wtorek, 10 września 2013

Rozdział 14.

Z Krakowa pojechaliśmy do Poznania a Kamil dalej sie do mnie nie odzywa. Usiadłam sobie na drugim końcu busa.
-Aneta! Z Poznania wracam do domu.-Tak jestem z nią na ''ty''
-Czemu?
-Jestem nie wychowana,przeklinam i niektórzy sie mnie wstydzą.-Całą drogę do Poznania przespałam a tam wzięłam swoją torbę i pociągiem wróciłam do Wrocławia. Serio miałam sie patrzeć na to jak ma mnie w dupie to wolę być daleko i wiedzieć,że ma mnie gdzieś. Mniej boli.

*Trzy tygodnie później*

Kamil dalej sie do mnie nie odzywa. Świetnie no poprostu świetnie. Kondzio wparował mi do pokoju.
-Bratowa dawaj jadę do Brzegu.
-Nie chce mi sie.
-Ej no nie możesz cały czas siedzieć w domu tylko dlatego,że Kamil jest idiotą. Chodź Kinga będzie.
-Muszę?
-Musisz! Chodź.-Jakimś cudem wywlókł mnie z domu. Po dłuższej drodze do Brzegu trafiliśmy tam. Na moje nieszczęśie był też Kamil.
-Młody co ty za lasie przyprowadziłeś?-Zapytał jeden z jego kolegów.
-To lasia Kamila ale mają kryzys.
-Młody jak Cie trzepnę to będziesz miał kryzys ale w wyglądzie.
-Kamilll nie chwaliłeś się,że masz dziewczynę.
-Nie ma czym.-Wtrąciłam bardzo głośno wolałam to powiedzieć ja,niż miałabym to usłyszeć z jego ust.
Od kąd tam przyjechałam to Kamil siedział jak na skazaniu. Ani razu sie nie uśmiechnął,ani nie odezwał. Ma przerwę a ja tego mu psuć nie będę. Około 19:00 miałam ochotę wracać do domu.
-Kondzio daj kluczyki jadę do domu.
-Nie bo mi rozwalisz moją księżniczkę.
-Nie przeżywaj nic sie nie stanie.
-Yghg no dobra ale jak coś jej zrobisz to nie żyjesz.-Dał mi kluczyki i dokumenty. Potem wsiadłam do samochodu i wyruszyłam w stronę Wrocławia. Jakoś przed samym wjazdem do Wrocławia stuknęłam się z dwoma samochodami i to dość mocno i uderzyłam głową o kierownicę tak samo mocno. Wysiadłam z auta troche wystraszona. Lewy bok był wgnieciony i maska też. To już po mnie. Z tych dwóch samochodów wysiadły dwie dziewczyny. Jaki zbieg okoliczności,że dwie są blondynkami.
-Czekaj ty jesteś dziewczyną Kamila Bednarka.
-Chyba tak.-Jedna z nich zadzwoniła na pogotowie bo im leciała krew z łuku brwiowego a mnie mocno głowa bolała.
-Boże nie wierzę,że to ty.
-Sory na chwilę.-Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Kondzia.
-Halo?
-Kondzio nie będziesz krzyczał?
-A co sie stało?
-Bo,miałam mały wypadek.
-Julka,jaki wypadek? Gdzie ty jesteś?
-Przed wjazdem do Wrocławia.
-Czekaj tam zaraz będę.
-Dobra.-Chociaż On sie martwi. Oparłam sie o prosty bok auta i czekałam na Kondzia który mnie zabije i na karetkę. Po dłuższym czasie sie doczekałam ale na mojego mordercę z którym przyjechał też Kamil. A jednak ma serce.
-Co ty zrobiłaś z moją księżniczką?-Złapał sie za głowę.
-Nic,sama sie uszkodziła.
-Zobaczysz zabiję Cie ale w domu.-Kamil oparł sie o maskę auta obok mnie.
-Jak sie czujesz?
-Jak widzisz żyję.
-Jula.-Jęknął moje imię.
-Tak sie nazywam a teraz sory.-Ciekawe czy odezwał sie do mnie z litości czy z tego,zę sie martwi. Podeszłam do karetki a lekarz zaczął świecić mi latarką,w oczy.
-Coś pani dolega?
-Głowa mnie boli.
-Damy pani silny lek przeciw bólowy jeśli jutro będzie panią bardzo bolała głowa to proszę przyjechać do szpitala. Nie może pani prowadzić po nich samochodu,pić alkocholu najlepiej iść spać po nich.-Dali mi jakąś maleńką tabletkę popiłam jakąś wodą i byłam wolna.
-Kondzio odwieziesz mnie do domu.
-Pakuj sie do samochodu.-Wsiadłam na tylnie siedzenie i czekałam,aż łaskawie ruszą swoje cztery litery. Kondzia samochód odcholowali do Wrocławia potem Łukasz sie nim zajmie i wyruszyliśmy w drogę ale nie wiem gdzie.

