Smacznie sobie spałam przytulona do Kamila i poczułam ciężar na sobie i krzyk.
-Mamoooo wstawaj.-Kuba brutalnie ściągnął ze mnie kołdrę.
-Kubuś kochanie stęskniliście sie za tatusiem to jego obudź.-Młody posłuchał mojej prośby i razem z Amelką wskoczyli na Kamila. Łaskotali go po twarzy jego dredami przytulali się,ściągali kołdrę.
-Jula kochanie zrób coś ja chcę spać.-Jęknął w poduchę.
-A ty chcesz syna,to powodzenia życzę.
-Dzieci moje kochane starego ojca będziecie męczyli? Nie dacie sie wyspać.
-Tatoooo zrobisz nam śniadanie.
-A mama nie może?
-My chcemy,żebyś ty nam zrobił.-W końcu otworzył jedno oko.
-Buziaki.-Nastawił policzki i go cmoknęli.-Mama chyba o czymś zapomniała.
-Nie wiem czy zasłużyłeś.-Droczyłam się z nim. Dzieciaki z niego zeszły i rzucił się na mnie przygniatając mnie do łóżka i całując.
-I co kochanie teraz zrobisz?
-Nie wiem.-Wydusiłam przez śmiech.
-Chcielibyście polecieć do babci do Anglii?-Skierował to do naszych pociech.
-Taaaa.-Oboje sie ucieszyli jakby jakąś zabawkę dostali.
-Kamil,a co ty znowu knujesz? Nawet z moją mamą nie rozmawiałeś.
-I tu sie kochanie mylisz,za dwa dni mamy lot do Anglii a potem wracamy tu i odpoczniemy sobie jak za starych dobrych czasów. Teraz jestem w domu i trzeba kiedyś odpocząć tak samemu w ciszy,i trzeba się pobawić kochanie,dawno mnie w domu nie było więc wiesz.-Poruszał zabawnie brwiami.
-Jak sie będziecie bawić?-Spytał Kuba.
-Pożytecznie synek.
-Ale jak?
-Za mały jesteś,żeby wiedzieć.
Dwa dni później polecieliśmy do Anglii zapakowani jak nie wiem co. Dzieci sie ucieszyli,że polecieli do babci a my wróciliśmy do Polski.
W tym domu jest dziwie jak jest cicho jak nie ma dzieci. Chyba się przyzwyczaiłam,że zawsze tu jest pisk,albo płacz.
-Boże jaka tu pustka.-Rzuciłam się na kanape a po mnie Kamil. Dzieci w Anglii u mojej mamy,wracają za dwa tygodnie.
-Tylko przez dwa tygodnie.-Usłyszeliśmy,że otwierają sie drzwi wejściowe i pisk.
-Ciociaaaaa.-Damianek wpadł nam do salonu a za nim Kornela i Łukasz. Przybiłam z młodym piątkę jak zawsze.
Kamil grał na pianinie z Damianem a ja czegoś szukałam w papierach,i wyleciała jakaś biała karteczka z drobnym drukiem. Z niej wynikało,że to Kamil oddał mi szpik kiedy umierałam,mój Kamil dzięki któremu żyję.
-Ka...Ka...Kamil.-Wydukałam patrząc na karteczkę. Kornela mi ją wyrwała.
-To ty jej jeszcze nie powiedziałeś?
-Tak wyszło...
-Wszyscy wiedzieliście?-Spojrzałam na każdego siedząc na ziemi jak małe dziecko.
-Julcia kochanie bo to było tak,że Łukasz nie mógł bo coś tam no nie a mój mogłaś mieć więc Ci go oddałem. Miałem Ci pozwolić odejść? Wtedy bym do Ciebie dołączył...nie miałbym takich cudownych szkrabów,takiej rodziny,takiego pięknego ślubu...Najważniejsze,że żyjesz,jesteś tu przy mnie.-To co On mówił było piękne i prawdziwe. Razem tworzymy coś pięknego.......rodzinę.
____________________________________________________________________________
Hej,hej,hej wszystkim. Wiem,że sie bardzo opóźniam i przepraszam,ale szkoła i weny brak. Jakieś pomysły na dalsze rozdziały? Bo jak nie to chyba czas będzie zakończyć bloga. Do następnego ;)
Ps,
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
niedziela, 27 października 2013
piątek, 18 października 2013
Rozdział 36.
**5 Lat później***
Standardowo o 7:00 wstałam z łóżka i poszłam obudzić dzieciaki. Weszłam do ich pokoju,smacznie sobie spali. Nie ma co po tatusiu poszli,każde z nich jak śpi to wymalowany Kamil.
-Amelka,Kubuś wstawajcie.-Oboje miałczeli w poduszki,że ja okrutna ich budzę. No istny Kamil,też tak miałczy. Amelka ma 3 latka a Kuba 4.
-Mamo kiedy tatuś wróci?-Spytała Amelka.
-Niedługo kochanie.-Tak serio to nie wiem kiedy Kamil wróci z trasy. Jak mu mówię,że ma dwójkę małych dzieci i żonę i,żeby wrócił do domu na dłużej niż kilka dni to mi mówi,że zarabia na rodzinę. Haloo ja też pracuję i też zarabiam. Zrobiłam im i sobie śniadanie,potem ogarnęłam siebie i dzieci i o 8:00 zawiozłam ich do przedszkola i pojechałam do pracy. Mój brat jest na tyle kochany,że wybacza mi spóźnienia bo wie,że jego kochany bratanek i bratanica poszli po tatusiu i ciężko im się wstaje. Zajęłam się jak zwykle papierkową robotą.
Około 14:00 usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam zagapiona w ekran laptopa,po chwili ktoś wszedł trzymając przed sobą ogromny bukiet kwiatów.
-Niespodzianka.-Zza kwiatów wyskoczył Kamil. W końcu raczył się zjawić w domu. Mimowolnie się ucieszyłam na jego widok. Jednak rozłąki robią swoje. Wleciałam mu w ramiona i nie miałam zamiaru puszczać.
-Aż tak się stęskniłaś?
-Poczekaj na dzieciaki.-Dałam mu buziaka.
-Jedziemy maluchy a potem do mamy na obiadek,zadzwoniła do mnie i dała mi taki opieprz,że mi głupio było.
-W końcu od kogoś go dostałeś.-Zakończyłam pracę,pozamykałam wszystko co moje i razem pojechaliśmy po dzieci. Po wejściu do ich salki nawet nie zauważyli,że matka z ojcem po nich przyjechali.
-Amelka,Kubuś.-Zawołał Kamil i ten pisk.
-Tatooooo.-Te ich uśmiechy na widok Kamila. Jak mu sie uwiesili na szyji to nie chcieli puścić.
-Jedziemy do babci Eli?-Spytał.
-A wujek i ciocia będą?
-Będą, to jak jedziemy?
-Tak,tak.-Ubraliśmy ich i wyszliśmy. Od razu kierunek Lipki. Po godzinie byliśmy na miejscu. Kornela z Łukaszem i ich synkiem już byli,Konrad z Kinią i ich dwu miesięczną córeczką i też wiec tylko nas brakowało.
-Mamo,jesteśmy.-Wrzasnał Kamil od progu,rozebraliśmy się ze zbędnych rzeczy i weszliśmy do salonu.
-Ale was dużo.-Kamil się lekko przeraził.
-Jakbyś był częściej w domu to by Ci to nie przeszkadzało.-Powiedziałam ugryźliwie.
-Oooo brat ile ja Cie nie widziałem? Dobre pół roku....-Każdy mu tak ugryźliwie gadał,nawet jego mama.
-Oco wam znowu chodzi?-Oburzył się.
-O to,że masz dwójkę dzieci i żonę....halo przypominam Ci. Dwa lata temu wziąłeś ze mną ślub a cztery lata temu nam sie urodziło pierwsze dziecko,takie dwie bardzo ruchliwe istotki które co rano pytają kiedy wróci tato a ja im ciągle muszę odpowiadać,że niedługo bo sama nie wiem.-Wyrzuciłam z siebie to co chciałam.
-Pracuję....
-Ja też pracuję. Daj zamienimy się ja wrócę do śpiewania a ty zostaniesz z dziećmi i też sobie pojadę na najdłuższą trasę mojego życia i ty będziesz codziennie im odpowiadał,że nie wiesz kiedy mama wróci bo przecież pracuje. Pamiętasz co mi obiecałeś zanim sie urodził Kuba? No rusz głową.
-Że zrezygnuję z dłuższych tras.
-Jakoś Ci przeszło,kiedy znowu jedziesz w trasę....jutro?
-Nie...tak serio to jeszcze nie wiem kiedy jadę w trasę. Kicia nie gniewaj się.
-Wiecznie siedzę z dzieciakami sama w domu,bo Ciebie nie ma. Jak będziesz jeździł w krótsze trasy to nie zbiedniejesz nie martw się.
-Mamo nie kłóćcie sie.-Powiedziała Amelka i spojrzała na nas tymi swoimi przenikliwymi brązowymi oczkami i uwiesiła się na mojej nodze,nie chciała puścić. Kucnęłam przy niej.
-Mała ja sie nie kłócę z tatusiem,no co ty.
-Nie kochacie się już?-Myślałam,że mi oczy to mi wylecą z tąd gdzie są. Moje własne dziecko pyta się mnie czy sie nie kocham z jej tatusiem. Zapadła taka cisza,nikt sie nie odzywał.
-Kochamy,mała jasne,że sie kochamy z mamusią.-Kamil się odezwał i usiadł na ziemi. Posadził ją sobie na jednej nodze,Kubę na drugiej a ja na przeciwko ich.
-Maluchy moje najukochańsze...To,że czasami z mamusią się pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy. Amelka a jak Kuba Ci zabierze zabawkę to też się z nim kłócisz i jesteś na niego zła tak?
-Tak.
-I co nie kochasz wtedy Kuby?
-Kocham,to mój braciszek.
-No widzisz kochanie tak jest ze mną i z mamą to,że się czasami pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy.
-Ja chcę brata.-Powiedział Kuba.-Będę miał brata? Mamoo?-Jęknął.
-Ja myśle,że to sie da załatwić tylko musisz ładnie mamę poprosić.-Kuba tak podszedł do mnie i sie przytulił.
-Mamusiuuuuuuu a ja bym chciał brata.-Miałknął po swojemu.
-Wiecie co Bednarki,wy wszyscy macie dar miałczenia komuś do ucha.
-Tatuś mówił,że tak lubisz.-Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Bednarek co ty mu nagadałeś?
-Że lubisz o tak.-Zaczął mnie miziać swoim dredem po szyji na co mu się wyrwałam i chciałam uciec,ale nie zdążyłam bo po chwili stałam w jego ramionach.
-I co teraz zrobisz?-Spytał.
-Nie wiem.-Nastawił policzek,żebym go cmoknęła i to zrobiłam.
-To co mamo będę miał brata?-Dopytywał Kuba.
-Taty się spytaj.
-Tatooo?
-Obiecuję Ci,że będziesz miał brata.
-Julka ratuj.-Jęknęła lekko podłamana i tu nawet Konrad nie mógł nic pomóc bo sam był ciemny w tych sprawach. Wzięłam małą Karolinkę na ręce i pomasowałam jej brzuszek,żeby kolka przeszła,pokołysałam na rękach i przestała płakać.
-Konrad przebież córkę bo ma mokro.
-Ja?-Skrzywił sie jak Kamil.
-Nie,moja mama przyleci z Anglii i zrobi to za Ciebie.
-Ale ja nie umiem.
-To Cie bratowa nauczy.-Uśmiechnęłam się i kazałam mu ją przebrać. Mówiłam mu po kolei co ma robić. Chyba z 15 minut ją przebierał,ale przebrał.
-Wiecie co jakbyście byli bliźniakami,Kamil tak samo nie umiał wstać w nocy do dziecka,przebrać,nakarmić a jak mu kazałam to sie głupio pytał ,,Ja?''
-No co? To był taki suprajs i skąd miałem wiedzieć jak sie dziećmi zajmuje co?-Wzruszył ramionami.-Ale już jak była Amelka to umiałem no nie.
-Nauczyła Cie własna mama.
-No i dobrze. Jak tam brat fajnie mieć jakiego szkraba no nie? Tak patrzeć sie na maleństwo całymi godzinami mieć taką zwiechę jak ja i patrzeć sie przez bite trzy godziny na dziecko....bez przerwy. To takie fajne.
_________________________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy,nie mam czasu na ich poprawianie bo zmykam do cioci. Nie wiem,czy dobrze używam języka dziecięcego bo nie wiem jak mówią dzieci w tym wieku za co z góry przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
Standardowo o 7:00 wstałam z łóżka i poszłam obudzić dzieciaki. Weszłam do ich pokoju,smacznie sobie spali. Nie ma co po tatusiu poszli,każde z nich jak śpi to wymalowany Kamil.
-Amelka,Kubuś wstawajcie.-Oboje miałczeli w poduszki,że ja okrutna ich budzę. No istny Kamil,też tak miałczy. Amelka ma 3 latka a Kuba 4.
-Mamo kiedy tatuś wróci?-Spytała Amelka.
-Niedługo kochanie.-Tak serio to nie wiem kiedy Kamil wróci z trasy. Jak mu mówię,że ma dwójkę małych dzieci i żonę i,żeby wrócił do domu na dłużej niż kilka dni to mi mówi,że zarabia na rodzinę. Haloo ja też pracuję i też zarabiam. Zrobiłam im i sobie śniadanie,potem ogarnęłam siebie i dzieci i o 8:00 zawiozłam ich do przedszkola i pojechałam do pracy. Mój brat jest na tyle kochany,że wybacza mi spóźnienia bo wie,że jego kochany bratanek i bratanica poszli po tatusiu i ciężko im się wstaje. Zajęłam się jak zwykle papierkową robotą.
Około 14:00 usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam zagapiona w ekran laptopa,po chwili ktoś wszedł trzymając przed sobą ogromny bukiet kwiatów.
-Niespodzianka.-Zza kwiatów wyskoczył Kamil. W końcu raczył się zjawić w domu. Mimowolnie się ucieszyłam na jego widok. Jednak rozłąki robią swoje. Wleciałam mu w ramiona i nie miałam zamiaru puszczać.
-Aż tak się stęskniłaś?
-Poczekaj na dzieciaki.-Dałam mu buziaka.
-Jedziemy maluchy a potem do mamy na obiadek,zadzwoniła do mnie i dała mi taki opieprz,że mi głupio było.
-W końcu od kogoś go dostałeś.-Zakończyłam pracę,pozamykałam wszystko co moje i razem pojechaliśmy po dzieci. Po wejściu do ich salki nawet nie zauważyli,że matka z ojcem po nich przyjechali.
-Amelka,Kubuś.-Zawołał Kamil i ten pisk.
-Tatooooo.-Te ich uśmiechy na widok Kamila. Jak mu sie uwiesili na szyji to nie chcieli puścić.
-Jedziemy do babci Eli?-Spytał.
-A wujek i ciocia będą?
-Będą, to jak jedziemy?
-Tak,tak.-Ubraliśmy ich i wyszliśmy. Od razu kierunek Lipki. Po godzinie byliśmy na miejscu. Kornela z Łukaszem i ich synkiem już byli,Konrad z Kinią i ich dwu miesięczną córeczką i też wiec tylko nas brakowało.
-Mamo,jesteśmy.-Wrzasnał Kamil od progu,rozebraliśmy się ze zbędnych rzeczy i weszliśmy do salonu.
-Ale was dużo.-Kamil się lekko przeraził.
-Jakbyś był częściej w domu to by Ci to nie przeszkadzało.-Powiedziałam ugryźliwie.
-Oooo brat ile ja Cie nie widziałem? Dobre pół roku....-Każdy mu tak ugryźliwie gadał,nawet jego mama.
-Oco wam znowu chodzi?-Oburzył się.
-O to,że masz dwójkę dzieci i żonę....halo przypominam Ci. Dwa lata temu wziąłeś ze mną ślub a cztery lata temu nam sie urodziło pierwsze dziecko,takie dwie bardzo ruchliwe istotki które co rano pytają kiedy wróci tato a ja im ciągle muszę odpowiadać,że niedługo bo sama nie wiem.-Wyrzuciłam z siebie to co chciałam.
-Pracuję....
-Ja też pracuję. Daj zamienimy się ja wrócę do śpiewania a ty zostaniesz z dziećmi i też sobie pojadę na najdłuższą trasę mojego życia i ty będziesz codziennie im odpowiadał,że nie wiesz kiedy mama wróci bo przecież pracuje. Pamiętasz co mi obiecałeś zanim sie urodził Kuba? No rusz głową.
-Że zrezygnuję z dłuższych tras.
-Jakoś Ci przeszło,kiedy znowu jedziesz w trasę....jutro?
-Nie...tak serio to jeszcze nie wiem kiedy jadę w trasę. Kicia nie gniewaj się.
-Wiecznie siedzę z dzieciakami sama w domu,bo Ciebie nie ma. Jak będziesz jeździł w krótsze trasy to nie zbiedniejesz nie martw się.
-Mamo nie kłóćcie sie.-Powiedziała Amelka i spojrzała na nas tymi swoimi przenikliwymi brązowymi oczkami i uwiesiła się na mojej nodze,nie chciała puścić. Kucnęłam przy niej.
-Mała ja sie nie kłócę z tatusiem,no co ty.
-Nie kochacie się już?-Myślałam,że mi oczy to mi wylecą z tąd gdzie są. Moje własne dziecko pyta się mnie czy sie nie kocham z jej tatusiem. Zapadła taka cisza,nikt sie nie odzywał.
-Kochamy,mała jasne,że sie kochamy z mamusią.-Kamil się odezwał i usiadł na ziemi. Posadził ją sobie na jednej nodze,Kubę na drugiej a ja na przeciwko ich.
-Maluchy moje najukochańsze...To,że czasami z mamusią się pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy. Amelka a jak Kuba Ci zabierze zabawkę to też się z nim kłócisz i jesteś na niego zła tak?
-Tak.
-I co nie kochasz wtedy Kuby?
-Kocham,to mój braciszek.
-No widzisz kochanie tak jest ze mną i z mamą to,że się czasami pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy.
-Ja chcę brata.-Powiedział Kuba.-Będę miał brata? Mamoo?-Jęknął.
-Ja myśle,że to sie da załatwić tylko musisz ładnie mamę poprosić.-Kuba tak podszedł do mnie i sie przytulił.
-Mamusiuuuuuuu a ja bym chciał brata.-Miałknął po swojemu.
-Wiecie co Bednarki,wy wszyscy macie dar miałczenia komuś do ucha.
-Tatuś mówił,że tak lubisz.-Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Bednarek co ty mu nagadałeś?
-Że lubisz o tak.-Zaczął mnie miziać swoim dredem po szyji na co mu się wyrwałam i chciałam uciec,ale nie zdążyłam bo po chwili stałam w jego ramionach.
-I co teraz zrobisz?-Spytał.
-Nie wiem.-Nastawił policzek,żebym go cmoknęła i to zrobiłam.
-To co mamo będę miał brata?-Dopytywał Kuba.
-Taty się spytaj.
-Tatooo?
-Obiecuję Ci,że będziesz miał brata.
-Julka ratuj.-Jęknęła lekko podłamana i tu nawet Konrad nie mógł nic pomóc bo sam był ciemny w tych sprawach. Wzięłam małą Karolinkę na ręce i pomasowałam jej brzuszek,żeby kolka przeszła,pokołysałam na rękach i przestała płakać.
-Konrad przebież córkę bo ma mokro.
-Ja?-Skrzywił sie jak Kamil.
-Nie,moja mama przyleci z Anglii i zrobi to za Ciebie.
-Ale ja nie umiem.
-To Cie bratowa nauczy.-Uśmiechnęłam się i kazałam mu ją przebrać. Mówiłam mu po kolei co ma robić. Chyba z 15 minut ją przebierał,ale przebrał.
-Wiecie co jakbyście byli bliźniakami,Kamil tak samo nie umiał wstać w nocy do dziecka,przebrać,nakarmić a jak mu kazałam to sie głupio pytał ,,Ja?''
-No co? To był taki suprajs i skąd miałem wiedzieć jak sie dziećmi zajmuje co?-Wzruszył ramionami.-Ale już jak była Amelka to umiałem no nie.
-Nauczyła Cie własna mama.
-No i dobrze. Jak tam brat fajnie mieć jakiego szkraba no nie? Tak patrzeć sie na maleństwo całymi godzinami mieć taką zwiechę jak ja i patrzeć sie przez bite trzy godziny na dziecko....bez przerwy. To takie fajne.
_________________________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy,nie mam czasu na ich poprawianie bo zmykam do cioci. Nie wiem,czy dobrze używam języka dziecięcego bo nie wiem jak mówią dzieci w tym wieku za co z góry przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
czwartek, 10 października 2013
Rozdział 35.
Kolejnego dnia już lecielismy do Hiszpani. Loret de Mar wita. Podjechalismy pod hotel,to nie był taki normalny hotel tylko 5-cio gwiazdkowy hotel. W rejestracji Kamil wszystko załatwiał i dostaliśmy klucze do naszego pokoju. Po wjechaniu na drugie piętro odnaleźliśmy nasz pokój. Był taki duży,taki idealny. Potem jak Kamil poszedł sie wykąpać wysłałam Konradowi nazwę hotelu,miasto i kazałam,żeby byli dzień wcześniej,ale nie w tym samym hotelu co my bo by niespodzianka nie wypaliła. Po chwili telefon od Korneli. Wyszłam na korytarz i odebrałam.
-Halo?
-Oco chodzi z tą Hiszpanią,bo młody tak gada,ze nic nie wiem.
-Bo Kamil ma za 5 dni urodziny nie?
-No i Konrad coś mówił,ze mamy tam przylecieć?
-Tak,tak bierzcie jego przyjaciół,siebie i welcome to Spain.
-To było tak odrazu.
-Kondzio ma miejscowość,hotel i może ty jako jedyna ogarniesz temat.
-Dobra to już wiem,ale zajmiesz się imprezą.-Wyczułam w jej głosie niepewność.
-Tak,tak. Dobra ja kończe bo tam w pokoju zostawiłam Kamila i sie biedny przerazi,że mnie nie ma.
-Dobra to leć buziaki.
-Paaaa.-Rozłączyłam sie i wróciła. Weszłam do pokoju i odrazu Kamil.
-Kicia gdzie ty byłaś?
-Na korytarzu.
-Po co?
-Yyyy szukałam wi-fi.-Taaa bo mi uwierzy.
-Wi-fi?-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-Tak kocie wi-fi.-Usmiechnęłam się.
-Nie wiem co kombnujesz,ale sie dowiem.-Oj dowiesz,dowiesz,ale w swoim czasie.
-Kocie,nic nie kombinuję,nie martw się.
-Kłamiesz,widzę.-Zmróżył oczy.
-Chcesz sie teraz kłócić?-Spytałam i podniosłam jedną brew.
-Chcę sie dowiedzieć dlaczego kłamiesz.
-Kamil,dowiesz się,ale później okej? Przysięgam to nic złego. Nie przejmuj się tym,idziemy na miasto?
-Okej.-Wiedziałam,że był na mnie zły.
Kolejne dni spędzaliśmy albo na siedzeniu przy basenie,albo na plaży a wieczorem na dyskotekach. Dzień przed urodzinami Kamila,wyszliśmy na miasto. Wyszłam przed hotel i zobaczyłam Kornelę a potem resztę.
-Kuźwa mówiłam nie do tego hotelu.
-Nigdzie nie było miejsc.-Wytłumaczył mój brat.
-Czekajcie tu jak go odwrócę to w ekspresowym tępie macie zniknąć z pola widzenia.-Poszłam do środka po Kamila. Jak wyszliśmy z hotelu to skręciłam odrazu na prawo i wpiłam sie w usta Kamila a im dyskretnie pokazałam,ze mają szybko się ulotnić.
-Kicia a Ciebie co wzięło na amory?
-Mnie zawsze bierze na amory nie wiesz o tym?-Uśmiechnęłam się.
Klub już załatwiony,balkon jest nasz. Weszłam do pokoju gdy Kamil opierdzielał sie przed kompem. Sprawiałam wrażenie,ze zapomniałam o jego urodzinach.
-Kamil ubieraj się wychodzimy,mam ochotę na imprezę.
