panią która pomagała meblować,wybierać farby i pomogła znaleźć takie przytulne miejsce.
-Wierzę.-Spuściłam wzrok.-I dlatego nie było Cie tak długo w domu?
-Między innymi dlatego,bo ustawiałem mebelki,żebyś mogła sie wprowadzić na swoje.
-Przepraszam.
-Buzi.-Dałam mu takiego długiego buziaka,ale takiego serio długiego.
-Kamil to jest nasza ciocia Eliza.-Kamil posłał jej ten swój piękny uśmieszek i podali sobie dłonie.
-I skarbie pamiętaj,że ja jestem grzeczny,nigdy Cie nie zdradziłem i nie zdradzę.-Zadzwonił do mnie Michał.
-No dawaj bo nie mam czasu.
-W Maju nagrywacie z Gutkiem piosenkę.
-Z tym Gutkiem?
-No z tym,z tym. Jak nie masz czasu to później sie odezwijcie?
-Ooookej pa.-Rozłączyłam sie i zaaczęłam piszczeć.
-Słuchaj tego,w Maju nagrywamy piosenkę z Gutkiem.-Zaczęłyśmy skakać,piszczeć,przytulać.
-Boże nie wierzę.
-Jak sie dowiedziałem,ze ja będę z nim śpiewał to też nie wierzyłem.-Przytulił mnie.
Obeszliśmy cały dom. Na dole był salon,kuchnia i taka jedna łazienka tylko z toaletą. Na górze była nasza sypialnia, cztery inne pokoje. Dwa z nich były pomalowane i umeblowane a dwa tylko pomalowane i puste plus łazienka. Wszystko jest takie,takie,takie super. Wróciliśmy na dół,przez salon sie wychodzi na taras i na ogród. Jak sie wychodzi z domu to jest taka jakby podłoga obłożona płytkami ogrodzona takim płotkiem.
-Po co tu ten płot?
-A jak kiedyś będzie taki mały Kamil,który ma pełno energii po tacie i wyleci Ci na taras i co spadnie czy nie spadnie?
-No raczej nie bo jest płot.
-No widzisz kochanie,twój Kamil o wszystkim pomyślał.
- Tu dopiero będzie grube melo do białego rana.-Chamsko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Korni.
-Nie w moim domu.
-Ciebie nie będzie.-Cmoknęłam go w usta. Była bujana huśtawka,i duży ogród. Istne cudo.
Nastał Lipiec,dzisiaj Kornela i Łukasz biorą ślub. Z Łukaszem postanowiliśmy przejąć firmę cioci. Poznałam swojego wujka i kuzyna. Boże jaki On przystojny. Będzie wyrywał koleżanki Korneli. Leon ma na imię i z miłą chęcią przygarnęliśmy go do siebie na te dni kiedy będzie w Polsce. Świadkami byliśmy ja i Kamil. Przypadek? Nie sądzę. Po ceremonii w kościele pojechaliśmy sie bawić. Najpierw pierwszy taniec,potem jakieś jedzonko i bawimy się. Gdy siedziałam dołączył do mnie Kamil.
-Pamiętasz tekst do ciszy?-Spytał.
-No pamiętam a co?
-Piter!.-Krzyknął a po chwili zjawił sie przy nas.-Zagrasz nam melodię do Ciszy?
-Ja zawsze.-Uśmiechnął się. Nie wiem skąd Oni wzięli gitarę,ale dobra. Dali nam mikrofony i mogliśmy zaśpiewać. Wszyscy,dosłownie wszyscy. Całe 356 osób się bujało w rytm ciszy. I w lewo i w prawo. Kornelce się zakręciła łezka w oku. Podeszlam do niej.
-Nie płacz wariatko.-Przytuliłam ją.-To twój dzień masz się uśmiechać.
O północy były oczepiny. Kornelka rzucała welonem i jakimś cudem wpadł mi w ręce. Ludzie zaczęli klaskać i wiwatować...masakra. Potem mój brat rzucał krawatem i Kondzio złapał.
-To co nowa 'młoda para' zatańczy?-Zapytał ten pan co zajmował sie 'zabawianiem' ludzi. Puścili coś wolnego więc zarzuciłam ręce na jego szyję,Kondzio swoje ręce na moje biodra i sie kołysaliśmy w rytm muzyki.
-A podobno nie umiesz tańczyć.-Powiedziałam dalej sie kołysając i w lewo i w prawo.
-Bo nie umiem,takie kołysanie bratowa to ja mam we krwi.
-Złapałeś krawat,czy ja o czymś nie wiem?
-Ja też nic nie wiem,zbieg okoliczności.
-Wiesz co zdaje mi sie,ze Kamil jest zazdrpsny bo jesteśmy za blisko.-Kondzio spojrzał w bok a ja za nim. Kamil sobie tańcował powoli z Kinią.
-Ma zajęcie.-Uśmiechnęłam się.
-Są za blisko.-Kondzio zmróżył oczy.
-Daj se na luz my jesteśmy bliżej.-Po piosence odkleiliśmy sie od siebie i podeszłam do Kamila.
-Czułem sie zazdrosny.
-O własnego brata,gratuluje.-Uśmiechnełam się.
-Bo sie do niego przytuliłaś.
-To tylko taniec.
Do 4 rano były same tańce i 'coś' do popicia.
____________________________________________________________________________
Boże,udało się napisać. Nie wiem czy wam sie spodoba ja mam do niego mieszane uczucia. To co do następnego. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Mamo mogłaś powiedzieć,ze przyjedziesz to bym sie jakoś przygotowała.
-Znowu nie spałyście całą noc?-Zmierzyła nas obie wzrokiem.
-Płyta sie sama nie nagra a piosenki nie napiszą.
-To jest wasza druga ciotka Eliza,siostra waszego ojca.
-Ja nie mam ojca,jestem z probówki.-Chamsko się uśmiechnęłam.
-Julka.-Skarciła mnie z wyrzutem.
-No co nie powiedziałaś cioci co tatuś najukochańszy potrafi i co zrobił? -Syknęłam.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw spokojnie mogliśmy pogadać.
-Co Cie ciociu do nas sprowadza.
-We Francji mamy z waszym wujkiem firmę produkującą perfumy,ale wiesz takie najlepsze perfumy.
-I co w związku z tym?-Podniosłam jedną brew.
-W Polsce też mamy,ale nie ma kto się nią zajmować i pomyślałam o was. Oboje po 50% udziałów.
-My,ze ja i Łukasz?-Spytałam z podniesioną brwią.
-No tak.
-Nie znam sie na tym.
-Łukasz sie zna a ty sie jeszcze nauczysz.
-Ja to muszę przemyśleć.-Powiedział mój brat.
-Mieliśmy ją sprzedać a połowa pieniędzy miała iść do twojego ojca,ale skoro tak się porobiło to chcę,żebyście wy oboje ją przejęli,niż On ma dostać jakiekolwiek pieniądze.
-Musimy nad tym pomyśleć.-Też nie byłam do tego przekonana. Ja śpiewam a nie zajmuje sie jakąś firmą.
Do domu wszedł Kamil.
-O proszę a Bednarek jednak wie gdzie jest jego dom. Co tam u Marleny? -Wymyśliłam jakieś imię na poczekaniu.
-Kobieto jakiej Marleny?-Ściągnął brwi.
-Z tą z którą się woziłeś po Warszawie. Jak już Ci sie tak bardzo podoba to może zakumaj sobie w tym łbie,że też czytam internet i strony plotkarskie.-Syknęłam wściekła.
-Aaa to Ona Ci powie co u niej tylko sie ubierz.-Głupkowato się uśmiechnął.
-Nie pojadę do tej siksy. Bezczelny jesteś wiesz. Mamo jadę do Anglii i nigdy do niego nie wrócę.
-Jula gorzej sie czujesz?-Złapał mnie za ramiona i postawił przed sobą.
-Mogę zapytać o to samo Ciebie. Co chudsza jest? Nie ma takiego popapranego życia jak ja? Wyższa?
-Kochanie ty chyba nie myślisz,zę mam inną.
-Myślę.
-To z góry Ci mówię,ze nie mam nikogo. Ubieraj sie jedziemy.
-Gości mam nie widzisz?
-To goście pojadą z nami.
-Powiedziałam Ci coś,ze nie jadę z tobą.
-Słońce! Przysięgam Ci na moją babcię,że nie mam innej. Ubierzcie sie i chodźcie ze mną.
Byłam wściekła i smutna. Jak już tak kazał to sie ubrałam. Pojechaliśmy na dwa auta. Jechałam z Kamilem. Usiadłam na tylim siedzeniu a Kamil sie ze mnie śmiał. No rzeczywiście jest z czego. Po jakichś 15 minutach stanęłiśmy przed jakimś domem. Taki średni był,biały z ogromnym płotem. Kamil wszedł jak do siebie. Na początku był salon w kolorach ciemnej czerwieni połączonej z czernią. Wszystko do siebie idealnie pasowało. I w środku była ta laska z Warszawy. Aż mi sie gorąco zrobiło.
-Jula po pierwsze to jest pani z agencji nieruchomości z Warszawy. Pomagała mi ogarnąć ten domek.
-Ja moze będę leciała,jak czegoś będziesz potrzebował to jestem w Warszwie.-Podali sobie dłoń i wyszła.
-Witaj w swoim nowym domu.
-Swoim?
-No tak dokładnie to naszym.
-Naszym?
-No tak. Już wierzysz,ze z Panią Agatą mnie nic nie łączy? Że jest tylko panią która pomagała meblować,wybierać farby i pomogła znaleźć takie przytulne miejsce.
-Wierzę.-Spuściłam wzrok.-I dlatego nie było Cie tak długo w domu?
-Między innymi dlatego,bo ustawiałem mebelki,żebyś mogła sie wprowadzić na swoje.
-Przepraszam.
-Buzi.-Dałam mu takiego długiego buziaka,ale takiego serio długiego.
-Kamil to jest nasza ciocia Eliza.-Kamil posłał jej ten swój piękny uśmieszek i podali sobie dłonie.
-I skarbie pamiętaj,że ja jestem grzeczny,nigdy Cie nie zdradziłem i nie zdradzę.-Zadzwonił do mnie Michał.
-No dawaj bo nie mam czasu.
-W Maju nagrywacie z Gutkiem piosenkę.
-Z tym Gutkiem?
-No z tym,z tym. Jak nie masz czasu to później sie odezwijcie?
-Ooookej pa.-Rozłączyłam sie i zaaczęłam piszczeć.
-Słuchaj tego,w Maju nagrywamy piosenkę z Gutkiem.-Zaczęłyśmy skakać,piszczeć,przytulać.
-Boże nie wierzę.
-Jak sie dowiedziałem,ze ja będę z nim śpiewał to też nie wierzyłem.-Przytulił mnie.
Obeszliśmy cały dom. Na dole był salon,kuchnia i taka jedna łazienka tylko z toaletą. Na górze była nasza sypialnia, cztery inne pokoje. Dwa z nich były pomalowane i umeblowane a dwa tylko pomalowane i puste plus łazienka. Wszystko jest takie,takie,takie super. Wróciliśmy na dół,przez salon sie wychodzi na taras i na ogród. Jak sie wychodzi z domu to jest taka jakby podłoga obłożona płytkami ogrodzona takim płotkiem.
-Po co tu ten płot?
-A jak kiedyś będzie taki mały Kamil,który ma pełno energii po tacie i wyleci Ci na taras i co spadnie czy nie spadnie?
-No raczej nie bo jest płot.
-No widzisz kochanie,twój Kamil o wszystkim pomyślał.
- Tu dopiero będzie grube melo do białego rana.-Chamsko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Korni.
-Nie w moim domu.
-Ciebie nie będzie.-Cmoknęłam go w usta. Była bujana huśtawka,i duży ogród. Istne cudo.
Nastał Lipiec,dzisiaj Kornela i Łukasz biorą ślub. Z Łukaszem postanowiliśmy przejąć firmę cioci. Poznałam swojego wujka i kuzyna. Boże jaki On przystojny. Będzie wyrywał koleżanki Korneli. Leon ma na imię i z miłą chęcią przygarnęliśmy go do siebie na te dni kiedy będzie w Polsce. Świadkami byliśmy ja i Kamil. Przypadek? Nie sądzę. Po ceremonii w kościele pojechaliśmy sie bawić. Najpierw pierwszy taniec,potem jakieś jedzonko i bawimy się. Gdy siedziałam dołączył do mnie Kamil.
-Pamiętasz tekst do ciszy?-Spytał.
-No pamiętam a co?
-Piter!.-Krzyknął a po chwili zjawił sie przy nas.-Zagrasz nam melodię do Ciszy?
-Ja zawsze.-Uśmiechnął się. Nie wiem skąd Oni wzięli gitarę,ale dobra. Dali nam mikrofony i mogliśmy zaśpiewać. Wszyscy,dosłownie wszyscy. Całe 356 osób się bujało w rytm ciszy. I w lewo i w prawo. Kornelce się zakręciła łezka w oku. Podeszlam do niej.
-Nie płacz wariatko.-Przytuliłam ją.-To twój dzień masz się uśmiechać.
O północy były oczepiny. Kornelka rzucała welonem i jakimś cudem wpadł mi w ręce. Ludzie zaczęli klaskać i wiwatować...masakra. Potem mój brat rzucał krawatem i Kondzio złapał.
-To co nowa 'młoda para' zatańczy?-Zapytał ten pan co zajmował sie 'zabawianiem' ludzi. Puścili coś wolnego więc zarzuciłam ręce na jego szyję,Kondzio swoje ręce na moje biodra i sie kołysaliśmy w rytm muzyki.
-A podobno nie umiesz tańczyć.-Powiedziałam dalej sie kołysając i w lewo i w prawo.
-Bo nie umiem,takie kołysanie bratowa to ja mam we krwi.
-Złapałeś krawat,czy ja o czymś nie wiem?
-Ja też nic nie wiem,zbieg okoliczności.
-Wiesz co zdaje mi sie,ze Kamil jest zazdrpsny bo jesteśmy za blisko.-Kondzio spojrzał w bok a ja za nim. Kamil sobie tańcował powoli z Kinią.
-Ma zajęcie.-Uśmiechnęłam się.
-Są za blisko.-Kondzio zmróżył oczy.
-Daj se na luz my jesteśmy bliżej.-Po piosence odkleiliśmy sie od siebie i podeszłam do Kamila.
-Czułem sie zazdrosny.
-O własnego brata,gratuluje.-Uśmiechnełam się.
-Bo sie do niego przytuliłaś.
-To tylko taniec.
Do 4 rano były same tańce i 'coś' do popicia.
____________________________________________________________________________
Boże,udało się napisać. Nie wiem czy wam sie spodoba ja mam do niego mieszane uczucia. To co do następnego. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
środa, 25 września 2013
Rozdział 29.
Nastał Grudzień,wróciliśmy właśnie z trasy do Lipek. Do Lutego wolne,uwielbiam to. Weszliśmy do domu i Kondzio odrazu zadawał różne pytania.
-Bratowa to wy sie jednak pogodziliście?
-A co?
-Nic,nic tak sie tylko pytam.-Uśmiechnął się.-Do babci jedziemy jutro.
-Pierogi i rosołek ja chce babcie.
Następnego dnia wszyscy pojechaliśmy do babci Kamila,Kondzio,Kornelka,Łukasz,Kinia cała familia.
-Kamil łobuzie do starej babki sie nie odzywasz.
-Przepraszam babciu,ale wiesz trasa i te sprawy. To jest Jula.-Podałyśmy sobie z kobietą dłonie.
-Macie gościa.-Zaprowadziła nas do salonu. Własnym oczom nie wierzyłam. Mój stary.
-Kamil,ja mam jakieś zwidy czy to coś tu siedzi?
-Raczej to drugie.
-Wyjdź z tąd!-Syknęłam.
-Jula porozmawiaj ze mną.-Chciał mnie złapać za rękę,ale sie wyrwałam.
-Nie mamy o czym.
-Chcę wszystko naprawić.
-No to masz problem bo ja nie chcę. Mam swoje życie,mam Kamila a dla Ciebie tam nie ma miejsca. Przypomnieć Cie,ze gdyby nie Kamil to pewnie bym zdechła jak ten pies na krześle a gdyby nie mój super telefon który sie jakimś cudem odebrał i nie gadała bym z Kondziem to...-Wypuściłam powietrze z płuc a do oczu podeszły mi łzy.
-Żałuję tego,naprawdę. Przepraszam.
-Żałujesz? Przepraszasz? To zajebiście,ale jest taki jeden problem mam na Ciebie wyjebane. Przeliterować,zebyś zrozumiał i wbił sobie do tego pustego mózgu wyżartego przez wódę,że nie chce Cie znać,pamiętać i wszystko co jest z tobą związane. Tak jedynie geny,czasami sama sie siebie brzydzę.-Krzyczałam na niego z każdym słowem mój głos był bardziej suchy i chamski.-Kamil,albo On wyjdzie,albo ja.
-Najlepiej będzie jeśli pan wyjdzie.
-Rozumiem.-Zabrał sie i wyszedł. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi do brody.
-Cieżko mu tak zrozumieć,że nie chcę go więcej znać? Nie po tym wszystkim co mi zrobił.-Po policzku spłynęła mi łza.
-Skarbie nie smuć się już.-Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.-Babciu co On tu robił?
-Kiedyś przyszedł,powiedział,że jest tatą twojej dziewczyny,że stracili kontakt i jak będziecie to mam sie odezwać. Miły sie wydawał.
-Zapomniał dodać,że ma jeszcze syna który mnie wychował i zamiast mieć swoje życie,kumpli to opiekował sie taką gówniarą jak ja.
-Siostra przestań tak mówić.
-Ale taka jest prawda.
-Jesteś taką moją małą Julą,małą,ale twardą. Moją siostrzyczką i tak samo jak za Ciebie i za Kornelkę dał bym sie posiekać.
-To jest nas dwóch.-Odezwał sie Kamil.-No dobra jeszcze temu idiocie bym pomógł.-Wskazał na swego brata.
-Dzięki.-Mruknął ironicznie Kondzio.-W sumie to tak średnio,ze sie nie kłócicie.
-Czemu?
-Bo Julka już nie będzie znami jeździła do Brzegu. Niedźwiedź.-Zaczęłam się śmiać. Jak sobie przypomnę tamtą akcje to mam ochotę założyć szarą torbe na głowę.
-Jaki niedźwiedź?
-No taki który chciał mnie zjeść.
-Jula po białym bredzi.
-Po białym? Czy wam coś zjadło mózgi?-Wrzasnął Kamil,czego bardzo nie lubię.
-Tyle razy Ci mówiłam,ze masz sie na mnie nie drzeć jak jakaś diva bo sobie nie życzę.-Syknęłam.
-Wiecie co ja przyniosę popcorn i będziemy słuchać jak trzaskacie drzwiami okej?-Kondzio sie skrzywił.-Zachowujecie sie jak małe dzieci.
-Dzieciak siedź cicho bo też brałeś prawda?
-Nie twój interes.
-Dobra bo tu zaraz będzie wojna domowa. Kamil puść swój morał,wy obiecajcie,ze więcej nie weźmiecie i jest okej tak.-Dodała Kornela.
-Ćpunów z siebie robicie?-Kolejny raz wrzasnął.
-Kurwa mać nie drzyj sie na mnie do cholery. Nie umiesz rozmawiać spokojnie? Sory ty nigdy nie gadasz spokojnie.
-Pytałem o coś?
-To było tylko raz.
-No tak najpierw raz,potem kolejny a potem zrobicie z siebie ćpunów. Ja rozumiem jakiś skręcik jeden,okazyjnie,nie codziennie,ale nie białe.
-Człowieku ty sie czepiasz o białe a Ona niedźwiedzia widziała.
-Grube melo było szwagier nie?
-Taki spontaniczny.
-Oboje ledwo co stali na nogach więc sie nie martw o nich synu.
-Nie będziecie już więcej brali nic białego?
-Oranżadka może być?-Spytałam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-No to było tylko raz.
-Bratowa,ale jego na melo nie zabieramy. On sie nie umie bawić.
-Wiecie co? Nie odzywam sie do was.-Usiadł przy wielkim okrągłym stole z fochem jak pięciolatek. Przytuliłam go od tyłu.
-Kamillll wiesz jak ja Cię kocham prawda?
-Nie odzywam sie do was.
-Dobra buzi nie będzie.
-Negocjujemy?-Posadził mnie na swoich kolanach.-Chce buzi zawsze,chce żebyś sie do mnie przytulała tak jak lubię. I,żebyś była zawsze,zawsze,zawsze. Nawet za te 60 lat jak będziemy starzy.
-Wytrzymasz z takim czymś jak ja?
-No a jak ty sobie wyobrażasz mnie bez Ciebie? Chcesz,żebym wyglądał tak jak w Ostrudzie?
-Niee.
-No właśnie a teraz buzi.-Nastawił policzek.
-Ja wolę tu.-Dałam mu buziaka w usta.
-Widzisz babciu i Oni tak zawsze.-Jęknął Konrad.
-Mnie sie podobają,w każdym związku są kłótnie. U nich to sprzeczki.
-Uwierz mi,że nie. Jak byli w Bitwie to tak sie pokłócili,że Julka w końcu wyjechała do Anglii i dopiero teraz sie pogodzili.
-Uwierz mi brat Oni sie wcześniej i częściej godzili niż Ci sie wydaje.
-Uuuuu widzę grubo było,Kamil ja wiem,że ty masz potrzeby no,ale nie ze swoją kobietą.-Spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-Kondzio a jak Cie zabije to będziesz miał potrzeby zobaczysz.-Syknęłam niczym jadowity wąż.
Potem był obiadek. Jego babcia jest mistrzynią w robieniu pierogów ruskich i rosołku jezu jakie to było pyszne. Wieczorem kierunek Lipki i git.
______________________________________________________________________________
Boże jak to sie ciężko pisało,ale dałam radę. Więc tak coś proponujecie bo narazie zapas pomysłów się wykończył a nikt z was chyba nie chce,dziecka,ślubu i sielanki nie? Może jutro na matematyce jakiś pomysł mi wleci i nie obrażę sie jak coś zasugerujecie. ;) Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bratowa to wy sie jednak pogodziliście?
-A co?
-Nic,nic tak sie tylko pytam.-Uśmiechnął się.-Do babci jedziemy jutro.
-Pierogi i rosołek ja chce babcie.
Następnego dnia wszyscy pojechaliśmy do babci Kamila,Kondzio,Kornelka,Łukasz,Kinia cała familia.
-Kamil łobuzie do starej babki sie nie odzywasz.
-Przepraszam babciu,ale wiesz trasa i te sprawy. To jest Jula.-Podałyśmy sobie z kobietą dłonie.
-Macie gościa.-Zaprowadziła nas do salonu. Własnym oczom nie wierzyłam. Mój stary.
-Kamil,ja mam jakieś zwidy czy to coś tu siedzi?
-Raczej to drugie.
-Wyjdź z tąd!-Syknęłam.
-Jula porozmawiaj ze mną.-Chciał mnie złapać za rękę,ale sie wyrwałam.
-Nie mamy o czym.
-Chcę wszystko naprawić.
-No to masz problem bo ja nie chcę. Mam swoje życie,mam Kamila a dla Ciebie tam nie ma miejsca. Przypomnieć Cie,ze gdyby nie Kamil to pewnie bym zdechła jak ten pies na krześle a gdyby nie mój super telefon który sie jakimś cudem odebrał i nie gadała bym z Kondziem to...-Wypuściłam powietrze z płuc a do oczu podeszły mi łzy.
-Żałuję tego,naprawdę. Przepraszam.
-Żałujesz? Przepraszasz? To zajebiście,ale jest taki jeden problem mam na Ciebie wyjebane. Przeliterować,zebyś zrozumiał i wbił sobie do tego pustego mózgu wyżartego przez wódę,że nie chce Cie znać,pamiętać i wszystko co jest z tobą związane. Tak jedynie geny,czasami sama sie siebie brzydzę.-Krzyczałam na niego z każdym słowem mój głos był bardziej suchy i chamski.-Kamil,albo On wyjdzie,albo ja.
-Najlepiej będzie jeśli pan wyjdzie.
-Rozumiem.-Zabrał sie i wyszedł. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi do brody.
-Cieżko mu tak zrozumieć,że nie chcę go więcej znać? Nie po tym wszystkim co mi zrobił.-Po policzku spłynęła mi łza.
-Skarbie nie smuć się już.-Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.-Babciu co On tu robił?
-Kiedyś przyszedł,powiedział,że jest tatą twojej dziewczyny,że stracili kontakt i jak będziecie to mam sie odezwać. Miły sie wydawał.