Jakoś specyficznie długo sie nie jechało ale stanęliśmy przed domem rodzeństwa. Wysiadłam z samochodu.
-Kondzio po co mnie tu przywiozłeś.
-Nie marudź tylko chodź.
-Nie chcę tam iść.
-Czemu?
-Hmm może dlatego,że jestem niewychowana,klnę jak szefc i ktoś tu sie mnie wstydzi.-Oni ruszyli do wejścia a ja za nimi,bo co innego mogłam zrobić.
-Julka nie wstydzę się Ciebie.-Powiedział Kamil gdy staliśmy już w przedpokoju.
-Nie wcale.-Mruknęłam.
-Jula do cholery nie wstydzę sie Ciebie,nie zachowuj sie jak dziecko.-Wrzasnął na mnie.
-Po pierwsze,nie krzycz na mnie bo Ci się głosik zedrze a po drugie kto tu sie zachowuje jak dziecko co?-Odwrzasnęłam mu.
-Właśnie ty.
-Ja? A co ja sie nie odzywałam,przez trzy tygodnie i żyłam z wielkim fochem? Serio ja sie nie muszę męczyć ja mogę to skończyć.
-I co zrywasz?
-Nie,nie zrywam bo mi w przeciwnym razie zależy.
-Jak dzieci,jak malutkie dzieci które się kłócą o zabawkę.-Powiedziała Pani Ela i dopiero ogarnęłam,że patrzą sie na nas rodzice rodzeństwa i Korni.
-Dzień dobry.-Mruknęłam.
-Do salonu,w tej chwili.-Warknęła Kornela a my za nią ze spuszczonymi głowami poszliśmy. Usiadłam na jednym końcu kanapy a Kamil na drugim.
-Jak dzieci jak dzieciaczki sie kłócicie. Kamil,ciężko było sie odezwać? Tak ciężko?-Spytała widocznie zła Kornela.
-Ja kląłem jak szefc czy Ona?
-Idioto! To ta blondyna zaczęła ją wyzywać. Macie pół godziny a jak nie to ja sobie z wami pogadam ale nie będzie tak kolorowo.-Rodzeństwo i rodzice ucieli na górę,zostawiając nas samych.
-Kamil ja serio mogę wrócić do Międzyzdroji,zejść Ci z drogi,nie będę Ci już przynosiła wstydu tylko ty to skończ.
-Nie. Za bardzo Cię kocham.-Przysunął się bardzo blisko mnie.-Zawsze jest ciężko zrobić ten pierwszy krok, a tej blondynie to ja powinienem rzucać mięsem,bo wyzywała Ciebie. Będę przy tobie mimo wszystko. Wybaczysz takiemu idiocie?
-Wybaczę,bo kocham tego idiotę.-Przytulił,pocałował. Tego mi najbardziej brakowało.

______________________________________________________________________________
Buum i jest. ; ) Taki bonusik bo mam dobry humor ; ) Kolejny postaram sie jak najszybciej dodać. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

5 komentarzy:

  1. Świetny już nie mogę się doczekać kolejnego ;)))
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochaaaam <3 zarąbiste.

    OdpowiedzUsuń
  3. JAKI FAAAAJNY <3 cały czas się usmiechałam :D
    lubię takie kłótnie, a potem znowu radośc :)
    \moze jutro kolejny? czekam czekam, oby jak najprędzej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdanie za szybko się pogodzili.. Zero napięcia. Po prostu 3 tyg później.. Nie że Cie urażam, ale po prostu nie każdy ma talent..

    OdpowiedzUsuń