-Jak mi powiesz oco w tym wszystkim chodzi. Od kilku dni zachowujesz sie jak nie ty i w dodatku udajesz,ze szukasz wi-fi jak go tam nie ma.
-Dobrze wszystko Ci powiem,ale tam okej?
-Tu.
-Tam,Kamil no proszęęę.
-Ale jak mi nie powiesz to wracam do Polski.
-Dobrze,ale chodź.-Sama byłam już gotowa. Czekałam na Kamila dobre 20 minut i w końcu był gotowy. Weszliśmy do klubu,a przed schodami na górę stanęłam.
-Daj mi swoją bandamkę.
-Po co?
-Daj.-Odczepił ją od spodni,dał mi a ja mu zawiązałam oczy. Powoli weszliśmy na górę,gdzie było coraz ciszej. Dzieliły nas tylko szklane drzwi,za nimi wszyscy już byli.
-Kicia już?-Kamil sie niecierpliwił.
-Chwilka.-Przeszliśmy przez drzwi i ściągnęłam mu bandamkę na co wszyscy krzyknęli ,,Niespodzianka''
Kamil stał z szeroko otwartymi oczami. Potem mu zaśpiewaliśmy 100 lat.
-Boże co wy tu robicie?
-Jak to co brat,świętujemy twoje 26 urodziny.
-Wiedziałaś o tym.-Spojrzał na mnie z tym swoim szerokim uśmiechem.
-Ba brat,Ona to wszystko zorganizowała i powiedziała,że jak ja ich nie zgarne to mi nogi z tyłka urwie.
Wszyscy goście złożyli mu życzenia i podszedł do mnie,objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Dlatego sie tak dziwnie zachowywałaś?
-No tak,dlatego ''szukałam wi-fi'' na korytarzu haha.
-Dziękuję za wszystko,za to,że jesteś.
-Kamil wiesz,ze to ja powinnam tobie dziękować za to,że byłeś od samego początku.
-Byłem od samego początku i to dlatego jesteś kochanie zaręczona ze mną.-Puścił mi oczko i namiętnie pocałował.
______________________________________________________________________________
Pisałam ten rozdział trzy dni i według mnie wyszedł okropny. Teraz nawet w weekend nie mam czasu pisać bo albo mnie nie ma w domu,albo muszę się uczyć. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Halo?
-Oco chodzi z tą Hiszpanią,bo młody tak gada,ze nic nie wiem.
-Bo Kamil ma za 5 dni urodziny nie?
-No i Konrad coś mówił,ze mamy tam przylecieć?
-Tak,tak bierzcie jego przyjaciół,siebie i welcome to Spain.
-To było tak odrazu.
-Kondzio ma miejscowość,hotel i może ty jako jedyna ogarniesz temat.
-Dobra to już wiem,ale zajmiesz się imprezą.-Wyczułam w jej głosie niepewność.
-Tak,tak. Dobra ja kończe bo tam w pokoju zostawiłam Kamila i sie biedny przerazi,że mnie nie ma.
-Dobra to leć buziaki.
-Paaaa.-Rozłączyłam sie i wróciła. Weszłam do pokoju i odrazu Kamil.
-Kicia gdzie ty byłaś?
-Na korytarzu.
-Po co?
-Yyyy szukałam wi-fi.-Taaa bo mi uwierzy.
-Wi-fi?-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-Tak kocie wi-fi.-Usmiechnęłam się.
-Nie wiem co kombnujesz,ale sie dowiem.-Oj dowiesz,dowiesz,ale w swoim czasie.
-Kocie,nic nie kombinuję,nie martw się.
-Kłamiesz,widzę.-Zmróżył oczy.
-Chcesz sie teraz kłócić?-Spytałam i podniosłam jedną brew.
-Chcę sie dowiedzieć dlaczego kłamiesz.
-Kamil,dowiesz się,ale później okej? Przysięgam to nic złego. Nie przejmuj się tym,idziemy na miasto?
-Okej.-Wiedziałam,że był na mnie zły.
Kolejne dni spędzaliśmy albo na siedzeniu przy basenie,albo na plaży a wieczorem na dyskotekach. Dzień przed urodzinami Kamila,wyszliśmy na miasto. Wyszłam przed hotel i zobaczyłam Kornelę a potem resztę.
-Kuźwa mówiłam nie do tego hotelu.
-Nigdzie nie było miejsc.-Wytłumaczył mój brat.
-Czekajcie tu jak go odwrócę to w ekspresowym tępie macie zniknąć z pola widzenia.-Poszłam do środka po Kamila. Jak wyszliśmy z hotelu to skręciłam odrazu na prawo i wpiłam sie w usta Kamila a im dyskretnie pokazałam,ze mają szybko się ulotnić.
-Kicia a Ciebie co wzięło na amory?
-Mnie zawsze bierze na amory nie wiesz o tym?-Uśmiechnęłam się.
Klub już załatwiony,balkon jest nasz. Weszłam do pokoju gdy Kamil opierdzielał sie przed kompem. Sprawiałam wrażenie,ze zapomniałam o jego urodzinach.
-Kamil ubieraj się wychodzimy,mam ochotę na imprezę.
-Jak mi powiesz oco w tym wszystkim chodzi. Od kilku dni zachowujesz sie jak nie ty i w dodatku udajesz,ze szukasz wi-fi jak go tam nie ma.
-Dobrze wszystko Ci powiem,ale tam okej?
-Tu.
-Tam,Kamil no proszęęę.
-Ale jak mi nie powiesz to wracam do Polski.
-Dobrze,ale chodź.-Sama byłam już gotowa. Czekałam na Kamila dobre 20 minut i w końcu był gotowy. Weszliśmy do klubu,a przed schodami na górę stanęłam.
-Daj mi swoją bandamkę.
-Po co?
-Daj.-Odczepił ją od spodni,dał mi a ja mu zawiązałam oczy. Powoli weszliśmy na górę,gdzie było coraz ciszej. Dzieliły nas tylko szklane drzwi,za nimi wszyscy już byli.
-Kicia już?-Kamil sie niecierpliwił.
-Chwilka.-Przeszliśmy przez drzwi i ściągnęłam mu bandamkę na co wszyscy krzyknęli ,,Niespodzianka''
Kamil stał z szeroko otwartymi oczami. Potem mu zaśpiewaliśmy 100 lat.
-Boże co wy tu robicie?
-Jak to co brat,świętujemy twoje 26 urodziny.
-Wiedziałaś o tym.-Spojrzał na mnie z tym swoim szerokim uśmiechem.
-Ba brat,Ona to wszystko zorganizowała i powiedziała,że jak ja ich nie zgarne to mi nogi z tyłka urwie.
Wszyscy goście złożyli mu życzenia i podszedł do mnie,objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Dlatego sie tak dziwnie zachowywałaś?
-No tak,dlatego ''szukałam wi-fi'' na korytarzu haha.
-Dziękuję za wszystko,za to,że jesteś.
-Kamil wiesz,ze to ja powinnam tobie dziękować za to,że byłeś od samego początku.
-Byłem od samego początku i to dlatego jesteś kochanie zaręczona ze mną.-Puścił mi oczko i namiętnie pocałował.
______________________________________________________________________________
Pisałam ten rozdział trzy dni i według mnie wyszedł okropny. Teraz nawet w weekend nie mam czasu pisać bo albo mnie nie ma w domu,albo muszę się uczyć. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
sobota, 5 października 2013
Rozdział 34.
Święta jak święta minęły w super atmosferze. W Styczniu znowu na uczelnię. Trzeba już sie przygotowywać na zaliczenia. Lepiej sie bardziej przyłożyć i mieć potem chwilę wolnego. Kamil dopiero w Lutym jedzie w trasę więc trochę pobędziemy razem.
Poniedziałkowy ranek,śpię sobie w najlepsze w pod cieplusieńką kołdrą i budzi mnie Kamil bezczelnie ją ze mnie zrywając.
-Kicia a ty nie powinnaś jechać na uczelnię?-Spytał mnie.
-Godzina?-Mruknęłam zaspana.
-7:50.
-Jezu daj mi spać.-Jęknęłam i nakryłam się kołdrą.-Mam na 10:00.
-A to dlaczego?
-Bo nie idę na pierwszy wykład,nigdy na niego nie chodzimy,a teraz dobranoc.-Nakryłam się kołdrą i znowu odpłynęłam.
***
Teraz się obudziłam sama. Na zegarku była godzina 9:03....miło,przynajmniej się wyspałam. Zeszłam na dół gdzie siedziała cała ferajna zespołu Kamila.
-Siema chłopaki.-Mruknęłam zaspana.
-Nareszcie śpiąca królewna spała.
-Też Cie kocham Kamil,a szczególnie jak mnie tak brutalnie budzisz. Zawieziesz mnie na uczelnię?
-Musimy obgadać parę spraw,potem wpadnę do Ciebie po samochód.
-Po co jak kończę o 14:00?
-Plan wam sie bardzo zmienił,już nie ma od 9:00 do 16:00?-Spytał Kamil.
-Teraz tak i każdy piątunio wolny.
-Z tego piąteczku to ja się bardzo cieszę.-Zrobiłam sobie śniadanie,ubrałam się,dałam buziaka Kamilowi i pojechałam na uczelnię. Do wykładu zostało 5 minut,więc git.
Czas płynął bardzo szybko. Nawet sie nie zorientowałam kiedy wybił 4 Maj. Kamil obudził mnie gorącym buziakiem. Otworzyłam oczy a przedemną stał Kamil z wielkim bukietem kwiatów.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-Pamiętałeś....
-Jak można nie pamiętać o twoich urodzinach?Chodź bo śniadanko stygnie.-Wyszczerzył sie ma maxa.
-Zrobiłeś śniadanie?
-Tak,chodź.-Ja to sie bardzo obawiałam w jakim stanie zostanę kuchnie. Zeszłam na dół i rzeczywiście stół był zastawiony śniadankiem. Wszystko pięknie pachniało a kuchnia jest cała,byłam pod wrażeniem.
-Nie bój sie nie otrujesz sie.-Zaśmiał się gdy ja na to wszystko patrzyłam. Usiadłam przy stole,Kamil naprzeciwko mnie.
-Piątek dalej wolny?-Spytał z tajemniczym uśmiechem.
-Tak,piątek wolny i cały tydzień bo coś tam jest i nie ma wykładów.
-To świetnie,jedziemy na całe dwa tygodnie do Hiszpani,tak wiem masz wykłady Kornela Ci pomoże ogarnąć materiał.-Mało co sie nie oplułam jak to usłyszałam.
-Do Hiszpani?-Spytałam.
-No tak,jutro o 12:00 samolot więc sie kicia już pakuj.-Ten jego szarmancki uśmiech.
-Czemu nic wcześniej nie powiedziałeś?Boziu muszę sie pakować.-Ja to panikuję zawsze wcześnie.
-Bo byś zaczęła ględzić,że nie masz kasy na takie wyjazdy,że nie chcesz nigdzie jechać i takie pierdoły a to taki prezent na urodziny i nie ma odmowy.-Puścił mi oczko.-Smacznego.
Zaczęłam tak myśleć. Kurde jeśli my tam jedziemy na cały tydzień to będą też urodziny Kamila. Poszłam do sypialni i zadzwoniłam do Kondzia.
-No słucham Cie bratowa.
-Słuchaj mnie teraz uważnie,zbierasz kumpli Kamila i wbijacie w jego urodziny do Hiszpanii. Adres,hotel,miasto Ci podam później.
-Do Hiszpanii?
-No tak bo my jedziemy jutro a tak obliczyłam,że tam wypadną też jego urodziny,więc w jego urodziny macie tam wszyscy być.
-A ja jak mam to załatwić co?
-Masz bardzo mądrą siostrę. Dobra ja sie spadam pakować...
-Wszystkiego najlepszego.
-Dzięki,to sie potem jeszcze zgadamy paa.
-Paa.-Też mu zrobię niespodziankę,ale to będzie serio biba. Spakowałam sie na całe dwa tygodnie,nie powiem dużo czasu to zajęło. A wieczorem świetnie spędzony czas z Kamilem. Wino,kolacja....magicznie.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam,ze jest dopiero teraz,ale nie mogłam się zabrać do pisania tego rozdziału. Moje pomysły się wyczerpały i kompletnie nie wiem co mam dalej pisać więc zdaję sie na was i napewno jakąś propozycję wykorzystam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Poniedziałkowy ranek,śpię sobie w najlepsze w pod cieplusieńką kołdrą i budzi mnie Kamil bezczelnie ją ze mnie zrywając.
-Kicia a ty nie powinnaś jechać na uczelnię?-Spytał mnie.
-Godzina?-Mruknęłam zaspana.
-7:50.
-Jezu daj mi spać.-Jęknęłam i nakryłam się kołdrą.-Mam na 10:00.
-A to dlaczego?
-Bo nie idę na pierwszy wykład,nigdy na niego nie chodzimy,a teraz dobranoc.-Nakryłam się kołdrą i znowu odpłynęłam.
***
Teraz się obudziłam sama. Na zegarku była godzina 9:03....miło,przynajmniej się wyspałam. Zeszłam na dół gdzie siedziała cała ferajna zespołu Kamila.
-Siema chłopaki.-Mruknęłam zaspana.
-Nareszcie śpiąca królewna spała.
-Też Cie kocham Kamil,a szczególnie jak mnie tak brutalnie budzisz. Zawieziesz mnie na uczelnię?
-Musimy obgadać parę spraw,potem wpadnę do Ciebie po samochód.
-Po co jak kończę o 14:00?
-Plan wam sie bardzo zmienił,już nie ma od 9:00 do 16:00?-Spytał Kamil.
-Teraz tak i każdy piątunio wolny.
-Z tego piąteczku to ja się bardzo cieszę.-Zrobiłam sobie śniadanie,ubrałam się,dałam buziaka Kamilowi i pojechałam na uczelnię. Do wykładu zostało 5 minut,więc git.
Czas płynął bardzo szybko. Nawet sie nie zorientowałam kiedy wybił 4 Maj. Kamil obudził mnie gorącym buziakiem. Otworzyłam oczy a przedemną stał Kamil z wielkim bukietem kwiatów.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-Pamiętałeś....
-Jak można nie pamiętać o twoich urodzinach?Chodź bo śniadanko stygnie.-Wyszczerzył sie ma maxa.
-Zrobiłeś śniadanie?
-Tak,chodź.-Ja to sie bardzo obawiałam w jakim stanie zostanę kuchnie. Zeszłam na dół i rzeczywiście stół był zastawiony śniadankiem. Wszystko pięknie pachniało a kuchnia jest cała,byłam pod wrażeniem.
-Nie bój sie nie otrujesz sie.-Zaśmiał się gdy ja na to wszystko patrzyłam. Usiadłam przy stole,Kamil naprzeciwko mnie.
-Piątek dalej wolny?-Spytał z tajemniczym uśmiechem.
-Tak,piątek wolny i cały tydzień bo coś tam jest i nie ma wykładów.
-To świetnie,jedziemy na całe dwa tygodnie do Hiszpani,tak wiem masz wykłady Kornela Ci pomoże ogarnąć materiał.-Mało co sie nie oplułam jak to usłyszałam.
-Do Hiszpani?-Spytałam.
-No tak,jutro o 12:00 samolot więc sie kicia już pakuj.-Ten jego szarmancki uśmiech.
-Czemu nic wcześniej nie powiedziałeś?Boziu muszę sie pakować.-Ja to panikuję zawsze wcześnie.
-Bo byś zaczęła ględzić,że nie masz kasy na takie wyjazdy,że nie chcesz nigdzie jechać i takie pierdoły a to taki prezent na urodziny i nie ma odmowy.-Puścił mi oczko.-Smacznego.
Zaczęłam tak myśleć. Kurde jeśli my tam jedziemy na cały tydzień to będą też urodziny Kamila. Poszłam do sypialni i zadzwoniłam do Kondzia.
-No słucham Cie bratowa.
-Słuchaj mnie teraz uważnie,zbierasz kumpli Kamila i wbijacie w jego urodziny do Hiszpanii. Adres,hotel,miasto Ci podam później.
-Do Hiszpanii?
-No tak bo my jedziemy jutro a tak obliczyłam,że tam wypadną też jego urodziny,więc w jego urodziny macie tam wszyscy być.
-A ja jak mam to załatwić co?
-Masz bardzo mądrą siostrę. Dobra ja sie spadam pakować...
-Wszystkiego najlepszego.
-Dzięki,to sie potem jeszcze zgadamy paa.
-Paa.-Też mu zrobię niespodziankę,ale to będzie serio biba. Spakowałam sie na całe dwa tygodnie,nie powiem dużo czasu to zajęło. A wieczorem świetnie spędzony czas z Kamilem. Wino,kolacja....magicznie.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam,ze jest dopiero teraz,ale nie mogłam się zabrać do pisania tego rozdziału. Moje pomysły się wyczerpały i kompletnie nie wiem co mam dalej pisać więc zdaję sie na was i napewno jakąś propozycję wykorzystam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
wtorek, 1 października 2013
Rozdział 33
Kondzio błagał mnie na kolanach,żebym Kini nic o tej jego nowej lasi nie mówiła. A,że ja jestem bardzo zła to sobie go trochę po torturuję,niech wie,ze Kini się nie zdradza. I powiem jej po świętach nie popsuję jej ich. Biedny,każdy wolny weekend ze mną siedział a jak chciał iść do Kini to dzwoniłam do niej niech do nas wbija.
Dzień przed wigilią pojechaliśmy do Lipek. Kamil tam prosto z trasy miał pojechać. Dojechaliśmy na miejsce. Wzięliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do środka. Kinia była,Kamil i ta laska z Mc Donalada.
Dałam Kamilowi buziaka.
-Kondzio twoja przyjaciółka przyszła.
-Po co tu przylazłaś?-Syknął do niej.
-Do Ciebie przyszłam bo muszę Ci coś powiedzieć bo ja jestem z tobą w ciąży.-Kinia jak sie rozpędziła tak mu strzeliła z otwartej i siadła na kanapę ze łzami w oczach. Ja to bym wyszla,ale okej.
-Szwagier i co jednak liść od Kini boli nie?
-Dobra zamknij sie.
-Ale czekaj to jest nie logiczne jak ty możesz mieć z nią dziecko skoro każdy weekend spędzałeś ze mną?
-Z tobą też?-Warknęła Kinga.
-Julka.-Syknął Kamil z groźnym spojrzeniem.
-Jezu stop dajcie mi coś powiedzieć? My z Kornelom w Poniedziałek po mikołajkach w Mc Donaldzie zobaczyłyśmy go i tą małpę,potem przyjechał do nas wieczorem i dlatego dzwoniłam do Kini i sie pytałam co robił w południe. Ty byś chciała widzieć jego minę jak tylko wspominałam o tobie. I małe tortury nie zaszkodziły np siedział cały weekend u mnie,żeby nie jeździł do niej,był na telefon, i po prostu go szantażowałam,ze tobie wszystko powiem i miałam Ci powiedzieć,ale po świętach,żeby Ci ich nie psuć. Od tamtego dnia do dzisiaj byłam dla niego zimną,wredną suką,bez serca i szczerze powiem,że to mi sie troche podobało.
-A teraz ja okej? Nie spałem z nią ani razu i po tym spotkaniu w maku powiedziałem jej,ze ma sie odwalić. A to wszystko jej wina.
-Czyli?-Spytała Kinia.
-Chciała sie wpierdzielić w życie Kamila i Julki. No Aguś przyznaj sie co chciałaś zrobić?-Powiedział to z ironicznym uśmieszkiem.
-Wal sie.-Wstała i wyszła.
-Chciała wrobić Kamila w to dziecko.
-Co za zdzira.
-Konrad możemy porozmawiać sami?-On i Kinia poszli na górę i mogliśmy zostać sami.
-Kicia i ty wiedziałaś,że On sie z Agniechą spotyka?
-No,to było takie obleśne jak sie miziali...fuu.
-Mogłaś mi powiedzieć bym to jakoś załatwił.
-Ale wolałam go trochę po szantażować.
Pod wieczór w końcu wyszli z pokoju Konrada.
-I co szwagier dalej boli policzek?
-Julka,czemu mi nie powiedziałaś tak po prostu?-Spytała Kinia.
-Wolałam sie pobawić w szantaż.
-Brat,co Ci moja Juleczka kazała?
-Każdy weekend u was w domu,jak coś chciała to musiałem jej wozić,kazała sobie robić śniadania,kawki i straszyła,ze zadzwoni do Kini.
-Przynajmniej wiesz,ze kobiet sie nie zdradza. A jak jeszcze raz wywiniesz taki numer to ja Cię machnę z otwartej
-Dobra wiem,jezu.
______________________________________________________________________________
Przepraszam,ze ten rozdział jest taki okropny,ale ostatnio nie mogę sie pozbierać do całości. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Dzień przed wigilią pojechaliśmy do Lipek. Kamil tam prosto z trasy miał pojechać. Dojechaliśmy na miejsce. Wzięliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do środka. Kinia była,Kamil i ta laska z Mc Donalada.
Dałam Kamilowi buziaka.
-Kondzio twoja przyjaciółka przyszła.
-Po co tu przylazłaś?-Syknął do niej.
-Do Ciebie przyszłam bo muszę Ci coś powiedzieć bo ja jestem z tobą w ciąży.-Kinia jak sie rozpędziła tak mu strzeliła z otwartej i siadła na kanapę ze łzami w oczach. Ja to bym wyszla,ale okej.
-Szwagier i co jednak liść od Kini boli nie?
-Dobra zamknij sie.
-Ale czekaj to jest nie logiczne jak ty możesz mieć z nią dziecko skoro każdy weekend spędzałeś ze mną?
-Z tobą też?-Warknęła Kinga.
-Julka.-Syknął Kamil z groźnym spojrzeniem.
-Jezu stop dajcie mi coś powiedzieć? My z Kornelom w Poniedziałek po mikołajkach w Mc Donaldzie zobaczyłyśmy go i tą małpę,potem przyjechał do nas wieczorem i dlatego dzwoniłam do Kini i sie pytałam co robił w południe. Ty byś chciała widzieć jego minę jak tylko wspominałam o tobie. I małe tortury nie zaszkodziły np siedział cały weekend u mnie,żeby nie jeździł do niej,był na telefon, i po prostu go szantażowałam,ze tobie wszystko powiem i miałam Ci powiedzieć,ale po świętach,żeby Ci ich nie psuć. Od tamtego dnia do dzisiaj byłam dla niego zimną,wredną suką,bez serca i szczerze powiem,że to mi sie troche podobało.
-A teraz ja okej? Nie spałem z nią ani razu i po tym spotkaniu w maku powiedziałem jej,ze ma sie odwalić. A to wszystko jej wina.
-Czyli?-Spytała Kinia.
-Chciała sie wpierdzielić w życie Kamila i Julki. No Aguś przyznaj sie co chciałaś zrobić?-Powiedział to z ironicznym uśmieszkiem.
-Wal sie.-Wstała i wyszła.
-Chciała wrobić Kamila w to dziecko.
-Co za zdzira.
-Konrad możemy porozmawiać sami?-On i Kinia poszli na górę i mogliśmy zostać sami.
-Kicia i ty wiedziałaś,że On sie z Agniechą spotyka?
-No,to było takie obleśne jak sie miziali...fuu.
-Mogłaś mi powiedzieć bym to jakoś załatwił.
-Ale wolałam go trochę po szantażować.
Pod wieczór w końcu wyszli z pokoju Konrada.
-I co szwagier dalej boli policzek?
-Julka,czemu mi nie powiedziałaś tak po prostu?-Spytała Kinia.
-Wolałam sie pobawić w szantaż.
-Brat,co Ci moja Juleczka kazała?
-Każdy weekend u was w domu,jak coś chciała to musiałem jej wozić,kazała sobie robić śniadania,kawki i straszyła,ze zadzwoni do Kini.
-Przynajmniej wiesz,ze kobiet sie nie zdradza. A jak jeszcze raz wywiniesz taki numer to ja Cię machnę z otwartej
-Dobra wiem,jezu.
______________________________________________________________________________
Przepraszam,ze ten rozdział jest taki okropny,ale ostatnio nie mogę sie pozbierać do całości. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
poniedziałek, 30 września 2013
Rozdział 32.