-Zapomniał dodać,że ma jeszcze syna który mnie wychował i zamiast mieć swoje życie,kumpli to opiekował sie taką gówniarą jak ja.
-Siostra przestań tak mówić.
-Ale taka jest prawda.
-Jesteś taką moją małą Julą,małą,ale twardą. Moją siostrzyczką i tak samo jak za Ciebie i za Kornelkę dał bym sie posiekać.
-To jest nas dwóch.-Odezwał sie Kamil.-No dobra jeszcze temu idiocie bym pomógł.-Wskazał na swego brata.
-Dzięki.-Mruknął ironicznie Kondzio.-W sumie to tak średnio,ze sie nie kłócicie.
-Czemu?
-Bo Julka już nie będzie znami jeździła do Brzegu. Niedźwiedź.-Zaczęłam się śmiać. Jak sobie przypomnę tamtą akcje to mam ochotę założyć szarą torbe na głowę.
-Jaki niedźwiedź?
-No taki który chciał mnie zjeść.
-Jula po białym bredzi.
-Po białym? Czy wam coś zjadło mózgi?-Wrzasnął Kamil,czego bardzo nie lubię.
-Tyle razy Ci mówiłam,ze masz sie na mnie nie drzeć jak jakaś diva bo sobie nie życzę.-Syknęłam.
-Wiecie co ja przyniosę popcorn i będziemy słuchać jak trzaskacie drzwiami okej?-Kondzio sie skrzywił.-Zachowujecie sie jak małe dzieci.
-Dzieciak siedź cicho bo też brałeś prawda?
-Nie twój interes.
-Dobra bo tu zaraz będzie wojna domowa. Kamil puść swój morał,wy obiecajcie,ze więcej nie weźmiecie i jest okej tak.-Dodała Kornela.
-Ćpunów z siebie robicie?-Kolejny raz wrzasnął.
-Kurwa mać nie drzyj sie na mnie do cholery. Nie umiesz rozmawiać spokojnie? Sory ty nigdy nie gadasz spokojnie.
-Pytałem o coś?
-To było tylko raz.
-No tak najpierw raz,potem kolejny a potem zrobicie z siebie ćpunów. Ja rozumiem jakiś skręcik jeden,okazyjnie,nie codziennie,ale nie białe.
-Człowieku ty sie czepiasz o białe a Ona niedźwiedzia widziała.
-Grube melo było szwagier nie?
-Taki spontaniczny.
-Oboje ledwo co stali na nogach więc sie nie martw o nich synu.
-Nie będziecie już więcej brali nic białego?
-Oranżadka może być?-Spytałam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-No to było tylko raz.
-Bratowa,ale jego na melo nie zabieramy. On sie nie umie bawić.
-Wiecie co? Nie odzywam sie do was.-Usiadł przy wielkim okrągłym stole z fochem jak pięciolatek. Przytuliłam go od tyłu.
-Kamillll wiesz jak ja Cię kocham prawda?
-Nie odzywam sie do was.
-Dobra buzi nie będzie.
-Negocjujemy?-Posadził mnie na swoich kolanach.-Chce buzi zawsze,chce żebyś sie do mnie przytulała tak jak lubię. I,żebyś była zawsze,zawsze,zawsze. Nawet za te 60 lat jak będziemy starzy.
-Wytrzymasz z takim czymś jak ja?
-No a jak ty sobie wyobrażasz mnie bez Ciebie? Chcesz,żebym wyglądał tak jak w Ostrudzie?
-Niee.
-No właśnie a teraz buzi.-Nastawił policzek.
-Ja wolę tu.-Dałam mu buziaka w usta.
-Widzisz babciu i Oni tak zawsze.-Jęknął Konrad.
-Mnie sie podobają,w każdym związku są kłótnie. U nich to sprzeczki.
-Uwierz mi,że nie. Jak byli w Bitwie to tak sie pokłócili,że Julka w końcu wyjechała do Anglii i dopiero teraz sie pogodzili.
-Uwierz mi brat Oni sie wcześniej i częściej godzili niż Ci sie wydaje.
-Uuuuu widzę grubo było,Kamil ja wiem,że ty masz potrzeby no,ale nie ze swoją kobietą.-Spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-Kondzio a jak Cie zabije to będziesz miał potrzeby zobaczysz.-Syknęłam niczym jadowity wąż.
Potem był obiadek. Jego babcia jest mistrzynią w robieniu pierogów ruskich i rosołku jezu jakie to było pyszne. Wieczorem kierunek Lipki i git.
______________________________________________________________________________
Boże jak to sie ciężko pisało,ale dałam radę. Więc tak coś proponujecie bo narazie zapas pomysłów się wykończył a nikt z was chyba nie chce,dziecka,ślubu i sielanki nie? Może jutro na matematyce jakiś pomysł mi wleci i nie obrażę sie jak coś zasugerujecie. ;) Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 28.
Pod koniec miesiąca mieliśmy koncert tam gdzie Woodstock,Kostrzyn. Gramy dopiero za cztery dni a do Wrocka sie nie opłaca jechać więc śpimy w hotelu i z okna mam widok na Mc Donalda. Nudzi mi sie w hotelu. Ania z Asią do nas dojechały i aż do Września z nami zostaną. Poszłam do nich do pokoju. Kornela dalej sie na mnie obraża.
-Idziecie na miasto?
-Głodna jestem.-Jękneła Ania.
-To najpierw do maka na jakiś posiłek a potem ogarniemy jakiś park.
-Nie żywie sie w Mc Donaldzie.
-Troche tłuszczyku Ci sie przyda,nie marudź. A wy idziecie?
-Czemu nie?-Kornela z jakimiś fochami ale poszła. Najpierw nawiedziłyśmy Mc Donalda. W środku nie było jakiejś długiej kolejki. Przy kasie nas rozpoznano. Autografy i te sprawy. Usiadłyśmy w kącie,żeby na chwile był spokój. Ludzie na nas spoglądali i pod nosem sie uśmiechali,no tak patrzyć na takie cztery wariatki które sie śmieją w niebo głosy,ubabrane na buzi od keczupu. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-Słucham Cię synu.-Dziewczyny w śmiech.
-Gdzie jesteście? Karuzela jest.-Powiedział uradowany jak małe dziecko.
-Ogarniamy Mc Donalda a gdzie jest ta karuzela,ze synek sie tak cieszy co?
-Koło amfiteatru jest taka big,mamusia przyjdzie?-Powiedział takim słodkim głosem.
-Przyjdzie,przyjdzie. Już idziemy.
-Okej to czekamy.-Wyłączył się.
-Idziemy na karuzele.
-Kamil?-Spytała Asia.
-Nom,to chodźcie.
Ludzie nam pomogli dojść do tego amfiteatru. Coś tam sie działo,znalazłyśmy Kamila i chłopaków. Ludzie nas rozpoznawali. Poszliśmy na wielki młot,na break dance, i jeszcze na coś szybkiego. Po jakimś czasie podeszło do nas kilka dziewczyn i chłopaków,na oko 19-20 lat.
-No hej.-Miałam jakiś dobry humor i byłam po dwóch piwach.
-Nie słuchajcie jej Ona ma na bani.
-Sam masz na bani wielkoludzie. Słucham was.
-Możemy autografy i zdjęcie?
-Ona jest pijana.-Śmiał sie ze mnie Kamil.
-Stul swe piękne usta i sie nie wyrażaj.-Puściłam mu oczko. -Możecie zdjęcia autografy i co chcecie.
-Mogę Ci dać buziaka w policzek?-Spytał jeden z chłopaków.
-Paweł daj spokój Kamil będzie zazdrosny.-Odezwała sie jedna dziewczyna.
-Nie ma o co,ale przesuniesz sie o milimetr a tak wyłapiesz,ze Cie rodzona matka nie pozna. A uwierz mi mocno biję,nawet z gipsem.
-Jak ty sobie tą rękę połamałaś? Jedni pisali na Facebooku,że spadłaś ze sceny,inni,że jakieś kable Cie zaatakowały.
-Bo Juleczka spadła ze sceny.-Kamil sie dalej ze mnie nabijał.
-Nie odzywaj sie do mnie.-Syknęłam.
-Jula ma focha.
-Spadaj.-Sweet focie zrobione i na fejsie wieczorem będą. Będę sie miała z czego śmiać. Potem każdy od nas kupił sobie po piwie i poszliśmy na jakąś ławkę. Potem podchodziło jeszcze kilku ludzi i już zaczęli nas normalnie tolerować.
Trzy dni później był koncert. Staff do nas dojechał. Siedzieliśmy za sceną bo nasz support jeszcze dwie piosenki i my wchodzimy. Przybili z Kamilem piątkę męskim uściskiem. Kamil nas przedstawił w sęsie mnie i Asię.
-To jest ta twoja Jula.-Rzuciłam Kamilowi mordercze spojrzenie i biedny się robił czerwony.-Spinę wyczuwam ludki.
-Nie ważne. Dobra ja spadam.
-Gdzie?
-Zobaczysz,Kamil bluza.
-Mamo tylko nie zniszcz okej? To jest moja ulubiona bluza.
-Nie tylko sprzedam,wiesz ile forsy będzie za bluzę Bednarka.
-Materialistka.-Zmróżył oczy.
-I tak Cie kocham.-Dalam mu buziaka w policzek i wyszłam wcześniej zarzucając kaptur na głowę. Mikrofon skitrałam pod bluzą i jest okej. Poszłam na samą górę widowni,stanęłam tyłem do sceny i czekałam. Zapowiedzieli Kamila,a po chwili słyszałam te piski.
-Kostrzyn jak sie bawicie?-I kolejna dawka pisków. Pierwsza piosenka i mój tekst. Odwróciłam sie i wszystkie głowy na mnie. Ale mieli miny. Zbiegłam na dół,potem czmychnęłam na scenę i koncert trwa. Bluzę Kamila grzecznie odłożyłam obok Radka i dalej śpiewaliśmy. W połowie muzyka ucichła na trochę i Kamil jak zawsze zaczął coś tam gadać z fanami. Więc usiadłam na brzegu sceny,na szczęście ta nie była wysoka.
-Co jest dla was najważniejsze?
-Miłość.
-Rodzina.
-Julka.-Krzyknął jeden chłopak.
-Dobre ziomuś piąteczka.-Przybiłam z nim piątkę.
-Macie jakąś ukochaną osobę prawda?-I te zmieszane twarze,za wiwatowali mu i kontynuowaliśmy koncert. Wbiegłam sobie między ludzi i sobie poskakaliśmy. Pod koniec na scenę wbił Staff a ja i Korni uciekłyśmy za scenę. Po koncercie autografy,Ci ludzie są niesamowici,koniec Października a Oni w krótkich rękawkach w sumie ja nie lepsza. Kamil,Kornela i Staff do mnie dołączyli. Znowu fajne focie wyszły,i na fejsa. Muszę tam w końcu wejść,ale to może później. Poczułam na swoich barkach jakąś bluzę.
-Kamil będziesz chory.-Chciałam mu ją oddać,ale odszedł kawałek dalej.-Bo ją sprzedam.-Spojrzał sie na mnie z podniesioną brwią.
-Nie zrobisz tego.
-Okej kto chce....-Nie dane mi było dokończyć bo przerwał.
-Nie! To jest moja ukochana bluza i nie sprzedasz jej nigdy,nigdzie.-Wziął ją odemnie i znowu położył na ramionach i chciał zapiąć. Zaczęliśmy sie przepychać i takim trafem Kamil na mnie usiadł i zapiął mi tą bluzę.
-Złaź grubasie lekki nie jesteś.-Zszedł ze mnie i pomógł wstać.
-Noo to teraz będzie Ci ciepło.-Rozdaliśmy resztę autografów i byliśmy wolni.
-Julcia co powiesz na spacer po parku?
-Teraz?
-No tak,ciemno już jest. Jutro wyjeżdżamy z tąd więc wiesz.
-Okej.-Pożyczyłam bluzę Staffa taka wielka,założyliśmy kaptury na głowę i Kamil prowadził. Narazie wiem gdzie jest amfiteatr,Mc Donald i Lidl to chyba jakiś postęp nie? W połowie drogi Kamil złapał mnie za rękę,ale tak inaczej niż zwykle jakby sie bał,że zaraz wyłapie. Nie miałam zamiaru go bić,krzyczeć na niego i wyrywać ręki. Wręcz przeciwnie mocniej go złapałam za rękę. Kocham go i serio nie chce mi sie dalej bawić w tą szopkę przyjaciół.
-Julaaa?-Spytał gdy szliśmy w stronę wielkiej oświetlonej fontanny.
-Co jest?
-Kocham Cie.
-Ja Ciebie też,i dość mam tej szopki z przyjaciółmi. Zacznijmy sie zachowywać jak dorośli ludzie,tak wiem ja sie zachowałam jak idiotka wyjeżdżając tylko dlatego,że nam sie nie układało. Taka już jestem,słaba i zawsze uciekająca od problemów.
-Kicia nie jesteś słaba.-Jedną dłonią złapał mój policzek.-Jesteś taka jaka być powinnaś. Kochana,słodka,mała i moja.-Puścił mi oczko a na ustach złożył pocałunek. Nie obchodziło mnie to,że ktoś nas mógł rozpoznać,że zrobią zdjęcia,że będzie afera. Mam to gdzieś to tu i teraz stoi przede mną mój najukochańszy na świecie facet.
______________________________________________________________________________
Więc tak na samym początku jeśli we wcześniejszym rozdziale coś od kogoś zgapiłam to PRZEPRASZAM,nie czytam za dużo blogów zaledwie trzy.
kara-Dzięki za komentarz który dał mi takiego kopa do poprawy. Nie wiem,czy sie spodoba czy nie w każdym razie wielkie DZIĘKI i oby więcej takich komentarzy. Błędy są,ale jak sie wszyscy mogą domyślić z Polskiego za dobra nie jestem. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Idziecie na miasto?
-Głodna jestem.-Jękneła Ania.
-To najpierw do maka na jakiś posiłek a potem ogarniemy jakiś park.
-Nie żywie sie w Mc Donaldzie.
-Troche tłuszczyku Ci sie przyda,nie marudź. A wy idziecie?
-Czemu nie?-Kornela z jakimiś fochami ale poszła. Najpierw nawiedziłyśmy Mc Donalda. W środku nie było jakiejś długiej kolejki. Przy kasie nas rozpoznano. Autografy i te sprawy. Usiadłyśmy w kącie,żeby na chwile był spokój. Ludzie na nas spoglądali i pod nosem sie uśmiechali,no tak patrzyć na takie cztery wariatki które sie śmieją w niebo głosy,ubabrane na buzi od keczupu. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-Słucham Cię synu.-Dziewczyny w śmiech.
-Gdzie jesteście? Karuzela jest.-Powiedział uradowany jak małe dziecko.
-Ogarniamy Mc Donalda a gdzie jest ta karuzela,ze synek sie tak cieszy co?
-Koło amfiteatru jest taka big,mamusia przyjdzie?-Powiedział takim słodkim głosem.
-Przyjdzie,przyjdzie. Już idziemy.
-Okej to czekamy.-Wyłączył się.
-Idziemy na karuzele.
-Kamil?-Spytała Asia.
-Nom,to chodźcie.
Ludzie nam pomogli dojść do tego amfiteatru. Coś tam sie działo,znalazłyśmy Kamila i chłopaków. Ludzie nas rozpoznawali. Poszliśmy na wielki młot,na break dance, i jeszcze na coś szybkiego. Po jakimś czasie podeszło do nas kilka dziewczyn i chłopaków,na oko 19-20 lat.
-No hej.-Miałam jakiś dobry humor i byłam po dwóch piwach.
-Nie słuchajcie jej Ona ma na bani.
-Sam masz na bani wielkoludzie. Słucham was.
-Możemy autografy i zdjęcie?
-Ona jest pijana.-Śmiał sie ze mnie Kamil.
-Stul swe piękne usta i sie nie wyrażaj.-Puściłam mu oczko. -Możecie zdjęcia autografy i co chcecie.
-Mogę Ci dać buziaka w policzek?-Spytał jeden z chłopaków.
-Paweł daj spokój Kamil będzie zazdrosny.-Odezwała sie jedna dziewczyna.
-Nie ma o co,ale przesuniesz sie o milimetr a tak wyłapiesz,ze Cie rodzona matka nie pozna. A uwierz mi mocno biję,nawet z gipsem.
-Jak ty sobie tą rękę połamałaś? Jedni pisali na Facebooku,że spadłaś ze sceny,inni,że jakieś kable Cie zaatakowały.
-Bo Juleczka spadła ze sceny.-Kamil sie dalej ze mnie nabijał.
-Nie odzywaj sie do mnie.-Syknęłam.
-Jula ma focha.
-Spadaj.-Sweet focie zrobione i na fejsie wieczorem będą. Będę sie miała z czego śmiać. Potem każdy od nas kupił sobie po piwie i poszliśmy na jakąś ławkę. Potem podchodziło jeszcze kilku ludzi i już zaczęli nas normalnie tolerować.
Trzy dni później był koncert. Staff do nas dojechał. Siedzieliśmy za sceną bo nasz support jeszcze dwie piosenki i my wchodzimy. Przybili z Kamilem piątkę męskim uściskiem. Kamil nas przedstawił w sęsie mnie i Asię.
-To jest ta twoja Jula.-Rzuciłam Kamilowi mordercze spojrzenie i biedny się robił czerwony.-Spinę wyczuwam ludki.
-Nie ważne. Dobra ja spadam.
-Gdzie?
-Zobaczysz,Kamil bluza.
-Mamo tylko nie zniszcz okej? To jest moja ulubiona bluza.
-Nie tylko sprzedam,wiesz ile forsy będzie za bluzę Bednarka.
-Materialistka.-Zmróżył oczy.
-I tak Cie kocham.-Dalam mu buziaka w policzek i wyszłam wcześniej zarzucając kaptur na głowę. Mikrofon skitrałam pod bluzą i jest okej. Poszłam na samą górę widowni,stanęłam tyłem do sceny i czekałam. Zapowiedzieli Kamila,a po chwili słyszałam te piski.
-Kostrzyn jak sie bawicie?-I kolejna dawka pisków. Pierwsza piosenka i mój tekst. Odwróciłam sie i wszystkie głowy na mnie. Ale mieli miny. Zbiegłam na dół,potem czmychnęłam na scenę i koncert trwa. Bluzę Kamila grzecznie odłożyłam obok Radka i dalej śpiewaliśmy. W połowie muzyka ucichła na trochę i Kamil jak zawsze zaczął coś tam gadać z fanami. Więc usiadłam na brzegu sceny,na szczęście ta nie była wysoka.
-Co jest dla was najważniejsze?
-Miłość.
-Rodzina.
-Julka.-Krzyknął jeden chłopak.
-Dobre ziomuś piąteczka.-Przybiłam z nim piątkę.
-Macie jakąś ukochaną osobę prawda?-I te zmieszane twarze,za wiwatowali mu i kontynuowaliśmy koncert. Wbiegłam sobie między ludzi i sobie poskakaliśmy. Pod koniec na scenę wbił Staff a ja i Korni uciekłyśmy za scenę. Po koncercie autografy,Ci ludzie są niesamowici,koniec Października a Oni w krótkich rękawkach w sumie ja nie lepsza. Kamil,Kornela i Staff do mnie dołączyli. Znowu fajne focie wyszły,i na fejsa. Muszę tam w końcu wejść,ale to może później. Poczułam na swoich barkach jakąś bluzę.
-Kamil będziesz chory.-Chciałam mu ją oddać,ale odszedł kawałek dalej.-Bo ją sprzedam.-Spojrzał sie na mnie z podniesioną brwią.
-Nie zrobisz tego.
-Okej kto chce....-Nie dane mi było dokończyć bo przerwał.
-Nie! To jest moja ukochana bluza i nie sprzedasz jej nigdy,nigdzie.-Wziął ją odemnie i znowu położył na ramionach i chciał zapiąć. Zaczęliśmy sie przepychać i takim trafem Kamil na mnie usiadł i zapiął mi tą bluzę.
-Złaź grubasie lekki nie jesteś.-Zszedł ze mnie i pomógł wstać.
-Noo to teraz będzie Ci ciepło.-Rozdaliśmy resztę autografów i byliśmy wolni.
-Julcia co powiesz na spacer po parku?
-Teraz?
-No tak,ciemno już jest. Jutro wyjeżdżamy z tąd więc wiesz.
-Okej.-Pożyczyłam bluzę Staffa taka wielka,założyliśmy kaptury na głowę i Kamil prowadził. Narazie wiem gdzie jest amfiteatr,Mc Donald i Lidl to chyba jakiś postęp nie? W połowie drogi Kamil złapał mnie za rękę,ale tak inaczej niż zwykle jakby sie bał,że zaraz wyłapie. Nie miałam zamiaru go bić,krzyczeć na niego i wyrywać ręki. Wręcz przeciwnie mocniej go złapałam za rękę. Kocham go i serio nie chce mi sie dalej bawić w tą szopkę przyjaciół.
-Julaaa?-Spytał gdy szliśmy w stronę wielkiej oświetlonej fontanny.
-Co jest?
-Kocham Cie.
-Ja Ciebie też,i dość mam tej szopki z przyjaciółmi. Zacznijmy sie zachowywać jak dorośli ludzie,tak wiem ja sie zachowałam jak idiotka wyjeżdżając tylko dlatego,że nam sie nie układało. Taka już jestem,słaba i zawsze uciekająca od problemów.
-Kicia nie jesteś słaba.-Jedną dłonią złapał mój policzek.-Jesteś taka jaka być powinnaś. Kochana,słodka,mała i moja.-Puścił mi oczko a na ustach złożył pocałunek. Nie obchodziło mnie to,że ktoś nas mógł rozpoznać,że zrobią zdjęcia,że będzie afera. Mam to gdzieś to tu i teraz stoi przede mną mój najukochańszy na świecie facet.
______________________________________________________________________________
Więc tak na samym początku jeśli we wcześniejszym rozdziale coś od kogoś zgapiłam to PRZEPRASZAM,nie czytam za dużo blogów zaledwie trzy.
kara-Dzięki za komentarz który dał mi takiego kopa do poprawy. Nie wiem,czy sie spodoba czy nie w każdym razie wielkie DZIĘKI i oby więcej takich komentarzy. Błędy są,ale jak sie wszyscy mogą domyślić z Polskiego za dobra nie jestem. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
poniedziałek, 23 września 2013
Rozdział 27.
-Co? Was wszystkich pogrzało na miejscu?-Wrzasnęłam. Wróciliśmy do Wrocka bo ta banda debili wymyśliła sobie trase koncertową,bardzo długą trasę z Kamilem. No proszę was. Specjalnie chcą nas uszczęśliwiać czy tak? Jutro jedziemy z całą bandą Bednarka grać koncerty.
Kolejnego dnia ruszyliśmy w świat. Nie za daleko bo jedynie dwie godziny drogi a przez cały jej czas słuchałam muzyki. Potem zamiast na próbę to każdy gdzieś poszedł a ja zabrałam Piterowi gitarę i sobie brzdękałam.
-Znowu smutasz?-Usłyszałam głos Radka.
-Nie smutam.-Odłożyłam ją na bok.
-Wcale tylko jakoś palce Ci chodzą po strunach i smutna melodia leci.-Usiadł obok mnie.-Dawaj młoda wygadaj sie co Ci leży na sercu. Chyba możemy mieć jakieś tajemice przed światem nie?
-Na mały paluszek,że jak zawsze coś Ci powiem to nikomu nie wygadasz nawet mamusi w nocy o północy.
-Na mały paluszek.-Uścisnęliśmy sie za małego paluca.-To teraz słucham.
-Wszystko,życie,ja,cały świat,Kamil.-Wzruszyłam ramionami.
-Każdy czasami ma takie chwile załamania,dasz radę.
-Ale to tak cholernie boli, co ty byś zrobił jakbyś sie tak ciągle ze swoją żoną kłócił co?-Wbił wzrok w ziemię.
-Dalibyśmy sobie czas,żeby odetchnąć. Kłótniami byśmy sie wzajemnie dusili i napewno by nie było rozwodu przez jakieś sprzeczki.
-Radek zostawisz nas samych?-Wystraszyłam sie z lekka,ale po chwili wszystko wróciło do normy. Radzio odszedł a Kamil usiadł obok mnie.
-Bardzo cierpisz?
-Zależy oco Ci chodzi?
-No wiesz o to,że sie ciągle kłócimy i,że ciągle musisz znosić mój widok.
-Z tymi kłótniami to tak a z twoim widokiem to nie przesadzaj.
-Głupio mi,ze ciągle przezemnie cierpisz.