Październik,Listopad i nastał nasz ukochany Grudzień. Dzisiaj z Kornelom gramy koncert mikołajkowy we Wrocławiu. Na świeżym powietrzu,i jest git. Jakoś w połowie koncertu chłopaki przystopowali i na scenę wszedł Kamil. Cały uśmiechnięty od ucha do ucha. Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i zaczął mówić do mikrofonu.
-Jula,wiesz,że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i wiem,że nie wiadomo co by się działo to byłabyś przy mnie a ja przy tobie. Mam takie jedno pytanko.-Z kieszeni wyszperał czerwone pudełeczko,klęknął na kolano.-Wyjdziesz za mnie?-Rozpłakałam się tam na miejscu a jedyne co dałam radę to kiwnąć głową na tak. Na palec wsunął mi piękny srebrny pierścionek (klik) i mocno przytulił. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat,klaskać piszczeć. Potem skocznym krokiem zszedł ze sceny. Dokończyłyśmy koncert,i zbiegłyśmy za scenę. Zdjęłam szalik i kurtkę zabrałam jakiegoś markera i poszłam do fanów z Kornelom. Nie minęło dużo czasu a na głowę ktoś założył mi czapkę a na szyję szalik. Obróciłam się i zobaczyłam Kamila.
-Młoda grabisz sobie,jesteś spocona,jest zimno a ty bez czapki i szalika chcesz być chora?
-To będziesz mnie leczył.
-Doktor Bednarek? Leczyłabym się.-Powiedziała jedna dziewczyna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Ja też,ale wiesz co On to by Cie do mamy wywiózł.
-No co mamusia robi dobre herbatki.
-Ty możesz robić za grzejnik.-Dodałam.
-Co jestem aż taki gorący?
-Kamil.-Skarciłam go.-Tu są dzieci.
-Z rozbudzoną wyobraźnią.-Dodał.
-Ty jesteś dzieckiem z rozbudzoną wyobraźnią...Pędzel.-A ten się zaczął chichrać jak małe dziecko.-I teraz jesteście świadkami,ze wasz ukochany Kamil ma rozbudzoną wyobraźnie z głupiego pędzla się śmieje.
-Grabisz sobie młoda.-Wydusił przez śmiech.
-Mamusia Cie przygarnie skarbie.
-Razem z tobą.-Puścił mi oczko.
Po godzinie rozdawania autografów wróciliśmy do domu.
-Kocie o której jutro zaczynasz i kończysz zajęcia?
-Zaczynam o 9:00 a kończę o 16:00 a co?
-Czemu tak długo?
-Bo się kształcę.
-Przecież możesz śpiewać.
-Kamil gadaliśmy już o tym tak?
-No tak zawiozę Cie i przywiozę bo jadę do mamy i samochód mi potrzebny.
-Luuz.
Kolejnego dnia o 8:40 podjechaliśmy pod uczelnię.
-Będę o 16:00.
-Ok.-Dałam mu buziaka i wyszłam z samochodu. Podeszłam do reszty,która na mnie czekała.
-No,no przyszła Pani Bednarek.-Zaśmiała się Asia. Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszliśmy do środka bo było zimo a nawet bardzo.
-Pokaż to cudo.-Wystawiłam jej palca z pierścionkiem.
-Jezu,ale boski masz faceta anioła.
-I jest aniołem.-Powiedziała Kornela wyraźnie coś sugerując. Rzuciłam jej pytające spojrzenie na co tylko wzruszyła ramionami.
-Ej idziemy na jakieś piwo po zajęciach?-Spytał Szymek.
-Ja odpadam Kamil po mnie przyjeżdża i puki jest w domu to będę z tego korzystać.
-Oni teraz za dwa dni jadą i wróci dzień przed wigilią.
-No właśnie.
Ćwiczenia jak ćwiczenia można powiedzieć,że nie jakieś nudne. Tym razem o 12:00 był obiadek,czyli godzina przerwy.
-Ej obczajamy Mc Donald?-Spytał Eryk.
-Nie zdążymy 20 minut sie tam idzie.
-Po przerwie mamy wykład,ale czy ktoś powiedział,ze musimy na niego iść? U niego to i tak zawsze nudy to jak robimy sobie 2,5 godziny przerwy?
-Idziemy.-Odezwałam się pierwsza,bo w sumie miał rację każdy spał na tych wykładach. Reszta też sie zgodziła i ruszyliśmy do maka. Po 20 minutach weszliśmy do ciepłego pomieszczenia. Rozejrzałam sie jak to miałam w zwyczaju i niestety w moje oko wpadł Konrad z jakąś laską i napewno nie była nią Kinia.
-Korni to jest twój brat prawda?-Spytałam Kornelę.
-No to Konrad.-Boże to było obleśne miziali się po rękach. Szczerzyli sie do siebie....fuu. Nie no przegiął a jeszcze wczoraj był z Kinią i się kochali najbardziej na świecie. Podeszłam do nich,a mina Konrada bezcenna. Co? Myślał,że jak chodzę na studia to do maka nie przyjdę?
-No,no szwagier co ja widzę. Kinia zmieniła twarz?
-Ale co ty tu robisz?
-Obiad jem. Przyjedź później do nas pogadamy sobie,poważnie pogadamy.-Puściłam mu oczko i poszłam z resztą moich towarzyszy do kasy zamówić sobie jedzenie. Ciekawe co by Kinia na to powiedziała? Uznałyśmy z Kornelom,że nikomu o tym nie powiemy to zostanie między nami.
Po naszej przerwie wróciliśmy na uczelnię. Ciągle myślałam o tym dlaczego Konrad jest takim idiotą,żeby zdradzać Kinię z tym czymś z czym był w maku. O 16:00 skończyliśmy zajęcia. Wyszliśmy przed budynek,Ania,Asia,Eryk i Szymon już poszli a my chwile jeszcze gadałyśmy.
-Korni przyjedź później do nas,trzeba z Kondziem pogadać.
-Dobra,będę napewno to co dozobacznia.-Dałyśmy sobie buziaka w policzek i ruszyłam na parking gdzie czekał Kamil. Dałam mu buziaka i ruszyliśmy do domu. Napisałam sms do Konrada. ,,Witaj zdrajco! ; ) Za godzinę u nas.''
Bardzo szybko odpisał.
,,Nie dam rady. ;/''
Odpisałam:
,,Fajnie by było jakby tak Kinia Ci dała w twarz z otwartej. Jak wyłapiesz to powiedz,czy boli. ;)''
Odpisał.
,,Yhgh dobra za godzinę będę. Cześć''-Już nic nie odpisywałam. Mały szantażyk nie zaszkodzi.
O 17:00 przyjechała Kornela i czekaliśmy na Kondzia. Przyjechał w końcu.
-Spóźniłeś się pół godziny.-Syknęłam.-Ciekawe co Ci zajęło tyle czasu.-Powiedziałam z chamskim uśmieszkiem.
-Nie twój interes.-Warknął.
-A jednak mój. -Znowu się chamsko uśmiechnęłam. Kamil musiał iść na zewnątrz bo Maciek po coś przyjechał i to lepiej dla niego. Wyciągnęłam telefon i szukałam numeru Kini,po znalezieniu go wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Halo.
-Hej Kinia.-Ten strach Konrada bezcenny.
-Hej coś się stało?
-Czy coś się stało? Tak,ale nie oto chodzi. Wiesz może co robił Konrad w południe?.-Na usta mi się nawinął chamski uśmieszek.Polubiłam go.
-No w domu był a coś chciałaś od niego?
-Miał mi notatki przywieźć,ale okazały się zbędne a teraz nie odbiera telefonu.
-Może u chłopaków jest i nie słyszy.
-Może,a wpadniesz na weekend na jakieś piwko?
-Z chęcią.
-To co zgadamy się jeszcze nie?-Spytałam dalej chamsko się uśmiechając do Kondzia.
-Spoko,to narazie. Paa.
-Pa.-Wyłączyłam się i rzuciłam telefonem na łóżko.
-I co dalej myślisz,że Julka jej tego nie powie?-Spytała Kornela z podniesioną brwią.
-Teraz to ja pociągam za sznurki a ty jesteś taką marną pacynką która zrobi wszystko,żeby Kinia sie nie dowiedziała,ze jesteś frajerem.
-Nie powiesz jej tego.
-Zobaczymy,a teraz idź bo koleżanka będzie tęskniła.
-Chcesz mnie zniszczyć to zrób to teraz i tu zadzwoń do niej i jej powiedz.
-Niee wolę Cie trochę potorturować.-Puściłam mu oczko. Wrócił Kamil.
-Co brat? Jak tam Kinia.
-Spinę mają.-Wtrąciłam.
-Pogodzicie się. Kicia jednak jutro jedziemy w trasę.
-I wrócicie przed Wigilią?
-Nom.-Heeee czyli Kondzio ma wielkiego pecha,teraz ze mną nawet brat go nie uratuje. Jeśli serio kocha kinię to będzie mnie błagał na kolanach,żebym jej nic nie powiedziała. A czy kocha? To się okaże w praniu.
__________________________________________________________________
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Jula,wiesz,że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i wiem,że nie wiadomo co by się działo to byłabyś przy mnie a ja przy tobie. Mam takie jedno pytanko.-Z kieszeni wyszperał czerwone pudełeczko,klęknął na kolano.-Wyjdziesz za mnie?-Rozpłakałam się tam na miejscu a jedyne co dałam radę to kiwnąć głową na tak. Na palec wsunął mi piękny srebrny pierścionek (klik) i mocno przytulił. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat,klaskać piszczeć. Potem skocznym krokiem zszedł ze sceny. Dokończyłyśmy koncert,i zbiegłyśmy za scenę. Zdjęłam szalik i kurtkę zabrałam jakiegoś markera i poszłam do fanów z Kornelom. Nie minęło dużo czasu a na głowę ktoś założył mi czapkę a na szyję szalik. Obróciłam się i zobaczyłam Kamila.
-Młoda grabisz sobie,jesteś spocona,jest zimno a ty bez czapki i szalika chcesz być chora?
-To będziesz mnie leczył.
-Doktor Bednarek? Leczyłabym się.-Powiedziała jedna dziewczyna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Ja też,ale wiesz co On to by Cie do mamy wywiózł.
-No co mamusia robi dobre herbatki.
-Ty możesz robić za grzejnik.-Dodałam.
-Co jestem aż taki gorący?
-Kamil.-Skarciłam go.-Tu są dzieci.
-Z rozbudzoną wyobraźnią.-Dodał.
-Ty jesteś dzieckiem z rozbudzoną wyobraźnią...Pędzel.-A ten się zaczął chichrać jak małe dziecko.-I teraz jesteście świadkami,ze wasz ukochany Kamil ma rozbudzoną wyobraźnie z głupiego pędzla się śmieje.
-Grabisz sobie młoda.-Wydusił przez śmiech.
-Mamusia Cie przygarnie skarbie.
-Razem z tobą.-Puścił mi oczko.
Po godzinie rozdawania autografów wróciliśmy do domu.
-Kocie o której jutro zaczynasz i kończysz zajęcia?
-Zaczynam o 9:00 a kończę o 16:00 a co?
-Czemu tak długo?
-Bo się kształcę.
-Przecież możesz śpiewać.
-Kamil gadaliśmy już o tym tak?
-No tak zawiozę Cie i przywiozę bo jadę do mamy i samochód mi potrzebny.
-Luuz.
Kolejnego dnia o 8:40 podjechaliśmy pod uczelnię.
-Będę o 16:00.
-Ok.-Dałam mu buziaka i wyszłam z samochodu. Podeszłam do reszty,która na mnie czekała.
-No,no przyszła Pani Bednarek.-Zaśmiała się Asia. Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszliśmy do środka bo było zimo a nawet bardzo.
-Pokaż to cudo.-Wystawiłam jej palca z pierścionkiem.
-Jezu,ale boski masz faceta anioła.
-I jest aniołem.-Powiedziała Kornela wyraźnie coś sugerując. Rzuciłam jej pytające spojrzenie na co tylko wzruszyła ramionami.
-Ej idziemy na jakieś piwo po zajęciach?-Spytał Szymek.
-Ja odpadam Kamil po mnie przyjeżdża i puki jest w domu to będę z tego korzystać.
-Oni teraz za dwa dni jadą i wróci dzień przed wigilią.
-No właśnie.
Ćwiczenia jak ćwiczenia można powiedzieć,że nie jakieś nudne. Tym razem o 12:00 był obiadek,czyli godzina przerwy.
-Ej obczajamy Mc Donald?-Spytał Eryk.
-Nie zdążymy 20 minut sie tam idzie.
-Po przerwie mamy wykład,ale czy ktoś powiedział,ze musimy na niego iść? U niego to i tak zawsze nudy to jak robimy sobie 2,5 godziny przerwy?
-Idziemy.-Odezwałam się pierwsza,bo w sumie miał rację każdy spał na tych wykładach. Reszta też sie zgodziła i ruszyliśmy do maka. Po 20 minutach weszliśmy do ciepłego pomieszczenia. Rozejrzałam sie jak to miałam w zwyczaju i niestety w moje oko wpadł Konrad z jakąś laską i napewno nie była nią Kinia.
-Korni to jest twój brat prawda?-Spytałam Kornelę.
-No to Konrad.-Boże to było obleśne miziali się po rękach. Szczerzyli sie do siebie....fuu. Nie no przegiął a jeszcze wczoraj był z Kinią i się kochali najbardziej na świecie. Podeszłam do nich,a mina Konrada bezcenna. Co? Myślał,że jak chodzę na studia to do maka nie przyjdę?
-No,no szwagier co ja widzę. Kinia zmieniła twarz?
-Ale co ty tu robisz?
-Obiad jem. Przyjedź później do nas pogadamy sobie,poważnie pogadamy.-Puściłam mu oczko i poszłam z resztą moich towarzyszy do kasy zamówić sobie jedzenie. Ciekawe co by Kinia na to powiedziała? Uznałyśmy z Kornelom,że nikomu o tym nie powiemy to zostanie między nami.
Po naszej przerwie wróciliśmy na uczelnię. Ciągle myślałam o tym dlaczego Konrad jest takim idiotą,żeby zdradzać Kinię z tym czymś z czym był w maku. O 16:00 skończyliśmy zajęcia. Wyszliśmy przed budynek,Ania,Asia,Eryk i Szymon już poszli a my chwile jeszcze gadałyśmy.
-Korni przyjedź później do nas,trzeba z Kondziem pogadać.
-Dobra,będę napewno to co dozobacznia.-Dałyśmy sobie buziaka w policzek i ruszyłam na parking gdzie czekał Kamil. Dałam mu buziaka i ruszyliśmy do domu. Napisałam sms do Konrada. ,,Witaj zdrajco! ; ) Za godzinę u nas.''
Bardzo szybko odpisał.
,,Nie dam rady. ;/''
Odpisałam:
,,Fajnie by było jakby tak Kinia Ci dała w twarz z otwartej. Jak wyłapiesz to powiedz,czy boli. ;)''
Odpisał.
,,Yhgh dobra za godzinę będę. Cześć''-Już nic nie odpisywałam. Mały szantażyk nie zaszkodzi.
O 17:00 przyjechała Kornela i czekaliśmy na Kondzia. Przyjechał w końcu.
-Spóźniłeś się pół godziny.-Syknęłam.-Ciekawe co Ci zajęło tyle czasu.-Powiedziałam z chamskim uśmieszkiem.
-Nie twój interes.-Warknął.
-A jednak mój. -Znowu się chamsko uśmiechnęłam. Kamil musiał iść na zewnątrz bo Maciek po coś przyjechał i to lepiej dla niego. Wyciągnęłam telefon i szukałam numeru Kini,po znalezieniu go wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Halo.
-Hej Kinia.-Ten strach Konrada bezcenny.
-Hej coś się stało?
-Czy coś się stało? Tak,ale nie oto chodzi. Wiesz może co robił Konrad w południe?.-Na usta mi się nawinął chamski uśmieszek.Polubiłam go.
-No w domu był a coś chciałaś od niego?
-Miał mi notatki przywieźć,ale okazały się zbędne a teraz nie odbiera telefonu.
-Może u chłopaków jest i nie słyszy.
-Może,a wpadniesz na weekend na jakieś piwko?
-Z chęcią.
-To co zgadamy się jeszcze nie?-Spytałam dalej chamsko się uśmiechając do Kondzia.
-Spoko,to narazie. Paa.
-Pa.-Wyłączyłam się i rzuciłam telefonem na łóżko.
-I co dalej myślisz,że Julka jej tego nie powie?-Spytała Kornela z podniesioną brwią.
-Teraz to ja pociągam za sznurki a ty jesteś taką marną pacynką która zrobi wszystko,żeby Kinia sie nie dowiedziała,ze jesteś frajerem.
-Nie powiesz jej tego.
-Zobaczymy,a teraz idź bo koleżanka będzie tęskniła.
-Chcesz mnie zniszczyć to zrób to teraz i tu zadzwoń do niej i jej powiedz.
-Niee wolę Cie trochę potorturować.-Puściłam mu oczko. Wrócił Kamil.
-Co brat? Jak tam Kinia.
-Spinę mają.-Wtrąciłam.
-Pogodzicie się. Kicia jednak jutro jedziemy w trasę.
-I wrócicie przed Wigilią?
-Nom.-Heeee czyli Kondzio ma wielkiego pecha,teraz ze mną nawet brat go nie uratuje. Jeśli serio kocha kinię to będzie mnie błagał na kolanach,żebym jej nic nie powiedziała. A czy kocha? To się okaże w praniu.
__________________________________________________________________
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
sobota, 28 września 2013
Rozdział 31.
Łukasz chciał,żeby Kornela też miała jakieś udziały w firmie i się zgodziła,więc trzeba dokończyć studia. W Październiku zaczynamy a co się wiąże z tym,że koniec ze śpiewaniem....narazie. Wrócę do tego,ale dopiero po studiach. Do Września koncertujemy i potem wracamy do Wrocławia.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.
Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.
Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.
_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.
Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.
Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.
_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
piątek, 27 września 2013
Rozdział 30.
Nastał Kwiecień. Kamil długo nie wraca z trasy a jak do niego dzwonię i sie pytam kiedy wróci to mówi,że wypadł im dodatkowy koncert i tak ciągle. Mam jakieś dzikie wrażenie,że jest jakaś inna przez co bardziej chciałam sie poświęcić muzyce. W internecie nawet znalazłam kilka artykułów jak sie wozi z jakąś czarnulą po mieście np po Warszawie. Siedziałam u nas w mieszkaniu z Konrelom i pracowałyśmy nad nową płytą. Chcemy jak najszybciej wydać,żeby już jechać w trasę. Zadzwonił dzwonek do drzwi,czy to Kamil? Ale On ma klucze. Poszłam otworzyć a w progu stała mama z jakąś panią i doszedł do nich Łukasz. Wpuściłam ich do środka.
-Mamo mogłaś powiedzieć,ze przyjedziesz to bym sie jakoś przygotowała.
-Znowu nie spałyście całą noc?-Zmierzyła nas obie wzrokiem.
-Płyta sie sama nie nagra a piosenki nie napiszą.
-To jest wasza druga ciotka Eliza,siostra waszego ojca.
-Ja nie mam ojca,jestem z probówki.-Chamsko się uśmiechnęłam.
-Julka.-Skarciła mnie z wyrzutem.
-No co nie powiedziałaś cioci co tatuś najukochańszy potrafi i co zrobił? -Syknęłam.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw spokojnie mogliśmy pogadać.
-Co Cie ciociu do nas sprowadza.
-We Francji mamy z waszym wujkiem firmę produkującą perfumy,ale wiesz takie najlepsze perfumy.
-I co w związku z tym?-Podniosłam jedną brew.
-W Polsce też mamy,ale nie ma kto się nią zajmować i pomyślałam o was. Oboje po 50% udziałów.
-My,ze ja i Łukasz?-Spytałam z podniesioną brwią.
-No tak.
-Nie znam sie na tym.
-Łukasz sie zna a ty sie jeszcze nauczysz.
-Ja to muszę przemyśleć.-Powiedział mój brat.
-Mieliśmy ją sprzedać a połowa pieniędzy miała iść do twojego ojca,ale skoro tak się porobiło to chcę,żebyście wy oboje ją przejęli,niż On ma dostać jakiekolwiek pieniądze.
-Musimy nad tym pomyśleć.-Też nie byłam do tego przekonana. Ja śpiewam a nie zajmuje sie jakąś firmą.
Do domu wszedł Kamil.
-O proszę a Bednarek jednak wie gdzie jest jego dom. Co tam u Marleny? -Wymyśliłam jakieś imię na poczekaniu.
-Kobieto jakiej Marleny?-Ściągnął brwi.
-Z tą z którą się woziłeś po Warszawie. Jak już Ci sie tak bardzo podoba to może zakumaj sobie w tym łbie,że też czytam internet i strony plotkarskie.-Syknęłam wściekła.
-Aaa to Ona Ci powie co u niej tylko sie ubierz.-Głupkowato się uśmiechnął.
-Nie pojadę do tej siksy. Bezczelny jesteś wiesz. Mamo jadę do Anglii i nigdy do niego nie wrócę.
-Jula gorzej sie czujesz?-Złapał mnie za ramiona i postawił przed sobą.
-Mogę zapytać o to samo Ciebie. Co chudsza jest? Nie ma takiego popapranego życia jak ja? Wyższa?
-Kochanie ty chyba nie myślisz,zę mam inną.
-Myślę.
-To z góry Ci mówię,ze nie mam nikogo. Ubieraj sie jedziemy.
-Gości mam nie widzisz?
-To goście pojadą z nami.
-Powiedziałam Ci coś,ze nie jadę z tobą.
-Słońce! Przysięgam Ci na moją babcię,że nie mam innej. Ubierzcie sie i chodźcie ze mną.
Byłam wściekła i smutna. Jak już tak kazał to sie ubrałam. Pojechaliśmy na dwa auta. Jechałam z Kamilem. Usiadłam na tylim siedzeniu a Kamil sie ze mnie śmiał. No rzeczywiście jest z czego. Po jakichś 15 minutach stanęłiśmy przed jakimś domem. Taki średni był,biały z ogromnym płotem. Kamil wszedł jak do siebie. Na początku był salon w kolorach ciemnej czerwieni połączonej z czernią. Wszystko do siebie idealnie pasowało. I w środku była ta laska z Warszawy. Aż mi sie gorąco zrobiło.
-Jula po pierwsze to jest pani z agencji nieruchomości z Warszawy. Pomagała mi ogarnąć ten domek.
-Ja moze będę leciała,jak czegoś będziesz potrzebował to jestem w Warszwie.-Podali sobie dłoń i wyszła.
-Witaj w swoim nowym domu.
-Swoim?
-No tak dokładnie to naszym.
-Naszym?
-No tak. Już wierzysz,ze z Panią Agatą mnie nic nie łączy? Że jest tylko panią która pomagała meblować,wybierać farby i pomogła znaleźć takie przytulne miejsce.
-Wierzę.-Spuściłam wzrok.-I dlatego nie było Cie tak długo w domu?
-Między innymi dlatego,bo ustawiałem mebelki,żebyś mogła sie wprowadzić na swoje.
-Przepraszam.
-Buzi.-Dałam mu takiego długiego buziaka,ale takiego serio długiego.
-Kamil to jest nasza ciocia Eliza.-Kamil posłał jej ten swój piękny uśmieszek i podali sobie dłonie.
-I skarbie pamiętaj,że ja jestem grzeczny,nigdy Cie nie zdradziłem i nie zdradzę.-Zadzwonił do mnie Michał.
-No dawaj bo nie mam czasu.
-W Maju nagrywacie z Gutkiem piosenkę.
-Z tym Gutkiem?
-No z tym,z tym. Jak nie masz czasu to później sie odezwijcie?
-Ooookej pa.-Rozłączyłam sie i zaaczęłam piszczeć.
-Słuchaj tego,w Maju nagrywamy piosenkę z Gutkiem.-Zaczęłyśmy skakać,piszczeć,przytulać.
-Boże nie wierzę.
-Jak sie dowiedziałem,ze ja będę z nim śpiewał to też nie wierzyłem.-Przytulił mnie.
Obeszliśmy cały dom. Na dole był salon,kuchnia i taka jedna łazienka tylko z toaletą. Na górze była nasza sypialnia, cztery inne pokoje. Dwa z nich były pomalowane i umeblowane a dwa tylko pomalowane i puste plus łazienka. Wszystko jest takie,takie,takie super. Wróciliśmy na dół,przez salon sie wychodzi na taras i na ogród. Jak sie wychodzi z domu to jest taka jakby podłoga obłożona płytkami ogrodzona takim płotkiem.