-Powiedz mi,że ty przezemnie nie cierpisz?-Podniosłam jedną brew.
-Dobra oboje jesteśmy winni. Zaczynamy od początku jako przyjaciele którzy sie kochają najmocniej na świecie?
-Czemu nie?-Troche siedzieliśmy aż zaczęli się schodzić ludzie. Głupio teraz tak odejść i nie pogadać. Mądry Kamil zeskoczył ze sceny jakimś cudem sie nie połamał. A ja mam lęk wysokości i boje sie z tąd skoczyć.
-No skacz.
-Nie skoczę,chcesz mnie wieźć na ostry dyżur?
-Oj nie przesadzaj.
-Dobra to skaczę.-Czułam,że to sie skończy źle i tak sie stało. Zaplątałam sie w jakieś kable i upadłam na rękę,lewą rękę. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Kamil lał ze śmiechu.
-I z czego sie cieszysz idioto co?-Wydusiłam ze łzami w oczach. Nie mogłam sie podnieść bo ręka mnie tak bolała,ze szok. Przeturlałam sie na plecy i leżałam.
-No wstawaj na co czekasz.
-Boli mnie ręka.-Podał mi dłoń a swoją prawą sie złapałam i wstałam na równe nogi.
-Pokaż.-Dotknął mnie w lewą rękę i już płakałam z bólu.-Trzeba chyba z tym do lekarza.
-No co ty serio? Ameryke kurde odkryłeś. Mówiłam,ze nie skoczę bo będziesz mnie wiózł do lekarza,ale Bednarek wie lepiej.-Burknęłam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-Boli.
-Ej słuchajcie koncert sie troche opóźni,przepraszam.-Kami puścił im ten swój zniewalający uśmieszek i pognaliśmy do garderoby.
-I co pogadaliście?
-Julcia zlamała rączkę i potrzebny lekarz.
-Wiesz co nie odzywaj sie do mnie.
-Żartuje,chodź. Aneta poczekaj aż wrócimy okej?-Kamil wziął od Anety kluczyki i dokumenty i mogliśmy jechać. Szybko ogarnęliśmy jakiś szpital. Kamil jakoś przekabacił panią w recepcji i wzięli mnie szybko na RTG i coś tam mam w nadgarstku. Gips po łokieć i po 2 godzinach mogliśmy wrócić do klubu.
-Julka dasz radę śpiewać?
-Dam przez jakieś trzy najbliższe godziny będę na prochach więc nie boli.-Szybko nam podłączyli odsłuchy i wbiegliśmy we trójkę na scenę. Z dużym opóźnieniem,ale jesteśmy. Daliśmy z siebie 200%. Po koncercie autografy. Po rozdaniu ich wszystkim chętnym wróciliśmy do garderoby.
-Julka jak ty połamałaś tą rękę.-Spytał Radek.
-Juleczka spadła ze sceny.-Kamil się ze mnie śmiał.
-Jebne Ci zaraz zobaczysz.-Syknęłam.
-Więc jak sie połamałaś?
-On mi kazał zeskoczyć ze sceny,mówiłam mu,że będzie mnie wiózł do szpitala,ale nie Bednarek wie lepiej.
-Oj nie przesadzaj do wesela sie zagoi.
-Czyli nigdy,już sie cieszę.
-Jak to nigdy?-Spytał Kamil z udawanym smutkiem.
-Zostane starą panną z gitarą.
-W takim razie ja kawalerem z saksofonem,oczywiście będziemy mieszkać w jednym domu w Lipkach dla spokoju co nie. Mamusie będą nam gotować. Jakie piękne jest te życie prawda?-Rozciągnął sie na kanapie.
-Nie wiem jak ty ale ja sobie znajdę taką wieś zabitą dechami gdzie żaden paparazzo mnie nie znajdzie.
Pojechaliśmy do hotelu. Miałam pokój obok Kamila. Przypadek? Nie sądzę. Do tego zrobiła sie burza a wszyscy dobrze wiedzą,ze boję się burzy. Po chwili usłyszałam dźwięk sms. To Kamil.
Wbijaj do mnie,wiem,że sie boisz burzy. ; )
Po chwili stałam już u Kamila w pokoju. Usiadłam obok niego i sie przytuliłam.
-Julcia sie boi burzy.
-Od zawsze na zawsze. -Spojrzeliśmy sobie głeboko w oczy. Już mówiłam,ze bycie z Kamilem w jednym pokoju jest niemożliwe? Coś pękło,nasze usta się złaczyły w namiętnym pocałunku a po chwili leżałam na łózku bez spodni i bluzki. Kamil coraz bardziej napierał na mnie a ja nie mogłam sie oprzeć.
-Wiesz,że to co robimy jest idiotyczne i powinnam to przerwać nie?-Spytałam.
-Wiem i wiem też,ze chcesz być dalej przyjaciółmi.-Pocałował mnie w usta.
-Przyjaciele od seksu?-Spytałam.
-Dlaczego nie? Ty mnie kochasz ja Cię kocham. To nie grzech,to z miłości.
***
Obudziło nas natarczywe pukanie do drzwi. Jezu komu się nudzi co? W pośpiechu sie ubraliśmy i poszłam otworzyć. Wszyscy nam wbili do środka.
-Uuuu widzę gorąco było w nocy.-Zaśmiał sie Michał.
-Czego sie tak dobijacie z samego rana co?
-Bo was nie było na śniadaniu i jakimś zbiegiem okoliczności Cie nie było w swoim pokoju.
-Bo normalni ludzie śpią o 8:00 rano a w nocy była burza. Coś jeszcze?
-Macie bluzki na lewej stronie.-Dodała Aneta.
-Boże starzy a głupi. Przyjaciel od seksu? Fucking Logic.-Maciek zrobił taką minę jak te memy z bestów.
-Coś jeszcze? Jak nie to wyjazd bo chcę spać.
-Jesteście głupi.
-Też Cie kocham.-Opróżnili pokój i znowu sie położyłam do łóżka. Nie dali sie wyspać człowiekowi.
-Nie będziemy sie nimi przejmować nie?-Spytał Kamil z nadzieją w głosie.
-Nie.
-Stwierdzam,że częściej musi być burza.-Wtuliłam sie w Kamila i zasnęłam.
*
-Kamil,czy Ciebie do reszty posrało?-Spytała moja siostra buntem w głosie.
-Boże a tobie o co znowu?
-O to co wy robicie w nocy.
-Ale to chyba nie jest twój interes. Ja jestem dorosły Julka też.
-Spisz z moja najlepsza przyjaciółką.
-No patrz z moja też przypadek? Nie zgwałciłem jej to o co sie czepiasz?
-A może jednak?
-Ty jesteś jakaś posrana? Nie bawię się w jej tatusia,nie uderzyłem jej,nie pobiłem i nawet ją nigdy nie szarpnąłem więc oco Ci do cholery?
-Weź mi z tąd wyjdź,ja sobie z nią pogadam a jak sie dowiem coś czego nie chciałabym sie dowiedzieć to Cie zniszcze brat.-Chamsko sie uśmiechnęła.
-Czekam.-Odpowiedziałem z uśmieszkiem i wyszedłem. Odrazu pokierowałam do pokoju Julki. Wszedłem bez pukania.
-Puka się.-Syknęła,stała w staniku i majtkach.
-Uuuu.-Zagwizdałem.-Muszę przychodzić częściej.
-Co chcesz?-Spytała wkładając jeansy i bluzkę.
-Moja kochana siostra myśli,że Cie zgwałciłem.
-Co? Pogrzało ją na maxa?
-Będzie z tobą gadać.
_____________________________________________________________________________
Nie wiem,czy wam sie spodoba bo wiecie ten wątek z deka erotyczny pod koniec,ale zdam sie na was. Wiem,że miał być jutro i nie dotrzymuje obietnic,ale jak już mam napisany to chce sie wstawiać. Kolejny nie wiem kiedy, spadam sie uczyć na Polski. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
-No skacz.
-Nie skoczę,chcesz mnie wieźć na ostry dyżur?
-Oj nie przesadzaj.
-Dobra to skaczę.-Czułam,że to sie skończy źle i tak sie stało. Zaplątałam sie w jakieś kable i upadłam na rękę,lewą rękę. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Kamil lał ze śmiechu.
-I z czego sie cieszysz idioto co?-Wydusiłam ze łzami w oczach. Nie mogłam sie podnieść bo ręka mnie tak bolała,ze szok. Przeturlałam sie na plecy i leżałam.
-No wstawaj na co czekasz.
-Boli mnie ręka.-Podał mi dłoń a swoją prawą sie złapałam i wstałam na równe nogi.
-Pokaż.-Dotknął mnie w lewą rękę i już płakałam z bólu.-Trzeba chyba z tym do lekarza.
-No co ty serio? Ameryke kurde odkryłeś. Mówiłam,ze nie skoczę bo będziesz mnie wiózł do lekarza,ale Bednarek wie lepiej.-Burknęłam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-Boli.
-Ej słuchajcie koncert sie troche opóźni,przepraszam.-Kami puścił im ten swój zniewalający uśmieszek i pognaliśmy do garderoby.
-I co pogadaliście?
-Julcia zlamała rączkę i potrzebny lekarz.
-Wiesz co nie odzywaj sie do mnie.
-Żartuje,chodź. Aneta poczekaj aż wrócimy okej?-Kamil wziął od Anety kluczyki i dokumenty i mogliśmy jechać. Szybko ogarnęliśmy jakiś szpital. Kamil jakoś przekabacił panią w recepcji i wzięli mnie szybko na RTG i coś tam mam w nadgarstku. Gips po łokieć i po 2 godzinach mogliśmy wrócić do klubu.
-Julka dasz radę śpiewać?
-Dam przez jakieś trzy najbliższe godziny będę na prochach więc nie boli.-Szybko nam podłączyli odsłuchy i wbiegliśmy we trójkę na scenę. Z dużym opóźnieniem,ale jesteśmy. Daliśmy z siebie 200%. Po koncercie autografy. Po rozdaniu ich wszystkim chętnym wróciliśmy do garderoby.
-Julka jak ty połamałaś tą rękę.-Spytał Radek.
-Juleczka spadła ze sceny.-Kamil się ze mnie śmiał.
-Jebne Ci zaraz zobaczysz.-Syknęłam.
-Więc jak sie połamałaś?
-On mi kazał zeskoczyć ze sceny,mówiłam mu,że będzie mnie wiózł do szpitala,ale nie Bednarek wie lepiej.
-Oj nie przesadzaj do wesela sie zagoi.
-Czyli nigdy,już sie cieszę.
-Jak to nigdy?-Spytał Kamil z udawanym smutkiem.
-Zostane starą panną z gitarą.
-W takim razie ja kawalerem z saksofonem,oczywiście będziemy mieszkać w jednym domu w Lipkach dla spokoju co nie. Mamusie będą nam gotować. Jakie piękne jest te życie prawda?-Rozciągnął sie na kanapie.
-Nie wiem jak ty ale ja sobie znajdę taką wieś zabitą dechami gdzie żaden paparazzo mnie nie znajdzie.
Pojechaliśmy do hotelu. Miałam pokój obok Kamila. Przypadek? Nie sądzę. Do tego zrobiła sie burza a wszyscy dobrze wiedzą,ze boję się burzy. Po chwili usłyszałam dźwięk sms. To Kamil.
Wbijaj do mnie,wiem,że sie boisz burzy. ; )
Po chwili stałam już u Kamila w pokoju. Usiadłam obok niego i sie przytuliłam.
-Julcia sie boi burzy.
-Od zawsze na zawsze. -Spojrzeliśmy sobie głeboko w oczy. Już mówiłam,ze bycie z Kamilem w jednym pokoju jest niemożliwe? Coś pękło,nasze usta się złaczyły w namiętnym pocałunku a po chwili leżałam na łózku bez spodni i bluzki. Kamil coraz bardziej napierał na mnie a ja nie mogłam sie oprzeć.
-Wiesz,że to co robimy jest idiotyczne i powinnam to przerwać nie?-Spytałam.
-Wiem i wiem też,ze chcesz być dalej przyjaciółmi.-Pocałował mnie w usta.
-Przyjaciele od seksu?-Spytałam.
-Dlaczego nie? Ty mnie kochasz ja Cię kocham. To nie grzech,to z miłości.
***
Obudziło nas natarczywe pukanie do drzwi. Jezu komu się nudzi co? W pośpiechu sie ubraliśmy i poszłam otworzyć. Wszyscy nam wbili do środka.
-Uuuu widzę gorąco było w nocy.-Zaśmiał sie Michał.
-Czego sie tak dobijacie z samego rana co?
-Bo was nie było na śniadaniu i jakimś zbiegiem okoliczności Cie nie było w swoim pokoju.
-Bo normalni ludzie śpią o 8:00 rano a w nocy była burza. Coś jeszcze?
-Macie bluzki na lewej stronie.-Dodała Aneta.
-Boże starzy a głupi. Przyjaciel od seksu? Fucking Logic.-Maciek zrobił taką minę jak te memy z bestów.
-Coś jeszcze? Jak nie to wyjazd bo chcę spać.
-Jesteście głupi.
-Też Cie kocham.-Opróżnili pokój i znowu sie położyłam do łóżka. Nie dali sie wyspać człowiekowi.
-Nie będziemy sie nimi przejmować nie?-Spytał Kamil z nadzieją w głosie.
-Nie.
-Stwierdzam,że częściej musi być burza.-Wtuliłam sie w Kamila i zasnęłam.
*
-Kamil,czy Ciebie do reszty posrało?-Spytała moja siostra buntem w głosie.
-Boże a tobie o co znowu?
-O to co wy robicie w nocy.
-Ale to chyba nie jest twój interes. Ja jestem dorosły Julka też.
-Spisz z moja najlepsza przyjaciółką.
-No patrz z moja też przypadek? Nie zgwałciłem jej to o co sie czepiasz?
-A może jednak?
-Ty jesteś jakaś posrana? Nie bawię się w jej tatusia,nie uderzyłem jej,nie pobiłem i nawet ją nigdy nie szarpnąłem więc oco Ci do cholery?
-Weź mi z tąd wyjdź,ja sobie z nią pogadam a jak sie dowiem coś czego nie chciałabym sie dowiedzieć to Cie zniszcze brat.-Chamsko sie uśmiechnęła.
-Czekam.-Odpowiedziałem z uśmieszkiem i wyszedłem. Odrazu pokierowałam do pokoju Julki. Wszedłem bez pukania.
-Puka się.-Syknęła,stała w staniku i majtkach.
-Uuuu.-Zagwizdałem.-Muszę przychodzić częściej.
-Co chcesz?-Spytała wkładając jeansy i bluzkę.
-Moja kochana siostra myśli,że Cie zgwałciłem.
-Co? Pogrzało ją na maxa?
-Będzie z tobą gadać.
_____________________________________________________________________________
Nie wiem,czy wam sie spodoba bo wiecie ten wątek z deka erotyczny pod koniec,ale zdam sie na was. Wiem,że miał być jutro i nie dotrzymuje obietnic,ale jak już mam napisany to chce sie wstawiać. Kolejny nie wiem kiedy, spadam sie uczyć na Polski. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
niedziela, 22 września 2013
Rozdział 26.
Kolejnego dnia wyruszyliśmy już za granicę. Podbijamy Hiszpanię. Łukasz poleciał do mamy do Anglii.
-Julka do kogo była ta piosenka z Kamilem?-Spytał Krystian.
-Co?
-Widziałem jak sie oboje wczuliście,i nie płakałabyś na koniec.
-Do mojego dziecka.
-Masz dziecko?
-Miałam,dwa lata temu poroniłam. Od tamtego czasu sie wszystko zaczęło psuć z Kamilem. Nie wiedziałam,że jestem w ciąży a Ono tak po prostu odeszło.-Czułam nadmiar wody w moich oczach.
-O jezu.
-Chcesz wiedzieć więcej?
-Zależy co?
-Wszystko?
-To wal.
-Mieszkałam w Międzyzdrojach,potem wyjechałam na studia do Wrocławia które i tak rzuciłam po wypadku Kamila. Dwa razy zostałam zgwałcona.
-Kamil?
-Jebnij sie w łeb,On mnie nawet nigdy nie szarpnął. Mój ojciec dwa razy mnie zgwałcił,porwał i tak pobił,że na tyłku nie mogłam normalnie usiąść. Wszędzie miałam siniaki,dosłownie. Potem zachorowałam na białaczkę i dzięki komuś jeszcze żyję.
-Ty jesteś wielka.
-Czemu?
-Po tym wszystkim co przeszłaś,żyjesz jak gdyby nigdy nic.
-Życie mnie tego wszystkiego nauczyło i jeszcze był Kamil,od samego początku był,pocieszył,przytulił.-Chciałam im pokazać,ze On nie jest złym człowiekiem tylko sie popsuło.-A teraz sie wszystko zjebało.-Wzruszyłam ramionami.
***
Prawie codziennie koncerty,wysiadam już.
-Michał kiedy wolne?
-Za dwa miesiące na święta wracamy a potem sie zobaczy.
-Jezu padam.
-Młoda dasz radę.
-Muszę no nie.-Uśmiechnęłam się pozytywnie.
Czasami tak myślę co by było gdyby? Gdybym nie straciła dziecka to dalej byśmy byli razem. Cholernie mi go brakuje,ale naprawdę nic z tego nie będzie. On będzie szczęśliwszy beze mnie,ale ja bez niego nie. Zawsze najpierw myślę o kimś a potem o sobie.
___________________________________________________________________________
Tak mnie wena wzięła i jest. Kolejny może sie uda we Wtorek,ale nie obiecuję.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Julka do kogo była ta piosenka z Kamilem?-Spytał Krystian.
-Co?
-Widziałem jak sie oboje wczuliście,i nie płakałabyś na koniec.
-Do mojego dziecka.
-Masz dziecko?
-Miałam,dwa lata temu poroniłam. Od tamtego czasu sie wszystko zaczęło psuć z Kamilem. Nie wiedziałam,że jestem w ciąży a Ono tak po prostu odeszło.-Czułam nadmiar wody w moich oczach.
-O jezu.
-Chcesz wiedzieć więcej?
-Zależy co?
-Wszystko?
-To wal.
-Mieszkałam w Międzyzdrojach,potem wyjechałam na studia do Wrocławia które i tak rzuciłam po wypadku Kamila. Dwa razy zostałam zgwałcona.
-Kamil?
-Jebnij sie w łeb,On mnie nawet nigdy nie szarpnął. Mój ojciec dwa razy mnie zgwałcił,porwał i tak pobił,że na tyłku nie mogłam normalnie usiąść. Wszędzie miałam siniaki,dosłownie. Potem zachorowałam na białaczkę i dzięki komuś jeszcze żyję.
-Ty jesteś wielka.
-Czemu?
-Po tym wszystkim co przeszłaś,żyjesz jak gdyby nigdy nic.
-Życie mnie tego wszystkiego nauczyło i jeszcze był Kamil,od samego początku był,pocieszył,przytulił.-Chciałam im pokazać,ze On nie jest złym człowiekiem tylko sie popsuło.-A teraz sie wszystko zjebało.-Wzruszyłam ramionami.
***
Prawie codziennie koncerty,wysiadam już.
-Michał kiedy wolne?
-Za dwa miesiące na święta wracamy a potem sie zobaczy.
-Jezu padam.
-Młoda dasz radę.
-Muszę no nie.-Uśmiechnęłam się pozytywnie.
Czasami tak myślę co by było gdyby? Gdybym nie straciła dziecka to dalej byśmy byli razem. Cholernie mi go brakuje,ale naprawdę nic z tego nie będzie. On będzie szczęśliwszy beze mnie,ale ja bez niego nie. Zawsze najpierw myślę o kimś a potem o sobie.
___________________________________________________________________________
Tak mnie wena wzięła i jest. Kolejny może sie uda we Wtorek,ale nie obiecuję.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Rozdział 25.
Na początku Stycznia kolejnego roku powstał mój i Kornelki zespół. Michał nasz cudowny menago wymyślił sobie trasę po całym świecie. Serio! Ciężka praca nad płytą,nieprzesypianie nocy. Wszystko w Anglii. Płyta sprzedała się bardzo szybko i w dużym nakładzie.W maju w Ostródzie był nasz pierwszy koncert. Spotkanie z Kamilem yhgyg nie miło,ale damy radę. Nie chciałam wysiadać z busa.
-Julka rusz swoje zgrabne litery.-Jęknął Adrian-Basista.
-Nie,ja tu zostanę.
-Chodź.-Przerzucił mnie sobie przez ramię i tak mnie niósł. To nic,ze darłam sie,żeby mnie postawił i dopiero to zrobił za sceną akurat dziwnym trafem przy Kamilu i reszcie.
-Wiesz co wal sie.
-Też Cię kocham.
-Zejdź mi z oczu.-Powiedziałam to teatralnym głosem.
-Sodówa?
-Jak Ci idioto dam sodówę to Cie własna matka nie pozna.
-Dawaj.-Dostał mućkę w klatę.
-Ała.
-Poprawić?-Zaczał uciekać a potem wziął mnie na barana.-Noś mnie murzynie.-Śmiałam sie sama ze swojej głupoty. Jak mnie postawił na ziemię to podszedł do nas Kondzio z Kinią.
-Julka.-Przytulił mnie tak mocno,mocno,mocno.-Debilu odzywa się.
-Sory,ale płyta sama sie nie nagrała. Stęskniłam sie troche za twoimi odpałami.
-Czuję się zaszczycony.
-Czuj,czuj. Jak ogarniemy z Korni swoje życie i będzie troche wolnego w trasie to co wpadacie na jakieś melo do Anglii?
-Standardowo.
-Mike,Alex,Oscar robią najlepsze biby w mieście polecam. Wstyd sie przyznać,ale trzy razy sie budziłam pod stołem.
-Szalejesz a co białe poszło w ruch nie?
-Wcale.
-Kłamiesz ty ćpunie.
-Cicho bądź.
Przywitałam sie z Anetą,Piterem,Zwierzem,Maćkiem,Radkiem i został Kamil.
-Hej.-Mruknął nieśmiało.
-Hej.-Uśmiechnęłam się.-Jak tam leci?
-Powoli,żmudnie,do dupy wymieniać dalej?
-Eeej gdzie jest ten Kamil naładowany pozytywną energią co?
-We Wrocławiu,cofnięty dwa lata w tył kiedy napędzała go taka piękna kobietka,która teraz ma swoje życie,swoje sprawy,a taki idiota do szczęścia nie jest jej potrzebny.
-Wiesz,że ta kobietka czasami nawet często ogląda wasze wspólne zdjęcia.-Ktoś mnie przytulił od tyłu i dał buziaka w policzek. Kamila mina była zszokowana. Walnęłam komuś z łokcia. Odwróciłam sie i z bólu zwijał sie Adam-Perkusista.
-Adaś sory,mówiłam,ze mnie sie tak nie tyka.
-Babo gdzie ty sie tego uczyłaś?
-Samo przyszło jeju przepraszam.
-Do szpitala mnie zawieź a nie.-Podeszła do nas reszta chłopaków z zespołu. Adrian,Rafał i Krystian. Objęli mnie ramieniem. Specjalnie to robią.
-Bierzcie te łapska,albo wyłapiecie wszyscy.
-Julka co ty taka cięta.
-Wkurwiacie mnie więc bierzcie te łapska i idźcie z tąd bo rozmawiam w tej chwili.
-Boże pogadać nie można.
-Wyjazd!-Odeszli.
-Sory ja już pójdę.-Kamil sie speszył i odszedł. Serio ta banda idiotów musiała wszystko popsuć. Akurat wtedy kiedy chciałam pogadać? Ze łzami w oczach do nich wróciłam. Siedzieli z chłopakami od Kamila i rozmawiali.
-Zadowoleni jesteście z siebie?-Wrzasnęłam a łzy wielkie jak groch poleciały po moich policzkach.
-Co?
-Specjalnie to zrobiliście! Tak robią przyjaciele? Nienawidzę was.
-Jula uspokój się.
-Zostaw mnie. Ja wam sie wpieprzam w życie?
-Płakałaś przez niego.
-Ale go kocham debilu! Ja idę do waszych eks i sie do was przytulam? Ile razy każdy z was miał przez nie doła,to co chodziłam do nich?-Kornelka do nas przyszła.
-Co sie stało?
-Nic a wy lepiej mi nie pokazujcie sie na oczy.-Poszłam i zaszyłam sie w busie. Przez nich,wszystko sie popsuło. Kamil sobie myśli,ze teraz jestem z którymś z tych debili. Jeszcze chyba nigdy w życiu sie tak nie czułam,taka pusta. O 19:00 wyszłam z busa bo za godzinę gramy. Adaś do mnie podszedł.
-Chodź ze mną w jedno miejsce.
-Wal sie.
-Proszę chodź.
-Nie będę sie na was patrzała.
-Chodź i nie marudź.-Ciągnął mnie gdzieś nawet nie wiem gdzie. A zaprowadził mnie nad jakieś jeziorko. Wokół jednej ławki byli chłopacy. Podeszliśmy do niej.
-Po co mnie tu przyprowadziłeś? Mam sie na nich patrzeć? Nie dzięki namieszli i to wystarczy.
-Julka,to co zrobiliśmy było głupie więc proszę to twoja niespodzianka.-Na ławce siedział Kamil.-Jula przepraszamy,tak jesteśmy idiotami nie powinniśmy,ale jesteś taką malutką Juleczką to co mamy zrobić. Instynkt starszego brata sie włącza. Wybaczysz?
-Może...
-Ejj,nie po to jemu trzy godziny gadaliśmy,ze to tylko przyjaźń,żebyś nie wybaczała.
-Pomyślę.-Puściłam im oczko i mocno sie przytuliłam do Kamila. W jego ramionach czułam sie jak taka malutka bezbronna dziewczynka. Wszystko puściło a z oczu poleciały łzy.
-Jula co jest?
-Nic.-Bardziej do niego przyległam. Nie mogłam sie uspokoić,co chwile z moich ust wydobywał sie szloch. Kamil jak Kamil zaczął mnie głaskać po głowie.
-Przecież widzę. Mała mnie nie oszukasz.
-Stęskniłam się.
-Ja też ale co to zmieni?
-Właśnie nic. Pogadamy po koncercie?
-Spoko.-Ogarnęłam,że chłopaki dalej sie na nas patrzą. Z Kamilem siedzieliśmy w ciszy przytuleni do siebie a chłopaki chyba z milion razy jęczeli,żebyśmy już wracali.
-Ej ludzie już 20:00 trzeba wracać dać czadu na scenie.
-Boje sie.-To nasz taki pierwszy prawdziwy koncert,tu już nie jest Bitwa na Głosy,że zaśpiewasz kawałek tekstu i możesz mieć nadzieję,że sie spodoba jurorom tylko tu trzeba skakać po scenie i śpiewać jednocześnie. Wróciliśmy za scenę. Kamil śpiewał pierwszy i miał nas zapowiadać po sobie. Widać,ze jego też stres zżera. Uderzyłam go lekko w ramię.
-Bednarek, głowa do góry,wszyscy tam na widowni Cię kochają i czekają na twój najlepszy występ w życiu.-Wziął dwa głębokie oddechy.-Powodzenia.-Wbiegł na scenę. Kamil gra trzy piosenki. Odsłuch zamontowany i tylko czekać. Po trzech piosenkach Kamil zapowiedział nas. Skręcało mnie od środka,ale dałam radę. Wybiegłyśmy z Kornelom na scenę. Mu też trzy piosenki. Po drugiej mój brat wbił na scenę. Nie wiedziałam oco kaman. W ogóle dziwna sprawa,wchodzi sobie na scenę,nie wiadomo oco kaman. Mocno ją przytulił,potem klęknął na jedno kolano i sie jej oświadczył. Jakie to słodkie.
-Brawo dla mojego brata który przejechał ponad 400 kilomertów.-Krzyknęłam do mikrofonu. Tak ogólnie to On miał do Anglii do mamy i ciotki lecieć,ale okej. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat. Łukasz zniknął za sceną,Kornelka wróciła do normalności i dokończyłyśmy ostatnią piosenkę. Zaraz po niej melodia do ,,Tears In Haven'' a na scenę wszedł Kamil a raczej go wyrzucili na nią. Co tu sie dzieje do cholery? Okej zaśpiewaliśmy tą piosenkę,znowu sie popłakałam. Mówiłam już,że jestem słaba? Jeśli nie to już wiecie. Po tym wszystkim zeszliśmy na scenę.
-Bratttt postarałeś się.-Klepnęłam go po plecach.-Jesteś taki nieprzewidywalny.
-Jestem taki jak ty siostra,a wy co znowu szczęśliwe małżeństwo?
-Nie? Właśnie Kamil możemy pogadać?
-Jasne.
Michał i Aneta zarezerwowali pokoje w jednym hotelu co sie dobrze złożyło. Poszliśmy do pokoju Kamila. Siedliśmy na łóżku.
-I co dalej?-Spytał.
-Kamil ja serio nie chcę się kłócić,wiesz co najlepiej będzie jak ty pójdziesz swoją drogą a ja swoją.
-Czemu?
-Mam karierę,jeżdżę po całym świecie z twoją siostrą,Ciebie też ciągle nie ma w domu. Znajdź sobie inną i bądź z nią szczęśliwy naprawdę.
-A co jeśli nie chcę? Nie chcę innej,chcę Ciebie.
-Kamil chcesz znowu sie kłócić? Ja nie umiem na Ciebie krzyczeć. Najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoje ślady.
-Będziesz zazdrosna ja sobie znajdę inną.
-Takie życie kobiety.
Przegadaliśmy całą noc,dobra prawie całą noc. Obiecał mi,że sobie znajdzie inną i będzie z nią szczęśliwy.
_______________________________________________________________________________
Nie bijcie tylko,że sie nie pogodzili okej? ;) Następny jakoś w środę. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bednarek, głowa do góry,wszyscy tam na widowni Cię kochają i czekają na twój najlepszy występ w życiu.-Wziął dwa głębokie oddechy.-Powodzenia.-Wbiegł na scenę. Kamil gra trzy piosenki. Odsłuch zamontowany i tylko czekać. Po trzech piosenkach Kamil zapowiedział nas. Skręcało mnie od środka,ale dałam radę. Wybiegłyśmy z Kornelom na scenę. Mu też trzy piosenki. Po drugiej mój brat wbił na scenę. Nie wiedziałam oco kaman. W ogóle dziwna sprawa,wchodzi sobie na scenę,nie wiadomo oco kaman. Mocno ją przytulił,potem klęknął na jedno kolano i sie jej oświadczył. Jakie to słodkie.
-Brawo dla mojego brata który przejechał ponad 400 kilomertów.-Krzyknęłam do mikrofonu. Tak ogólnie to On miał do Anglii do mamy i ciotki lecieć,ale okej. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat. Łukasz zniknął za sceną,Kornelka wróciła do normalności i dokończyłyśmy ostatnią piosenkę. Zaraz po niej melodia do ,,Tears In Haven'' a na scenę wszedł Kamil a raczej go wyrzucili na nią. Co tu sie dzieje do cholery? Okej zaśpiewaliśmy tą piosenkę,znowu sie popłakałam. Mówiłam już,że jestem słaba? Jeśli nie to już wiecie. Po tym wszystkim zeszliśmy na scenę.
-Bratttt postarałeś się.-Klepnęłam go po plecach.-Jesteś taki nieprzewidywalny.
-Jestem taki jak ty siostra,a wy co znowu szczęśliwe małżeństwo?
-Nie? Właśnie Kamil możemy pogadać?
-Jasne.
Michał i Aneta zarezerwowali pokoje w jednym hotelu co sie dobrze złożyło. Poszliśmy do pokoju Kamila. Siedliśmy na łóżku.
-I co dalej?-Spytał.
-Kamil ja serio nie chcę się kłócić,wiesz co najlepiej będzie jak ty pójdziesz swoją drogą a ja swoją.
-Czemu?
-Mam karierę,jeżdżę po całym świecie z twoją siostrą,Ciebie też ciągle nie ma w domu. Znajdź sobie inną i bądź z nią szczęśliwy naprawdę.
-A co jeśli nie chcę? Nie chcę innej,chcę Ciebie.
-Kamil chcesz znowu sie kłócić? Ja nie umiem na Ciebie krzyczeć. Najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoje ślady.
-Będziesz zazdrosna ja sobie znajdę inną.
-Takie życie kobiety.
Przegadaliśmy całą noc,dobra prawie całą noc. Obiecał mi,że sobie znajdzie inną i będzie z nią szczęśliwy.
_______________________________________________________________________________
Nie bijcie tylko,że sie nie pogodzili okej? ;) Następny jakoś w środę. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
sobota, 21 września 2013
Rozdział 24.
Obudziłam się napewno w nie swoim pokoju,suszylo mnie. Ogarnęłam,ze leżę w pokoju Kamila w Lipkach,ale jak? Wczoraj byliśmy w Brzegu,jaraliśmy,piliśmy i co było dalej? No właśnie. Byłam ubrana w jakąś szeroką bluzkę i dresy najwyraźniej Kamila bo szerokie. Zeszłam na dół,przy stole siedzieli Kondzio,Kinia i jego rodzice.
-Dobry.
-Hej.-Mruknął Kondzio i wziął kolejnego łyka wody.
-Daj mi,też chcę pić.-Wyrwałam mu butelkę i też piłam.
-Oboje siebie warci,wy oboje nie umiecie pić. Ta coś pieprzy o niedźwiedziu a ten ledwo co idzie.
-Kto mnie przebrał?
-Ja,wiesz byłaś tak nieprzytomna,że stać nie mogłaś.-Odezwał sie Kondrad.
-Powiedz mi,że kłamiesz i mnie nawet nie tknąłeś?-Warknęłam.
-Ja Cie przebrałam.-Odezwała sie Pani Ela.-Ten idiota poszedł odrazu spać.
-Masz szczęście.-Syknęłam.
Mama z ciocią wyjechały do Anglii a ja z nimi. Kamila i tak wiecznie nie ma w domu. Ostatnio przyjechał na tydzień to nie raczył sie odezwać a jak ja do niego przyszłam to zlał mnie jakby mnie tam nie było. Okej tak sie bawimy to świetnie. Poszłam do jego mieszkania.
-Kamil wyjeżdżam.
-Gdzie?-Wow poświęcił mi trochę uwagi.
-Daleko. Skoro tak sie bawimy to koniec.-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-I co chcesz tak to wszystko skończyć?
-A mam jakieś inne wyjście? Trzymaj się.
-Stój.-Podszedł do mnie.-Serio chcesz to tak skończyć? Nie zgadzam sie Julka,nie. Nigdzie nie jedziesz.
-Pamiętaj Kocham Cię.-Przytuliłam go,ten ostatni raz i wyszłam. Łukasz czekał z walizkami na dole. Ciężko było tak to zostawić. To On od samego początku się o mnie troszyczył,pomagał,był. Pocieszał,przytulał,kochał,całował. Chcę zacząć życie od nowa. Po tym jak straciłam dziecko wszystko się popsuło. Kłóciliśmy się przez telefon,nawet tam. Stanęłam na Londyńskim lotnisku,wyszłam z odprawki i zobaczyłam mamę i ciocię.
-Juleczko moja kochana.-Mama mnie mocno przytuliła. Zawsze tego mi od niej brakowało. Tego,zeby przytuliła. Potem ciocia wyściskała i pojechałyśmy do domu. Dwie godziny jazdy samochodem. Tu jest tak dziwnie,ale da sie radę przyzwyczaić.
*
Siedziałem jak słup soli i tępo wpatrywałem się w ziemię. Z transu wyrwał mnie głos Konrada i Korneli.
-Gdzie Julka?
-Wyjechała?
-Gdzie?
-Zapytaj sie jej.
-Znowu sie posprzeczaliście?-Kornela podniosła jedną brew.
-Przyszła,powiedziała,że wyjeżdża i poszła.
-Anglia.-Mruknął Konrad.
-Co?
-W Anglii jest. Do mamy pojechała. Gadała ze mną,mówiła,że chce zacząć życie od nowa,od kąd straciła dziecko to wszystko sie popsuło. Musicie sobie dać czas.-Mój własny brat jest bardziej poinformowany niż ja. Fajnie!.
-Wszystko sie spieprzyło.-Mruknąłem.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bez Julki to nie to samo.
_______________________________________________________________________________
Dałam radę coś wyskrobać i jest. Znowu nie jest idealny,wiem,że niektórym sie to nie będzie podobać,ze wyjechała,ale mam nadzieję,ze przełkniecie. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Dobry.
-Hej.-Mruknął Kondzio i wziął kolejnego łyka wody.
-Daj mi,też chcę pić.-Wyrwałam mu butelkę i też piłam.
-Oboje siebie warci,wy oboje nie umiecie pić. Ta coś pieprzy o niedźwiedziu a ten ledwo co idzie.
-Kto mnie przebrał?
-Ja,wiesz byłaś tak nieprzytomna,że stać nie mogłaś.-Odezwał sie Kondrad.
-Powiedz mi,że kłamiesz i mnie nawet nie tknąłeś?-Warknęłam.
-Ja Cie przebrałam.-Odezwała sie Pani Ela.-Ten idiota poszedł odrazu spać.
-Masz szczęście.-Syknęłam.
Mama z ciocią wyjechały do Anglii a ja z nimi. Kamila i tak wiecznie nie ma w domu. Ostatnio przyjechał na tydzień to nie raczył sie odezwać a jak ja do niego przyszłam to zlał mnie jakby mnie tam nie było. Okej tak sie bawimy to świetnie. Poszłam do jego mieszkania.
-Kamil wyjeżdżam.
-Gdzie?-Wow poświęcił mi trochę uwagi.
-Daleko. Skoro tak sie bawimy to koniec.-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-I co chcesz tak to wszystko skończyć?
-A mam jakieś inne wyjście? Trzymaj się.
-Stój.-Podszedł do mnie.-Serio chcesz to tak skończyć? Nie zgadzam sie Julka,nie. Nigdzie nie jedziesz.
-Pamiętaj Kocham Cię.-Przytuliłam go,ten ostatni raz i wyszłam. Łukasz czekał z walizkami na dole. Ciężko było tak to zostawić. To On od samego początku się o mnie troszyczył,pomagał,był. Pocieszał,przytulał,kochał,całował. Chcę zacząć życie od nowa. Po tym jak straciłam dziecko wszystko się popsuło. Kłóciliśmy się przez telefon,nawet tam. Stanęłam na Londyńskim lotnisku,wyszłam z odprawki i zobaczyłam mamę i ciocię.
-Juleczko moja kochana.-Mama mnie mocno przytuliła. Zawsze tego mi od niej brakowało. Tego,zeby przytuliła. Potem ciocia wyściskała i pojechałyśmy do domu. Dwie godziny jazdy samochodem. Tu jest tak dziwnie,ale da sie radę przyzwyczaić.
*
Siedziałem jak słup soli i tępo wpatrywałem się w ziemię. Z transu wyrwał mnie głos Konrada i Korneli.
-Gdzie Julka?
-Wyjechała?
-Gdzie?
-Zapytaj sie jej.
-Znowu sie posprzeczaliście?-Kornela podniosła jedną brew.
-Przyszła,powiedziała,że wyjeżdża i poszła.
-Anglia.-Mruknął Konrad.
-Co?
-W Anglii jest. Do mamy pojechała. Gadała ze mną,mówiła,że chce zacząć życie od nowa,od kąd straciła dziecko to wszystko sie popsuło. Musicie sobie dać czas.-Mój własny brat jest bardziej poinformowany niż ja. Fajnie!.
-Wszystko sie spieprzyło.-Mruknąłem.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bez Julki to nie to samo.
_______________________________________________________________________________
Dałam radę coś wyskrobać i jest. Znowu nie jest idealny,wiem,że niektórym sie to nie będzie podobać,ze wyjechała,ale mam nadzieję,ze przełkniecie. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
piątek, 20 września 2013
Rozdział 23.
Były dobre chwile i złe. Z każdym odcinkiem bliższym do celu był większy stres większe napięcie aż nastał finał. To właśnie dzisiaj się okaże,czy wygramy,czy zajmniemy drugie miejsce. Z Kamilem dalej sie nie pogodziliśmy. Trudno takie życie. Te emocje gdy czytają wyniki. Oni jakoś specjalnie ustawili mnie obok Kamila,czy co?
-Bitwę na Głosy wygrywa.......-Ta cholerna przerwa.-Drużyna.......-Boże szybciej.-Kamila Bednarka.-O mój boże. Wy byście chcieli te piski słyszeć. Każdy skakał z radości.
Następnego dnia powrót do Wrocka. Włączyłam sobie na słuchawkach ,,Tears in Haven'' w wykonaniu Kamila. I tak mi się moje maleństwo przypomniało. Moja kruszynka,która nie żyje. Kilka łez poleciało. Po przyjeździe do domu poszliśmy na górę. Muszę zabrać swoje rzeczy. Łukasz,Kondzio i rodzice Kamila byli u nich w mieszkaniu. Grzecznie przeprosiłam i poszłam do jego pokoju po swoje rzeczy.
-Bratowa gdzie ty idziesz?-Spytał Kondzio gdy byłam w przedpokoju.
-Do domu?
-Wiesz Jula myśli,ze jestem takim frajerem który nie myśli o własnym dziecku.-Mina rodziców rodzeństwa najlepsza.
-Jesteś w ciąży?
-Mała poprawka byłam w ciązy.
-A Ona myśli,że mam je w dupie.
-Nigdy nie nazwałam Cię frajerem i nie nazwę bo sobie nie zasłużyłeś na to. To tobie coś przeszkadza,że chcę zapomnieć o maleństwu którego już nie ma.-Z oczu pociekły mi łzy.-Wiesz ile bym dała,żeby mieć je w brzuchu zamiast je stracić?
-A ty myślisz,że mnie to nie dotknęło? Myślisz,że sobie czasami przed snem nie wyobrażałem jakby to było gdyby jednak nie umarło?-Spojrzałam na niego i wyszłam z mieszkania. Miałam tego wszystkiego dość. Wiem,żę to nie jego wina,nikt nie wiedział tak jestem psychiczna.
Ogólnie to zaszyłam sie u siebie w pokoju. Z tego co wiem to Korni i Kamil pojechali w trasę. Skończyłam okrągłe 20 lat.
-Bratowa dawaj jedziemy do Brzegu,małe melo sie szykuje.
-Daj mi spokój.
-Nie siedź w domu tylko dlatego,ze z Kamilem nie gadacie. Za pół godziny przy samochodzie a jak nie to pójdziesz w tym dresie.-Opuścił mój pokój. Wiem,zę On jest do tego zdolny więc ubrałam się w jeansy,jakąś bluzkę a na to czarna skóra. Telefon w kieszeń i zeszłam na dół. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tam miała być Kinga i ich znajomi. Może być fajnie. Poszliśmy na ich miejscówkę. Wszyscy jakoś entuzjastycznie mnie przywitali,cieszyłam sie z tego powodu bo chyba nikt nie lubi czuć się niechciany prawda? Najpierw piwkowaliśmy i ciągle ktoś donosił więcej. Zapaliliśmy po skręcie i miałam już na bani i to nie lekko.
-Julka chcesz?-Spytał Arek trzymając mały woreczek z czymś białym w środku,nie widziałam dokładnie co to bo było ciemno i każdy był już pijany.
-Dawaj.-Coś tajemniczego dostało sie do nosdrzy i ogarnął mnie taki błogi luz. Zobaczyłam niedźwiedzia.
-Kodznio,weź go On mnie zje.
-Kto?
-Niedźwiedź.-Pisnęłam.
-Julka tu nic nie ma.
-Jest tam.-Wskazałam na krzaki i sie schowałam za nim.
-Masz napij sie bo bredzisz.-Jeden z chłopaków podał mi butelkę z piwem. Świetnie sie czułam w ich towarzystwie a potem film mi się urwał.
________________________________________________________________________________
Wiem nie jest idealny ten rozdział,ale nie mam weny,zimno,deszcz pada,grypa mnie bierze ogólnie ciulowo sie czuje. Błędy napewno jakieś są za co z góry przepraszam. Kolejny postaram sie dodać do niedzieli. Dziękuję za ponad 6.000 wejść. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bitwę na Głosy wygrywa.......-Ta cholerna przerwa.-Drużyna.......-Boże szybciej.-Kamila Bednarka.-O mój boże. Wy byście chcieli te piski słyszeć. Każdy skakał z radości.
Następnego dnia powrót do Wrocka. Włączyłam sobie na słuchawkach ,,Tears in Haven'' w wykonaniu Kamila. I tak mi się moje maleństwo przypomniało. Moja kruszynka,która nie żyje. Kilka łez poleciało. Po przyjeździe do domu poszliśmy na górę. Muszę zabrać swoje rzeczy. Łukasz,Kondzio i rodzice Kamila byli u nich w mieszkaniu. Grzecznie przeprosiłam i poszłam do jego pokoju po swoje rzeczy.
-Bratowa gdzie ty idziesz?-Spytał Kondzio gdy byłam w przedpokoju.
-Do domu?
-Wiesz Jula myśli,ze jestem takim frajerem który nie myśli o własnym dziecku.-Mina rodziców rodzeństwa najlepsza.
-Jesteś w ciąży?
-Mała poprawka byłam w ciązy.
-A Ona myśli,że mam je w dupie.
-Nigdy nie nazwałam Cię frajerem i nie nazwę bo sobie nie zasłużyłeś na to. To tobie coś przeszkadza,że chcę zapomnieć o maleństwu którego już nie ma.-Z oczu pociekły mi łzy.-Wiesz ile bym dała,żeby mieć je w brzuchu zamiast je stracić?
-A ty myślisz,że mnie to nie dotknęło? Myślisz,że sobie czasami przed snem nie wyobrażałem jakby to było gdyby jednak nie umarło?-Spojrzałam na niego i wyszłam z mieszkania. Miałam tego wszystkiego dość. Wiem,żę to nie jego wina,nikt nie wiedział tak jestem psychiczna.
Ogólnie to zaszyłam sie u siebie w pokoju. Z tego co wiem to Korni i Kamil pojechali w trasę. Skończyłam okrągłe 20 lat.
-Bratowa dawaj jedziemy do Brzegu,małe melo sie szykuje.
-Daj mi spokój.
-Nie siedź w domu tylko dlatego,ze z Kamilem nie gadacie. Za pół godziny przy samochodzie a jak nie to pójdziesz w tym dresie.-Opuścił mój pokój. Wiem,zę On jest do tego zdolny więc ubrałam się w jeansy,jakąś bluzkę a na to czarna skóra. Telefon w kieszeń i zeszłam na dół. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tam miała być Kinga i ich znajomi. Może być fajnie. Poszliśmy na ich miejscówkę. Wszyscy jakoś entuzjastycznie mnie przywitali,cieszyłam sie z tego powodu bo chyba nikt nie lubi czuć się niechciany prawda? Najpierw piwkowaliśmy i ciągle ktoś donosił więcej. Zapaliliśmy po skręcie i miałam już na bani i to nie lekko.
-Julka chcesz?-Spytał Arek trzymając mały woreczek z czymś białym w środku,nie widziałam dokładnie co to bo było ciemno i każdy był już pijany.
-Dawaj.-Coś tajemniczego dostało sie do nosdrzy i ogarnął mnie taki błogi luz. Zobaczyłam niedźwiedzia.
-Kodznio,weź go On mnie zje.
-Kto?
-Niedźwiedź.-Pisnęłam.
-Julka tu nic nie ma.
-Jest tam.-Wskazałam na krzaki i sie schowałam za nim.
-Masz napij sie bo bredzisz.-Jeden z chłopaków podał mi butelkę z piwem. Świetnie sie czułam w ich towarzystwie a potem film mi się urwał.
________________________________________________________________________________
Wiem nie jest idealny ten rozdział,ale nie mam weny,zimno,deszcz pada,grypa mnie bierze ogólnie ciulowo sie czuje. Błędy napewno jakieś są za co z góry przepraszam. Kolejny postaram sie dodać do niedzieli. Dziękuję za ponad 6.000 wejść. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
środa, 18 września 2013
Rozdział 22.
Za tydzień pierwszy odcinek więc podbijamy warszawę. Siedzimy w busie,kawałek drogi jest z Wrocka do Warszawy.
-Julkaa mam takie pytanie.-Zaczął Kuba.
-No jakie?
-Pójdziesz ze mną do kina.
-Sory Kubuś ta pani jest już zajęta.-Kamil się szarmancko uśmiechnął.
-Wiecie co On gadał jak sie najarał. Gadał,ze zostanę jego żoną i będziemy razem zastępować Królową Elżbietę II.
-Kamil widzę wyobraźnia u Ciebie wielka.-Zaśmiała się Ania.
-Serio nie myśleliście o ślubie?
-On jest za młody na ślub.
-A ty za stara.
-Julka ile ty masz lat?
-W Maju 20.
-Boże wy jesteście skomplikowani.
-Ej marzenia Bednarka się spełniają.