-Po co tu ten płot?
-A jak kiedyś będzie taki mały Kamil,który ma pełno energii po tacie i wyleci Ci na taras i co spadnie czy nie spadnie?
-No raczej nie bo jest płot.
-No widzisz kochanie,twój Kamil o wszystkim pomyślał.
- Tu dopiero będzie grube melo do białego rana.-Chamsko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Korni.
-Nie w moim domu.
-Ciebie nie będzie.-Cmoknęłam go w usta. Była bujana huśtawka,i duży ogród. Istne cudo.
Nastał Lipiec,dzisiaj Kornela i Łukasz biorą ślub. Z Łukaszem postanowiliśmy przejąć firmę cioci. Poznałam swojego wujka i kuzyna. Boże jaki On przystojny. Będzie wyrywał koleżanki Korneli. Leon ma na imię i z miłą chęcią przygarnęliśmy go do siebie na te dni kiedy będzie w Polsce. Świadkami byliśmy ja i Kamil. Przypadek? Nie sądzę. Po ceremonii w kościele pojechaliśmy sie bawić. Najpierw pierwszy taniec,potem jakieś jedzonko i bawimy się. Gdy siedziałam dołączył do mnie Kamil.
-Pamiętasz tekst do ciszy?-Spytał.
-No pamiętam a co?
-Piter!.-Krzyknął a po chwili zjawił sie przy nas.-Zagrasz nam melodię do Ciszy?
-Ja zawsze.-Uśmiechnął się. Nie wiem skąd Oni wzięli gitarę,ale dobra. Dali nam mikrofony i mogliśmy zaśpiewać. Wszyscy,dosłownie wszyscy. Całe 356 osób się bujało w rytm ciszy. I w lewo i w prawo. Kornelce się zakręciła łezka w oku. Podeszlam do niej.
-Nie płacz wariatko.-Przytuliłam ją.-To twój dzień masz się uśmiechać.
O północy były oczepiny. Kornelka rzucała welonem i jakimś cudem wpadł mi w ręce. Ludzie zaczęli klaskać i wiwatować...masakra. Potem mój brat rzucał krawatem i Kondzio złapał.
-To co nowa 'młoda para' zatańczy?-Zapytał ten pan co zajmował sie 'zabawianiem' ludzi. Puścili coś wolnego więc zarzuciłam ręce na jego szyję,Kondzio swoje ręce na moje biodra i sie kołysaliśmy w rytm muzyki.
-A podobno nie umiesz tańczyć.-Powiedziałam dalej sie kołysając i w lewo i w prawo.
-Bo nie umiem,takie kołysanie bratowa to ja mam we krwi.
-Złapałeś krawat,czy ja o czymś nie wiem?
-Ja też nic nie wiem,zbieg okoliczności.
-Wiesz co zdaje mi sie,ze Kamil jest zazdrpsny bo jesteśmy za blisko.-Kondzio spojrzał w bok a ja za nim. Kamil sobie tańcował powoli z Kinią.
-Ma zajęcie.-Uśmiechnęłam się.
-Są za blisko.-Kondzio zmróżył oczy.
-Daj se na luz my jesteśmy bliżej.-Po piosence odkleiliśmy sie od siebie i podeszłam do Kamila.
-Czułem sie zazdrosny.
-O własnego brata,gratuluje.-Uśmiechnełam się.
-Bo sie do niego przytuliłaś.
-To tylko taniec.
Do 4 rano były same tańce i 'coś' do popicia.
____________________________________________________________________________
Boże,udało się napisać. Nie wiem czy wam sie spodoba ja mam do niego mieszane uczucia. To co do następnego. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Mamo mogłaś powiedzieć,ze przyjedziesz to bym sie jakoś przygotowała.
-Znowu nie spałyście całą noc?-Zmierzyła nas obie wzrokiem.
-Płyta sie sama nie nagra a piosenki nie napiszą.
-To jest wasza druga ciotka Eliza,siostra waszego ojca.
-Ja nie mam ojca,jestem z probówki.-Chamsko się uśmiechnęłam.
-Julka.-Skarciła mnie z wyrzutem.
-No co nie powiedziałaś cioci co tatuś najukochańszy potrafi i co zrobił? -Syknęłam.
Po wyjaśnieniu sobie wszystkich spraw spokojnie mogliśmy pogadać.
-Co Cie ciociu do nas sprowadza.
-We Francji mamy z waszym wujkiem firmę produkującą perfumy,ale wiesz takie najlepsze perfumy.
-I co w związku z tym?-Podniosłam jedną brew.
-W Polsce też mamy,ale nie ma kto się nią zajmować i pomyślałam o was. Oboje po 50% udziałów.
-My,ze ja i Łukasz?-Spytałam z podniesioną brwią.
-No tak.
-Nie znam sie na tym.
-Łukasz sie zna a ty sie jeszcze nauczysz.
-Ja to muszę przemyśleć.-Powiedział mój brat.
-Mieliśmy ją sprzedać a połowa pieniędzy miała iść do twojego ojca,ale skoro tak się porobiło to chcę,żebyście wy oboje ją przejęli,niż On ma dostać jakiekolwiek pieniądze.
-Musimy nad tym pomyśleć.-Też nie byłam do tego przekonana. Ja śpiewam a nie zajmuje sie jakąś firmą.
Do domu wszedł Kamil.
-O proszę a Bednarek jednak wie gdzie jest jego dom. Co tam u Marleny? -Wymyśliłam jakieś imię na poczekaniu.
-Kobieto jakiej Marleny?-Ściągnął brwi.
-Z tą z którą się woziłeś po Warszawie. Jak już Ci sie tak bardzo podoba to może zakumaj sobie w tym łbie,że też czytam internet i strony plotkarskie.-Syknęłam wściekła.
-Aaa to Ona Ci powie co u niej tylko sie ubierz.-Głupkowato się uśmiechnął.
-Nie pojadę do tej siksy. Bezczelny jesteś wiesz. Mamo jadę do Anglii i nigdy do niego nie wrócę.
-Jula gorzej sie czujesz?-Złapał mnie za ramiona i postawił przed sobą.
-Mogę zapytać o to samo Ciebie. Co chudsza jest? Nie ma takiego popapranego życia jak ja? Wyższa?
-Kochanie ty chyba nie myślisz,zę mam inną.
-Myślę.
-To z góry Ci mówię,ze nie mam nikogo. Ubieraj sie jedziemy.
-Gości mam nie widzisz?
-To goście pojadą z nami.
-Powiedziałam Ci coś,ze nie jadę z tobą.
-Słońce! Przysięgam Ci na moją babcię,że nie mam innej. Ubierzcie sie i chodźcie ze mną.
Byłam wściekła i smutna. Jak już tak kazał to sie ubrałam. Pojechaliśmy na dwa auta. Jechałam z Kamilem. Usiadłam na tylim siedzeniu a Kamil sie ze mnie śmiał. No rzeczywiście jest z czego. Po jakichś 15 minutach stanęłiśmy przed jakimś domem. Taki średni był,biały z ogromnym płotem. Kamil wszedł jak do siebie. Na początku był salon w kolorach ciemnej czerwieni połączonej z czernią. Wszystko do siebie idealnie pasowało. I w środku była ta laska z Warszawy. Aż mi sie gorąco zrobiło.
-Jula po pierwsze to jest pani z agencji nieruchomości z Warszawy. Pomagała mi ogarnąć ten domek.
-Ja moze będę leciała,jak czegoś będziesz potrzebował to jestem w Warszwie.-Podali sobie dłoń i wyszła.
-Witaj w swoim nowym domu.
-Swoim?
-No tak dokładnie to naszym.
-Naszym?
-No tak. Już wierzysz,ze z Panią Agatą mnie nic nie łączy? Że jest tylko panią która pomagała meblować,wybierać farby i pomogła znaleźć takie przytulne miejsce.
-Wierzę.-Spuściłam wzrok.-I dlatego nie było Cie tak długo w domu?
-Między innymi dlatego,bo ustawiałem mebelki,żebyś mogła sie wprowadzić na swoje.
-Przepraszam.
-Buzi.-Dałam mu takiego długiego buziaka,ale takiego serio długiego.
-Kamil to jest nasza ciocia Eliza.-Kamil posłał jej ten swój piękny uśmieszek i podali sobie dłonie.
-I skarbie pamiętaj,że ja jestem grzeczny,nigdy Cie nie zdradziłem i nie zdradzę.-Zadzwonił do mnie Michał.
-No dawaj bo nie mam czasu.
-W Maju nagrywacie z Gutkiem piosenkę.
-Z tym Gutkiem?
-No z tym,z tym. Jak nie masz czasu to później sie odezwijcie?
-Ooookej pa.-Rozłączyłam sie i zaaczęłam piszczeć.
-Słuchaj tego,w Maju nagrywamy piosenkę z Gutkiem.-Zaczęłyśmy skakać,piszczeć,przytulać.
-Boże nie wierzę.
-Jak sie dowiedziałem,ze ja będę z nim śpiewał to też nie wierzyłem.-Przytulił mnie.
Obeszliśmy cały dom. Na dole był salon,kuchnia i taka jedna łazienka tylko z toaletą. Na górze była nasza sypialnia, cztery inne pokoje. Dwa z nich były pomalowane i umeblowane a dwa tylko pomalowane i puste plus łazienka. Wszystko jest takie,takie,takie super. Wróciliśmy na dół,przez salon sie wychodzi na taras i na ogród. Jak sie wychodzi z domu to jest taka jakby podłoga obłożona płytkami ogrodzona takim płotkiem.
-Po co tu ten płot?
-A jak kiedyś będzie taki mały Kamil,który ma pełno energii po tacie i wyleci Ci na taras i co spadnie czy nie spadnie?
-No raczej nie bo jest płot.
-No widzisz kochanie,twój Kamil o wszystkim pomyślał.
- Tu dopiero będzie grube melo do białego rana.-Chamsko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Korni.
-Nie w moim domu.
-Ciebie nie będzie.-Cmoknęłam go w usta. Była bujana huśtawka,i duży ogród. Istne cudo.
Nastał Lipiec,dzisiaj Kornela i Łukasz biorą ślub. Z Łukaszem postanowiliśmy przejąć firmę cioci. Poznałam swojego wujka i kuzyna. Boże jaki On przystojny. Będzie wyrywał koleżanki Korneli. Leon ma na imię i z miłą chęcią przygarnęliśmy go do siebie na te dni kiedy będzie w Polsce. Świadkami byliśmy ja i Kamil. Przypadek? Nie sądzę. Po ceremonii w kościele pojechaliśmy sie bawić. Najpierw pierwszy taniec,potem jakieś jedzonko i bawimy się. Gdy siedziałam dołączył do mnie Kamil.
-Pamiętasz tekst do ciszy?-Spytał.
-No pamiętam a co?
-Piter!.-Krzyknął a po chwili zjawił sie przy nas.-Zagrasz nam melodię do Ciszy?
-Ja zawsze.-Uśmiechnął się. Nie wiem skąd Oni wzięli gitarę,ale dobra. Dali nam mikrofony i mogliśmy zaśpiewać. Wszyscy,dosłownie wszyscy. Całe 356 osób się bujało w rytm ciszy. I w lewo i w prawo. Kornelce się zakręciła łezka w oku. Podeszlam do niej.
-Nie płacz wariatko.-Przytuliłam ją.-To twój dzień masz się uśmiechać.
O północy były oczepiny. Kornelka rzucała welonem i jakimś cudem wpadł mi w ręce. Ludzie zaczęli klaskać i wiwatować...masakra. Potem mój brat rzucał krawatem i Kondzio złapał.
-To co nowa 'młoda para' zatańczy?-Zapytał ten pan co zajmował sie 'zabawianiem' ludzi. Puścili coś wolnego więc zarzuciłam ręce na jego szyję,Kondzio swoje ręce na moje biodra i sie kołysaliśmy w rytm muzyki.
-A podobno nie umiesz tańczyć.-Powiedziałam dalej sie kołysając i w lewo i w prawo.
-Bo nie umiem,takie kołysanie bratowa to ja mam we krwi.
-Złapałeś krawat,czy ja o czymś nie wiem?
-Ja też nic nie wiem,zbieg okoliczności.
-Wiesz co zdaje mi sie,ze Kamil jest zazdrpsny bo jesteśmy za blisko.-Kondzio spojrzał w bok a ja za nim. Kamil sobie tańcował powoli z Kinią.
-Ma zajęcie.-Uśmiechnęłam się.
-Są za blisko.-Kondzio zmróżył oczy.
-Daj se na luz my jesteśmy bliżej.-Po piosence odkleiliśmy sie od siebie i podeszłam do Kamila.
-Czułem sie zazdrosny.
-O własnego brata,gratuluje.-Uśmiechnełam się.
-Bo sie do niego przytuliłaś.
-To tylko taniec.
Do 4 rano były same tańce i 'coś' do popicia.
____________________________________________________________________________
Boże,udało się napisać. Nie wiem czy wam sie spodoba ja mam do niego mieszane uczucia. To co do następnego. ; )
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
środa, 25 września 2013
Rozdział 29.
Nastał Grudzień,wróciliśmy właśnie z trasy do Lipek. Do Lutego wolne,uwielbiam to. Weszliśmy do domu i Kondzio odrazu zadawał różne pytania.
-Bratowa to wy sie jednak pogodziliście?
-A co?
-Nic,nic tak sie tylko pytam.-Uśmiechnął się.-Do babci jedziemy jutro.
-Pierogi i rosołek ja chce babcie.
Następnego dnia wszyscy pojechaliśmy do babci Kamila,Kondzio,Kornelka,Łukasz,Kinia cała familia.
-Kamil łobuzie do starej babki sie nie odzywasz.
-Przepraszam babciu,ale wiesz trasa i te sprawy. To jest Jula.-Podałyśmy sobie z kobietą dłonie.
-Macie gościa.-Zaprowadziła nas do salonu. Własnym oczom nie wierzyłam. Mój stary.
-Kamil,ja mam jakieś zwidy czy to coś tu siedzi?
-Raczej to drugie.
-Wyjdź z tąd!-Syknęłam.
-Jula porozmawiaj ze mną.-Chciał mnie złapać za rękę,ale sie wyrwałam.
-Nie mamy o czym.
-Chcę wszystko naprawić.
-No to masz problem bo ja nie chcę. Mam swoje życie,mam Kamila a dla Ciebie tam nie ma miejsca. Przypomnieć Cie,ze gdyby nie Kamil to pewnie bym zdechła jak ten pies na krześle a gdyby nie mój super telefon który sie jakimś cudem odebrał i nie gadała bym z Kondziem to...-Wypuściłam powietrze z płuc a do oczu podeszły mi łzy.
-Żałuję tego,naprawdę. Przepraszam.
-Żałujesz? Przepraszasz? To zajebiście,ale jest taki jeden problem mam na Ciebie wyjebane. Przeliterować,zebyś zrozumiał i wbił sobie do tego pustego mózgu wyżartego przez wódę,że nie chce Cie znać,pamiętać i wszystko co jest z tobą związane. Tak jedynie geny,czasami sama sie siebie brzydzę.-Krzyczałam na niego z każdym słowem mój głos był bardziej suchy i chamski.-Kamil,albo On wyjdzie,albo ja.
-Najlepiej będzie jeśli pan wyjdzie.
-Rozumiem.-Zabrał sie i wyszedł. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi do brody.
-Cieżko mu tak zrozumieć,że nie chcę go więcej znać? Nie po tym wszystkim co mi zrobił.-Po policzku spłynęła mi łza.
-Skarbie nie smuć się już.-Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.-Babciu co On tu robił?
-Kiedyś przyszedł,powiedział,że jest tatą twojej dziewczyny,że stracili kontakt i jak będziecie to mam sie odezwać. Miły sie wydawał.
-Zapomniał dodać,że ma jeszcze syna który mnie wychował i zamiast mieć swoje życie,kumpli to opiekował sie taką gówniarą jak ja.
-Siostra przestań tak mówić.
-Ale taka jest prawda.
-Jesteś taką moją małą Julą,małą,ale twardą. Moją siostrzyczką i tak samo jak za Ciebie i za Kornelkę dał bym sie posiekać.
-To jest nas dwóch.-Odezwał sie Kamil.-No dobra jeszcze temu idiocie bym pomógł.-Wskazał na swego brata.
-Dzięki.-Mruknął ironicznie Kondzio.-W sumie to tak średnio,ze sie nie kłócicie.
-Czemu?
-Bo Julka już nie będzie znami jeździła do Brzegu. Niedźwiedź.-Zaczęłam się śmiać. Jak sobie przypomnę tamtą akcje to mam ochotę założyć szarą torbe na głowę.
-Jaki niedźwiedź?
-No taki który chciał mnie zjeść.
-Jula po białym bredzi.
-Po białym? Czy wam coś zjadło mózgi?-Wrzasnął Kamil,czego bardzo nie lubię.
-Tyle razy Ci mówiłam,ze masz sie na mnie nie drzeć jak jakaś diva bo sobie nie życzę.-Syknęłam.
-Wiecie co ja przyniosę popcorn i będziemy słuchać jak trzaskacie drzwiami okej?-Kondzio sie skrzywił.-Zachowujecie sie jak małe dzieci.
-Dzieciak siedź cicho bo też brałeś prawda?
-Nie twój interes.
-Dobra bo tu zaraz będzie wojna domowa. Kamil puść swój morał,wy obiecajcie,ze więcej nie weźmiecie i jest okej tak.-Dodała Kornela.
-Ćpunów z siebie robicie?-Kolejny raz wrzasnął.
-Kurwa mać nie drzyj sie na mnie do cholery. Nie umiesz rozmawiać spokojnie? Sory ty nigdy nie gadasz spokojnie.
-Pytałem o coś?
-To było tylko raz.
-No tak najpierw raz,potem kolejny a potem zrobicie z siebie ćpunów. Ja rozumiem jakiś skręcik jeden,okazyjnie,nie codziennie,ale nie białe.
-Człowieku ty sie czepiasz o białe a Ona niedźwiedzia widziała.
-Grube melo było szwagier nie?
-Taki spontaniczny.
-Oboje ledwo co stali na nogach więc sie nie martw o nich synu.
-Nie będziecie już więcej brali nic białego?
-Oranżadka może być?-Spytałam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-No to było tylko raz.
-Bratowa,ale jego na melo nie zabieramy. On sie nie umie bawić.
-Wiecie co? Nie odzywam sie do was.-Usiadł przy wielkim okrągłym stole z fochem jak pięciolatek. Przytuliłam go od tyłu.
-Kamillll wiesz jak ja Cię kocham prawda?
-Nie odzywam sie do was.
-Dobra buzi nie będzie.
-Negocjujemy?-Posadził mnie na swoich kolanach.-Chce buzi zawsze,chce żebyś sie do mnie przytulała tak jak lubię. I,żebyś była zawsze,zawsze,zawsze. Nawet za te 60 lat jak będziemy starzy.
-Wytrzymasz z takim czymś jak ja?
-No a jak ty sobie wyobrażasz mnie bez Ciebie? Chcesz,żebym wyglądał tak jak w Ostrudzie?
-Niee.
-No właśnie a teraz buzi.-Nastawił policzek.
-Ja wolę tu.-Dałam mu buziaka w usta.
-Widzisz babciu i Oni tak zawsze.-Jęknął Konrad.
-Mnie sie podobają,w każdym związku są kłótnie. U nich to sprzeczki.
-Uwierz mi,że nie. Jak byli w Bitwie to tak sie pokłócili,że Julka w końcu wyjechała do Anglii i dopiero teraz sie pogodzili.
-Uwierz mi brat Oni sie wcześniej i częściej godzili niż Ci sie wydaje.
-Uuuuu widzę grubo było,Kamil ja wiem,że ty masz potrzeby no,ale nie ze swoją kobietą.-Spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-Kondzio a jak Cie zabije to będziesz miał potrzeby zobaczysz.-Syknęłam niczym jadowity wąż.
Potem był obiadek. Jego babcia jest mistrzynią w robieniu pierogów ruskich i rosołku jezu jakie to było pyszne. Wieczorem kierunek Lipki i git.
______________________________________________________________________________
Boże jak to sie ciężko pisało,ale dałam radę. Więc tak coś proponujecie bo narazie zapas pomysłów się wykończył a nikt z was chyba nie chce,dziecka,ślubu i sielanki nie? Może jutro na matematyce jakiś pomysł mi wleci i nie obrażę sie jak coś zasugerujecie. ;) Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bratowa to wy sie jednak pogodziliście?
-A co?
-Nic,nic tak sie tylko pytam.-Uśmiechnął się.-Do babci jedziemy jutro.
-Pierogi i rosołek ja chce babcie.
Następnego dnia wszyscy pojechaliśmy do babci Kamila,Kondzio,Kornelka,Łukasz,Kinia cała familia.
-Kamil łobuzie do starej babki sie nie odzywasz.
-Przepraszam babciu,ale wiesz trasa i te sprawy. To jest Jula.-Podałyśmy sobie z kobietą dłonie.
-Macie gościa.-Zaprowadziła nas do salonu. Własnym oczom nie wierzyłam. Mój stary.
-Kamil,ja mam jakieś zwidy czy to coś tu siedzi?
-Raczej to drugie.
-Wyjdź z tąd!-Syknęłam.
-Jula porozmawiaj ze mną.-Chciał mnie złapać za rękę,ale sie wyrwałam.
-Nie mamy o czym.
-Chcę wszystko naprawić.
-No to masz problem bo ja nie chcę. Mam swoje życie,mam Kamila a dla Ciebie tam nie ma miejsca. Przypomnieć Cie,ze gdyby nie Kamil to pewnie bym zdechła jak ten pies na krześle a gdyby nie mój super telefon który sie jakimś cudem odebrał i nie gadała bym z Kondziem to...-Wypuściłam powietrze z płuc a do oczu podeszły mi łzy.
-Żałuję tego,naprawdę. Przepraszam.
-Żałujesz? Przepraszasz? To zajebiście,ale jest taki jeden problem mam na Ciebie wyjebane. Przeliterować,zebyś zrozumiał i wbił sobie do tego pustego mózgu wyżartego przez wódę,że nie chce Cie znać,pamiętać i wszystko co jest z tobą związane. Tak jedynie geny,czasami sama sie siebie brzydzę.-Krzyczałam na niego z każdym słowem mój głos był bardziej suchy i chamski.-Kamil,albo On wyjdzie,albo ja.
-Najlepiej będzie jeśli pan wyjdzie.
-Rozumiem.-Zabrał sie i wyszedł. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi do brody.
-Cieżko mu tak zrozumieć,że nie chcę go więcej znać? Nie po tym wszystkim co mi zrobił.-Po policzku spłynęła mi łza.
-Skarbie nie smuć się już.-Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.-Babciu co On tu robił?
-Kiedyś przyszedł,powiedział,że jest tatą twojej dziewczyny,że stracili kontakt i jak będziecie to mam sie odezwać. Miły sie wydawał.
-Zapomniał dodać,że ma jeszcze syna który mnie wychował i zamiast mieć swoje życie,kumpli to opiekował sie taką gówniarą jak ja.
-Siostra przestań tak mówić.
-Ale taka jest prawda.
-Jesteś taką moją małą Julą,małą,ale twardą. Moją siostrzyczką i tak samo jak za Ciebie i za Kornelkę dał bym sie posiekać.
-To jest nas dwóch.-Odezwał sie Kamil.-No dobra jeszcze temu idiocie bym pomógł.-Wskazał na swego brata.
-Dzięki.-Mruknął ironicznie Kondzio.-W sumie to tak średnio,ze sie nie kłócicie.
-Czemu?
-Bo Julka już nie będzie znami jeździła do Brzegu. Niedźwiedź.-Zaczęłam się śmiać. Jak sobie przypomnę tamtą akcje to mam ochotę założyć szarą torbe na głowę.
-Jaki niedźwiedź?
-No taki który chciał mnie zjeść.
-Jula po białym bredzi.
-Po białym? Czy wam coś zjadło mózgi?-Wrzasnął Kamil,czego bardzo nie lubię.
-Tyle razy Ci mówiłam,ze masz sie na mnie nie drzeć jak jakaś diva bo sobie nie życzę.-Syknęłam.