W warszawie byliśmy około 15. Próby przez cały tydzień i ten pierwszy odcinek,paraliż przed kamerami,ale dałam radę. Po piosence stanęliśmy przed Jury.
-Julka.-Stałam obok Kamil to mnie objął ramieniem.
-Masz piękną barwę głosu,widać,że śpiewasz całym swoim sercem.-O boziu jaki komplement.
-Dziękuję.
-Kamil teraz powiedz to o czym myślę.-Widownia tylko ooooo
-Mam jedną kobietę.-Kolejna dawka pisków i wołanie mojego imienia. Boże zaczęłam się czerwienić jak burak i zaczął mnie boleć brzuch. Po chwili uciekliśmy za kulisy a mój brzuch nie ustępował tylko bolał coraz mocniej. Po tym wszystkim udaliśmy sie do hotelu. Wzięłam szybki prysznic i chciałam sie położyć spać.
-Jula co sie dzieje?-Spytał Kamil opiekuńczym głosem.
-Brzuch mnie boli.-Położyłam sie obok niego i przytuliłam sie do niego bardzo mocno i jakimś cudem usnęłam.
Obudziłam sie około 9:00 dalej brzuch mnie bolał. Kamil spał,więc go nie budziłam. Napisałam sms do Korneli ,,Hej śpisz?''
Po chwili odpisała: ,,Nie a coś sie stało?'' -Serio brzuch mnie bolał bardzo,że chciałam jechać do szpitala. Ubrałam na siebie jakieś ciuchy a kurtkę w rękę i poszłam do pokoju Korneli i Ani. Zapukałam i po cichu weszłam. Ania spała więc wyciągnęłam Kornele z pokoju.
-Co sie stało?
-Od wczoraj bardzo mocno boli mnie brzuch,pojedziesz ze mną do szpitala?
-Jasne,daj mi 5 minut.-Wróciła do pokoju a po 5 minutach już byłyśmy na dole. To nie jest zwykła trema czy okres bo przez noc by mi przeszło. Taksówką pojechałyśmy do szpitala. Ludzie ja Wawy nie ogarniam. Oczywiście w trupiarni śmierdzi jak zawsze,ale co mam zrobić jak boli. Różni lekarze robili mi badania i nawet ten od najmniej przyjemego. Brzuch dalej bolał a mnie położyli na SOR i kazali czekać. Kornela siedziała obok mnie i zadzwonił jej telefon.
-Kamil.
-Powiedz mu,ze jesteśmy na mieście.
-Halo?,Kamil nie krzycz,niedługo wrócimy,pa.-Tylko takie urywki słyszałam.
-Powiedział,ze jak do 12:30 nie wrócimy do hotelu to sam nas znajdzie.
-Ups.-Po lekach trochę brzuch ustąpił. Lekarz raczył nas uświadomić co mi jest. Spojrzał znacząco na Kornelę.
-Niech pan mówi.
-Była pani w ciąży.
-Co?-Ja w ciązy? Chyba im sie coś pomyliło.
-To był jakiś 5 tydzień mogła pani jeszcze o tym nie wiedzieć,dziecko było bardzo słabe i dziwne,że tak długo się utrzymało. Przykro mi.-Oczy mi się wypełniły łzami. Jak to? Nie dość,ze byłam w ciązy to tego dziecka już nie ma.
-Chcę z tąd wyjść.
-Musi pani zostać na badaniach chociaż do jutra.
-Jezuu weź zadzwoń do Kamila bo i tak z tąd dzisiaj nie wyjdę.
-Jula będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze. Miałam dziecko i je straciłam nie wiesz jak to jest.-Ona bez słowa mnie przytuliła. To sie nazywa prawdziwa przyjaciółka,mogę na nią krzyczeć a i tak przytuli i pocieszy. Korni zadzwoniła do Kamila jakoś zdecydowanie szybko przyjechał.
-Julka co ty robisz w szpitalu?
-Straciłam dziecko.
-Co?
-Widzisz taka sama była moja reakcja jak sie dowiedziałam.-Spuściłam wzrok.
-Jula jeszcze raz ty byłaś w ciąży tak?
-Tak,a naszego dziecka już nie ma.-Kamil się złapał za glowę i chodził po sali od ściany do ściany. -Przepraszam Kamil.
-Wiedziałaś o nim?
-Nie.-Usiadł na brzegu łóżka i mocno mnie przytulił.
Dzień w trupiarni i mogłam z niej wyjść. Całkowicie oddałam się muzyce. Robiłam wszystko,żeby o tym już nie myśleć.
-Ej no co wy poddajecie się?
-Julka w taki sposób nie zapomnisz.
-Tobie pewnie to zwisa.-I znowu przezemnie się będziemy kłócić.
-Przestań! Zachowujesz się tak jakbym był jakimś frajejem któremu na niczym nie żalezy. -Staliśmy face to face.
-Mówiłam Ci juz,zebys się na mnie nie darl bo Ci się głosik zedrze.
-Wiesz co jesteś chamska.-Do sali ktoś wszedł. Wrylo mnie w ziemię. Ojciec z matką.
-Czego tu chcesz?-Warknelam.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym a teraz wypier*alaj.
-Córeczko.
-Coreczko? Teraz kur*wa córeczko? Brzydzę się Toba-Wrzeszczalam i płakałam jednocześnie.
-Wybacz mi,zmieniłem się.
-A ja kur*a jestem Julka Bieber,a mój maz to sławna gwiazdeczka,mieszkam w Stanach i mam ósemkę dzieci. Mamo a ty z nim? -Wybaczylam jej wszystko,wszysciutko.
-Chciał,żebym z nim tu przyjechała.
-Wiecie co wyjazd oboje.
-Jula porozmawiamy jeszcze?
-Z Toba nie mam o czym rozmawiać przez miesiąc na tyłku nie mogłam usiąść i się ruszać a teraz wyjazd oboje bo się zdenerwuje.-Posłusznie wyszli.
-Co On tu robi?-Spytała Korni
-Wyjebane mam na niego.-Prychnelam. No to super pokłóciłam się z Kamilem,mój stary nie wiem jakim cudem wyszedł z pierdla no poprostu super.
-Podtrzymuje to,ze jesteś chamska.
-Masz problem.
-Ty też.
-W normalnej sytuacji by mnie tu już nie było,ale nie uczynię Ci takiego zaszczytu i się nie ulotnie.-Głupkowato się uśmiechnął i odszedł na drugi koniec sali. My jesteśmy jednak skomplikowani.
_______________________________________________________________________________
Kolejny w piątek wieczorem albo w sobotę rano. Błędy są,nie sprawdziłam ich bo nie mam siły. Mi sie nie podoba ten rozdział ale cóż opinię zostawiam w waszych rękach. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Boże wy jesteście skomplikowani.
-Ej marzenia Bednarka się spełniają.
W warszawie byliśmy około 15. Próby przez cały tydzień i ten pierwszy odcinek,paraliż przed kamerami,ale dałam radę. Po piosence stanęliśmy przed Jury.
-Julka.-Stałam obok Kamil to mnie objął ramieniem.
-Masz piękną barwę głosu,widać,że śpiewasz całym swoim sercem.-O boziu jaki komplement.
-Dziękuję.
-Kamil teraz powiedz to o czym myślę.-Widownia tylko ooooo
-Mam jedną kobietę.-Kolejna dawka pisków i wołanie mojego imienia. Boże zaczęłam się czerwienić jak burak i zaczął mnie boleć brzuch. Po chwili uciekliśmy za kulisy a mój brzuch nie ustępował tylko bolał coraz mocniej. Po tym wszystkim udaliśmy sie do hotelu. Wzięłam szybki prysznic i chciałam sie położyć spać.
-Jula co sie dzieje?-Spytał Kamil opiekuńczym głosem.
-Brzuch mnie boli.-Położyłam sie obok niego i przytuliłam sie do niego bardzo mocno i jakimś cudem usnęłam.
Obudziłam sie około 9:00 dalej brzuch mnie bolał. Kamil spał,więc go nie budziłam. Napisałam sms do Korneli ,,Hej śpisz?''
Po chwili odpisała: ,,Nie a coś sie stało?'' -Serio brzuch mnie bolał bardzo,że chciałam jechać do szpitala. Ubrałam na siebie jakieś ciuchy a kurtkę w rękę i poszłam do pokoju Korneli i Ani. Zapukałam i po cichu weszłam. Ania spała więc wyciągnęłam Kornele z pokoju.
-Co sie stało?
-Od wczoraj bardzo mocno boli mnie brzuch,pojedziesz ze mną do szpitala?
-Jasne,daj mi 5 minut.-Wróciła do pokoju a po 5 minutach już byłyśmy na dole. To nie jest zwykła trema czy okres bo przez noc by mi przeszło. Taksówką pojechałyśmy do szpitala. Ludzie ja Wawy nie ogarniam. Oczywiście w trupiarni śmierdzi jak zawsze,ale co mam zrobić jak boli. Różni lekarze robili mi badania i nawet ten od najmniej przyjemego. Brzuch dalej bolał a mnie położyli na SOR i kazali czekać. Kornela siedziała obok mnie i zadzwonił jej telefon.
-Kamil.
-Powiedz mu,ze jesteśmy na mieście.
-Halo?,Kamil nie krzycz,niedługo wrócimy,pa.-Tylko takie urywki słyszałam.
-Powiedział,ze jak do 12:30 nie wrócimy do hotelu to sam nas znajdzie.
-Ups.-Po lekach trochę brzuch ustąpił. Lekarz raczył nas uświadomić co mi jest. Spojrzał znacząco na Kornelę.
-Niech pan mówi.
-Była pani w ciąży.
-Co?-Ja w ciązy? Chyba im sie coś pomyliło.
-To był jakiś 5 tydzień mogła pani jeszcze o tym nie wiedzieć,dziecko było bardzo słabe i dziwne,że tak długo się utrzymało. Przykro mi.-Oczy mi się wypełniły łzami. Jak to? Nie dość,ze byłam w ciązy to tego dziecka już nie ma.
-Chcę z tąd wyjść.
-Musi pani zostać na badaniach chociaż do jutra.
-Jezuu weź zadzwoń do Kamila bo i tak z tąd dzisiaj nie wyjdę.
-Jula będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze. Miałam dziecko i je straciłam nie wiesz jak to jest.-Ona bez słowa mnie przytuliła. To sie nazywa prawdziwa przyjaciółka,mogę na nią krzyczeć a i tak przytuli i pocieszy. Korni zadzwoniła do Kamila jakoś zdecydowanie szybko przyjechał.
-Julka co ty robisz w szpitalu?
-Straciłam dziecko.
-Co?
-Widzisz taka sama była moja reakcja jak sie dowiedziałam.-Spuściłam wzrok.
-Jula jeszcze raz ty byłaś w ciąży tak?
-Tak,a naszego dziecka już nie ma.-Kamil się złapał za glowę i chodził po sali od ściany do ściany. -Przepraszam Kamil.
-Wiedziałaś o nim?
-Nie.-Usiadł na brzegu łóżka i mocno mnie przytulił.
Dzień w trupiarni i mogłam z niej wyjść. Całkowicie oddałam się muzyce. Robiłam wszystko,żeby o tym już nie myśleć.
-Ej no co wy poddajecie się?
-Julka w taki sposób nie zapomnisz.
-Tobie pewnie to zwisa.-I znowu przezemnie się będziemy kłócić.
-Przestań! Zachowujesz się tak jakbym był jakimś frajejem któremu na niczym nie żalezy. -Staliśmy face to face.
-Mówiłam Ci juz,zebys się na mnie nie darl bo Ci się głosik zedrze.
-Wiesz co jesteś chamska.-Do sali ktoś wszedł. Wrylo mnie w ziemię. Ojciec z matką.
-Czego tu chcesz?-Warknelam.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym a teraz wypier*alaj.
-Córeczko.
-Coreczko? Teraz kur*wa córeczko? Brzydzę się Toba-Wrzeszczalam i płakałam jednocześnie.
-Wybacz mi,zmieniłem się.
-A ja kur*a jestem Julka Bieber,a mój maz to sławna gwiazdeczka,mieszkam w Stanach i mam ósemkę dzieci. Mamo a ty z nim? -Wybaczylam jej wszystko,wszysciutko.
-Chciał,żebym z nim tu przyjechała.
-Wiecie co wyjazd oboje.
-Jula porozmawiamy jeszcze?
-Z Toba nie mam o czym rozmawiać przez miesiąc na tyłku nie mogłam usiąść i się ruszać a teraz wyjazd oboje bo się zdenerwuje.-Posłusznie wyszli.
-Co On tu robi?-Spytała Korni
-Wyjebane mam na niego.-Prychnelam. No to super pokłóciłam się z Kamilem,mój stary nie wiem jakim cudem wyszedł z pierdla no poprostu super.
-Podtrzymuje to,ze jesteś chamska.
-Masz problem.
-Ty też.
-W normalnej sytuacji by mnie tu już nie było,ale nie uczynię Ci takiego zaszczytu i się nie ulotnie.-Głupkowato się uśmiechnął i odszedł na drugi koniec sali. My jesteśmy jednak skomplikowani.
_______________________________________________________________________________
Kolejny w piątek wieczorem albo w sobotę rano. Błędy są,nie sprawdziłam ich bo nie mam siły. Mi sie nie podoba ten rozdział ale cóż opinię zostawiam w waszych rękach. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 21.
Kolejnego dnia musiałam wracać do szpitala więc z Kondziem ruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocławia. W domu wziełam szybki prysznic i wracamy do szpitala. Kurde do smrodu szpitalnego sie przyzwyczaiłam,ale do tego,ze tam są nudy to nie. Cały czas nie ma co robić. Ciągle mnie gryzła sprawa,kto mi uratował życie,ale oczywiście nikt nie chce nic powiedzieć.
W Lutym wypuścili mnie do domu i co miesiąc na badania i jak sie będę źle czuła to odrazu do lekarza.
W Styczniu Kamil podjął się wystąpić w Bitwie na Głosy. Przesłuchania miały się odbyć za dwa tygodnie. Kamil jest w trasie takiej krótkiej. Kornela wpadła do dużego pokoju.
-Julka! Pójdziemy na przesłuchania do Bitwy.
-Ja będę za Ciebie trzymała kciuki.
-Nie zrozumiałaś mnie ja i ty tylko osobno,ale razem.
-Osobno,ale razem?
-No wiesz w tym sęsie,że pójdziemy ale przesłuchania są pojedyńczo.
-Nie umiem śpiewać a do tego przed Kamilem? Proszę Cię.
-Jula nie raz słyszałam jak śpiewasz i wiem,że umiesz no proszę noo.
-I co jeśli sie dostane do jego drużyny to co? Zaraz będą jakieś opinię,ze wziął mnie tylko dlatego,ze jestem jego dziewczyną. Sory nie dzięki.
-A ja jestem jego siostrą.-Wzruszyła ramionami.-Julaa noo proszę.-Dlaczego mam takie miękkie serce? Od zawsze było to moją słabością,za szybko ulegam.
-No dobra zakład,ze ty będziesz w jego drużynie a ja nie?
-Okej o pizze jak będziesz to stawiasz pizze a jak nie to ja co ty na to?-Powiedziała Kornelka.
-Mi pasuje.-Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
Kornela wzięła sobie te przesłuchania na serio i przez bite dwa tygodnie od rana do wieczora męczyła mnie śpiewaniem. Niby mi to wychodziło,aż uwieżyłam,że potrafię. Wypełniłyśmy formularz i na przesłuchania. Miałam takiego stresa,ze japierdziele. Byłam nie wiem która,ale byłam przed Kornelką.
-Dobra idę.-Wypuściłam powietrze z ust i szarpnęłam za klamkę drzwi a Korni klepła mnie po tyłku ...na szczęście. Jak mnie zobaczył to nerwowo patrzał na mnie i na kartkę.
-Julka co ty tu robisz?
-Śpiewam.-Przytuliliśmy się. Coś mu zaśpiewałam,minę miał bardziej zszokowaną niż wcześniej. Potem wyszłam do Kornelki.
-I co?
-Nie wiem,ale chyba teraz ty.-Też ją klepnęłam po tyłku na szczęście i poszła. Po jakimś czasie wyszła.
-I co?-Spytałam.
-Nie wiem,ale pytał sie czy to jakaś zmowa jest.
-Gdzie tam zmowa?-Wybuchnęłyśmy śmiechem. Kurde długo kazał czekać na wyniki. Byłam przed ostatnia a Kornelka ostatnia. Bałam sie tam trochę wejść.
-No co jest?-Spytałam.
-Wiesz,ze masz ładny głos prawda?
-Bardziej piszczę jak trąbiący pociąg,ale kontynuuj.
-Spokojnie,ale wiesz jesteś w mojej drużynie?-Spojrzałam na niego i dotarło do mnie. Poskakałam sobie z radości. Przytuliłam go mocno,mocno,mocno i wyszłam.
-I co jesteś?
-Jestem!-Piszczałam do niej.-Dobra teraz ty.-Nerwowo chodziłam pod drzwiami aż wyszła cała zapłakana.
-Jesteś?
-Jestem.-Mocno ją przytuliłam.
Zadzwoniłyśmy po Kondzia,żeby po nas przyjechał bo jak chciałam samochód to nie dał. Boi sie,że mu rozwalę jego księżniczkę. Przyjechał po nas i ruszyliśmy do Wrocławia.
Korni po drodze winko kupiła te sprawy. W domu od razu nalała nam po kieliszku a Konrad abstynent nie wiem czemu nie oblewał sukcesu swojej siostrzyczki.
-To co bratowa za drużynę.
-Za drużynę.-Opróżniłyśmy dwie butelki wina,miałam troche na bani Korni też. Kamil przyszedł do domu.
-Serio? Już jesteście pijane?-Podeszłam do Kamila i zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Nie przywitasz sie nawet.-Dał mi buziaka.
-Wam chyba starczy alkoholu co?
-Braciszku,spokojne jeszcze jedna butelka jest w kuchni.
-Boże,boże baby,baby.
Od tych procentów mamrotałam od rzeczy aż usnęłam na kolanach Korni.
***
Japierdziele jaki kac. Dwie butelki wina to chyba nie był dobry pomysł. Byłam w pokoju Kamila,ale jego nie było. Podniosłam swoje dupsko z łóżka i poszłam do kuchi,Korni też umiera.
-Noo pijaczki główka boli nie?
-Cicho,oblewałyśmy.
-To była jakaś zmowa?
-Bardziej ją musiałam prosić a co nie podoba Ci się?
-Podoba,podoba.
______________________________________________________________________________
Tak wiem teraz będzie masa hejtów dlaczego Julka jest w Bitwie,dlaczego Bitwa skoro w rzeczywistości już była i tak dalej. Wiem zawaliłam,bo nie wiedziałam co napisać a pomysł na Bitwę to taki spontan. Czekam na hejty jak to ja nie umiem pisać i dalej. Śmiało <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIA FIKCJĄ.
W Lutym wypuścili mnie do domu i co miesiąc na badania i jak sie będę źle czuła to odrazu do lekarza.
W Styczniu Kamil podjął się wystąpić w Bitwie na Głosy. Przesłuchania miały się odbyć za dwa tygodnie. Kamil jest w trasie takiej krótkiej. Kornela wpadła do dużego pokoju.
-Julka! Pójdziemy na przesłuchania do Bitwy.
-Ja będę za Ciebie trzymała kciuki.
-Nie zrozumiałaś mnie ja i ty tylko osobno,ale razem.
-Osobno,ale razem?
-No wiesz w tym sęsie,że pójdziemy ale przesłuchania są pojedyńczo.
-Nie umiem śpiewać a do tego przed Kamilem? Proszę Cię.
-Jula nie raz słyszałam jak śpiewasz i wiem,że umiesz no proszę noo.
-I co jeśli sie dostane do jego drużyny to co? Zaraz będą jakieś opinię,ze wziął mnie tylko dlatego,ze jestem jego dziewczyną. Sory nie dzięki.
-A ja jestem jego siostrą.-Wzruszyła ramionami.-Julaa noo proszę.-Dlaczego mam takie miękkie serce? Od zawsze było to moją słabością,za szybko ulegam.
-No dobra zakład,ze ty będziesz w jego drużynie a ja nie?
-Okej o pizze jak będziesz to stawiasz pizze a jak nie to ja co ty na to?-Powiedziała Kornelka.
-Mi pasuje.-Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
Kornela wzięła sobie te przesłuchania na serio i przez bite dwa tygodnie od rana do wieczora męczyła mnie śpiewaniem. Niby mi to wychodziło,aż uwieżyłam,że potrafię. Wypełniłyśmy formularz i na przesłuchania. Miałam takiego stresa,ze japierdziele. Byłam nie wiem która,ale byłam przed Kornelką.
-Dobra idę.-Wypuściłam powietrze z ust i szarpnęłam za klamkę drzwi a Korni klepła mnie po tyłku ...na szczęście. Jak mnie zobaczył to nerwowo patrzał na mnie i na kartkę.
-Julka co ty tu robisz?
-Śpiewam.-Przytuliliśmy się. Coś mu zaśpiewałam,minę miał bardziej zszokowaną niż wcześniej. Potem wyszłam do Kornelki.
-I co?
-Nie wiem,ale chyba teraz ty.-Też ją klepnęłam po tyłku na szczęście i poszła. Po jakimś czasie wyszła.
-I co?-Spytałam.
-Nie wiem,ale pytał sie czy to jakaś zmowa jest.
-Gdzie tam zmowa?-Wybuchnęłyśmy śmiechem. Kurde długo kazał czekać na wyniki. Byłam przed ostatnia a Kornelka ostatnia. Bałam sie tam trochę wejść.
-No co jest?-Spytałam.
-Wiesz,ze masz ładny głos prawda?
-Bardziej piszczę jak trąbiący pociąg,ale kontynuuj.
-Spokojnie,ale wiesz jesteś w mojej drużynie?-Spojrzałam na niego i dotarło do mnie. Poskakałam sobie z radości. Przytuliłam go mocno,mocno,mocno i wyszłam.
-I co jesteś?
-Jestem!-Piszczałam do niej.-Dobra teraz ty.-Nerwowo chodziłam pod drzwiami aż wyszła cała zapłakana.
-Jesteś?
-Jestem.-Mocno ją przytuliłam.
Zadzwoniłyśmy po Kondzia,żeby po nas przyjechał bo jak chciałam samochód to nie dał. Boi sie,że mu rozwalę jego księżniczkę. Przyjechał po nas i ruszyliśmy do Wrocławia.
Korni po drodze winko kupiła te sprawy. W domu od razu nalała nam po kieliszku a Konrad abstynent nie wiem czemu nie oblewał sukcesu swojej siostrzyczki.
-To co bratowa za drużynę.
-Za drużynę.-Opróżniłyśmy dwie butelki wina,miałam troche na bani Korni też. Kamil przyszedł do domu.
-Serio? Już jesteście pijane?-Podeszłam do Kamila i zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Nie przywitasz sie nawet.-Dał mi buziaka.
-Wam chyba starczy alkoholu co?
-Braciszku,spokojne jeszcze jedna butelka jest w kuchni.
-Boże,boże baby,baby.
Od tych procentów mamrotałam od rzeczy aż usnęłam na kolanach Korni.
***
Japierdziele jaki kac. Dwie butelki wina to chyba nie był dobry pomysł. Byłam w pokoju Kamila,ale jego nie było. Podniosłam swoje dupsko z łóżka i poszłam do kuchi,Korni też umiera.
-Noo pijaczki główka boli nie?
-Cicho,oblewałyśmy.
-To była jakaś zmowa?
-Bardziej ją musiałam prosić a co nie podoba Ci się?
-Podoba,podoba.
______________________________________________________________________________
Tak wiem teraz będzie masa hejtów dlaczego Julka jest w Bitwie,dlaczego Bitwa skoro w rzeczywistości już była i tak dalej. Wiem zawaliłam,bo nie wiedziałam co napisać a pomysł na Bitwę to taki spontan. Czekam na hejty jak to ja nie umiem pisać i dalej. Śmiało <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIA FIKCJĄ.
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 20.
Próbowałam otworzyć oczy,ale jasne światło mi nie pomagało. Ponownie spróbowałam i też na nic. Dopiero po dłuższym czasie moje oczy się przyzwyczaiły do jasnego światła panującego w pomieszczeniu. Biała sala,otaczające mnie pikające urządzenia. Lekarz wszedł do sali,a ja ledwo dalej kontaktowałam.
-Jak sie czujesz?
-Nie wiem.-Wymamrotałam. Mój mózg musi ogarnać całą sytuację. Długo tak leżałam aż znowu przyszedł lekarz z dwoma pielęgniarkami zaczęli mnie odczepiać i gdzieś wieść.
-Gdzie ja jadę?
-Do swojej starej sali.
-Aha.-Czuje sie jak jakaś naćpana. Dawid był,Martyna była (ta druga dziewczyna). Okej muszę jeszcze przywyknąć. Znowu leżałam i tępo sie patrzałam w sufit.
-Gdzie Kamil?
-Wrócił do trasy i na każdym koncercie piosenka ,,Dla Ciebie'' jest dedykowana dla Ciebie a raz nawet przerwał na chwilę koncert przy tej piosence bo mu sie głos złamał.-Wytłumaczyła Martyna
-Skąd wiesz?
-Dostałam 'przepustkę' i wykorzystałam ten czas na koncercie Kamila.-Wzruszyła ramionami.
Wieczorem juz byłam w miarę ogarnięta.Łukasz z Kondziem wlecieli dosłownie do naszej sali.
-Julaaa.-Kondzio jak mnie przytulił to prawie udusił.-Nie zostawisz nas prawda?
-Dusisz.
-Ale nie zostawisz?
-Nie.-W końcu puścił potem mój brat chciał mnie udusić.
-Nareszcie raczyłaś się obudzić.
-A ile spałam?
-Trzy miesiące.
-O fuck.-I tak sie nie wyspałam.
-Wiesz co przez Ciebie pierwszy raz od 14 lat płakałem.-Zmróżył oczy.
-Mały Kondzio.-Pogłaskałam go po głowie.
-To nie jest smieszne. Jeszcze raz napiszesz jakąś idiotyczną karteczkę tą co dałaś Kamilowi to Ci krzywdę zrobię.
-Aaah Bednarek mi grozi. Mam się bać?
-Weź mnie nie denerwuj.
-Który jest dzisiaj?-Spytałam.
-24 Listopad.
-Ile mi jeszcze czasu zostało?
-Duuuuuuuuuuuuuuuuużo,rak się cofnął po przeszczepie.-W uszach dźwięczały mi słowa ,,Rak się cofnął''.
-A wiecie kto mi dał szpik?-Oboje się jakoś dziwnie zmieszali spojrzeli na siebie.
-Nie.
-Kłamiecie,Łukasz wiem kiedy kłamiesz a kiedy mówisz prawdę.
-Nie możemy Ci powiedzieć bo ta osoba nas o to prosiła.
-Dlaczego?
-Nie wiem.-Ja i tak wiem,ze Oni wiedzą więcej niż ja sie spodziewam.
W Grudniu czułam sie jeszcze lepiej,a mój lekarz sie zlitował,żeby dać mi jeden dzień wolności i ten właśnie dzień wykorzystaliśmy na koncert Kamila. Z tego co wiem to On nic nie wie,że sie obudziłam a to ma być taki suprajs. Padający śnieg wcale nie ułatwiał nam drogi. Około 18:00 dojechaliśmy na miejsce. Koncert już trwał. Wpuścili nas obok wejścia na scenę. Aneta chodziła a ja sie dyskretnie schowałam i musiałam tak stać przez cały koncert i jak wszyscy zeszli ze sceny. Oni poszli do garderoby Kamila. Poczekałam chwilkę i po chamsku bez pukania weszłam. Z Kondziem sie turlaliśmy ze śmiechu po ziemi.
-Dobre bratowa.-Przybiliśmy z Kondziem żółwika.
-Ale...ty...-Kamil jąkał ze łzami w oczach.
-Kamil.-Prytuliłam go a potem był zbiorowy przytulas. Po tym jak sie wszyscy od nas odkleili.
-Co ty tu robisz?
-Zmartwychwstałam,to się wam śni a jak sie obudzicie będziecie mieli wrażenie,że to realne. Ona nie żyje jestem jej duchem.-Po tym wybuchnęłam śmiechem...serio.
-Julka.-Skarcił mnie Kamil.
-No co? Pośmiać sie nie mogę.
-Co brałaś?
-Nic nie brałam,jestem czystsza niż ty przez całe swoje zycie.
-Taa.-Mruknął.-Poczekasz tu grzecznie,rozdam parę autografów i zaraz wracam.
-Poczekam.-Dał mi buziaka i poszedł. Siadłam sobie na kanapie.-Może wy mi powiecie kto był dawcą szpiku bo Łukasz i Kondzio nie chcą nic powiedzieć.-Wszyscy sie dziwnie zmieszali.
-Nie wiem.- Znowu miałam wrażenie,ze kłamią.
-Dlaczego mi poprostu nie powiecie kto był dawcą co?
-Poprostu ta osoba nie chce,żebyś wiedziała.
-Jezuuu cięzko wam powiedzieć imię i nazwisko? Chciałabym podziękować tej osobie.
Czekaliśmy na Kamila godzinę aż wrócił. Posadził mnie na swoich kolanach.
-Kamil,będzie już dobrze?
-Będzie,obiecuję Ci i pamiętaj razem zastępujemy Królową Elżbietę.
-Byłeś cały najarany.
-Noo i zostaniesz moją żoną.
-W drugim świecie.
-A co nie chciałabyś kiedyś nosić nazwiska Bednarek?-Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Kamil masz 23 lat a ja mam 19 lat nie uważasz,ze jesteś za młody na małżeństwo?
-Tak ja jestem za młody a ty za stara.-Zaczął się chichrać.
-Kamil.-Skarciłam go.
-No co? To takie moje trzecie marzenie w tym roku pierwsze było zagrać koncert na dużej scenie na Woodstocku,drugie to było to,żebyś się wybudziła i była zdrowa a trzecie to jest takie,że stoję sobie w kościele a z oddali wchodzisz ty w pięknej białej sukni. Zobaczysz mała moje marzenia się spełniają.
-Jesteś strasznie pewny siebie.
-A co taki nie powinien być facet?-Wzruszyłam ramionami.-Jesteś moim mistrzem,skłonilaś Kondzia do łez.
-Mówił mi.
Potem udaliśmy sie do hotelu. Kamil po zamknięciu drzwi na klucz prawie sie na mnie rzucił.
-Stęskniłem się.-Wyszeptał mi do ucha po czym zaczał łapczywie ściągać ze mnie ubrania. Pchnął nas na łóżko...
____________________________________________________________________________
I jest zdrowaa,jest narazie dobrze. Jak myślicie dlaczego nikt nie chce powiedzieć Julce kto jest dawcą szpiku. Wiem,znowu masa błędów,ale w nocy sie nie wyspałam,odrabiałam lekcje do teraz i chwila wolnego a sprawdziać błędów nie mam czasu. ; ) Do następnego załogo. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ,
-Jak sie czujesz?
-Nie wiem.-Wymamrotałam. Mój mózg musi ogarnać całą sytuację. Długo tak leżałam aż znowu przyszedł lekarz z dwoma pielęgniarkami zaczęli mnie odczepiać i gdzieś wieść.
-Gdzie ja jadę?
-Do swojej starej sali.
-Aha.-Czuje sie jak jakaś naćpana. Dawid był,Martyna była (ta druga dziewczyna). Okej muszę jeszcze przywyknąć. Znowu leżałam i tępo sie patrzałam w sufit.
-Gdzie Kamil?
-Wrócił do trasy i na każdym koncercie piosenka ,,Dla Ciebie'' jest dedykowana dla Ciebie a raz nawet przerwał na chwilę koncert przy tej piosence bo mu sie głos złamał.-Wytłumaczyła Martyna
-Skąd wiesz?
-Dostałam 'przepustkę' i wykorzystałam ten czas na koncercie Kamila.-Wzruszyła ramionami.
Wieczorem juz byłam w miarę ogarnięta.Łukasz z Kondziem wlecieli dosłownie do naszej sali.
-Julaaa.-Kondzio jak mnie przytulił to prawie udusił.-Nie zostawisz nas prawda?
-Dusisz.
-Ale nie zostawisz?
-Nie.-W końcu puścił potem mój brat chciał mnie udusić.
-Nareszcie raczyłaś się obudzić.
-A ile spałam?
-Trzy miesiące.
-O fuck.-I tak sie nie wyspałam.
-Wiesz co przez Ciebie pierwszy raz od 14 lat płakałem.-Zmróżył oczy.
-Mały Kondzio.-Pogłaskałam go po głowie.
-To nie jest smieszne. Jeszcze raz napiszesz jakąś idiotyczną karteczkę tą co dałaś Kamilowi to Ci krzywdę zrobię.
-Aaah Bednarek mi grozi. Mam się bać?
-Weź mnie nie denerwuj.
-Który jest dzisiaj?-Spytałam.
-24 Listopad.
-Ile mi jeszcze czasu zostało?
-Duuuuuuuuuuuuuuuuużo,rak się cofnął po przeszczepie.-W uszach dźwięczały mi słowa ,,Rak się cofnął''.
-A wiecie kto mi dał szpik?-Oboje się jakoś dziwnie zmieszali spojrzeli na siebie.
-Nie.
-Kłamiecie,Łukasz wiem kiedy kłamiesz a kiedy mówisz prawdę.
-Nie możemy Ci powiedzieć bo ta osoba nas o to prosiła.
-Dlaczego?
-Nie wiem.-Ja i tak wiem,ze Oni wiedzą więcej niż ja sie spodziewam.
W Grudniu czułam sie jeszcze lepiej,a mój lekarz sie zlitował,żeby dać mi jeden dzień wolności i ten właśnie dzień wykorzystaliśmy na koncert Kamila. Z tego co wiem to On nic nie wie,że sie obudziłam a to ma być taki suprajs. Padający śnieg wcale nie ułatwiał nam drogi. Około 18:00 dojechaliśmy na miejsce. Koncert już trwał. Wpuścili nas obok wejścia na scenę. Aneta chodziła a ja sie dyskretnie schowałam i musiałam tak stać przez cały koncert i jak wszyscy zeszli ze sceny. Oni poszli do garderoby Kamila. Poczekałam chwilkę i po chamsku bez pukania weszłam. Z Kondziem sie turlaliśmy ze śmiechu po ziemi.
-Dobre bratowa.-Przybiliśmy z Kondziem żółwika.
-Ale...ty...-Kamil jąkał ze łzami w oczach.
-Kamil.-Prytuliłam go a potem był zbiorowy przytulas. Po tym jak sie wszyscy od nas odkleili.
-Co ty tu robisz?
-Zmartwychwstałam,to się wam śni a jak sie obudzicie będziecie mieli wrażenie,że to realne. Ona nie żyje jestem jej duchem.-Po tym wybuchnęłam śmiechem...serio.
-Julka.-Skarcił mnie Kamil.
-No co? Pośmiać sie nie mogę.
-Co brałaś?
-Nic nie brałam,jestem czystsza niż ty przez całe swoje zycie.
-Taa.-Mruknął.-Poczekasz tu grzecznie,rozdam parę autografów i zaraz wracam.
-Poczekam.-Dał mi buziaka i poszedł. Siadłam sobie na kanapie.-Może wy mi powiecie kto był dawcą szpiku bo Łukasz i Kondzio nie chcą nic powiedzieć.-Wszyscy sie dziwnie zmieszali.
-Nie wiem.- Znowu miałam wrażenie,ze kłamią.
-Dlaczego mi poprostu nie powiecie kto był dawcą co?
-Poprostu ta osoba nie chce,żebyś wiedziała.
-Jezuuu cięzko wam powiedzieć imię i nazwisko? Chciałabym podziękować tej osobie.
Czekaliśmy na Kamila godzinę aż wrócił. Posadził mnie na swoich kolanach.
-Kamil,będzie już dobrze?
-Będzie,obiecuję Ci i pamiętaj razem zastępujemy Królową Elżbietę.
-Byłeś cały najarany.
-Noo i zostaniesz moją żoną.
-W drugim świecie.
-A co nie chciałabyś kiedyś nosić nazwiska Bednarek?-Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Kamil masz 23 lat a ja mam 19 lat nie uważasz,ze jesteś za młody na małżeństwo?
-Tak ja jestem za młody a ty za stara.-Zaczął się chichrać.
-Kamil.-Skarciłam go.
-No co? To takie moje trzecie marzenie w tym roku pierwsze było zagrać koncert na dużej scenie na Woodstocku,drugie to było to,żebyś się wybudziła i była zdrowa a trzecie to jest takie,że stoję sobie w kościele a z oddali wchodzisz ty w pięknej białej sukni. Zobaczysz mała moje marzenia się spełniają.
-Jesteś strasznie pewny siebie.
-A co taki nie powinien być facet?-Wzruszyłam ramionami.-Jesteś moim mistrzem,skłonilaś Kondzia do łez.
-Mówił mi.
Potem udaliśmy sie do hotelu. Kamil po zamknięciu drzwi na klucz prawie sie na mnie rzucił.
-Stęskniłem się.-Wyszeptał mi do ucha po czym zaczał łapczywie ściągać ze mnie ubrania. Pchnął nas na łóżko...
____________________________________________________________________________
I jest zdrowaa,jest narazie dobrze. Jak myślicie dlaczego nikt nie chce powiedzieć Julce kto jest dawcą szpiku. Wiem,znowu masa błędów,ale w nocy sie nie wyspałam,odrabiałam lekcje do teraz i chwila wolnego a sprawdziać błędów nie mam czasu. ; ) Do następnego załogo. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ,
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 19.
Lipiec mijał okropnie. Z dnia na dzień czułam sie gorzej. Do tego jestem sama w jednej sali...izolatka. Muszą zniszczyć moją odporność,potem przeszczep i niby mam żyć. Taa żyć....żyć to ja moge jeszcze. Łukasz i Kondzio siedzą przed salą znaczy pielęgniarki mi tak mówią. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Może to i nawet lepiej,ze Kamila tu nie ma. Nie musi widzieć jak cierpię. Tak właśnie minął Lipiec. Dzisiaj Kamil gra swój taki największy koncert na Woodstocku,nawet nie chcecie wiedzieć jak chciałabym być tam z nim. Patrzeć jak się spełnia jego marzenie. Wiecie co,chyba gorzej sie czuć nie można.
*
Już po Woodstocku,naładowani pełną energią wracamy do Wrocka. Co z Julą? Może wam się wydawać,ze jestem idiotą,bo jeżdżę sobie w trase kiedy Ona leży w szpitalu,ale tak nie jest. Jedno kolejne marzenie się spełniło a teraz mam kolejne,żeby Julka wyzdrowiała. Dojechaliśmy na miejsce około 16:00. Wysiadłem pod szpitalem a reszta sie zmyła do domu. Założyłem kaptur na głowę i wszedłem na trzecie piętro. Łukasz siedział na korytarzu.
-Siema.
-Cześć.-Był jakis dziwny.
-Coś sie stąło?-Spytałem
-Nie ma dawcy dla Julki.
-A ty?
-Nie mogę bo cos tam grupa krwi. A ty? Przecierz macie taką samą grupę krwi.-Jeśli mam pomóc Julce to chcę. Razem poszliśmy do jej lekarza prowadzącego. Setka badań,karta informacyjna do wypełnienia,dokumenty....masakra. Najgorsze jest to czekanie. Później przyszli chłopaki z zespołu,Kondzio,Kornela i tak siedzielismy. W końcu lekarz przyszedł.
-I co mogę?-Bardzo się niecierpliwiłem.
-Tak.-Wszyscy na mnie z pytającym wzrokiem.
-Da pan radę dzisiaj sie przygotować? Tutaj czas też gra dużą rolę.-Troche się bałem,ale tu wchodzi w grę życie Julki.
-Dam a kiedy będę mógł wyjść po operacji?
-Pojutrze.Zaraz przyjedzie po pana pielęgniarka.-Podpisałem jakiś papier i lekarz odszedł.
-Co ty odwalasz?-Warknęła Kornela.-Jaka operacja?
-Oddaje szpik Julce. Chcesz,żeby żyła ?
-Chcę,przecież jest moją przyjaciółką.
-Przywieziecie mi jakieś rzeczy z domu?
-Ok.
Pielęgniarka mnie zabrała. Kazali się przebrać w jakiś fartuch i zaczynamy.
***
Obudziłem sie w białej sali. Rozejrzałem sie po niej i przy mnie zauważyłem mojego brata.
-I co z Julką?-Wymamrotałem.
-Miała zapaść. Żyje,ale jest w śpiączce i trzeba czekać na akceptację szpiku.-Czyli prawie ją straciłem? Dlaczego to wszystko spotyka nas co? A teraz ta śpiączka? Nie wiadomo kiedy sie obudzi.
Kolejnego dnia byłem już na chodzie i siedziałem z resztą przed salą Julki. Kornela podała mi jakąś kopertę.
-To od Julki dała ją zanim pojechała na blok operacyjny. Nikt nie otwierał bo jest do Ciebie.-Otworzyłem kopertę i wyciągnąłem kartkę. Zacząłem czytać :
Ukochany Kamilu.
Na początku chciałam Ci powiedzieć,ze Cię kocham najmocniej na świecie. Nie wiem kto jest dawcą,nie wiem czy przeżyje ten przeszczep,czuję,że nie,że to już jest koniec. Jeśli się stało tak,że umarłam to przepraszam Cię za to. Wiem,zę wyrządziłam Ci tym wielką krzywdę,ale tak nie umiem,nie umiem wierzyć w to,ze będzie dobrze. Pod moim łóżkiem w moim pokoju jest łańcuszek,kiedyś dostałam go od babci która już nie żyje. Weź go i daj tej która poskleja twoje połamane serce. Do zobaczenia tam na górze.
Julka.
Ona naprawdę myślała,że umrze? Siedziałem i tępo się patrzałem w kartkę.... ocknąłem sie dopiero wtedy gdy Konrad mi ją wyrwał. Sam zaczął czytać a gdy skończył to stanął pod ścianą przodem do niej. Płakał..pierwszy raz od 14 lat widziałem jak Konrad płacze.
-Brat nie łam sie będzie żyła.-Położyłem mu rękę na ramieniu. Poczułem sie jakby to jego dziewczyna leżała w śpiączce a nie moja. Dziwne uczucie.
-Jest dla mnie jak siostra i co ma jej teraz zabraknąć?-Wtulił sie w Kinię jak małe dziecko.Taki malutki Kondzio sie w nim obudził.
________________________________________________________________________________
Za błędy przepraszam. Nie wiem kiedy kolejny teraz tydzień sprawdzianów masakra.;//
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
*
Już po Woodstocku,naładowani pełną energią wracamy do Wrocka. Co z Julą? Może wam się wydawać,ze jestem idiotą,bo jeżdżę sobie w trase kiedy Ona leży w szpitalu,ale tak nie jest. Jedno kolejne marzenie się spełniło a teraz mam kolejne,żeby Julka wyzdrowiała. Dojechaliśmy na miejsce około 16:00. Wysiadłem pod szpitalem a reszta sie zmyła do domu. Założyłem kaptur na głowę i wszedłem na trzecie piętro. Łukasz siedział na korytarzu.
-Siema.
-Cześć.-Był jakis dziwny.
-Coś sie stąło?-Spytałem
-Nie ma dawcy dla Julki.
-A ty?
-Nie mogę bo cos tam grupa krwi. A ty? Przecierz macie taką samą grupę krwi.-Jeśli mam pomóc Julce to chcę. Razem poszliśmy do jej lekarza prowadzącego. Setka badań,karta informacyjna do wypełnienia,dokumenty....masakra. Najgorsze jest to czekanie. Później przyszli chłopaki z zespołu,Kondzio,Kornela i tak siedzielismy. W końcu lekarz przyszedł.
-I co mogę?-Bardzo się niecierpliwiłem.
-Tak.-Wszyscy na mnie z pytającym wzrokiem.
-Da pan radę dzisiaj sie przygotować? Tutaj czas też gra dużą rolę.-Troche się bałem,ale tu wchodzi w grę życie Julki.
-Dam a kiedy będę mógł wyjść po operacji?
-Pojutrze.Zaraz przyjedzie po pana pielęgniarka.-Podpisałem jakiś papier i lekarz odszedł.
-Co ty odwalasz?-Warknęła Kornela.-Jaka operacja?
-Oddaje szpik Julce. Chcesz,żeby żyła ?
-Chcę,przecież jest moją przyjaciółką.
-Przywieziecie mi jakieś rzeczy z domu?
-Ok.
Pielęgniarka mnie zabrała. Kazali się przebrać w jakiś fartuch i zaczynamy.
***
Obudziłem sie w białej sali. Rozejrzałem sie po niej i przy mnie zauważyłem mojego brata.
-I co z Julką?-Wymamrotałem.
-Miała zapaść. Żyje,ale jest w śpiączce i trzeba czekać na akceptację szpiku.-Czyli prawie ją straciłem? Dlaczego to wszystko spotyka nas co? A teraz ta śpiączka? Nie wiadomo kiedy sie obudzi.
Kolejnego dnia byłem już na chodzie i siedziałem z resztą przed salą Julki. Kornela podała mi jakąś kopertę.
-To od Julki dała ją zanim pojechała na blok operacyjny. Nikt nie otwierał bo jest do Ciebie.-Otworzyłem kopertę i wyciągnąłem kartkę. Zacząłem czytać :
Ukochany Kamilu.
Na początku chciałam Ci powiedzieć,ze Cię kocham najmocniej na świecie. Nie wiem kto jest dawcą,nie wiem czy przeżyje ten przeszczep,czuję,że nie,że to już jest koniec. Jeśli się stało tak,że umarłam to przepraszam Cię za to. Wiem,zę wyrządziłam Ci tym wielką krzywdę,ale tak nie umiem,nie umiem wierzyć w to,ze będzie dobrze. Pod moim łóżkiem w moim pokoju jest łańcuszek,kiedyś dostałam go od babci która już nie żyje. Weź go i daj tej która poskleja twoje połamane serce. Do zobaczenia tam na górze.
Julka.
Ona naprawdę myślała,że umrze? Siedziałem i tępo się patrzałem w kartkę.... ocknąłem sie dopiero wtedy gdy Konrad mi ją wyrwał. Sam zaczął czytać a gdy skończył to stanął pod ścianą przodem do niej. Płakał..pierwszy raz od 14 lat widziałem jak Konrad płacze.
-Brat nie łam sie będzie żyła.-Położyłem mu rękę na ramieniu. Poczułem sie jakby to jego dziewczyna leżała w śpiączce a nie moja. Dziwne uczucie.
-Jest dla mnie jak siostra i co ma jej teraz zabraknąć?-Wtulił sie w Kinię jak małe dziecko.Taki malutki Kondzio sie w nim obudził.
________________________________________________________________________________
Za błędy przepraszam. Nie wiem kiedy kolejny teraz tydzień sprawdzianów masakra.;//
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
sobota, 14 września 2013
Rozdział 18.
Długo tak wspominałam swoje 'stare' czasy i potem te co już było rodzeństwo Bednarków. Takim cudem nad ranem poszłyśmy spać.
O 10:00 się obudziłam i do tego sie nie wyspałam. Wywlokłam z łózka swoje ciało jakimś cudem nie budząc Kornelki. Kondzio z Łukaszem siedzieli w salonie popijając kawe. Zgarnęłam wcześniej czyste ciuchy i bieliznę i poszłam się wykąpać. Dalej sie czułam jakby przejechał mnie czołg a do tego strasznie wyglądałam. Wzięłam ten prysznic,ubrałam sie w normalne ciuchy czyli dres bo dalej mi było zimno. Wyszłam z łazienki. Kornelka już nie spała. W tej chwili do domu wleciał Kamil a za nim Aneta,Piter,Zwierz,Maciek i Radek. Co to jakaś akcja anyterrorystyczna?
-Teraz mi wyjaśnice oco tu chodzi. Czemu Kornela wraca do Wrocławia a potem twój telefon co ?
-Mam raka.-Kamil zaczął się śmiać na cały głos,ale tak serio śmiać.
-Dobra wyłączcie kamery. Nie udało wam sie wrobić Bednarka.
-To jest pie*dolona rzeczywistość gdzie nie ma kamer kochanie.-Usiadłam na kanapie. Reszta jego zespołu stała jak wryta razem z Anetą.
-Ty kłamiesz prawda? To nie jest rak? Ty nie jesteś na nic chora?-Pytał już rozpaczliwym głosem.
-Nie.-Schowałam twarz w dłonie.-Odejdź,znajdź sobie zdrową,która Cie nie zostawi.-On usiadł obok mnie.
-Kiedy nie chcę bo Cię Kocham. Ty byś mnie zostawiła jak był bym chory?
-Nigdy,siedziała bym dzień i noc przy twoim łózku.-Taka była prawda,ze nawet jakby sie paliło i waliło to bym go nie zostawiła.
-Już to robiłaś jak był po wypadku.-Dodał Kondzio.
-No właśnie. Jula zobaczysz wyleczą to.