-Wiecie co ja przyniosę popcorn i będziemy słuchać jak trzaskacie drzwiami okej?-Kondzio sie skrzywił.-Zachowujecie sie jak małe dzieci.
-Dzieciak siedź cicho bo też brałeś prawda?
-Nie twój interes.
-Dobra bo tu zaraz będzie wojna domowa. Kamil puść swój morał,wy obiecajcie,ze więcej nie weźmiecie i jest okej tak.-Dodała Kornela.
-Ćpunów z siebie robicie?-Kolejny raz wrzasnął.
-Kurwa mać nie drzyj sie na mnie do cholery. Nie umiesz rozmawiać spokojnie? Sory ty nigdy nie gadasz spokojnie.
-Pytałem o coś?
-To było tylko raz.
-No tak najpierw raz,potem kolejny a potem zrobicie z siebie ćpunów. Ja rozumiem jakiś skręcik jeden,okazyjnie,nie codziennie,ale nie białe.
-Człowieku ty sie czepiasz o białe a Ona niedźwiedzia widziała.
-Grube melo było szwagier nie?
-Taki spontaniczny.
-Oboje ledwo co stali na nogach więc sie nie martw o nich synu.
-Nie będziecie już więcej brali nic białego?
-Oranżadka może być?-Spytałam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-No to było tylko raz.
-Bratowa,ale jego na melo nie zabieramy. On sie nie umie bawić.
-Wiecie co? Nie odzywam sie do was.-Usiadł przy wielkim okrągłym stole z fochem jak pięciolatek. Przytuliłam go od tyłu.
-Kamillll wiesz jak ja Cię kocham prawda?
-Nie odzywam sie do was.
-Dobra buzi nie będzie.
-Negocjujemy?-Posadził mnie na swoich kolanach.-Chce buzi zawsze,chce żebyś sie do mnie przytulała tak jak lubię. I,żebyś była zawsze,zawsze,zawsze. Nawet za te 60 lat jak będziemy starzy.
-Wytrzymasz z takim czymś jak ja?
-No a jak ty sobie wyobrażasz mnie bez Ciebie? Chcesz,żebym wyglądał tak jak w Ostrudzie?
-Niee.
-No właśnie a teraz buzi.-Nastawił policzek.
-Ja wolę tu.-Dałam mu buziaka w usta.
-Widzisz babciu i Oni tak zawsze.-Jęknął Konrad.
-Mnie sie podobają,w każdym związku są kłótnie. U nich to sprzeczki.
-Uwierz mi,że nie. Jak byli w Bitwie to tak sie pokłócili,że Julka w końcu wyjechała do Anglii i dopiero teraz sie pogodzili.
-Uwierz mi brat Oni sie wcześniej i częściej godzili niż Ci sie wydaje.
-Uuuuu widzę grubo było,Kamil ja wiem,że ty masz potrzeby no,ale nie ze swoją kobietą.-Spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-Kondzio a jak Cie zabije to będziesz miał potrzeby zobaczysz.-Syknęłam niczym jadowity wąż.
Potem był obiadek. Jego babcia jest mistrzynią w robieniu pierogów ruskich i rosołku jezu jakie to było pyszne. Wieczorem kierunek Lipki i git.
______________________________________________________________________________
Boże jak to sie ciężko pisało,ale dałam radę. Więc tak coś proponujecie bo narazie zapas pomysłów się wykończył a nikt z was chyba nie chce,dziecka,ślubu i sielanki nie? Może jutro na matematyce jakiś pomysł mi wleci i nie obrażę sie jak coś zasugerujecie. ;) Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 28.
Pod koniec miesiąca mieliśmy koncert tam gdzie Woodstock,Kostrzyn. Gramy dopiero za cztery dni a do Wrocka sie nie opłaca jechać więc śpimy w hotelu i z okna mam widok na Mc Donalda. Nudzi mi sie w hotelu. Ania z Asią do nas dojechały i aż do Września z nami zostaną. Poszłam do nich do pokoju. Kornela dalej sie na mnie obraża.
-Idziecie na miasto?
-Głodna jestem.-Jękneła Ania.
-To najpierw do maka na jakiś posiłek a potem ogarniemy jakiś park.
-Nie żywie sie w Mc Donaldzie.
-Troche tłuszczyku Ci sie przyda,nie marudź. A wy idziecie?
-Czemu nie?-Kornela z jakimiś fochami ale poszła. Najpierw nawiedziłyśmy Mc Donalda. W środku nie było jakiejś długiej kolejki. Przy kasie nas rozpoznano. Autografy i te sprawy. Usiadłyśmy w kącie,żeby na chwile był spokój. Ludzie na nas spoglądali i pod nosem sie uśmiechali,no tak patrzyć na takie cztery wariatki które sie śmieją w niebo głosy,ubabrane na buzi od keczupu. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-Słucham Cię synu.-Dziewczyny w śmiech.
-Gdzie jesteście? Karuzela jest.-Powiedział uradowany jak małe dziecko.
-Ogarniamy Mc Donalda a gdzie jest ta karuzela,ze synek sie tak cieszy co?
-Koło amfiteatru jest taka big,mamusia przyjdzie?-Powiedział takim słodkim głosem.
-Przyjdzie,przyjdzie. Już idziemy.
-Okej to czekamy.-Wyłączył się.
-Idziemy na karuzele.
-Kamil?-Spytała Asia.
-Nom,to chodźcie.
Ludzie nam pomogli dojść do tego amfiteatru. Coś tam sie działo,znalazłyśmy Kamila i chłopaków. Ludzie nas rozpoznawali. Poszliśmy na wielki młot,na break dance, i jeszcze na coś szybkiego. Po jakimś czasie podeszło do nas kilka dziewczyn i chłopaków,na oko 19-20 lat.
-No hej.-Miałam jakiś dobry humor i byłam po dwóch piwach.
-Nie słuchajcie jej Ona ma na bani.
-Sam masz na bani wielkoludzie. Słucham was.
-Możemy autografy i zdjęcie?
-Ona jest pijana.-Śmiał sie ze mnie Kamil.
-Stul swe piękne usta i sie nie wyrażaj.-Puściłam mu oczko. -Możecie zdjęcia autografy i co chcecie.
-Mogę Ci dać buziaka w policzek?-Spytał jeden z chłopaków.
-Paweł daj spokój Kamil będzie zazdrosny.-Odezwała sie jedna dziewczyna.
-Nie ma o co,ale przesuniesz sie o milimetr a tak wyłapiesz,ze Cie rodzona matka nie pozna. A uwierz mi mocno biję,nawet z gipsem.
-Jak ty sobie tą rękę połamałaś? Jedni pisali na Facebooku,że spadłaś ze sceny,inni,że jakieś kable Cie zaatakowały.
-Bo Juleczka spadła ze sceny.-Kamil sie dalej ze mnie nabijał.
-Nie odzywaj sie do mnie.-Syknęłam.
-Jula ma focha.
-Spadaj.-Sweet focie zrobione i na fejsie wieczorem będą. Będę sie miała z czego śmiać. Potem każdy od nas kupił sobie po piwie i poszliśmy na jakąś ławkę. Potem podchodziło jeszcze kilku ludzi i już zaczęli nas normalnie tolerować.
Trzy dni później był koncert. Staff do nas dojechał. Siedzieliśmy za sceną bo nasz support jeszcze dwie piosenki i my wchodzimy. Przybili z Kamilem piątkę męskim uściskiem. Kamil nas przedstawił w sęsie mnie i Asię.
-To jest ta twoja Jula.-Rzuciłam Kamilowi mordercze spojrzenie i biedny się robił czerwony.-Spinę wyczuwam ludki.
-Nie ważne. Dobra ja spadam.
-Gdzie?
-Zobaczysz,Kamil bluza.
-Mamo tylko nie zniszcz okej? To jest moja ulubiona bluza.
-Nie tylko sprzedam,wiesz ile forsy będzie za bluzę Bednarka.
-Materialistka.-Zmróżył oczy.
-I tak Cie kocham.-Dalam mu buziaka w policzek i wyszłam wcześniej zarzucając kaptur na głowę. Mikrofon skitrałam pod bluzą i jest okej. Poszłam na samą górę widowni,stanęłam tyłem do sceny i czekałam. Zapowiedzieli Kamila,a po chwili słyszałam te piski.
-Kostrzyn jak sie bawicie?-I kolejna dawka pisków. Pierwsza piosenka i mój tekst. Odwróciłam sie i wszystkie głowy na mnie. Ale mieli miny. Zbiegłam na dół,potem czmychnęłam na scenę i koncert trwa. Bluzę Kamila grzecznie odłożyłam obok Radka i dalej śpiewaliśmy. W połowie muzyka ucichła na trochę i Kamil jak zawsze zaczął coś tam gadać z fanami. Więc usiadłam na brzegu sceny,na szczęście ta nie była wysoka.
-Co jest dla was najważniejsze?
-Miłość.
-Rodzina.
-Julka.-Krzyknął jeden chłopak.
-Dobre ziomuś piąteczka.-Przybiłam z nim piątkę.
-Macie jakąś ukochaną osobę prawda?-I te zmieszane twarze,za wiwatowali mu i kontynuowaliśmy koncert. Wbiegłam sobie między ludzi i sobie poskakaliśmy. Pod koniec na scenę wbił Staff a ja i Korni uciekłyśmy za scenę. Po koncercie autografy,Ci ludzie są niesamowici,koniec Października a Oni w krótkich rękawkach w sumie ja nie lepsza. Kamil,Kornela i Staff do mnie dołączyli. Znowu fajne focie wyszły,i na fejsa. Muszę tam w końcu wejść,ale to może później. Poczułam na swoich barkach jakąś bluzę.
-Kamil będziesz chory.-Chciałam mu ją oddać,ale odszedł kawałek dalej.-Bo ją sprzedam.-Spojrzał sie na mnie z podniesioną brwią.
-Nie zrobisz tego.
-Okej kto chce....-Nie dane mi było dokończyć bo przerwał.
-Nie! To jest moja ukochana bluza i nie sprzedasz jej nigdy,nigdzie.-Wziął ją odemnie i znowu położył na ramionach i chciał zapiąć. Zaczęliśmy sie przepychać i takim trafem Kamil na mnie usiadł i zapiął mi tą bluzę.
-Złaź grubasie lekki nie jesteś.-Zszedł ze mnie i pomógł wstać.
-Noo to teraz będzie Ci ciepło.-Rozdaliśmy resztę autografów i byliśmy wolni.
-Julcia co powiesz na spacer po parku?
-Teraz?
-No tak,ciemno już jest. Jutro wyjeżdżamy z tąd więc wiesz.
-Okej.-Pożyczyłam bluzę Staffa taka wielka,założyliśmy kaptury na głowę i Kamil prowadził. Narazie wiem gdzie jest amfiteatr,Mc Donald i Lidl to chyba jakiś postęp nie? W połowie drogi Kamil złapał mnie za rękę,ale tak inaczej niż zwykle jakby sie bał,że zaraz wyłapie. Nie miałam zamiaru go bić,krzyczeć na niego i wyrywać ręki. Wręcz przeciwnie mocniej go złapałam za rękę. Kocham go i serio nie chce mi sie dalej bawić w tą szopkę przyjaciół.
-Julaaa?-Spytał gdy szliśmy w stronę wielkiej oświetlonej fontanny.
-Co jest?
-Kocham Cie.
-Ja Ciebie też,i dość mam tej szopki z przyjaciółmi. Zacznijmy sie zachowywać jak dorośli ludzie,tak wiem ja sie zachowałam jak idiotka wyjeżdżając tylko dlatego,że nam sie nie układało. Taka już jestem,słaba i zawsze uciekająca od problemów.
-Kicia nie jesteś słaba.-Jedną dłonią złapał mój policzek.-Jesteś taka jaka być powinnaś. Kochana,słodka,mała i moja.-Puścił mi oczko a na ustach złożył pocałunek. Nie obchodziło mnie to,że ktoś nas mógł rozpoznać,że zrobią zdjęcia,że będzie afera. Mam to gdzieś to tu i teraz stoi przede mną mój najukochańszy na świecie facet.
______________________________________________________________________________
Więc tak na samym początku jeśli we wcześniejszym rozdziale coś od kogoś zgapiłam to PRZEPRASZAM,nie czytam za dużo blogów zaledwie trzy.
kara-Dzięki za komentarz który dał mi takiego kopa do poprawy. Nie wiem,czy sie spodoba czy nie w każdym razie wielkie DZIĘKI i oby więcej takich komentarzy. Błędy są,ale jak sie wszyscy mogą domyślić z Polskiego za dobra nie jestem. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Idziecie na miasto?
-Głodna jestem.-Jękneła Ania.
-To najpierw do maka na jakiś posiłek a potem ogarniemy jakiś park.
-Nie żywie sie w Mc Donaldzie.
-Troche tłuszczyku Ci sie przyda,nie marudź. A wy idziecie?
-Czemu nie?-Kornela z jakimiś fochami ale poszła. Najpierw nawiedziłyśmy Mc Donalda. W środku nie było jakiejś długiej kolejki. Przy kasie nas rozpoznano. Autografy i te sprawy. Usiadłyśmy w kącie,żeby na chwile był spokój. Ludzie na nas spoglądali i pod nosem sie uśmiechali,no tak patrzyć na takie cztery wariatki które sie śmieją w niebo głosy,ubabrane na buzi od keczupu. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-Słucham Cię synu.-Dziewczyny w śmiech.
-Gdzie jesteście? Karuzela jest.-Powiedział uradowany jak małe dziecko.
-Ogarniamy Mc Donalda a gdzie jest ta karuzela,ze synek sie tak cieszy co?
-Koło amfiteatru jest taka big,mamusia przyjdzie?-Powiedział takim słodkim głosem.
-Przyjdzie,przyjdzie. Już idziemy.
-Okej to czekamy.-Wyłączył się.
-Idziemy na karuzele.
-Kamil?-Spytała Asia.
-Nom,to chodźcie.
Ludzie nam pomogli dojść do tego amfiteatru. Coś tam sie działo,znalazłyśmy Kamila i chłopaków. Ludzie nas rozpoznawali. Poszliśmy na wielki młot,na break dance, i jeszcze na coś szybkiego. Po jakimś czasie podeszło do nas kilka dziewczyn i chłopaków,na oko 19-20 lat.
-No hej.-Miałam jakiś dobry humor i byłam po dwóch piwach.
-Nie słuchajcie jej Ona ma na bani.
-Sam masz na bani wielkoludzie. Słucham was.
-Możemy autografy i zdjęcie?
-Ona jest pijana.-Śmiał sie ze mnie Kamil.
-Stul swe piękne usta i sie nie wyrażaj.-Puściłam mu oczko. -Możecie zdjęcia autografy i co chcecie.
-Mogę Ci dać buziaka w policzek?-Spytał jeden z chłopaków.
-Paweł daj spokój Kamil będzie zazdrosny.-Odezwała sie jedna dziewczyna.
-Nie ma o co,ale przesuniesz sie o milimetr a tak wyłapiesz,ze Cie rodzona matka nie pozna. A uwierz mi mocno biję,nawet z gipsem.
-Jak ty sobie tą rękę połamałaś? Jedni pisali na Facebooku,że spadłaś ze sceny,inni,że jakieś kable Cie zaatakowały.
-Bo Juleczka spadła ze sceny.-Kamil sie dalej ze mnie nabijał.
-Nie odzywaj sie do mnie.-Syknęłam.
-Jula ma focha.
-Spadaj.-Sweet focie zrobione i na fejsie wieczorem będą. Będę sie miała z czego śmiać. Potem każdy od nas kupił sobie po piwie i poszliśmy na jakąś ławkę. Potem podchodziło jeszcze kilku ludzi i już zaczęli nas normalnie tolerować.
Trzy dni później był koncert. Staff do nas dojechał. Siedzieliśmy za sceną bo nasz support jeszcze dwie piosenki i my wchodzimy. Przybili z Kamilem piątkę męskim uściskiem. Kamil nas przedstawił w sęsie mnie i Asię.
-To jest ta twoja Jula.-Rzuciłam Kamilowi mordercze spojrzenie i biedny się robił czerwony.-Spinę wyczuwam ludki.
-Nie ważne. Dobra ja spadam.
-Gdzie?
-Zobaczysz,Kamil bluza.
-Mamo tylko nie zniszcz okej? To jest moja ulubiona bluza.
-Nie tylko sprzedam,wiesz ile forsy będzie za bluzę Bednarka.
-Materialistka.-Zmróżył oczy.
-I tak Cie kocham.-Dalam mu buziaka w policzek i wyszłam wcześniej zarzucając kaptur na głowę. Mikrofon skitrałam pod bluzą i jest okej. Poszłam na samą górę widowni,stanęłam tyłem do sceny i czekałam. Zapowiedzieli Kamila,a po chwili słyszałam te piski.
-Kostrzyn jak sie bawicie?-I kolejna dawka pisków. Pierwsza piosenka i mój tekst. Odwróciłam sie i wszystkie głowy na mnie. Ale mieli miny. Zbiegłam na dół,potem czmychnęłam na scenę i koncert trwa. Bluzę Kamila grzecznie odłożyłam obok Radka i dalej śpiewaliśmy. W połowie muzyka ucichła na trochę i Kamil jak zawsze zaczął coś tam gadać z fanami. Więc usiadłam na brzegu sceny,na szczęście ta nie była wysoka.
-Co jest dla was najważniejsze?
-Miłość.
-Rodzina.
-Julka.-Krzyknął jeden chłopak.
-Dobre ziomuś piąteczka.-Przybiłam z nim piątkę.
-Macie jakąś ukochaną osobę prawda?-I te zmieszane twarze,za wiwatowali mu i kontynuowaliśmy koncert. Wbiegłam sobie między ludzi i sobie poskakaliśmy. Pod koniec na scenę wbił Staff a ja i Korni uciekłyśmy za scenę. Po koncercie autografy,Ci ludzie są niesamowici,koniec Października a Oni w krótkich rękawkach w sumie ja nie lepsza. Kamil,Kornela i Staff do mnie dołączyli. Znowu fajne focie wyszły,i na fejsa. Muszę tam w końcu wejść,ale to może później. Poczułam na swoich barkach jakąś bluzę.
-Kamil będziesz chory.-Chciałam mu ją oddać,ale odszedł kawałek dalej.-Bo ją sprzedam.-Spojrzał sie na mnie z podniesioną brwią.
-Nie zrobisz tego.
-Okej kto chce....-Nie dane mi było dokończyć bo przerwał.
-Nie! To jest moja ukochana bluza i nie sprzedasz jej nigdy,nigdzie.-Wziął ją odemnie i znowu położył na ramionach i chciał zapiąć. Zaczęliśmy sie przepychać i takim trafem Kamil na mnie usiadł i zapiął mi tą bluzę.
-Złaź grubasie lekki nie jesteś.-Zszedł ze mnie i pomógł wstać.
-Noo to teraz będzie Ci ciepło.-Rozdaliśmy resztę autografów i byliśmy wolni.
-Julcia co powiesz na spacer po parku?
-Teraz?
-No tak,ciemno już jest. Jutro wyjeżdżamy z tąd więc wiesz.
-Okej.-Pożyczyłam bluzę Staffa taka wielka,założyliśmy kaptury na głowę i Kamil prowadził. Narazie wiem gdzie jest amfiteatr,Mc Donald i Lidl to chyba jakiś postęp nie? W połowie drogi Kamil złapał mnie za rękę,ale tak inaczej niż zwykle jakby sie bał,że zaraz wyłapie. Nie miałam zamiaru go bić,krzyczeć na niego i wyrywać ręki. Wręcz przeciwnie mocniej go złapałam za rękę. Kocham go i serio nie chce mi sie dalej bawić w tą szopkę przyjaciół.
-Julaaa?-Spytał gdy szliśmy w stronę wielkiej oświetlonej fontanny.
-Co jest?
-Kocham Cie.
-Ja Ciebie też,i dość mam tej szopki z przyjaciółmi. Zacznijmy sie zachowywać jak dorośli ludzie,tak wiem ja sie zachowałam jak idiotka wyjeżdżając tylko dlatego,że nam sie nie układało. Taka już jestem,słaba i zawsze uciekająca od problemów.
-Kicia nie jesteś słaba.-Jedną dłonią złapał mój policzek.-Jesteś taka jaka być powinnaś. Kochana,słodka,mała i moja.-Puścił mi oczko a na ustach złożył pocałunek. Nie obchodziło mnie to,że ktoś nas mógł rozpoznać,że zrobią zdjęcia,że będzie afera. Mam to gdzieś to tu i teraz stoi przede mną mój najukochańszy na świecie facet.
______________________________________________________________________________
Więc tak na samym początku jeśli we wcześniejszym rozdziale coś od kogoś zgapiłam to PRZEPRASZAM,nie czytam za dużo blogów zaledwie trzy.
kara-Dzięki za komentarz który dał mi takiego kopa do poprawy. Nie wiem,czy sie spodoba czy nie w każdym razie wielkie DZIĘKI i oby więcej takich komentarzy. Błędy są,ale jak sie wszyscy mogą domyślić z Polskiego za dobra nie jestem. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
poniedziałek, 23 września 2013
Rozdział 27.
-Co? Was wszystkich pogrzało na miejscu?-Wrzasnęłam. Wróciliśmy do Wrocka bo ta banda debili wymyśliła sobie trase koncertową,bardzo długą trasę z Kamilem. No proszę was. Specjalnie chcą nas uszczęśliwiać czy tak? Jutro jedziemy z całą bandą Bednarka grać koncerty.
Kolejnego dnia ruszyliśmy w świat. Nie za daleko bo jedynie dwie godziny drogi a przez cały jej czas słuchałam muzyki. Potem zamiast na próbę to każdy gdzieś poszedł a ja zabrałam Piterowi gitarę i sobie brzdękałam.
-Znowu smutasz?-Usłyszałam głos Radka.
-Nie smutam.-Odłożyłam ją na bok.
-Wcale tylko jakoś palce Ci chodzą po strunach i smutna melodia leci.-Usiadł obok mnie.-Dawaj młoda wygadaj sie co Ci leży na sercu. Chyba możemy mieć jakieś tajemice przed światem nie?
-Na mały paluszek,że jak zawsze coś Ci powiem to nikomu nie wygadasz nawet mamusi w nocy o północy.
-Na mały paluszek.-Uścisnęliśmy sie za małego paluca.-To teraz słucham.
-Wszystko,życie,ja,cały świat,Kamil.-Wzruszyłam ramionami.
-Każdy czasami ma takie chwile załamania,dasz radę.
-Ale to tak cholernie boli, co ty byś zrobił jakbyś sie tak ciągle ze swoją żoną kłócił co?-Wbił wzrok w ziemię.
-Dalibyśmy sobie czas,żeby odetchnąć. Kłótniami byśmy sie wzajemnie dusili i napewno by nie było rozwodu przez jakieś sprzeczki.
-Radek zostawisz nas samych?-Wystraszyłam sie z lekka,ale po chwili wszystko wróciło do normy. Radzio odszedł a Kamil usiadł obok mnie.
-Bardzo cierpisz?
-Zależy oco Ci chodzi?
-No wiesz o to,że sie ciągle kłócimy i,że ciągle musisz znosić mój widok.
-Z tymi kłótniami to tak a z twoim widokiem to nie przesadzaj.
-Głupio mi,ze ciągle przezemnie cierpisz.
-Powiedz mi,że ty przezemnie nie cierpisz?-Podniosłam jedną brew.
-Dobra oboje jesteśmy winni. Zaczynamy od początku jako przyjaciele którzy sie kochają najmocniej na świecie?
-Czemu nie?-Troche siedzieliśmy aż zaczęli się schodzić ludzie. Głupio teraz tak odejść i nie pogadać. Mądry Kamil zeskoczył ze sceny jakimś cudem sie nie połamał. A ja mam lęk wysokości i boje sie z tąd skoczyć.
-No skacz.
-Nie skoczę,chcesz mnie wieźć na ostry dyżur?
-Oj nie przesadzaj.
-Dobra to skaczę.-Czułam,że to sie skończy źle i tak sie stało. Zaplątałam sie w jakieś kable i upadłam na rękę,lewą rękę. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Kamil lał ze śmiechu.
-I z czego sie cieszysz idioto co?-Wydusiłam ze łzami w oczach. Nie mogłam sie podnieść bo ręka mnie tak bolała,ze szok. Przeturlałam sie na plecy i leżałam.
-No wstawaj na co czekasz.
-Boli mnie ręka.-Podał mi dłoń a swoją prawą sie złapałam i wstałam na równe nogi.
-Pokaż.-Dotknął mnie w lewą rękę i już płakałam z bólu.-Trzeba chyba z tym do lekarza.
-No co ty serio? Ameryke kurde odkryłeś. Mówiłam,ze nie skoczę bo będziesz mnie wiózł do lekarza,ale Bednarek wie lepiej.-Burknęłam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-Boli.
-Ej słuchajcie koncert sie troche opóźni,przepraszam.-Kami puścił im ten swój zniewalający uśmieszek i pognaliśmy do garderoby.
-I co pogadaliście?
-Julcia zlamała rączkę i potrzebny lekarz.
-Wiesz co nie odzywaj sie do mnie.
-Żartuje,chodź. Aneta poczekaj aż wrócimy okej?-Kamil wziął od Anety kluczyki i dokumenty i mogliśmy jechać. Szybko ogarnęliśmy jakiś szpital. Kamil jakoś przekabacił panią w recepcji i wzięli mnie szybko na RTG i coś tam mam w nadgarstku. Gips po łokieć i po 2 godzinach mogliśmy wrócić do klubu.
-Julka dasz radę śpiewać?
-Dam przez jakieś trzy najbliższe godziny będę na prochach więc nie boli.-Szybko nam podłączyli odsłuchy i wbiegliśmy we trójkę na scenę. Z dużym opóźnieniem,ale jesteśmy. Daliśmy z siebie 200%. Po koncercie autografy. Po rozdaniu ich wszystkim chętnym wróciliśmy do garderoby.
-Julka jak ty połamałaś tą rękę.-Spytał Radek.
-Juleczka spadła ze sceny.-Kamil się ze mnie śmiał.
-Jebne Ci zaraz zobaczysz.-Syknęłam.
-Więc jak sie połamałaś?
-On mi kazał zeskoczyć ze sceny,mówiłam mu,że będzie mnie wiózł do szpitala,ale nie Bednarek wie lepiej.
-Oj nie przesadzaj do wesela sie zagoi.
-Czyli nigdy,już sie cieszę.
-Jak to nigdy?-Spytał Kamil z udawanym smutkiem.
-Zostane starą panną z gitarą.
-W takim razie ja kawalerem z saksofonem,oczywiście będziemy mieszkać w jednym domu w Lipkach dla spokoju co nie. Mamusie będą nam gotować. Jakie piękne jest te życie prawda?-Rozciągnął sie na kanapie.
-Nie wiem jak ty ale ja sobie znajdę taką wieś zabitą dechami gdzie żaden paparazzo mnie nie znajdzie.
Pojechaliśmy do hotelu. Miałam pokój obok Kamila. Przypadek? Nie sądzę. Do tego zrobiła sie burza a wszyscy dobrze wiedzą,ze boję się burzy. Po chwili usłyszałam dźwięk sms. To Kamil.
Wbijaj do mnie,wiem,że sie boisz burzy. ; )
Po chwili stałam już u Kamila w pokoju. Usiadłam obok niego i sie przytuliłam.
-Julcia sie boi burzy.
-Od zawsze na zawsze. -Spojrzeliśmy sobie głeboko w oczy. Już mówiłam,ze bycie z Kamilem w jednym pokoju jest niemożliwe? Coś pękło,nasze usta się złaczyły w namiętnym pocałunku a po chwili leżałam na łózku bez spodni i bluzki. Kamil coraz bardziej napierał na mnie a ja nie mogłam sie oprzeć.
-Wiesz,że to co robimy jest idiotyczne i powinnam to przerwać nie?-Spytałam.
-Wiem i wiem też,ze chcesz być dalej przyjaciółmi.-Pocałował mnie w usta.
-Przyjaciele od seksu?-Spytałam.
-Dlaczego nie? Ty mnie kochasz ja Cię kocham. To nie grzech,to z miłości.
***
Obudziło nas natarczywe pukanie do drzwi. Jezu komu się nudzi co? W pośpiechu sie ubraliśmy i poszłam otworzyć. Wszyscy nam wbili do środka.
-Uuuu widzę gorąco było w nocy.-Zaśmiał sie Michał.
-Czego sie tak dobijacie z samego rana co?
-Bo was nie było na śniadaniu i jakimś zbiegiem okoliczności Cie nie było w swoim pokoju.
-Bo normalni ludzie śpią o 8:00 rano a w nocy była burza. Coś jeszcze?
-Macie bluzki na lewej stronie.-Dodała Aneta.
-Boże starzy a głupi. Przyjaciel od seksu? Fucking Logic.-Maciek zrobił taką minę jak te memy z bestów.
-Coś jeszcze? Jak nie to wyjazd bo chcę spać.
-Jesteście głupi.
-Też Cie kocham.-Opróżnili pokój i znowu sie położyłam do łóżka. Nie dali sie wyspać człowiekowi.
-Nie będziemy sie nimi przejmować nie?-Spytał Kamil z nadzieją w głosie.
-Nie.
-Stwierdzam,że częściej musi być burza.-Wtuliłam sie w Kamila i zasnęłam.
*
-Kamil,czy Ciebie do reszty posrało?-Spytała moja siostra buntem w głosie.
-Boże a tobie o co znowu?
-O to co wy robicie w nocy.
-Ale to chyba nie jest twój interes. Ja jestem dorosły Julka też.
-Spisz z moja najlepsza przyjaciółką.
-No patrz z moja też przypadek? Nie zgwałciłem jej to o co sie czepiasz?
-A może jednak?
-Ty jesteś jakaś posrana? Nie bawię się w jej tatusia,nie uderzyłem jej,nie pobiłem i nawet ją nigdy nie szarpnąłem więc oco Ci do cholery?
-Weź mi z tąd wyjdź,ja sobie z nią pogadam a jak sie dowiem coś czego nie chciałabym sie dowiedzieć to Cie zniszcze brat.-Chamsko sie uśmiechnęła.
-Czekam.-Odpowiedziałem z uśmieszkiem i wyszedłem. Odrazu pokierowałam do pokoju Julki. Wszedłem bez pukania.
-Puka się.-Syknęła,stała w staniku i majtkach.
-Uuuu.-Zagwizdałem.-Muszę przychodzić częściej.
-Co chcesz?-Spytała wkładając jeansy i bluzkę.
-Moja kochana siostra myśli,że Cie zgwałciłem.
-Co? Pogrzało ją na maxa?
-Będzie z tobą gadać.
_____________________________________________________________________________
Nie wiem,czy wam sie spodoba bo wiecie ten wątek z deka erotyczny pod koniec,ale zdam sie na was. Wiem,że miał być jutro i nie dotrzymuje obietnic,ale jak już mam napisany to chce sie wstawiać. Kolejny nie wiem kiedy, spadam sie uczyć na Polski. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
-No skacz.
-Nie skoczę,chcesz mnie wieźć na ostry dyżur?
-Oj nie przesadzaj.
-Dobra to skaczę.-Czułam,że to sie skończy źle i tak sie stało. Zaplątałam sie w jakieś kable i upadłam na rękę,lewą rękę. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Kamil lał ze śmiechu.
-I z czego sie cieszysz idioto co?-Wydusiłam ze łzami w oczach. Nie mogłam sie podnieść bo ręka mnie tak bolała,ze szok. Przeturlałam sie na plecy i leżałam.
-No wstawaj na co czekasz.
-Boli mnie ręka.-Podał mi dłoń a swoją prawą sie złapałam i wstałam na równe nogi.
-Pokaż.-Dotknął mnie w lewą rękę i już płakałam z bólu.-Trzeba chyba z tym do lekarza.
-No co ty serio? Ameryke kurde odkryłeś. Mówiłam,ze nie skoczę bo będziesz mnie wiózł do lekarza,ale Bednarek wie lepiej.-Burknęłam.
-Jula.-Skarcił mnie.
-Boli.
-Ej słuchajcie koncert sie troche opóźni,przepraszam.-Kami puścił im ten swój zniewalający uśmieszek i pognaliśmy do garderoby.
-I co pogadaliście?
-Julcia zlamała rączkę i potrzebny lekarz.
-Wiesz co nie odzywaj sie do mnie.
-Żartuje,chodź. Aneta poczekaj aż wrócimy okej?-Kamil wziął od Anety kluczyki i dokumenty i mogliśmy jechać. Szybko ogarnęliśmy jakiś szpital. Kamil jakoś przekabacił panią w recepcji i wzięli mnie szybko na RTG i coś tam mam w nadgarstku. Gips po łokieć i po 2 godzinach mogliśmy wrócić do klubu.
-Julka dasz radę śpiewać?
-Dam przez jakieś trzy najbliższe godziny będę na prochach więc nie boli.-Szybko nam podłączyli odsłuchy i wbiegliśmy we trójkę na scenę. Z dużym opóźnieniem,ale jesteśmy. Daliśmy z siebie 200%. Po koncercie autografy. Po rozdaniu ich wszystkim chętnym wróciliśmy do garderoby.
-Julka jak ty połamałaś tą rękę.-Spytał Radek.
-Juleczka spadła ze sceny.-Kamil się ze mnie śmiał.
-Jebne Ci zaraz zobaczysz.-Syknęłam.
-Więc jak sie połamałaś?
-On mi kazał zeskoczyć ze sceny,mówiłam mu,że będzie mnie wiózł do szpitala,ale nie Bednarek wie lepiej.
-Oj nie przesadzaj do wesela sie zagoi.
-Czyli nigdy,już sie cieszę.
-Jak to nigdy?-Spytał Kamil z udawanym smutkiem.
-Zostane starą panną z gitarą.
-W takim razie ja kawalerem z saksofonem,oczywiście będziemy mieszkać w jednym domu w Lipkach dla spokoju co nie. Mamusie będą nam gotować. Jakie piękne jest te życie prawda?-Rozciągnął sie na kanapie.
-Nie wiem jak ty ale ja sobie znajdę taką wieś zabitą dechami gdzie żaden paparazzo mnie nie znajdzie.
Pojechaliśmy do hotelu. Miałam pokój obok Kamila. Przypadek? Nie sądzę. Do tego zrobiła sie burza a wszyscy dobrze wiedzą,ze boję się burzy. Po chwili usłyszałam dźwięk sms. To Kamil.
Wbijaj do mnie,wiem,że sie boisz burzy. ; )
Po chwili stałam już u Kamila w pokoju. Usiadłam obok niego i sie przytuliłam.
-Julcia sie boi burzy.
-Od zawsze na zawsze. -Spojrzeliśmy sobie głeboko w oczy. Już mówiłam,ze bycie z Kamilem w jednym pokoju jest niemożliwe? Coś pękło,nasze usta się złaczyły w namiętnym pocałunku a po chwili leżałam na łózku bez spodni i bluzki. Kamil coraz bardziej napierał na mnie a ja nie mogłam sie oprzeć.
-Wiesz,że to co robimy jest idiotyczne i powinnam to przerwać nie?-Spytałam.
-Wiem i wiem też,ze chcesz być dalej przyjaciółmi.-Pocałował mnie w usta.
-Przyjaciele od seksu?-Spytałam.
-Dlaczego nie? Ty mnie kochasz ja Cię kocham. To nie grzech,to z miłości.
***
Obudziło nas natarczywe pukanie do drzwi. Jezu komu się nudzi co? W pośpiechu sie ubraliśmy i poszłam otworzyć. Wszyscy nam wbili do środka.
-Uuuu widzę gorąco było w nocy.-Zaśmiał sie Michał.
-Czego sie tak dobijacie z samego rana co?
-Bo was nie było na śniadaniu i jakimś zbiegiem okoliczności Cie nie było w swoim pokoju.
-Bo normalni ludzie śpią o 8:00 rano a w nocy była burza. Coś jeszcze?
-Macie bluzki na lewej stronie.-Dodała Aneta.
-Boże starzy a głupi. Przyjaciel od seksu? Fucking Logic.-Maciek zrobił taką minę jak te memy z bestów.
-Coś jeszcze? Jak nie to wyjazd bo chcę spać.
-Jesteście głupi.
-Też Cie kocham.-Opróżnili pokój i znowu sie położyłam do łóżka. Nie dali sie wyspać człowiekowi.
-Nie będziemy sie nimi przejmować nie?-Spytał Kamil z nadzieją w głosie.
-Nie.
-Stwierdzam,że częściej musi być burza.-Wtuliłam sie w Kamila i zasnęłam.
*
-Kamil,czy Ciebie do reszty posrało?-Spytała moja siostra buntem w głosie.
-Boże a tobie o co znowu?
-O to co wy robicie w nocy.
-Ale to chyba nie jest twój interes. Ja jestem dorosły Julka też.
-Spisz z moja najlepsza przyjaciółką.
-No patrz z moja też przypadek? Nie zgwałciłem jej to o co sie czepiasz?
-A może jednak?
-Ty jesteś jakaś posrana? Nie bawię się w jej tatusia,nie uderzyłem jej,nie pobiłem i nawet ją nigdy nie szarpnąłem więc oco Ci do cholery?
-Weź mi z tąd wyjdź,ja sobie z nią pogadam a jak sie dowiem coś czego nie chciałabym sie dowiedzieć to Cie zniszcze brat.-Chamsko sie uśmiechnęła.
-Czekam.-Odpowiedziałem z uśmieszkiem i wyszedłem. Odrazu pokierowałam do pokoju Julki. Wszedłem bez pukania.
-Puka się.-Syknęła,stała w staniku i majtkach.
-Uuuu.-Zagwizdałem.-Muszę przychodzić częściej.
-Co chcesz?-Spytała wkładając jeansy i bluzkę.
-Moja kochana siostra myśli,że Cie zgwałciłem.
-Co? Pogrzało ją na maxa?
-Będzie z tobą gadać.
_____________________________________________________________________________
Nie wiem,czy wam sie spodoba bo wiecie ten wątek z deka erotyczny pod koniec,ale zdam sie na was. Wiem,że miał być jutro i nie dotrzymuje obietnic,ale jak już mam napisany to chce sie wstawiać. Kolejny nie wiem kiedy, spadam sie uczyć na Polski. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
niedziela, 22 września 2013
Rozdział 26.
Kolejnego dnia wyruszyliśmy już za granicę. Podbijamy Hiszpanię. Łukasz poleciał do mamy do Anglii.
-Julka do kogo była ta piosenka z Kamilem?-Spytał Krystian.
-Co?
-Widziałem jak sie oboje wczuliście,i nie płakałabyś na koniec.
-Do mojego dziecka.
-Masz dziecko?
-Miałam,dwa lata temu poroniłam. Od tamtego czasu sie wszystko zaczęło psuć z Kamilem. Nie wiedziałam,że jestem w ciąży a Ono tak po prostu odeszło.-Czułam nadmiar wody w moich oczach.
-O jezu.
-Chcesz wiedzieć więcej?
-Zależy co?
-Wszystko?
-To wal.
-Mieszkałam w Międzyzdrojach,potem wyjechałam na studia do Wrocławia które i tak rzuciłam po wypadku Kamila. Dwa razy zostałam zgwałcona.
-Kamil?
-Jebnij sie w łeb,On mnie nawet nigdy nie szarpnął. Mój ojciec dwa razy mnie zgwałcił,porwał i tak pobił,że na tyłku nie mogłam normalnie usiąść. Wszędzie miałam siniaki,dosłownie. Potem zachorowałam na białaczkę i dzięki komuś jeszcze żyję.
-Ty jesteś wielka.
-Czemu?
-Po tym wszystkim co przeszłaś,żyjesz jak gdyby nigdy nic.
-Życie mnie tego wszystkiego nauczyło i jeszcze był Kamil,od samego początku był,pocieszył,przytulił.-Chciałam im pokazać,ze On nie jest złym człowiekiem tylko sie popsuło.-A teraz sie wszystko zjebało.-Wzruszyłam ramionami.
***
Prawie codziennie koncerty,wysiadam już.
-Michał kiedy wolne?
-Za dwa miesiące na święta wracamy a potem sie zobaczy.
-Jezu padam.
-Młoda dasz radę.
-Muszę no nie.-Uśmiechnęłam się pozytywnie.
Czasami tak myślę co by było gdyby? Gdybym nie straciła dziecka to dalej byśmy byli razem. Cholernie mi go brakuje,ale naprawdę nic z tego nie będzie. On będzie szczęśliwszy beze mnie,ale ja bez niego nie. Zawsze najpierw myślę o kimś a potem o sobie.
___________________________________________________________________________
Tak mnie wena wzięła i jest. Kolejny może sie uda we Wtorek,ale nie obiecuję.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Julka do kogo była ta piosenka z Kamilem?-Spytał Krystian.
-Co?
-Widziałem jak sie oboje wczuliście,i nie płakałabyś na koniec.
-Do mojego dziecka.
-Masz dziecko?
-Miałam,dwa lata temu poroniłam. Od tamtego czasu sie wszystko zaczęło psuć z Kamilem. Nie wiedziałam,że jestem w ciąży a Ono tak po prostu odeszło.-Czułam nadmiar wody w moich oczach.
-O jezu.
-Chcesz wiedzieć więcej?
-Zależy co?
-Wszystko?
-To wal.
-Mieszkałam w Międzyzdrojach,potem wyjechałam na studia do Wrocławia które i tak rzuciłam po wypadku Kamila. Dwa razy zostałam zgwałcona.
-Kamil?
-Jebnij sie w łeb,On mnie nawet nigdy nie szarpnął. Mój ojciec dwa razy mnie zgwałcił,porwał i tak pobił,że na tyłku nie mogłam normalnie usiąść. Wszędzie miałam siniaki,dosłownie. Potem zachorowałam na białaczkę i dzięki komuś jeszcze żyję.
-Ty jesteś wielka.
-Czemu?
-Po tym wszystkim co przeszłaś,żyjesz jak gdyby nigdy nic.
-Życie mnie tego wszystkiego nauczyło i jeszcze był Kamil,od samego początku był,pocieszył,przytulił.-Chciałam im pokazać,ze On nie jest złym człowiekiem tylko sie popsuło.-A teraz sie wszystko zjebało.-Wzruszyłam ramionami.
***
Prawie codziennie koncerty,wysiadam już.
-Michał kiedy wolne?
-Za dwa miesiące na święta wracamy a potem sie zobaczy.
-Jezu padam.
-Młoda dasz radę.
-Muszę no nie.-Uśmiechnęłam się pozytywnie.
Czasami tak myślę co by było gdyby? Gdybym nie straciła dziecka to dalej byśmy byli razem. Cholernie mi go brakuje,ale naprawdę nic z tego nie będzie. On będzie szczęśliwszy beze mnie,ale ja bez niego nie. Zawsze najpierw myślę o kimś a potem o sobie.
___________________________________________________________________________
Tak mnie wena wzięła i jest. Kolejny może sie uda we Wtorek,ale nie obiecuję.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Rozdział 25.
Na początku Stycznia kolejnego roku powstał mój i Kornelki zespół. Michał nasz cudowny menago wymyślił sobie trasę po całym świecie. Serio! Ciężka praca nad płytą,nieprzesypianie nocy. Wszystko w Anglii. Płyta sprzedała się bardzo szybko i w dużym nakładzie.W maju w Ostródzie był nasz pierwszy koncert. Spotkanie z Kamilem yhgyg nie miło,ale damy radę. Nie chciałam wysiadać z busa.
-Julka rusz swoje zgrabne litery.-Jęknął Adrian-Basista.
-Nie,ja tu zostanę.
-Chodź.-Przerzucił mnie sobie przez ramię i tak mnie niósł. To nic,ze darłam sie,żeby mnie postawił i dopiero to zrobił za sceną akurat dziwnym trafem przy Kamilu i reszcie.
-Wiesz co wal sie.
-Też Cię kocham.
-Zejdź mi z oczu.-Powiedziałam to teatralnym głosem.
-Sodówa?
-Jak Ci idioto dam sodówę to Cie własna matka nie pozna.
-Dawaj.-Dostał mućkę w klatę.
-Ała.
-Poprawić?-Zaczał uciekać a potem wziął mnie na barana.-Noś mnie murzynie.-Śmiałam sie sama ze swojej głupoty. Jak mnie postawił na ziemię to podszedł do nas Kondzio z Kinią.
-Julka.-Przytulił mnie tak mocno,mocno,mocno.-Debilu odzywa się.
-Sory,ale płyta sama sie nie nagrała. Stęskniłam sie troche za twoimi odpałami.
-Czuję się zaszczycony.
-Czuj,czuj. Jak ogarniemy z Korni swoje życie i będzie troche wolnego w trasie to co wpadacie na jakieś melo do Anglii?
-Standardowo.
-Mike,Alex,Oscar robią najlepsze biby w mieście polecam. Wstyd sie przyznać,ale trzy razy sie budziłam pod stołem.
-Szalejesz a co białe poszło w ruch nie?
-Wcale.
-Kłamiesz ty ćpunie.
-Cicho bądź.
Przywitałam sie z Anetą,Piterem,Zwierzem,Maćkiem,Radkiem i został Kamil.
-Hej.-Mruknął nieśmiało.
-Hej.-Uśmiechnęłam się.-Jak tam leci?
-Powoli,żmudnie,do dupy wymieniać dalej?
-Eeej gdzie jest ten Kamil naładowany pozytywną energią co?
-We Wrocławiu,cofnięty dwa lata w tył kiedy napędzała go taka piękna kobietka,która teraz ma swoje życie,swoje sprawy,a taki idiota do szczęścia nie jest jej potrzebny.
-Wiesz,że ta kobietka czasami nawet często ogląda wasze wspólne zdjęcia.-Ktoś mnie przytulił od tyłu i dał buziaka w policzek. Kamila mina była zszokowana. Walnęłam komuś z łokcia. Odwróciłam sie i z bólu zwijał sie Adam-Perkusista.
-Adaś sory,mówiłam,ze mnie sie tak nie tyka.
-Babo gdzie ty sie tego uczyłaś?
-Samo przyszło jeju przepraszam.
-Do szpitala mnie zawieź a nie.-Podeszła do nas reszta chłopaków z zespołu. Adrian,Rafał i Krystian. Objęli mnie ramieniem. Specjalnie to robią.
-Bierzcie te łapska,albo wyłapiecie wszyscy.
-Julka co ty taka cięta.
-Wkurwiacie mnie więc bierzcie te łapska i idźcie z tąd bo rozmawiam w tej chwili.
-Boże pogadać nie można.
-Wyjazd!-Odeszli.
-Sory ja już pójdę.-Kamil sie speszył i odszedł. Serio ta banda idiotów musiała wszystko popsuć. Akurat wtedy kiedy chciałam pogadać? Ze łzami w oczach do nich wróciłam. Siedzieli z chłopakami od Kamila i rozmawiali.
-Zadowoleni jesteście z siebie?-Wrzasnęłam a łzy wielkie jak groch poleciały po moich policzkach.
-Co?
-Specjalnie to zrobiliście! Tak robią przyjaciele? Nienawidzę was.
-Jula uspokój się.
-Zostaw mnie. Ja wam sie wpieprzam w życie?
-Płakałaś przez niego.
-Ale go kocham debilu! Ja idę do waszych eks i sie do was przytulam? Ile razy każdy z was miał przez nie doła,to co chodziłam do nich?-Kornelka do nas przyszła.
-Co sie stało?
-Nic a wy lepiej mi nie pokazujcie sie na oczy.-Poszłam i zaszyłam sie w busie. Przez nich,wszystko sie popsuło. Kamil sobie myśli,ze teraz jestem z którymś z tych debili. Jeszcze chyba nigdy w życiu sie tak nie czułam,taka pusta. O 19:00 wyszłam z busa bo za godzinę gramy. Adaś do mnie podszedł.
-Chodź ze mną w jedno miejsce.
-Wal sie.
-Proszę chodź.
-Nie będę sie na was patrzała.
-Chodź i nie marudź.-Ciągnął mnie gdzieś nawet nie wiem gdzie. A zaprowadził mnie nad jakieś jeziorko. Wokół jednej ławki byli chłopacy. Podeszliśmy do niej.
-Po co mnie tu przyprowadziłeś? Mam sie na nich patrzeć? Nie dzięki namieszli i to wystarczy.
-Julka,to co zrobiliśmy było głupie więc proszę to twoja niespodzianka.-Na ławce siedział Kamil.-Jula przepraszamy,tak jesteśmy idiotami nie powinniśmy,ale jesteś taką malutką Juleczką to co mamy zrobić. Instynkt starszego brata sie włącza. Wybaczysz?