-Nie wyleczą rozumiesz,ze to jest rak!-Zaczęły lecieć mi łzy po policzkach. Kamil wziął moją twarz w swoje dłonie.
-Skabie,będziesz zdrowa rozumiesz? Pamiętasz co Ci obiecałem jak się pogodziliśmy?
-Co?
-To,że będę z tobą mimo wszystko-Głos mu sie złamał a do oczu podeszły łzy.-I to jest właśnie to mimo wszystko.-Teraz to ja go mocno do siebie przytuliłam.
-Kamil ale ja nie chcę,żebyś cierpiał kiedy mnie tu zabraknie. Chcę,żebyś normalnie potem żył.
-A powiedz mi czy bez serca i bez tlenu da sie żyć?
-No raczej nie.
-To trudno pochowają nas razem.
-I jak mi ktoś powie,ze prawdziwa miłość nie istnieje to trzepne i zabije.-Powiedziała Kornelka ocierając sobie jedną łzę.
-Kiedy idziesz do szpitala?
-Jutro.
Wiem,ze mam ludzi dla których mam żyć. Kamil,Łukasz ,ale czy będę miała tyle siły?
Do końca tego dnia siedziałam wtulona w Kamila. Chciałam sie nacieszyć ostatnimi dniami w jego ramionach,w tym mieszkaniu z tymi ludźmi.
-Kamil,ale obiecaj mi,ze jeśli nie przeżyję to znajdziesz sobie inną.
-Nie, wtedy to poczekasz na mnie tam u góry a potem będziemy razem forever.
-Ja mówie serio a ty sobie żartujesz.
-Nie,ja mówię prawdę.
Kolejnego dnia pojechaliśmy do szpitala. W sali był jakiś chłopak. Hmm może być ciekawie. Tego dnia czułam sie gorzej niż wczoraj. Położyłam sie do szpitalnego łóżka.
-Julka jestem.-Wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Dawid.-Odwzajemnił uścisk.-Na co jesteś chora?
-Białaczka.
-Miło,bedzie sie komu wygadać.
-Kicia pojadę do rodziców i wieczorem wrócę okej?
-Okej.-Dał mi buziaka w czoło i wyszedł. Reszta też pojechała do Lipke,więc zostaliśmy sami. Łóżko obok mnie było wolne i roztrzepane. Pewnie ktoś tu leży. Nie myliłam się pielęgniarka przywiozła dziewczynę,blondynka serio? Na oko wiek Kamila. Ja to mam dzikie 'szczęście' do blondynek.
-Ty jesteś dziewczyną Kamila?
-Chyba a co?
-Nic,boże wygrałam życie.
-Czemu?
-Gadam z tobą,nie dzielą nas żadne barierki ni nic.
-Masz szczęście. Wieczorem Bednarki wrócą będziesz miała okazję do rozmowy.
Zabierali mnie na jakieś badania. Jezu w tym szpitalu śmierci,już nienawidzę tego miejsca. Pod wieczór wrócił Kamil,Kondzio,Korni i Łukasz. Kamil miał wielkiego misia.
-Kamil ja chcę do domu.-Jeknęłam mu jak małe dziecko.
-Wiem musisz wytrzymać.
-Prędzej zejdę niż wytrzymam w tej trupiarni jeszcze jeden dzień.-Kamil się zaczął ze mnie śmiać.-No i z czego sie cieszysz co?
-Nic,nic.-Dalej sie śmiał.
-Okej dobra jak ty będziesz umierał to zobaczymy,też sie będę śmiała.
-Julaa-Dalej sie śmiał jak jakiś najarany.
-Kamil jarałeś coś?
-Jaa? Nie.
-Bratowa brał,brał i to dużo dlatego sie brechta.
-Ty będziesz kiedyś moją żoną.
-I zastopię Królową Elżbietę II.
-Razem zastąpimy.-Resztką sił wstałam z łóżka,podeszłam do ściany i udawałam,ze w nią walę głową. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Humorek wrócił.-Spytał uśmiechając się.
-Nie!-Burknęłam mu.-Weźcie mi go z tąd i przyprowadźcie jak będzie normalny.
-Skarbie wrócę jutro.-Oni wyszli a ja zrobiłam typowego facepalma.
-On tak zawsze?-Spytała dziewczyna której imienia dalej nie poznałam.
-Pierwszy raz. Chyba go najaranego jeszcze nie widziałam.-Wróciłam do łóżka. Przynajmniej misia zostawił.
Jak jutro sie tak będzie głupkowato śmiał to nie wiem co mu zrobie.
Kolejny dzień czuje sie tak samo jak wczoraj czyli źle. Kamil przyszedł o 10:00 rano.
-Nawet sie nie śmiej po pożałujesz.-Warknęłam na wejściu.
-Spokojnie skarbie.-Usiadł obok mnie.-Dał buziaka takiego słodkiego.
-Serio razem zastąpimy Królową Elżbietę?-Spytałam z irytacją wybuchając śmiechem.
-Co?
-Nie wiesz? Przecież mam zostać twoją żoną i razem będziemy rządzić Anglią.-Jego mina wyrażała szok. Haha takiego Kamila jeszcze nie widziałam.
-Nie masz pierścionka.
-Jakbyś sie nie najarał to byś pamiętał,ze to było w żartach.Człowieku co ty brałeś?
-Eee tam małe spotkanie z kumplami. Nic takiego.-Podniosłam jedną brew.-Dobra było grube melo ale Kondzio mnie z tamtąd wyciągnął i przyjechaliśmy do Ciebie.-Przetarłam twarz dłońmi.
-Jeju,jeju,jeju z kim ja żyje.
-Z Kamilem Bednarkiem który umie śpiewać,jest przystojny,ma dzuuuuuuużo fanów płci żeńskiej.-Takiej sarkastycznej wypowiedzi jeszcze nie słyszałam.
-Idź z tąd.-Udałam obrażoną.
-Moja Juleczka jest zazdrosna.
-Wyjdź.
-Chciałabyś.
-Kiedy wracasz do trasy.
-Za tydzień.-Przynajmniej nie będzie widział jak umieram.-I wrócę dopiero po Woodstocku.-Miesiąc...ciekawe czy zdąże umrzeć.
________________________________________________________________________________
Ktoś kilka rozdziałów temu stwierdził,że nie każdy ma talent sugerując,że ja go nie mam i teraz pytanie do was po co czytacie jak nie mam talentu? To jest śmieszne jak dla mnie,ale okej nie umiem pisać,moje opowiadanie jest nudne jak flaki z olejem i mogę tak wymieniać same hejty jakie mi przyjdą do głowy.
Z reguły jestem wrażliwą osobą i biorę sobie do serca hejty,ale ten hejt mnie rozśmieszył gratulacje za poprawienie mi wtedy humoru. Dzięki <3
Opwiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ
O 10:00 się obudziłam i do tego sie nie wyspałam. Wywlokłam z łózka swoje ciało jakimś cudem nie budząc Kornelki. Kondzio z Łukaszem siedzieli w salonie popijając kawe. Zgarnęłam wcześniej czyste ciuchy i bieliznę i poszłam się wykąpać. Dalej sie czułam jakby przejechał mnie czołg a do tego strasznie wyglądałam. Wzięłam ten prysznic,ubrałam sie w normalne ciuchy czyli dres bo dalej mi było zimno. Wyszłam z łazienki. Kornelka już nie spała. W tej chwili do domu wleciał Kamil a za nim Aneta,Piter,Zwierz,Maciek i Radek. Co to jakaś akcja anyterrorystyczna?
-Teraz mi wyjaśnice oco tu chodzi. Czemu Kornela wraca do Wrocławia a potem twój telefon co ?
-Mam raka.-Kamil zaczął się śmiać na cały głos,ale tak serio śmiać.
-Dobra wyłączcie kamery. Nie udało wam sie wrobić Bednarka.
-To jest pie*dolona rzeczywistość gdzie nie ma kamer kochanie.-Usiadłam na kanapie. Reszta jego zespołu stała jak wryta razem z Anetą.
-Ty kłamiesz prawda? To nie jest rak? Ty nie jesteś na nic chora?-Pytał już rozpaczliwym głosem.
-Nie.-Schowałam twarz w dłonie.-Odejdź,znajdź sobie zdrową,która Cie nie zostawi.-On usiadł obok mnie.
-Kiedy nie chcę bo Cię Kocham. Ty byś mnie zostawiła jak był bym chory?
-Nigdy,siedziała bym dzień i noc przy twoim łózku.-Taka była prawda,ze nawet jakby sie paliło i waliło to bym go nie zostawiła.
-Już to robiłaś jak był po wypadku.-Dodał Kondzio.
-No właśnie. Jula zobaczysz wyleczą to.
-Nie wyleczą rozumiesz,ze to jest rak!-Zaczęły lecieć mi łzy po policzkach. Kamil wziął moją twarz w swoje dłonie.
-Skabie,będziesz zdrowa rozumiesz? Pamiętasz co Ci obiecałem jak się pogodziliśmy?
-Co?
-To,że będę z tobą mimo wszystko-Głos mu sie złamał a do oczu podeszły łzy.-I to jest właśnie to mimo wszystko.-Teraz to ja go mocno do siebie przytuliłam.
-Kamil ale ja nie chcę,żebyś cierpiał kiedy mnie tu zabraknie. Chcę,żebyś normalnie potem żył.
-A powiedz mi czy bez serca i bez tlenu da sie żyć?
-No raczej nie.
-To trudno pochowają nas razem.
-I jak mi ktoś powie,ze prawdziwa miłość nie istnieje to trzepne i zabije.-Powiedziała Kornelka ocierając sobie jedną łzę.
-Kiedy idziesz do szpitala?
-Jutro.
Wiem,ze mam ludzi dla których mam żyć. Kamil,Łukasz ,ale czy będę miała tyle siły?
Do końca tego dnia siedziałam wtulona w Kamila. Chciałam sie nacieszyć ostatnimi dniami w jego ramionach,w tym mieszkaniu z tymi ludźmi.
-Kamil,ale obiecaj mi,ze jeśli nie przeżyję to znajdziesz sobie inną.
-Nie, wtedy to poczekasz na mnie tam u góry a potem będziemy razem forever.
-Ja mówie serio a ty sobie żartujesz.
-Nie,ja mówię prawdę.
Kolejnego dnia pojechaliśmy do szpitala. W sali był jakiś chłopak. Hmm może być ciekawie. Tego dnia czułam sie gorzej niż wczoraj. Położyłam sie do szpitalnego łóżka.
-Julka jestem.-Wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Dawid.-Odwzajemnił uścisk.-Na co jesteś chora?
-Białaczka.
-Miło,bedzie sie komu wygadać.
-Kicia pojadę do rodziców i wieczorem wrócę okej?
-Okej.-Dał mi buziaka w czoło i wyszedł. Reszta też pojechała do Lipke,więc zostaliśmy sami. Łóżko obok mnie było wolne i roztrzepane. Pewnie ktoś tu leży. Nie myliłam się pielęgniarka przywiozła dziewczynę,blondynka serio? Na oko wiek Kamila. Ja to mam dzikie 'szczęście' do blondynek.
-Ty jesteś dziewczyną Kamila?
-Chyba a co?
-Nic,boże wygrałam życie.
-Czemu?
-Gadam z tobą,nie dzielą nas żadne barierki ni nic.
-Masz szczęście. Wieczorem Bednarki wrócą będziesz miała okazję do rozmowy.
Zabierali mnie na jakieś badania. Jezu w tym szpitalu śmierci,już nienawidzę tego miejsca. Pod wieczór wrócił Kamil,Kondzio,Korni i Łukasz. Kamil miał wielkiego misia.
-Kamil ja chcę do domu.-Jeknęłam mu jak małe dziecko.
-Wiem musisz wytrzymać.
-Prędzej zejdę niż wytrzymam w tej trupiarni jeszcze jeden dzień.-Kamil się zaczął ze mnie śmiać.-No i z czego sie cieszysz co?
-Nic,nic.-Dalej sie śmiał.
-Okej dobra jak ty będziesz umierał to zobaczymy,też sie będę śmiała.
-Julaa-Dalej sie śmiał jak jakiś najarany.
-Kamil jarałeś coś?
-Jaa? Nie.
-Bratowa brał,brał i to dużo dlatego sie brechta.
-Ty będziesz kiedyś moją żoną.
-I zastopię Królową Elżbietę II.
-Razem zastąpimy.-Resztką sił wstałam z łóżka,podeszłam do ściany i udawałam,ze w nią walę głową. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Humorek wrócił.-Spytał uśmiechając się.
-Nie!-Burknęłam mu.-Weźcie mi go z tąd i przyprowadźcie jak będzie normalny.
-Skarbie wrócę jutro.-Oni wyszli a ja zrobiłam typowego facepalma.
-On tak zawsze?-Spytała dziewczyna której imienia dalej nie poznałam.
-Pierwszy raz. Chyba go najaranego jeszcze nie widziałam.-Wróciłam do łóżka. Przynajmniej misia zostawił.
Jak jutro sie tak będzie głupkowato śmiał to nie wiem co mu zrobie.
Kolejny dzień czuje sie tak samo jak wczoraj czyli źle. Kamil przyszedł o 10:00 rano.
-Nawet sie nie śmiej po pożałujesz.-Warknęłam na wejściu.
-Spokojnie skarbie.-Usiadł obok mnie.-Dał buziaka takiego słodkiego.
-Serio razem zastąpimy Królową Elżbietę?-Spytałam z irytacją wybuchając śmiechem.
-Co?
-Nie wiesz? Przecież mam zostać twoją żoną i razem będziemy rządzić Anglią.-Jego mina wyrażała szok. Haha takiego Kamila jeszcze nie widziałam.
-Nie masz pierścionka.
-Jakbyś sie nie najarał to byś pamiętał,ze to było w żartach.Człowieku co ty brałeś?
-Eee tam małe spotkanie z kumplami. Nic takiego.-Podniosłam jedną brew.-Dobra było grube melo ale Kondzio mnie z tamtąd wyciągnął i przyjechaliśmy do Ciebie.-Przetarłam twarz dłońmi.
-Jeju,jeju,jeju z kim ja żyje.
-Z Kamilem Bednarkiem który umie śpiewać,jest przystojny,ma dzuuuuuuużo fanów płci żeńskiej.-Takiej sarkastycznej wypowiedzi jeszcze nie słyszałam.
-Idź z tąd.-Udałam obrażoną.
-Moja Juleczka jest zazdrosna.
-Wyjdź.
-Chciałabyś.
-Kiedy wracasz do trasy.
-Za tydzień.-Przynajmniej nie będzie widział jak umieram.-I wrócę dopiero po Woodstocku.-Miesiąc...ciekawe czy zdąże umrzeć.
________________________________________________________________________________
Ktoś kilka rozdziałów temu stwierdził,że nie każdy ma talent sugerując,że ja go nie mam i teraz pytanie do was po co czytacie jak nie mam talentu? To jest śmieszne jak dla mnie,ale okej nie umiem pisać,moje opowiadanie jest nudne jak flaki z olejem i mogę tak wymieniać same hejty jakie mi przyjdą do głowy.
Z reguły jestem wrażliwą osobą i biorę sobie do serca hejty,ale ten hejt mnie rozśmieszył gratulacje za poprawienie mi wtedy humoru. Dzięki <3
Opwiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ
Rozdział 17.
Kolejnego dnia Łukasz siłą zaciągnął mnie do lekarza. Po tej cholernie długiej kolejce mogliśmy wejść do gabinetu lekarza. Ludzie w krótkich spodenkach,koszulkach a ja jak jakiś ubot w jeansach i bluzie. Mi było najzwyczajniej zimno. Do tego Łukasz wszedł ze mną do środka. Jaka wiocha.
-Ile sie tak źle czujesz?-Lekarz na oko po 50-stce,patrzy na człowieka tak przyjemnie
-Trzy tygodnie.
-Czemu tak późno przyszłaś?-Wzruszyłam ramionami.-Dobra to pójdziesz do gabinetu numer 8 pielęgniarka pobierze Ci krew i wrócisz tu i zrobimy Ci resztę badań.
Tak jak rozkazał lekarz poszłam do tego gabinetu numer 8 a potem przez godzinę maltretowali mnie w tym szpitalu. Wyniki za tydzień a do tej pory mam leżeć w łóżku co mi bardzo odpowiadało.
Przez ten tydzień czas ogólnie leciał mi na spaniu. Pojechaliśmy z Łukaszem do szpitala. Siedziałam w tym gabinecia jak na skazaniu a lekarz nie miał za wesołej miny.
-Jula chcesz prosto z mostu czy mam Ci to powiedzieć jakoś delikatniej?
-Najlepiej szybko.
-Więc tak twoje wyniki nie są za dobre. Masz białaczkę.-Czułam sie jakby ktoś mnie rozerwał na miliony malutkich kawałeczków. Mam raka,czyli umrę.
-Ile mi zostało jeszcze czasu?
-Dużo tylko musisz się zacząć leczyć. Połóż się do szpitala,będziemy mogli zacząć leczenie.
-Kiedy?
-Najlepiej jutro.
-Mogę za dwa dni?
-Możesz,tu masz skierowanie. Będzie dobrze.-Próbowałam sie nie rozpłakać na miejscu i jakoś mi wyszło. Wzięliśmy moje skierowanie do szpitala i wróciliśmy do domu. Usiadłam w salonie i rozpłakałam sie jak mała dziewczynka,taka malutka dziewczynka.
-Mała to sie wyleczy.-Powiedział mój brat po czym mnie przytulił.
-Gówno nie wyleczy,to jest rak a nie grypa.
-Wyleczy.-Wyciągnęłam z kieszenieni telefon i wybrałam numer Kornelki. Potrzebowałam sie jej teraz wygadać.
-Halo.
-Hej Korni przyjedziesz?
-Coś sie stało?
-Musze z tobą pogadać,nie mów Kamilowi,ze Cię prosiłam bo będzie się martwił.
-Okej jesteśmy akurat blisko to będę wieczorem.
-Dzięki.
-Trzymaj sie. Paa.
-Paa.-Wyłączyłam się. Poszłam do swojego pokoju. Próbowałam sie przyzwyczaić do tej myśli,ze mam raka,że umrę,że wszystko sie skończy,ale nie umiem. Wieczorem Kondzio z Kornelką wparowali mi do pokoju.
-Julka co sie stało?-Bez słowa do niej podeszłam i się w nią mocno wtuliłam.
-Mam raka.-Wyłkałam w jej ramię.
-Co?-Spytała z wielkim szokiem odklejając mnie od siebie i patrząc mi prosto w oczy.-Żartujesz sobie prawda?-W moich oczach zebrała się kolejna dawka słonego płynu.
-Nie,dlatego poprosiłam żebyś przyjechała.
Usiedliśmy w salonie. Kornela mnie cały czas przytulała i głaskała po głowie.....tak jak Kamil kiedy jestem smutna,albo zła. Wyswobodziłam sie z jej uścisku,wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Kamila.
-No hej mała.
-Hej.
-Coś sie stało?
-Nie! Coś miało się stać? Chciałam Ci tylko powiedzieć,ze Cię kocham i,że Cię przepraszam.
-Julka co sie stało?-Jego głos był wyraźnie zmartwiony.
-Nic,kocham Cię pamiętaj o tym. Pa!-Rozłączyłam się. Kondzio spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Wiesz co ty zrobiłaś? Jutro masz Kamila w domu.-Wolałam,żeby przyjechał i sie martwił czy mam coś z dyńką niż miałam mu płakać do słuchawki. Dalej nie umiałam przyjąć tego do wiadomości,ze mam umrzeć. Mam białaczkę,czyli rak a raka sie nie wyleczy. Chemia,przeszczep i co? Namęczą sie z szukaniem dawcy szpiku,wypadną mi wszystkie włosy a i tak skończę w ziemi. Najpierw bóg pokarał mnie takim dzieciństwem,z takimi rodzicami potem te gwałty. Jak już wszystko się ułożyło to teraz sie spieprzyło przez raka. Widocznie bóg chce mnie jeszcze pomęczyć w cierpieniu a dopiero potem pozwoli mi spokojnie odejść.
Poszłyśmy do mojego pokoju. Chłopaki dali nam spokój. Wyciągnęłam z torby laptopa i z szafki mój album ze zdjęciami. Mimo bólu który ogarniał moje całe ciało dawałam radę. Oglądałyśmy zdjęcia od tych jak byłam mała to tych z Międzyzdroji. Zaczęłam wszystko sobie przypominać. Jak rodzice pili całymi dniami,jak była jakaś awantura to uciekałam z domu a Łukasz mnie bronił własnym ciałem,szkoła,znajomi a dokładniej przyjaciele Łukasza,gwałt,wyjazd do Wrocławia,poznanie Kondzia,Kornelki i Kamila,potem znowu rodzice,gwałt,porwanie,sprawa w sądzie,wypadek Kamila,nasze wzloty i upadki i choroba. Opowiedziałam Korneli o moim dzieciństwie,jak Łukasz musiał mnie bronić sobą,zebym nie oberwała od ojca za pyskowanie. Ja płakałam a Ona ze mną. Tyle razy sobie zadawałam pytanie,czy może być jeszcze gorzej? Wydawałoby się,ze nie a jednak....
________________________________________________________________________________
Proszę bardzo. Do jutra ;)
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Ile sie tak źle czujesz?-Lekarz na oko po 50-stce,patrzy na człowieka tak przyjemnie
-Trzy tygodnie.
-Czemu tak późno przyszłaś?-Wzruszyłam ramionami.-Dobra to pójdziesz do gabinetu numer 8 pielęgniarka pobierze Ci krew i wrócisz tu i zrobimy Ci resztę badań.
Tak jak rozkazał lekarz poszłam do tego gabinetu numer 8 a potem przez godzinę maltretowali mnie w tym szpitalu. Wyniki za tydzień a do tej pory mam leżeć w łóżku co mi bardzo odpowiadało.
Przez ten tydzień czas ogólnie leciał mi na spaniu. Pojechaliśmy z Łukaszem do szpitala. Siedziałam w tym gabinecia jak na skazaniu a lekarz nie miał za wesołej miny.
-Jula chcesz prosto z mostu czy mam Ci to powiedzieć jakoś delikatniej?
-Najlepiej szybko.
-Więc tak twoje wyniki nie są za dobre. Masz białaczkę.-Czułam sie jakby ktoś mnie rozerwał na miliony malutkich kawałeczków. Mam raka,czyli umrę.
-Ile mi zostało jeszcze czasu?
-Dużo tylko musisz się zacząć leczyć. Połóż się do szpitala,będziemy mogli zacząć leczenie.
-Kiedy?
-Najlepiej jutro.
-Mogę za dwa dni?
-Możesz,tu masz skierowanie. Będzie dobrze.-Próbowałam sie nie rozpłakać na miejscu i jakoś mi wyszło. Wzięliśmy moje skierowanie do szpitala i wróciliśmy do domu. Usiadłam w salonie i rozpłakałam sie jak mała dziewczynka,taka malutka dziewczynka.
-Mała to sie wyleczy.-Powiedział mój brat po czym mnie przytulił.
-Gówno nie wyleczy,to jest rak a nie grypa.
-Wyleczy.-Wyciągnęłam z kieszenieni telefon i wybrałam numer Kornelki. Potrzebowałam sie jej teraz wygadać.
-Halo.
-Hej Korni przyjedziesz?
-Coś sie stało?
-Musze z tobą pogadać,nie mów Kamilowi,ze Cię prosiłam bo będzie się martwił.
-Okej jesteśmy akurat blisko to będę wieczorem.
-Dzięki.
-Trzymaj sie. Paa.
-Paa.-Wyłączyłam się. Poszłam do swojego pokoju. Próbowałam sie przyzwyczaić do tej myśli,ze mam raka,że umrę,że wszystko sie skończy,ale nie umiem. Wieczorem Kondzio z Kornelką wparowali mi do pokoju.
-Julka co sie stało?-Bez słowa do niej podeszłam i się w nią mocno wtuliłam.
-Mam raka.-Wyłkałam w jej ramię.
-Co?-Spytała z wielkim szokiem odklejając mnie od siebie i patrząc mi prosto w oczy.-Żartujesz sobie prawda?-W moich oczach zebrała się kolejna dawka słonego płynu.
-Nie,dlatego poprosiłam żebyś przyjechała.
Usiedliśmy w salonie. Kornela mnie cały czas przytulała i głaskała po głowie.....tak jak Kamil kiedy jestem smutna,albo zła. Wyswobodziłam sie z jej uścisku,wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Kamila.
-No hej mała.
-Hej.
-Coś sie stało?