-Może...
-Ejj,nie po to jemu trzy godziny gadaliśmy,ze to tylko przyjaźń,żebyś nie wybaczała.
-Pomyślę.-Puściłam im oczko i mocno sie przytuliłam do Kamila. W jego ramionach czułam sie jak taka malutka bezbronna dziewczynka. Wszystko puściło a z oczu poleciały łzy.
-Jula co jest?
-Nic.-Bardziej do niego przyległam. Nie mogłam sie uspokoić,co chwile z moich ust wydobywał sie szloch. Kamil jak Kamil zaczął mnie głaskać po głowie.
-Przecież widzę. Mała mnie nie oszukasz.
-Stęskniłam się.
-Ja też ale co to zmieni?
-Właśnie nic. Pogadamy po koncercie?
-Spoko.-Ogarnęłam,że chłopaki dalej sie na nas patrzą. Z Kamilem siedzieliśmy w ciszy przytuleni do siebie a chłopaki chyba z milion razy jęczeli,żebyśmy już wracali.
-Ej ludzie już 20:00 trzeba wracać dać czadu na scenie.
-Boje sie.-To nasz taki pierwszy prawdziwy koncert,tu już nie jest Bitwa na Głosy,że zaśpiewasz kawałek tekstu i możesz mieć nadzieję,że sie spodoba jurorom tylko tu trzeba skakać po scenie i śpiewać jednocześnie. Wróciliśmy za scenę. Kamil śpiewał pierwszy i miał nas zapowiadać po sobie. Widać,ze jego też stres zżera. Uderzyłam go lekko w ramię.
-Bednarek, głowa do góry,wszyscy tam na widowni Cię kochają i czekają na twój najlepszy występ w życiu.-Wziął dwa głębokie oddechy.-Powodzenia.-Wbiegł na scenę. Kamil gra trzy piosenki. Odsłuch zamontowany i tylko czekać. Po trzech piosenkach Kamil zapowiedział nas. Skręcało mnie od środka,ale dałam radę. Wybiegłyśmy z Kornelom na scenę. Mu też trzy piosenki. Po drugiej mój brat wbił na scenę. Nie wiedziałam oco kaman. W ogóle dziwna sprawa,wchodzi sobie na scenę,nie wiadomo oco kaman. Mocno ją przytulił,potem klęknął na jedno kolano i sie jej oświadczył. Jakie to słodkie.
-Brawo dla mojego brata który przejechał ponad 400 kilomertów.-Krzyknęłam do mikrofonu. Tak ogólnie to On miał do Anglii do mamy i ciotki lecieć,ale okej. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat. Łukasz zniknął za sceną,Kornelka wróciła do normalności i dokończyłyśmy ostatnią piosenkę. Zaraz po niej melodia do ,,Tears In Haven'' a na scenę wszedł Kamil a raczej go wyrzucili na nią. Co tu sie dzieje do cholery? Okej zaśpiewaliśmy tą piosenkę,znowu sie popłakałam. Mówiłam już,że jestem słaba? Jeśli nie to już wiecie. Po tym wszystkim zeszliśmy na scenę.
-Bratttt postarałeś się.-Klepnęłam go po plecach.-Jesteś taki nieprzewidywalny.
-Jestem taki jak ty siostra,a wy co znowu szczęśliwe małżeństwo?
-Nie? Właśnie Kamil możemy pogadać?
-Jasne.
Michał i Aneta zarezerwowali pokoje w jednym hotelu co sie dobrze złożyło. Poszliśmy do pokoju Kamila. Siedliśmy na łóżku.
-I co dalej?-Spytał.
-Kamil ja serio nie chcę się kłócić,wiesz co najlepiej będzie jak ty pójdziesz swoją drogą a ja swoją.
-Czemu?
-Mam karierę,jeżdżę po całym świecie z twoją siostrą,Ciebie też ciągle nie ma w domu. Znajdź sobie inną i bądź z nią szczęśliwy naprawdę.
-A co jeśli nie chcę? Nie chcę innej,chcę Ciebie.
-Kamil chcesz znowu sie kłócić? Ja nie umiem na Ciebie krzyczeć. Najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoje ślady.
-Będziesz zazdrosna ja sobie znajdę inną.
-Takie życie kobiety.
Przegadaliśmy całą noc,dobra prawie całą noc. Obiecał mi,że sobie znajdzie inną i będzie z nią szczęśliwy.
_______________________________________________________________________________
Nie bijcie tylko,że sie nie pogodzili okej? ;) Następny jakoś w środę. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bednarek, głowa do góry,wszyscy tam na widowni Cię kochają i czekają na twój najlepszy występ w życiu.-Wziął dwa głębokie oddechy.-Powodzenia.-Wbiegł na scenę. Kamil gra trzy piosenki. Odsłuch zamontowany i tylko czekać. Po trzech piosenkach Kamil zapowiedział nas. Skręcało mnie od środka,ale dałam radę. Wybiegłyśmy z Kornelom na scenę. Mu też trzy piosenki. Po drugiej mój brat wbił na scenę. Nie wiedziałam oco kaman. W ogóle dziwna sprawa,wchodzi sobie na scenę,nie wiadomo oco kaman. Mocno ją przytulił,potem klęknął na jedno kolano i sie jej oświadczył. Jakie to słodkie.
-Brawo dla mojego brata który przejechał ponad 400 kilomertów.-Krzyknęłam do mikrofonu. Tak ogólnie to On miał do Anglii do mamy i ciotki lecieć,ale okej. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat. Łukasz zniknął za sceną,Kornelka wróciła do normalności i dokończyłyśmy ostatnią piosenkę. Zaraz po niej melodia do ,,Tears In Haven'' a na scenę wszedł Kamil a raczej go wyrzucili na nią. Co tu sie dzieje do cholery? Okej zaśpiewaliśmy tą piosenkę,znowu sie popłakałam. Mówiłam już,że jestem słaba? Jeśli nie to już wiecie. Po tym wszystkim zeszliśmy na scenę.
-Bratttt postarałeś się.-Klepnęłam go po plecach.-Jesteś taki nieprzewidywalny.
-Jestem taki jak ty siostra,a wy co znowu szczęśliwe małżeństwo?
-Nie? Właśnie Kamil możemy pogadać?
-Jasne.
Michał i Aneta zarezerwowali pokoje w jednym hotelu co sie dobrze złożyło. Poszliśmy do pokoju Kamila. Siedliśmy na łóżku.
-I co dalej?-Spytał.
-Kamil ja serio nie chcę się kłócić,wiesz co najlepiej będzie jak ty pójdziesz swoją drogą a ja swoją.
-Czemu?
-Mam karierę,jeżdżę po całym świecie z twoją siostrą,Ciebie też ciągle nie ma w domu. Znajdź sobie inną i bądź z nią szczęśliwy naprawdę.
-A co jeśli nie chcę? Nie chcę innej,chcę Ciebie.
-Kamil chcesz znowu sie kłócić? Ja nie umiem na Ciebie krzyczeć. Najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoje ślady.
-Będziesz zazdrosna ja sobie znajdę inną.
-Takie życie kobiety.
Przegadaliśmy całą noc,dobra prawie całą noc. Obiecał mi,że sobie znajdzie inną i będzie z nią szczęśliwy.
_______________________________________________________________________________
Nie bijcie tylko,że sie nie pogodzili okej? ;) Następny jakoś w środę. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
sobota, 21 września 2013
Rozdział 24.
Obudziłam się napewno w nie swoim pokoju,suszylo mnie. Ogarnęłam,ze leżę w pokoju Kamila w Lipkach,ale jak? Wczoraj byliśmy w Brzegu,jaraliśmy,piliśmy i co było dalej? No właśnie. Byłam ubrana w jakąś szeroką bluzkę i dresy najwyraźniej Kamila bo szerokie. Zeszłam na dół,przy stole siedzieli Kondzio,Kinia i jego rodzice.
-Dobry.
-Hej.-Mruknął Kondzio i wziął kolejnego łyka wody.
-Daj mi,też chcę pić.-Wyrwałam mu butelkę i też piłam.
-Oboje siebie warci,wy oboje nie umiecie pić. Ta coś pieprzy o niedźwiedziu a ten ledwo co idzie.
-Kto mnie przebrał?
-Ja,wiesz byłaś tak nieprzytomna,że stać nie mogłaś.-Odezwał sie Kondrad.
-Powiedz mi,że kłamiesz i mnie nawet nie tknąłeś?-Warknęłam.
-Ja Cie przebrałam.-Odezwała sie Pani Ela.-Ten idiota poszedł odrazu spać.
-Masz szczęście.-Syknęłam.
Mama z ciocią wyjechały do Anglii a ja z nimi. Kamila i tak wiecznie nie ma w domu. Ostatnio przyjechał na tydzień to nie raczył sie odezwać a jak ja do niego przyszłam to zlał mnie jakby mnie tam nie było. Okej tak sie bawimy to świetnie. Poszłam do jego mieszkania.
-Kamil wyjeżdżam.
-Gdzie?-Wow poświęcił mi trochę uwagi.
-Daleko. Skoro tak sie bawimy to koniec.-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-I co chcesz tak to wszystko skończyć?
-A mam jakieś inne wyjście? Trzymaj się.
-Stój.-Podszedł do mnie.-Serio chcesz to tak skończyć? Nie zgadzam sie Julka,nie. Nigdzie nie jedziesz.
-Pamiętaj Kocham Cię.-Przytuliłam go,ten ostatni raz i wyszłam. Łukasz czekał z walizkami na dole. Ciężko było tak to zostawić. To On od samego początku się o mnie troszyczył,pomagał,był. Pocieszał,przytulał,kochał,całował. Chcę zacząć życie od nowa. Po tym jak straciłam dziecko wszystko się popsuło. Kłóciliśmy się przez telefon,nawet tam. Stanęłam na Londyńskim lotnisku,wyszłam z odprawki i zobaczyłam mamę i ciocię.
-Juleczko moja kochana.-Mama mnie mocno przytuliła. Zawsze tego mi od niej brakowało. Tego,zeby przytuliła. Potem ciocia wyściskała i pojechałyśmy do domu. Dwie godziny jazdy samochodem. Tu jest tak dziwnie,ale da sie radę przyzwyczaić.
*
Siedziałem jak słup soli i tępo wpatrywałem się w ziemię. Z transu wyrwał mnie głos Konrada i Korneli.
-Gdzie Julka?
-Wyjechała?
-Gdzie?
-Zapytaj sie jej.
-Znowu sie posprzeczaliście?-Kornela podniosła jedną brew.
-Przyszła,powiedziała,że wyjeżdża i poszła.
-Anglia.-Mruknął Konrad.
-Co?
-W Anglii jest. Do mamy pojechała. Gadała ze mną,mówiła,że chce zacząć życie od nowa,od kąd straciła dziecko to wszystko sie popsuło. Musicie sobie dać czas.-Mój własny brat jest bardziej poinformowany niż ja. Fajnie!.
-Wszystko sie spieprzyło.-Mruknąłem.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bez Julki to nie to samo.
_______________________________________________________________________________
Dałam radę coś wyskrobać i jest. Znowu nie jest idealny,wiem,że niektórym sie to nie będzie podobać,ze wyjechała,ale mam nadzieję,ze przełkniecie. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Dobry.
-Hej.-Mruknął Kondzio i wziął kolejnego łyka wody.
-Daj mi,też chcę pić.-Wyrwałam mu butelkę i też piłam.
-Oboje siebie warci,wy oboje nie umiecie pić. Ta coś pieprzy o niedźwiedziu a ten ledwo co idzie.
-Kto mnie przebrał?
-Ja,wiesz byłaś tak nieprzytomna,że stać nie mogłaś.-Odezwał sie Kondrad.
-Powiedz mi,że kłamiesz i mnie nawet nie tknąłeś?-Warknęłam.
-Ja Cie przebrałam.-Odezwała sie Pani Ela.-Ten idiota poszedł odrazu spać.
-Masz szczęście.-Syknęłam.
Mama z ciocią wyjechały do Anglii a ja z nimi. Kamila i tak wiecznie nie ma w domu. Ostatnio przyjechał na tydzień to nie raczył sie odezwać a jak ja do niego przyszłam to zlał mnie jakby mnie tam nie było. Okej tak sie bawimy to świetnie. Poszłam do jego mieszkania.
-Kamil wyjeżdżam.
-Gdzie?-Wow poświęcił mi trochę uwagi.
-Daleko. Skoro tak sie bawimy to koniec.-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-I co chcesz tak to wszystko skończyć?
-A mam jakieś inne wyjście? Trzymaj się.
-Stój.-Podszedł do mnie.-Serio chcesz to tak skończyć? Nie zgadzam sie Julka,nie. Nigdzie nie jedziesz.
-Pamiętaj Kocham Cię.-Przytuliłam go,ten ostatni raz i wyszłam. Łukasz czekał z walizkami na dole. Ciężko było tak to zostawić. To On od samego początku się o mnie troszyczył,pomagał,był. Pocieszał,przytulał,kochał,całował. Chcę zacząć życie od nowa. Po tym jak straciłam dziecko wszystko się popsuło. Kłóciliśmy się przez telefon,nawet tam. Stanęłam na Londyńskim lotnisku,wyszłam z odprawki i zobaczyłam mamę i ciocię.
-Juleczko moja kochana.-Mama mnie mocno przytuliła. Zawsze tego mi od niej brakowało. Tego,zeby przytuliła. Potem ciocia wyściskała i pojechałyśmy do domu. Dwie godziny jazdy samochodem. Tu jest tak dziwnie,ale da sie radę przyzwyczaić.
*
Siedziałem jak słup soli i tępo wpatrywałem się w ziemię. Z transu wyrwał mnie głos Konrada i Korneli.
-Gdzie Julka?
-Wyjechała?
-Gdzie?
-Zapytaj sie jej.
-Znowu sie posprzeczaliście?-Kornela podniosła jedną brew.
-Przyszła,powiedziała,że wyjeżdża i poszła.
-Anglia.-Mruknął Konrad.
-Co?
-W Anglii jest. Do mamy pojechała. Gadała ze mną,mówiła,że chce zacząć życie od nowa,od kąd straciła dziecko to wszystko sie popsuło. Musicie sobie dać czas.-Mój własny brat jest bardziej poinformowany niż ja. Fajnie!.
-Wszystko sie spieprzyło.-Mruknąłem.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bez Julki to nie to samo.
_______________________________________________________________________________
Dałam radę coś wyskrobać i jest. Znowu nie jest idealny,wiem,że niektórym sie to nie będzie podobać,ze wyjechała,ale mam nadzieję,ze przełkniecie. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
piątek, 20 września 2013
Rozdział 23.
Były dobre chwile i złe. Z każdym odcinkiem bliższym do celu był większy stres większe napięcie aż nastał finał. To właśnie dzisiaj się okaże,czy wygramy,czy zajmniemy drugie miejsce. Z Kamilem dalej sie nie pogodziliśmy. Trudno takie życie. Te emocje gdy czytają wyniki. Oni jakoś specjalnie ustawili mnie obok Kamila,czy co?
-Bitwę na Głosy wygrywa.......-Ta cholerna przerwa.-Drużyna.......-Boże szybciej.-Kamila Bednarka.-O mój boże. Wy byście chcieli te piski słyszeć. Każdy skakał z radości.
Następnego dnia powrót do Wrocka. Włączyłam sobie na słuchawkach ,,Tears in Haven'' w wykonaniu Kamila. I tak mi się moje maleństwo przypomniało. Moja kruszynka,która nie żyje. Kilka łez poleciało. Po przyjeździe do domu poszliśmy na górę. Muszę zabrać swoje rzeczy. Łukasz,Kondzio i rodzice Kamila byli u nich w mieszkaniu. Grzecznie przeprosiłam i poszłam do jego pokoju po swoje rzeczy.
-Bratowa gdzie ty idziesz?-Spytał Kondzio gdy byłam w przedpokoju.
-Do domu?
-Wiesz Jula myśli,ze jestem takim frajerem który nie myśli o własnym dziecku.-Mina rodziców rodzeństwa najlepsza.
-Jesteś w ciąży?
-Mała poprawka byłam w ciązy.
-A Ona myśli,że mam je w dupie.
-Nigdy nie nazwałam Cię frajerem i nie nazwę bo sobie nie zasłużyłeś na to. To tobie coś przeszkadza,że chcę zapomnieć o maleństwu którego już nie ma.-Z oczu pociekły mi łzy.-Wiesz ile bym dała,żeby mieć je w brzuchu zamiast je stracić?
-A ty myślisz,że mnie to nie dotknęło? Myślisz,że sobie czasami przed snem nie wyobrażałem jakby to było gdyby jednak nie umarło?-Spojrzałam na niego i wyszłam z mieszkania. Miałam tego wszystkiego dość. Wiem,żę to nie jego wina,nikt nie wiedział tak jestem psychiczna.
Ogólnie to zaszyłam sie u siebie w pokoju. Z tego co wiem to Korni i Kamil pojechali w trasę. Skończyłam okrągłe 20 lat.
-Bratowa dawaj jedziemy do Brzegu,małe melo sie szykuje.
-Daj mi spokój.
-Nie siedź w domu tylko dlatego,ze z Kamilem nie gadacie. Za pół godziny przy samochodzie a jak nie to pójdziesz w tym dresie.-Opuścił mój pokój. Wiem,zę On jest do tego zdolny więc ubrałam się w jeansy,jakąś bluzkę a na to czarna skóra. Telefon w kieszeń i zeszłam na dół. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tam miała być Kinga i ich znajomi. Może być fajnie. Poszliśmy na ich miejscówkę. Wszyscy jakoś entuzjastycznie mnie przywitali,cieszyłam sie z tego powodu bo chyba nikt nie lubi czuć się niechciany prawda? Najpierw piwkowaliśmy i ciągle ktoś donosił więcej. Zapaliliśmy po skręcie i miałam już na bani i to nie lekko.
-Julka chcesz?-Spytał Arek trzymając mały woreczek z czymś białym w środku,nie widziałam dokładnie co to bo było ciemno i każdy był już pijany.
-Dawaj.-Coś tajemniczego dostało sie do nosdrzy i ogarnął mnie taki błogi luz. Zobaczyłam niedźwiedzia.
-Kodznio,weź go On mnie zje.
-Kto?
-Niedźwiedź.-Pisnęłam.
-Julka tu nic nie ma.
-Jest tam.-Wskazałam na krzaki i sie schowałam za nim.
-Masz napij sie bo bredzisz.-Jeden z chłopaków podał mi butelkę z piwem. Świetnie sie czułam w ich towarzystwie a potem film mi się urwał.
________________________________________________________________________________
Wiem nie jest idealny ten rozdział,ale nie mam weny,zimno,deszcz pada,grypa mnie bierze ogólnie ciulowo sie czuje. Błędy napewno jakieś są za co z góry przepraszam. Kolejny postaram sie dodać do niedzieli. Dziękuję za ponad 6.000 wejść. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Bitwę na Głosy wygrywa.......-Ta cholerna przerwa.-Drużyna.......-Boże szybciej.-Kamila Bednarka.-O mój boże. Wy byście chcieli te piski słyszeć. Każdy skakał z radości.
Następnego dnia powrót do Wrocka. Włączyłam sobie na słuchawkach ,,Tears in Haven'' w wykonaniu Kamila. I tak mi się moje maleństwo przypomniało. Moja kruszynka,która nie żyje. Kilka łez poleciało. Po przyjeździe do domu poszliśmy na górę. Muszę zabrać swoje rzeczy. Łukasz,Kondzio i rodzice Kamila byli u nich w mieszkaniu. Grzecznie przeprosiłam i poszłam do jego pokoju po swoje rzeczy.
-Bratowa gdzie ty idziesz?-Spytał Kondzio gdy byłam w przedpokoju.
-Do domu?
-Wiesz Jula myśli,ze jestem takim frajerem który nie myśli o własnym dziecku.-Mina rodziców rodzeństwa najlepsza.
-Jesteś w ciąży?
-Mała poprawka byłam w ciązy.
-A Ona myśli,że mam je w dupie.
-Nigdy nie nazwałam Cię frajerem i nie nazwę bo sobie nie zasłużyłeś na to. To tobie coś przeszkadza,że chcę zapomnieć o maleństwu którego już nie ma.-Z oczu pociekły mi łzy.-Wiesz ile bym dała,żeby mieć je w brzuchu zamiast je stracić?
-A ty myślisz,że mnie to nie dotknęło? Myślisz,że sobie czasami przed snem nie wyobrażałem jakby to było gdyby jednak nie umarło?-Spojrzałam na niego i wyszłam z mieszkania. Miałam tego wszystkiego dość. Wiem,żę to nie jego wina,nikt nie wiedział tak jestem psychiczna.
Ogólnie to zaszyłam sie u siebie w pokoju. Z tego co wiem to Korni i Kamil pojechali w trasę. Skończyłam okrągłe 20 lat.
-Bratowa dawaj jedziemy do Brzegu,małe melo sie szykuje.
-Daj mi spokój.
-Nie siedź w domu tylko dlatego,ze z Kamilem nie gadacie. Za pół godziny przy samochodzie a jak nie to pójdziesz w tym dresie.-Opuścił mój pokój. Wiem,zę On jest do tego zdolny więc ubrałam się w jeansy,jakąś bluzkę a na to czarna skóra. Telefon w kieszeń i zeszłam na dół. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tam miała być Kinga i ich znajomi. Może być fajnie. Poszliśmy na ich miejscówkę. Wszyscy jakoś entuzjastycznie mnie przywitali,cieszyłam sie z tego powodu bo chyba nikt nie lubi czuć się niechciany prawda? Najpierw piwkowaliśmy i ciągle ktoś donosił więcej. Zapaliliśmy po skręcie i miałam już na bani i to nie lekko.
-Julka chcesz?-Spytał Arek trzymając mały woreczek z czymś białym w środku,nie widziałam dokładnie co to bo było ciemno i każdy był już pijany.
-Dawaj.-Coś tajemniczego dostało sie do nosdrzy i ogarnął mnie taki błogi luz. Zobaczyłam niedźwiedzia.
-Kodznio,weź go On mnie zje.
-Kto?
-Niedźwiedź.-Pisnęłam.
-Julka tu nic nie ma.
-Jest tam.-Wskazałam na krzaki i sie schowałam za nim.
-Masz napij sie bo bredzisz.-Jeden z chłopaków podał mi butelkę z piwem. Świetnie sie czułam w ich towarzystwie a potem film mi się urwał.
________________________________________________________________________________
Wiem nie jest idealny ten rozdział,ale nie mam weny,zimno,deszcz pada,grypa mnie bierze ogólnie ciulowo sie czuje. Błędy napewno jakieś są za co z góry przepraszam. Kolejny postaram sie dodać do niedzieli. Dziękuję za ponad 6.000 wejść. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
środa, 18 września 2013
Rozdział 22.
Za tydzień pierwszy odcinek więc podbijamy warszawę. Siedzimy w busie,kawałek drogi jest z Wrocka do Warszawy.
-Julkaa mam takie pytanie.-Zaczął Kuba.
-No jakie?
-Pójdziesz ze mną do kina.
-Sory Kubuś ta pani jest już zajęta.-Kamil się szarmancko uśmiechnął.
-Wiecie co On gadał jak sie najarał. Gadał,ze zostanę jego żoną i będziemy razem zastępować Królową Elżbietę II.
-Kamil widzę wyobraźnia u Ciebie wielka.-Zaśmiała się Ania.
-Serio nie myśleliście o ślubie?
-On jest za młody na ślub.
-A ty za stara.
-Julka ile ty masz lat?
-W Maju 20.
-Boże wy jesteście skomplikowani.
-Ej marzenia Bednarka się spełniają.
W warszawie byliśmy około 15. Próby przez cały tydzień i ten pierwszy odcinek,paraliż przed kamerami,ale dałam radę. Po piosence stanęliśmy przed Jury.
-Julka.-Stałam obok Kamil to mnie objął ramieniem.
-Masz piękną barwę głosu,widać,że śpiewasz całym swoim sercem.-O boziu jaki komplement.
-Dziękuję.