-Nie! Coś miało się stać? Chciałam Ci tylko powiedzieć,ze Cię kocham i,że Cię przepraszam.
-Julka co sie stało?-Jego głos był wyraźnie zmartwiony.
-Nic,kocham Cię pamiętaj o tym. Pa!-Rozłączyłam się. Kondzio spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Wiesz co ty zrobiłaś? Jutro masz Kamila w domu.-Wolałam,żeby przyjechał i sie martwił czy mam coś z dyńką niż miałam mu płakać do słuchawki. Dalej nie umiałam przyjąć tego do wiadomości,ze mam umrzeć. Mam białaczkę,czyli rak a raka sie nie wyleczy. Chemia,przeszczep i co? Namęczą sie z szukaniem dawcy szpiku,wypadną mi wszystkie włosy a i tak skończę w ziemi. Najpierw bóg pokarał mnie takim dzieciństwem,z takimi rodzicami potem te gwałty. Jak już wszystko się ułożyło to teraz sie spieprzyło przez raka. Widocznie bóg chce mnie jeszcze pomęczyć w cierpieniu a dopiero potem pozwoli mi spokojnie odejść.
Poszłyśmy do mojego pokoju. Chłopaki dali nam spokój. Wyciągnęłam z torby laptopa i z szafki mój album ze zdjęciami. Mimo bólu który ogarniał moje całe ciało dawałam radę. Oglądałyśmy zdjęcia od tych jak byłam mała to tych z Międzyzdroji. Zaczęłam wszystko sobie przypominać. Jak rodzice pili całymi dniami,jak była jakaś awantura to uciekałam z domu a Łukasz mnie bronił własnym ciałem,szkoła,znajomi a dokładniej przyjaciele Łukasza,gwałt,wyjazd do Wrocławia,poznanie Kondzia,Kornelki i Kamila,potem znowu rodzice,gwałt,porwanie,sprawa w sądzie,wypadek Kamila,nasze wzloty i upadki i choroba. Opowiedziałam Korneli o moim dzieciństwie,jak Łukasz musiał mnie bronić sobą,zebym nie oberwała od ojca za pyskowanie. Ja płakałam a Ona ze mną. Tyle razy sobie zadawałam pytanie,czy może być jeszcze gorzej? Wydawałoby się,ze nie a jednak....
________________________________________________________________________________
Proszę bardzo. Do jutra ;)
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
piątek, 13 września 2013
Rozdział 16.
Kondzio,Kornela,Kinga i Łukasz przyjechali około 15:20. Rozpakowali swoje rzeczy. Ania sie związała z Tomkiem,niech sobie żyją oby szczęśliwie. Znowu zgromadzenie w salonie.
-Ej Łukasz dzwonimy po ekipę?
-No to dzwoń niech ruszą swoje dupska. -Tomek wykonał kilka telefonów i sprawa była załatwiona za godzinę na plaży tam gdzie zawsze. Byłam kiedyś z nimi codziennie na dworze. Nie miałam za dużo koleżanek a przyjaciółek tym bardziej. Jedynym towarzystwem byli chłopacy. Wszyscy udaliśmy sie na plażę. Z daleka było widać chłopaków. Nie zmienili sie za bardzo. Adrian,Szymon,Michał i Krystian ci sami chłopacy tylko odrobinkę starsci. W wieku Kamila a Tomek jest najstarszy.
-Julaaaaa.-Odezwał sie Szymon.
-Szymuśśśśśśś.-Przytuliliśmy się i z resztą tak samo.-To jest Kamil,Kornela,Kondzio i Kinga.-Oni sie tam zaczęli witać.
-Młoda urosło Ci się trochę ale przy Kamilu i tak wyglądasz mało.
-Małe jest piękne.-Kamil sie uśmiechnął.
-I tu stary masz rację.-Każdy mu przytaknął a ja zaczęłam palić buraka.
-Bratowa,ładnie Ci w czerwonym.
-Spadaj.-Zakryłam moje czewone policzki.
Potem zaczęliśmy się gonic z Kamilem jak małe dzieci. Podniósł mnie tak,ze byłam wyższa.
-Kocham Cię.-Powiedzialam.
-Co?
-Kocham Cię.
-Co?-Wkurzylam się wiec się wydarlam.
-Kocham Cię Kamil.
-No i to mi się podoba skarbie. Zlaczyl nasze usta w długim pocałunku. Wróciliśmy do reszty.
-A was co na amory wzięło?
-Nie przejmujcie się ich zawsze i wszędzie bierze na amory a ja rzygam kucykami pony.-Skrzywił sie Kondzio.
-Bardzo śmieszne normalnie sie uśmiałam po pachy.
Następnego dnia czułam sie jakby mnie przejechał czołg. Wszystko mnie bolało,że sie nie mogłam ruszyć. Nie to nie są zakwasy tylko taki ból kości. Plus gorączka poprostu extra. Kamil się uparł,żeby wracać do Wrocławia,ale nie chciałam mu popsuć jego chwil wolnego bo wiem,ze wraca do trasy za niedługo. W Międzyzdrojach byliśmy tydzień i przez ten tydzień nie poczułam się ani odrobinkę lepiej a czasami miałam wrażenie,że czułam sie gorzej. Kolejny tydzień w łóżku tylko,że we Wrocławiu. Kamil musiał wracać w trasę i wraca za dopiero po Woodstocku czyli na początku Sierpnia. Przeniosłam się do swojego mieszkania a Kondzio rządzi na górze. Początek kolejnego tygodnia już trzeciego a ja ani nie czuję się lepiej ani nie mam humoru.
-Julka idź do lekarza.-Jęknął mi Łukasz...znowu.
-Nigdzie nie pójdę.
-To nie jest normalne już trzeci tydzień leżysz jak połamana w łóżku. Jakby to była grypa to byś sie czuła lepiej a teraz jakoś nie czujesz sie lepiej.
-Przejdzie mi.
-Jula nooo.
-Nic mi nie jest.
-Jutro idziesz do lekarza.-Powiedział dość stanowczo i opuścił mój pokój. Taa On sobie może pogadać a czy pójdę,czy nie to zależy odemnie.
_____________________________________________________________________________
Jak myślicie na co Julka jest chora? Jeśli sie coś nie podoba to piszcie postaram sie poprawić. Kolejny jutro.
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
-Ej Łukasz dzwonimy po ekipę?
-No to dzwoń niech ruszą swoje dupska. -Tomek wykonał kilka telefonów i sprawa była załatwiona za godzinę na plaży tam gdzie zawsze. Byłam kiedyś z nimi codziennie na dworze. Nie miałam za dużo koleżanek a przyjaciółek tym bardziej. Jedynym towarzystwem byli chłopacy. Wszyscy udaliśmy sie na plażę. Z daleka było widać chłopaków. Nie zmienili sie za bardzo. Adrian,Szymon,Michał i Krystian ci sami chłopacy tylko odrobinkę starsci. W wieku Kamila a Tomek jest najstarszy.
-Julaaaaa.-Odezwał sie Szymon.
-Szymuśśśśśśś.-Przytuliliśmy się i z resztą tak samo.-To jest Kamil,Kornela,Kondzio i Kinga.-Oni sie tam zaczęli witać.
-Młoda urosło Ci się trochę ale przy Kamilu i tak wyglądasz mało.
-Małe jest piękne.-Kamil sie uśmiechnął.
-I tu stary masz rację.-Każdy mu przytaknął a ja zaczęłam palić buraka.
-Bratowa,ładnie Ci w czerwonym.
-Spadaj.-Zakryłam moje czewone policzki.
Potem zaczęliśmy się gonic z Kamilem jak małe dzieci. Podniósł mnie tak,ze byłam wyższa.
-Kocham Cię.-Powiedzialam.
-Co?
-Kocham Cię.
-Co?-Wkurzylam się wiec się wydarlam.
-Kocham Cię Kamil.
-No i to mi się podoba skarbie. Zlaczyl nasze usta w długim pocałunku. Wróciliśmy do reszty.
-A was co na amory wzięło?
-Nie przejmujcie się ich zawsze i wszędzie bierze na amory a ja rzygam kucykami pony.-Skrzywił sie Kondzio.
-Bardzo śmieszne normalnie sie uśmiałam po pachy.
Następnego dnia czułam sie jakby mnie przejechał czołg. Wszystko mnie bolało,że sie nie mogłam ruszyć. Nie to nie są zakwasy tylko taki ból kości. Plus gorączka poprostu extra. Kamil się uparł,żeby wracać do Wrocławia,ale nie chciałam mu popsuć jego chwil wolnego bo wiem,ze wraca do trasy za niedługo. W Międzyzdrojach byliśmy tydzień i przez ten tydzień nie poczułam się ani odrobinkę lepiej a czasami miałam wrażenie,że czułam sie gorzej. Kolejny tydzień w łóżku tylko,że we Wrocławiu. Kamil musiał wracać w trasę i wraca za dopiero po Woodstocku czyli na początku Sierpnia. Przeniosłam się do swojego mieszkania a Kondzio rządzi na górze. Początek kolejnego tygodnia już trzeciego a ja ani nie czuję się lepiej ani nie mam humoru.
-Julka idź do lekarza.-Jęknął mi Łukasz...znowu.
-Nigdzie nie pójdę.
-To nie jest normalne już trzeci tydzień leżysz jak połamana w łóżku. Jakby to była grypa to byś sie czuła lepiej a teraz jakoś nie czujesz sie lepiej.
-Przejdzie mi.
-Jula nooo.
-Nic mi nie jest.
-Jutro idziesz do lekarza.-Powiedział dość stanowczo i opuścił mój pokój. Taa On sobie może pogadać a czy pójdę,czy nie to zależy odemnie.
_____________________________________________________________________________
Jak myślicie na co Julka jest chora? Jeśli sie coś nie podoba to piszcie postaram sie poprawić. Kolejny jutro.
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
czwartek, 12 września 2013
Rozdział 15.
Po tej kłótni,Kamil wziął sobie wolne i pojechaliśmy nad morze. Takie wspólne wakacje. W Polsce oczywiście. Pojechaliśmy do Międzyzdrojii. Moja ciocia zainwestowała troche sianka w wielki dom,a raczej willę i wynajmuje pokoje więc jest gdzie przekimać. Z tego co wiem to wzięła babcie do siebie,a matka? Nie wiem co z nią. Gadałyśmy,ale do końca jej nie wybaczyłam tego,ze przez całe moje życie miała mnie w dupie i wolała chlać z ojcem. Wiem,ze Anka wróciła z Włoch. Jest odemnie starsza dwa lata czyli chyba ma teraz 21 lat. Nie ogarniam. Kamil miał troche stracha jechać tak daleko i to samochodem.
-Kamil chodź zamienimy się.
-Żebyś mi rozwaliła samochód? Nie dzięki.
-Eeej tamte blodnyny mi wjechały i tak jakoś wyszło a widze,ze ty sie troche boisz. Przysięgam nie zabiję nas.
-Yyym.......no dobra ale nie daleko.-Zjechał na stację benzynową. Kamil jak to Kamil coś do jedzenia bo przecież nie da sie bez żarełka wytrzymać. I tak pół godziny zleciało. Wsiadłam za kierownicę.
-Jula ale nie zabij nas okej? Ja jestem za młody,żeby umierać.
-Serio? Jestem młodsza.
-Ojj cicho.-Ruszyliśmy. Kamila zmuliło i zasnął. Jechałam dalej. Ogólnie dorga mijała bardzo dobrze. Koło Goleniowa dopiero zamieniliśmy się miejscami.
-I co nie zabiłam nas.
-Miałaś szczęście.
Po około 6 godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed na serio wielkim domem plus blisko na plażę. Najpierw weszliśmy do środka. W 'salonie' siedziała babcia,Anka,ciocia i matka. Co tu robi matka.
-Julka.-Pisnęła Ania.
-Ania.-Wpadłyśmy sobie w ramiona. No troche jej nie widziałam. Jak miałam 16 lat to wyjechała i tyle ją widziałam.
-OMG.-Wydusiła spoglądając na Kamila.
-Tak Anka to jest Kamil. Da Ci autograf,zdjęcie ale nie piszcz.
-Okej nie będę krzyczeć. Julaaa noooo.-Powiedziała to tak śmiesznie.-Gdzie jest mój kuzyn co?
Przywitalismy sie jeszcze z ciocią,babcią i mamą.
-Julaa ściągniemy tu resztę?-Spytał Kamil.-Łukasz sie z twoją mamą nie widział a Kondziowi będzie przykro,ze my nad morzem a On w Lipkach siedzi.
-Jak chcesz to dzwoń po nich.-Kamil po nich zadzwonił i jutro rano wyjadą z Wrocka we czwórkę.
-Julaaa a ty co w Krakowie wyklęłaś całą litanię na jakąś blond laskę?-Spytała Ania.
-Skąd wiesz?
-You tube. Pod tytułem ,,Dziewczyna Kamila Bednarka przeklina'' i filmiki.
-Franca sie nie chciała odsunąć od Kamila. Rzuciła by sie na niego.
-Już sie pogodziliście?
-Skąd wiesz?
-Laska. Myślisz,ze na fejsie nie pisali,że Ciebie nie było z nimi na koncertach,że to koniec.
-Była spina ale jest okej.-Kamil się uśmiechnął tak słodko.
-Gdybym Kondziowi nie rozwaliła samochodu to byśmy sie nie pogodzili.
-Pogodzilibyśmy ale troche później.-Do domu wszedł znany mi człowiek,ale nie kojarzyłam jego imienia. Mialam wrażenie jakbym go gdzieś widziała. Na oko 25 lat.
-Julka.
-A tyyy?
-Tomek nie pamiętasz?
-Tomek o mój boze.-Przywitałam sie z nim przytulaskiem.
-Co nie pamietasz,kto Ci dawał szluga a potem krył przed wszystkimi,co nie pamięta sie?
-Jak to nie tylko Cie nie poznałam.-Tomek to kolega Łukasza,mój brat zawsze miał starszych kolegów. Potem sie ulotnił do Wrocka a ja za nim.
-To jest Kamil.-Chłopaki podali sobie dłoń.-Tomek,ale ty gdzieś wyjechałeś.
-No tak wyjechałem na studia do Poznania,a teraz mów mi panie doktorze.
-Dobrze prze pana.
-A ty ?
-Mieszkamy sobie we Wrocławiu. Zdążyłam rozwalić Konradowi samochód i uratować życie Kamilowi.
-A tobie co było?
-Rozwaliłem sie samochodem,cztery razy umierałem,złamana noga i uraz głowy. Nic takiego.
-Niee,nic takiego.-Mruknęłam.
Potem około 16:00 poszliśmy sami na plażę. Było ciepło jak na czerwiec. Spacerowaliśmy brzegiem morza trzymając się za ręce. Świat wie,że jesteśmy razem więc nie było potrzeby krycia sie z tym. Jasne,ze były hejty na moją osobę kilka razy nawet pocisnęłam hejterkom plus fanki Kamila które chcą jego szczęścia,One mnie broniły. Byłam im wdzięczna z całego serca,że są jeszcze takie osoby którę pragną nie tylko swojego szczęścia. Kilka autografów,zdjęć i byliśmy wolni. Hee robiłam za fotografa. Chodziliśmy po mieście. W końcu mogłam odpocząć od tych wszystkich problemów. Tu się czułam naprawdę good. Moze dlatego,że jestem przyzwyczajona do tego klimatu. Pod wieczór przed zachodem słońca,Kamil chciał iść na plażę zobaczyć zachód,ale ja znam lepsze miejsce do takiego widoku. Oczywiście tam jest zabronione wchodzić a ,że ja sie nie stosuje do przpisów to nie mój interes. Doszliśmy do takiego jakby mini lasku,ale tam były gałęzie drzew.
-Julka ty chyba nie chcesz tam wchodzić. Patrz jak tam jest niebezpiecznie.
-Kamil,zaufaj mi. Zam to miejsce lepiej niż ty Lipki,Brzeg i Wrocław razem wzięte,więc chodź i nie marudź.
-Jak mi sie coś stanie to będziesz mnie ratować.
-Nic Ci sie nie stanie,tylko nie stawaj na mchu.-Poszłam pierwsza. Wchodziłam grubymi gałęziami drzew,było trzeba wejść bardzo wysoko. Po dłuższym czasie oboje siedzieliśmy na wielkiej gałęzi. Było troche zarośnięte,a widok zakryty małymi gałązkami. Ich się pozbyłam i było pięknie.
-Wow.
-I co krzywda Ci sie stała?
-Nie. Byłaś już tu?
-Zawsze tu przychodziłam. Naprzykład jak ojciec mnie zgwałcił,to przesiedziałam tu całą noc,zimną noc. Łukasz tu z Tomkiem i resztą bandy siedzieli. Kiedyś jak tu sie siedziało to było bardziej zadbane a jak sie wszyscy rozeszli w swoje strony to zarosło. To taka moja mała jamajka.
-Widzisz skarbie twoja mała jamajka jest w cholernie niebezpiecznym miejscu,ale bardzo pięknym miejscu a moja w Lipkach.
-Tym sie chyba różnimy.
-No i tym,że masz brązowe loki,niebieskie oczka i masz jakiś 175 cm a,żeby dać mi buziaka musisz stanąć na palcach.
Przytuliłam sie do Kamila i wspólnie oglądaliśmy zachód słońca.
_______________________________________________________________________________
Wpadłam tylko na chwilkę,żeby dodać wam rozdział. Kolejny jutro po szkole. Dzięki za ponad 3 tysiące wyświetleń i oby tak dalej. Jakieś sugestie? I przepraszam za jakiekolwiek błędy bo nie mam czasu ich sprawdzić a wiem,ze nie lubicie czekać. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
-Kamil chodź zamienimy się.
-Żebyś mi rozwaliła samochód? Nie dzięki.
-Eeej tamte blodnyny mi wjechały i tak jakoś wyszło a widze,ze ty sie troche boisz. Przysięgam nie zabiję nas.
-Yyym.......no dobra ale nie daleko.-Zjechał na stację benzynową. Kamil jak to Kamil coś do jedzenia bo przecież nie da sie bez żarełka wytrzymać. I tak pół godziny zleciało. Wsiadłam za kierownicę.
-Jula ale nie zabij nas okej? Ja jestem za młody,żeby umierać.
-Serio? Jestem młodsza.
-Ojj cicho.-Ruszyliśmy. Kamila zmuliło i zasnął. Jechałam dalej. Ogólnie dorga mijała bardzo dobrze. Koło Goleniowa dopiero zamieniliśmy się miejscami.
-I co nie zabiłam nas.
-Miałaś szczęście.
Po około 6 godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed na serio wielkim domem plus blisko na plażę. Najpierw weszliśmy do środka. W 'salonie' siedziała babcia,Anka,ciocia i matka. Co tu robi matka.
-Julka.-Pisnęła Ania.
-Ania.-Wpadłyśmy sobie w ramiona. No troche jej nie widziałam. Jak miałam 16 lat to wyjechała i tyle ją widziałam.
-OMG.-Wydusiła spoglądając na Kamila.
-Tak Anka to jest Kamil. Da Ci autograf,zdjęcie ale nie piszcz.
-Okej nie będę krzyczeć. Julaaa noooo.-Powiedziała to tak śmiesznie.-Gdzie jest mój kuzyn co?
Przywitalismy sie jeszcze z ciocią,babcią i mamą.
-Julaa ściągniemy tu resztę?-Spytał Kamil.-Łukasz sie z twoją mamą nie widział a Kondziowi będzie przykro,ze my nad morzem a On w Lipkach siedzi.
-Jak chcesz to dzwoń po nich.-Kamil po nich zadzwonił i jutro rano wyjadą z Wrocka we czwórkę.
-Julaaa a ty co w Krakowie wyklęłaś całą litanię na jakąś blond laskę?-Spytała Ania.
-Skąd wiesz?
-You tube. Pod tytułem ,,Dziewczyna Kamila Bednarka przeklina'' i filmiki.
-Franca sie nie chciała odsunąć od Kamila. Rzuciła by sie na niego.
-Już sie pogodziliście?
-Skąd wiesz?
-Laska. Myślisz,ze na fejsie nie pisali,że Ciebie nie było z nimi na koncertach,że to koniec.
-Była spina ale jest okej.-Kamil się uśmiechnął tak słodko.
-Gdybym Kondziowi nie rozwaliła samochodu to byśmy sie nie pogodzili.
-Pogodzilibyśmy ale troche później.-Do domu wszedł znany mi człowiek,ale nie kojarzyłam jego imienia. Mialam wrażenie jakbym go gdzieś widziała. Na oko 25 lat.
-Julka.
-A tyyy?
-Tomek nie pamiętasz?
-Tomek o mój boze.-Przywitałam sie z nim przytulaskiem.
-Co nie pamietasz,kto Ci dawał szluga a potem krył przed wszystkimi,co nie pamięta sie?
-Jak to nie tylko Cie nie poznałam.-Tomek to kolega Łukasza,mój brat zawsze miał starszych kolegów. Potem sie ulotnił do Wrocka a ja za nim.
-To jest Kamil.-Chłopaki podali sobie dłoń.-Tomek,ale ty gdzieś wyjechałeś.
-No tak wyjechałem na studia do Poznania,a teraz mów mi panie doktorze.
-Dobrze prze pana.
-A ty ?
-Mieszkamy sobie we Wrocławiu. Zdążyłam rozwalić Konradowi samochód i uratować życie Kamilowi.
-A tobie co było?
-Rozwaliłem sie samochodem,cztery razy umierałem,złamana noga i uraz głowy. Nic takiego.
-Niee,nic takiego.-Mruknęłam.
Potem około 16:00 poszliśmy sami na plażę. Było ciepło jak na czerwiec. Spacerowaliśmy brzegiem morza trzymając się za ręce. Świat wie,że jesteśmy razem więc nie było potrzeby krycia sie z tym. Jasne,ze były hejty na moją osobę kilka razy nawet pocisnęłam hejterkom plus fanki Kamila które chcą jego szczęścia,One mnie broniły. Byłam im wdzięczna z całego serca,że są jeszcze takie osoby którę pragną nie tylko swojego szczęścia. Kilka autografów,zdjęć i byliśmy wolni. Hee robiłam za fotografa. Chodziliśmy po mieście. W końcu mogłam odpocząć od tych wszystkich problemów. Tu się czułam naprawdę good. Moze dlatego,że jestem przyzwyczajona do tego klimatu. Pod wieczór przed zachodem słońca,Kamil chciał iść na plażę zobaczyć zachód,ale ja znam lepsze miejsce do takiego widoku. Oczywiście tam jest zabronione wchodzić a ,że ja sie nie stosuje do przpisów to nie mój interes. Doszliśmy do takiego jakby mini lasku,ale tam były gałęzie drzew.
-Julka ty chyba nie chcesz tam wchodzić. Patrz jak tam jest niebezpiecznie.
-Kamil,zaufaj mi. Zam to miejsce lepiej niż ty Lipki,Brzeg i Wrocław razem wzięte,więc chodź i nie marudź.
-Jak mi sie coś stanie to będziesz mnie ratować.
-Nic Ci sie nie stanie,tylko nie stawaj na mchu.-Poszłam pierwsza. Wchodziłam grubymi gałęziami drzew,było trzeba wejść bardzo wysoko. Po dłuższym czasie oboje siedzieliśmy na wielkiej gałęzi. Było troche zarośnięte,a widok zakryty małymi gałązkami. Ich się pozbyłam i było pięknie.
-Wow.
-I co krzywda Ci sie stała?
-Nie. Byłaś już tu?
-Zawsze tu przychodziłam. Naprzykład jak ojciec mnie zgwałcił,to przesiedziałam tu całą noc,zimną noc. Łukasz tu z Tomkiem i resztą bandy siedzieli. Kiedyś jak tu sie siedziało to było bardziej zadbane a jak sie wszyscy rozeszli w swoje strony to zarosło. To taka moja mała jamajka.
-Widzisz skarbie twoja mała jamajka jest w cholernie niebezpiecznym miejscu,ale bardzo pięknym miejscu a moja w Lipkach.
-Tym sie chyba różnimy.
-No i tym,że masz brązowe loki,niebieskie oczka i masz jakiś 175 cm a,żeby dać mi buziaka musisz stanąć na palcach.
Przytuliłam sie do Kamila i wspólnie oglądaliśmy zachód słońca.
_______________________________________________________________________________
Wpadłam tylko na chwilkę,żeby dodać wam rozdział. Kolejny jutro po szkole. Dzięki za ponad 3 tysiące wyświetleń i oby tak dalej. Jakieś sugestie? I przepraszam za jakiekolwiek błędy bo nie mam czasu ich sprawdzić a wiem,ze nie lubicie czekać. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)