-Kamil teraz powiedz to o czym myślę.-Widownia tylko ooooo
-Mam jedną kobietę.-Kolejna dawka pisków i wołanie mojego imienia. Boże zaczęłam się czerwienić jak burak i zaczął mnie boleć brzuch. Po chwili uciekliśmy za kulisy a mój brzuch nie ustępował tylko bolał coraz mocniej. Po tym wszystkim udaliśmy sie do hotelu. Wzięłam szybki prysznic i chciałam sie położyć spać.
-Jula co sie dzieje?-Spytał Kamil opiekuńczym głosem.
-Brzuch mnie boli.-Położyłam sie obok niego i przytuliłam sie do niego bardzo mocno i jakimś cudem usnęłam.
Obudziłam sie około 9:00 dalej brzuch mnie bolał. Kamil spał,więc go nie budziłam. Napisałam sms do Korneli ,,Hej śpisz?''
Po chwili odpisała: ,,Nie a coś sie stało?'' -Serio brzuch mnie bolał bardzo,że chciałam jechać do szpitala. Ubrałam na siebie jakieś ciuchy a kurtkę w rękę i poszłam do pokoju Korneli i Ani. Zapukałam i po cichu weszłam. Ania spała więc wyciągnęłam Kornele z pokoju.
-Co sie stało?
-Od wczoraj bardzo mocno boli mnie brzuch,pojedziesz ze mną do szpitala?
-Jasne,daj mi 5 minut.-Wróciła do pokoju a po 5 minutach już byłyśmy na dole. To nie jest zwykła trema czy okres bo przez noc by mi przeszło. Taksówką pojechałyśmy do szpitala. Ludzie ja Wawy nie ogarniam. Oczywiście w trupiarni śmierdzi jak zawsze,ale co mam zrobić jak boli. Różni lekarze robili mi badania i nawet ten od najmniej przyjemego. Brzuch dalej bolał a mnie położyli na SOR i kazali czekać. Kornela siedziała obok mnie i zadzwonił jej telefon.
-Kamil.
-Powiedz mu,ze jesteśmy na mieście.
-Halo?,Kamil nie krzycz,niedługo wrócimy,pa.-Tylko takie urywki słyszałam.
-Powiedział,ze jak do 12:30 nie wrócimy do hotelu to sam nas znajdzie.
-Ups.-Po lekach trochę brzuch ustąpił. Lekarz raczył nas uświadomić co mi jest. Spojrzał znacząco na Kornelę.
-Niech pan mówi.
-Była pani w ciąży.
-Co?-Ja w ciązy? Chyba im sie coś pomyliło.
-To był jakiś 5 tydzień mogła pani jeszcze o tym nie wiedzieć,dziecko było bardzo słabe i dziwne,że tak długo się utrzymało. Przykro mi.-Oczy mi się wypełniły łzami. Jak to? Nie dość,ze byłam w ciązy to tego dziecka już nie ma.
-Chcę z tąd wyjść.
-Musi pani zostać na badaniach chociaż do jutra.
-Jezuu weź zadzwoń do Kamila bo i tak z tąd dzisiaj nie wyjdę.
-Jula będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze. Miałam dziecko i je straciłam nie wiesz jak to jest.-Ona bez słowa mnie przytuliła. To sie nazywa prawdziwa przyjaciółka,mogę na nią krzyczeć a i tak przytuli i pocieszy. Korni zadzwoniła do Kamila jakoś zdecydowanie szybko przyjechał.
-Julka co ty robisz w szpitalu?
-Straciłam dziecko.
-Co?
-Widzisz taka sama była moja reakcja jak sie dowiedziałam.-Spuściłam wzrok.
-Jula jeszcze raz ty byłaś w ciąży tak?
-Tak,a naszego dziecka już nie ma.-Kamil się złapał za glowę i chodził po sali od ściany do ściany. -Przepraszam Kamil.
-Wiedziałaś o nim?
-Nie.-Usiadł na brzegu łóżka i mocno mnie przytulił.
Dzień w trupiarni i mogłam z niej wyjść. Całkowicie oddałam się muzyce. Robiłam wszystko,żeby o tym już nie myśleć.
-Ej no co wy poddajecie się?
-Julka w taki sposób nie zapomnisz.
-Tobie pewnie to zwisa.-I znowu przezemnie się będziemy kłócić.
-Przestań! Zachowujesz się tak jakbym był jakimś frajejem któremu na niczym nie żalezy. -Staliśmy face to face.
-Mówiłam Ci juz,zebys się na mnie nie darl bo Ci się głosik zedrze.
-Wiesz co jesteś chamska.-Do sali ktoś wszedł. Wrylo mnie w ziemię. Ojciec z matką.
-Czego tu chcesz?-Warknelam.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym a teraz wypier*alaj.
-Córeczko.
-Coreczko? Teraz kur*wa córeczko? Brzydzę się Toba-Wrzeszczalam i płakałam jednocześnie.
-Wybacz mi,zmieniłem się.
-A ja kur*a jestem Julka Bieber,a mój maz to sławna gwiazdeczka,mieszkam w Stanach i mam ósemkę dzieci. Mamo a ty z nim? -Wybaczylam jej wszystko,wszysciutko.
-Chciał,żebym z nim tu przyjechała.
-Wiecie co wyjazd oboje.
-Jula porozmawiamy jeszcze?
-Z Toba nie mam o czym rozmawiać przez miesiąc na tyłku nie mogłam usiąść i się ruszać a teraz wyjazd oboje bo się zdenerwuje.-Posłusznie wyszli.
-Co On tu robi?-Spytała Korni
-Wyjebane mam na niego.-Prychnelam. No to super pokłóciłam się z Kamilem,mój stary nie wiem jakim cudem wyszedł z pierdla no poprostu super.
-Podtrzymuje to,ze jesteś chamska.
-Masz problem.
-Ty też.
-W normalnej sytuacji by mnie tu już nie było,ale nie uczynię Ci takiego zaszczytu i się nie ulotnie.-Głupkowato się uśmiechnął i odszedł na drugi koniec sali. My jesteśmy jednak skomplikowani.
_______________________________________________________________________________
Kolejny w piątek wieczorem albo w sobotę rano. Błędy są,nie sprawdziłam ich bo nie mam siły. Mi sie nie podoba ten rozdział ale cóż opinię zostawiam w waszych rękach. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
-Boże wy jesteście skomplikowani.
-Ej marzenia Bednarka się spełniają.
W warszawie byliśmy około 15. Próby przez cały tydzień i ten pierwszy odcinek,paraliż przed kamerami,ale dałam radę. Po piosence stanęliśmy przed Jury.
-Julka.-Stałam obok Kamil to mnie objął ramieniem.
-Masz piękną barwę głosu,widać,że śpiewasz całym swoim sercem.-O boziu jaki komplement.
-Dziękuję.
-Kamil teraz powiedz to o czym myślę.-Widownia tylko ooooo
-Mam jedną kobietę.-Kolejna dawka pisków i wołanie mojego imienia. Boże zaczęłam się czerwienić jak burak i zaczął mnie boleć brzuch. Po chwili uciekliśmy za kulisy a mój brzuch nie ustępował tylko bolał coraz mocniej. Po tym wszystkim udaliśmy sie do hotelu. Wzięłam szybki prysznic i chciałam sie położyć spać.
-Jula co sie dzieje?-Spytał Kamil opiekuńczym głosem.
-Brzuch mnie boli.-Położyłam sie obok niego i przytuliłam sie do niego bardzo mocno i jakimś cudem usnęłam.
Obudziłam sie około 9:00 dalej brzuch mnie bolał. Kamil spał,więc go nie budziłam. Napisałam sms do Korneli ,,Hej śpisz?''
Po chwili odpisała: ,,Nie a coś sie stało?'' -Serio brzuch mnie bolał bardzo,że chciałam jechać do szpitala. Ubrałam na siebie jakieś ciuchy a kurtkę w rękę i poszłam do pokoju Korneli i Ani. Zapukałam i po cichu weszłam. Ania spała więc wyciągnęłam Kornele z pokoju.
-Co sie stało?
-Od wczoraj bardzo mocno boli mnie brzuch,pojedziesz ze mną do szpitala?
-Jasne,daj mi 5 minut.-Wróciła do pokoju a po 5 minutach już byłyśmy na dole. To nie jest zwykła trema czy okres bo przez noc by mi przeszło. Taksówką pojechałyśmy do szpitala. Ludzie ja Wawy nie ogarniam. Oczywiście w trupiarni śmierdzi jak zawsze,ale co mam zrobić jak boli. Różni lekarze robili mi badania i nawet ten od najmniej przyjemego. Brzuch dalej bolał a mnie położyli na SOR i kazali czekać. Kornela siedziała obok mnie i zadzwonił jej telefon.
-Kamil.
-Powiedz mu,ze jesteśmy na mieście.
-Halo?,Kamil nie krzycz,niedługo wrócimy,pa.-Tylko takie urywki słyszałam.
-Powiedział,ze jak do 12:30 nie wrócimy do hotelu to sam nas znajdzie.
-Ups.-Po lekach trochę brzuch ustąpił. Lekarz raczył nas uświadomić co mi jest. Spojrzał znacząco na Kornelę.
-Niech pan mówi.
-Była pani w ciąży.
-Co?-Ja w ciązy? Chyba im sie coś pomyliło.
-To był jakiś 5 tydzień mogła pani jeszcze o tym nie wiedzieć,dziecko było bardzo słabe i dziwne,że tak długo się utrzymało. Przykro mi.-Oczy mi się wypełniły łzami. Jak to? Nie dość,ze byłam w ciązy to tego dziecka już nie ma.
-Chcę z tąd wyjść.
-Musi pani zostać na badaniach chociaż do jutra.
-Jezuu weź zadzwoń do Kamila bo i tak z tąd dzisiaj nie wyjdę.
-Jula będzie dobrze.
-Nic nie będzie dobrze. Miałam dziecko i je straciłam nie wiesz jak to jest.-Ona bez słowa mnie przytuliła. To sie nazywa prawdziwa przyjaciółka,mogę na nią krzyczeć a i tak przytuli i pocieszy. Korni zadzwoniła do Kamila jakoś zdecydowanie szybko przyjechał.
-Julka co ty robisz w szpitalu?
-Straciłam dziecko.
-Co?
-Widzisz taka sama była moja reakcja jak sie dowiedziałam.-Spuściłam wzrok.
-Jula jeszcze raz ty byłaś w ciąży tak?
-Tak,a naszego dziecka już nie ma.-Kamil się złapał za glowę i chodził po sali od ściany do ściany. -Przepraszam Kamil.
-Wiedziałaś o nim?
-Nie.-Usiadł na brzegu łóżka i mocno mnie przytulił.
Dzień w trupiarni i mogłam z niej wyjść. Całkowicie oddałam się muzyce. Robiłam wszystko,żeby o tym już nie myśleć.
-Ej no co wy poddajecie się?
-Julka w taki sposób nie zapomnisz.
-Tobie pewnie to zwisa.-I znowu przezemnie się będziemy kłócić.
-Przestań! Zachowujesz się tak jakbym był jakimś frajejem któremu na niczym nie żalezy. -Staliśmy face to face.
-Mówiłam Ci juz,zebys się na mnie nie darl bo Ci się głosik zedrze.
-Wiesz co jesteś chamska.-Do sali ktoś wszedł. Wrylo mnie w ziemię. Ojciec z matką.
-Czego tu chcesz?-Warknelam.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym a teraz wypier*alaj.
-Córeczko.
-Coreczko? Teraz kur*wa córeczko? Brzydzę się Toba-Wrzeszczalam i płakałam jednocześnie.
-Wybacz mi,zmieniłem się.
-A ja kur*a jestem Julka Bieber,a mój maz to sławna gwiazdeczka,mieszkam w Stanach i mam ósemkę dzieci. Mamo a ty z nim? -Wybaczylam jej wszystko,wszysciutko.
-Chciał,żebym z nim tu przyjechała.
-Wiecie co wyjazd oboje.
-Jula porozmawiamy jeszcze?
-Z Toba nie mam o czym rozmawiać przez miesiąc na tyłku nie mogłam usiąść i się ruszać a teraz wyjazd oboje bo się zdenerwuje.-Posłusznie wyszli.
-Co On tu robi?-Spytała Korni
-Wyjebane mam na niego.-Prychnelam. No to super pokłóciłam się z Kamilem,mój stary nie wiem jakim cudem wyszedł z pierdla no poprostu super.
-Podtrzymuje to,ze jesteś chamska.
-Masz problem.
-Ty też.
-W normalnej sytuacji by mnie tu już nie było,ale nie uczynię Ci takiego zaszczytu i się nie ulotnie.-Głupkowato się uśmiechnął i odszedł na drugi koniec sali. My jesteśmy jednak skomplikowani.
_______________________________________________________________________________
Kolejny w piątek wieczorem albo w sobotę rano. Błędy są,nie sprawdziłam ich bo nie mam siły. Mi sie nie podoba ten rozdział ale cóż opinię zostawiam w waszych rękach. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 21.
Kolejnego dnia musiałam wracać do szpitala więc z Kondziem ruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocławia. W domu wziełam szybki prysznic i wracamy do szpitala. Kurde do smrodu szpitalnego sie przyzwyczaiłam,ale do tego,ze tam są nudy to nie. Cały czas nie ma co robić. Ciągle mnie gryzła sprawa,kto mi uratował życie,ale oczywiście nikt nie chce nic powiedzieć.
W Lutym wypuścili mnie do domu i co miesiąc na badania i jak sie będę źle czuła to odrazu do lekarza.
W Styczniu Kamil podjął się wystąpić w Bitwie na Głosy. Przesłuchania miały się odbyć za dwa tygodnie. Kamil jest w trasie takiej krótkiej. Kornela wpadła do dużego pokoju.
-Julka! Pójdziemy na przesłuchania do Bitwy.
-Ja będę za Ciebie trzymała kciuki.
-Nie zrozumiałaś mnie ja i ty tylko osobno,ale razem.
-Osobno,ale razem?
-No wiesz w tym sęsie,że pójdziemy ale przesłuchania są pojedyńczo.
-Nie umiem śpiewać a do tego przed Kamilem? Proszę Cię.
-Jula nie raz słyszałam jak śpiewasz i wiem,że umiesz no proszę noo.
-I co jeśli sie dostane do jego drużyny to co? Zaraz będą jakieś opinię,ze wziął mnie tylko dlatego,ze jestem jego dziewczyną. Sory nie dzięki.
-A ja jestem jego siostrą.-Wzruszyła ramionami.-Julaa noo proszę.-Dlaczego mam takie miękkie serce? Od zawsze było to moją słabością,za szybko ulegam.
-No dobra zakład,ze ty będziesz w jego drużynie a ja nie?
-Okej o pizze jak będziesz to stawiasz pizze a jak nie to ja co ty na to?-Powiedziała Kornelka.
-Mi pasuje.-Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
Kornela wzięła sobie te przesłuchania na serio i przez bite dwa tygodnie od rana do wieczora męczyła mnie śpiewaniem. Niby mi to wychodziło,aż uwieżyłam,że potrafię. Wypełniłyśmy formularz i na przesłuchania. Miałam takiego stresa,ze japierdziele. Byłam nie wiem która,ale byłam przed Kornelką.
-Dobra idę.-Wypuściłam powietrze z ust i szarpnęłam za klamkę drzwi a Korni klepła mnie po tyłku ...na szczęście. Jak mnie zobaczył to nerwowo patrzał na mnie i na kartkę.
-Julka co ty tu robisz?
-Śpiewam.-Przytuliliśmy się. Coś mu zaśpiewałam,minę miał bardziej zszokowaną niż wcześniej. Potem wyszłam do Kornelki.
-I co?
-Nie wiem,ale chyba teraz ty.-Też ją klepnęłam po tyłku na szczęście i poszła. Po jakimś czasie wyszła.
-I co?-Spytałam.
-Nie wiem,ale pytał sie czy to jakaś zmowa jest.
-Gdzie tam zmowa?-Wybuchnęłyśmy śmiechem. Kurde długo kazał czekać na wyniki. Byłam przed ostatnia a Kornelka ostatnia. Bałam sie tam trochę wejść.
-No co jest?-Spytałam.
-Wiesz,ze masz ładny głos prawda?
-Bardziej piszczę jak trąbiący pociąg,ale kontynuuj.
-Spokojnie,ale wiesz jesteś w mojej drużynie?-Spojrzałam na niego i dotarło do mnie. Poskakałam sobie z radości. Przytuliłam go mocno,mocno,mocno i wyszłam.
-I co jesteś?
-Jestem!-Piszczałam do niej.-Dobra teraz ty.-Nerwowo chodziłam pod drzwiami aż wyszła cała zapłakana.
-Jesteś?
-Jestem.-Mocno ją przytuliłam.
Zadzwoniłyśmy po Kondzia,żeby po nas przyjechał bo jak chciałam samochód to nie dał. Boi sie,że mu rozwalę jego księżniczkę. Przyjechał po nas i ruszyliśmy do Wrocławia.
Korni po drodze winko kupiła te sprawy. W domu od razu nalała nam po kieliszku a Konrad abstynent nie wiem czemu nie oblewał sukcesu swojej siostrzyczki.
-To co bratowa za drużynę.
-Za drużynę.-Opróżniłyśmy dwie butelki wina,miałam troche na bani Korni też. Kamil przyszedł do domu.
-Serio? Już jesteście pijane?-Podeszłam do Kamila i zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Nie przywitasz sie nawet.-Dał mi buziaka.
-Wam chyba starczy alkoholu co?
-Braciszku,spokojne jeszcze jedna butelka jest w kuchni.
-Boże,boże baby,baby.
Od tych procentów mamrotałam od rzeczy aż usnęłam na kolanach Korni.
***
Japierdziele jaki kac. Dwie butelki wina to chyba nie był dobry pomysł. Byłam w pokoju Kamila,ale jego nie było. Podniosłam swoje dupsko z łóżka i poszłam do kuchi,Korni też umiera.
-Noo pijaczki główka boli nie?
-Cicho,oblewałyśmy.
-To była jakaś zmowa?
-Bardziej ją musiałam prosić a co nie podoba Ci się?
-Podoba,podoba.
______________________________________________________________________________
Tak wiem teraz będzie masa hejtów dlaczego Julka jest w Bitwie,dlaczego Bitwa skoro w rzeczywistości już była i tak dalej. Wiem zawaliłam,bo nie wiedziałam co napisać a pomysł na Bitwę to taki spontan. Czekam na hejty jak to ja nie umiem pisać i dalej. Śmiało <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIA FIKCJĄ.
W Lutym wypuścili mnie do domu i co miesiąc na badania i jak sie będę źle czuła to odrazu do lekarza.
W Styczniu Kamil podjął się wystąpić w Bitwie na Głosy. Przesłuchania miały się odbyć za dwa tygodnie. Kamil jest w trasie takiej krótkiej. Kornela wpadła do dużego pokoju.
-Julka! Pójdziemy na przesłuchania do Bitwy.
-Ja będę za Ciebie trzymała kciuki.
-Nie zrozumiałaś mnie ja i ty tylko osobno,ale razem.
-Osobno,ale razem?
-No wiesz w tym sęsie,że pójdziemy ale przesłuchania są pojedyńczo.
-Nie umiem śpiewać a do tego przed Kamilem? Proszę Cię.
-Jula nie raz słyszałam jak śpiewasz i wiem,że umiesz no proszę noo.
-I co jeśli sie dostane do jego drużyny to co? Zaraz będą jakieś opinię,ze wziął mnie tylko dlatego,ze jestem jego dziewczyną. Sory nie dzięki.
-A ja jestem jego siostrą.-Wzruszyła ramionami.-Julaa noo proszę.-Dlaczego mam takie miękkie serce? Od zawsze było to moją słabością,za szybko ulegam.
-No dobra zakład,ze ty będziesz w jego drużynie a ja nie?
-Okej o pizze jak będziesz to stawiasz pizze a jak nie to ja co ty na to?-Powiedziała Kornelka.
-Mi pasuje.-Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
Kornela wzięła sobie te przesłuchania na serio i przez bite dwa tygodnie od rana do wieczora męczyła mnie śpiewaniem. Niby mi to wychodziło,aż uwieżyłam,że potrafię. Wypełniłyśmy formularz i na przesłuchania. Miałam takiego stresa,ze japierdziele. Byłam nie wiem która,ale byłam przed Kornelką.
-Dobra idę.-Wypuściłam powietrze z ust i szarpnęłam za klamkę drzwi a Korni klepła mnie po tyłku ...na szczęście. Jak mnie zobaczył to nerwowo patrzał na mnie i na kartkę.
-Julka co ty tu robisz?
-Śpiewam.-Przytuliliśmy się. Coś mu zaśpiewałam,minę miał bardziej zszokowaną niż wcześniej. Potem wyszłam do Kornelki.
-I co?
-Nie wiem,ale chyba teraz ty.-Też ją klepnęłam po tyłku na szczęście i poszła. Po jakimś czasie wyszła.
-I co?-Spytałam.
-Nie wiem,ale pytał sie czy to jakaś zmowa jest.
-Gdzie tam zmowa?-Wybuchnęłyśmy śmiechem. Kurde długo kazał czekać na wyniki. Byłam przed ostatnia a Kornelka ostatnia. Bałam sie tam trochę wejść.
-No co jest?-Spytałam.
-Wiesz,ze masz ładny głos prawda?
-Bardziej piszczę jak trąbiący pociąg,ale kontynuuj.
-Spokojnie,ale wiesz jesteś w mojej drużynie?-Spojrzałam na niego i dotarło do mnie. Poskakałam sobie z radości. Przytuliłam go mocno,mocno,mocno i wyszłam.
-I co jesteś?
-Jestem!-Piszczałam do niej.-Dobra teraz ty.-Nerwowo chodziłam pod drzwiami aż wyszła cała zapłakana.
-Jesteś?
-Jestem.-Mocno ją przytuliłam.
Zadzwoniłyśmy po Kondzia,żeby po nas przyjechał bo jak chciałam samochód to nie dał. Boi sie,że mu rozwalę jego księżniczkę. Przyjechał po nas i ruszyliśmy do Wrocławia.
Korni po drodze winko kupiła te sprawy. W domu od razu nalała nam po kieliszku a Konrad abstynent nie wiem czemu nie oblewał sukcesu swojej siostrzyczki.
-To co bratowa za drużynę.
-Za drużynę.-Opróżniłyśmy dwie butelki wina,miałam troche na bani Korni też. Kamil przyszedł do domu.
-Serio? Już jesteście pijane?-Podeszłam do Kamila i zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Nie przywitasz sie nawet.-Dał mi buziaka.
-Wam chyba starczy alkoholu co?
-Braciszku,spokojne jeszcze jedna butelka jest w kuchni.
-Boże,boże baby,baby.
Od tych procentów mamrotałam od rzeczy aż usnęłam na kolanach Korni.
***
Japierdziele jaki kac. Dwie butelki wina to chyba nie był dobry pomysł. Byłam w pokoju Kamila,ale jego nie było. Podniosłam swoje dupsko z łóżka i poszłam do kuchi,Korni też umiera.
-Noo pijaczki główka boli nie?
-Cicho,oblewałyśmy.
-To była jakaś zmowa?
-Bardziej ją musiałam prosić a co nie podoba Ci się?
-Podoba,podoba.
______________________________________________________________________________
Tak wiem teraz będzie masa hejtów dlaczego Julka jest w Bitwie,dlaczego Bitwa skoro w rzeczywistości już była i tak dalej. Wiem zawaliłam,bo nie wiedziałam co napisać a pomysł na Bitwę to taki spontan. Czekam na hejty jak to ja nie umiem pisać i dalej. Śmiało <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIA FIKCJĄ.
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 20.
Próbowałam otworzyć oczy,ale jasne światło mi nie pomagało. Ponownie spróbowałam i też na nic. Dopiero po dłuższym czasie moje oczy się przyzwyczaiły do jasnego światła panującego w pomieszczeniu. Biała sala,otaczające mnie pikające urządzenia. Lekarz wszedł do sali,a ja ledwo dalej kontaktowałam.
-Jak sie czujesz?
-Nie wiem.-Wymamrotałam. Mój mózg musi ogarnać całą sytuację. Długo tak leżałam aż znowu przyszedł lekarz z dwoma pielęgniarkami zaczęli mnie odczepiać i gdzieś wieść.
-Gdzie ja jadę?
-Do swojej starej sali.
-Aha.-Czuje sie jak jakaś naćpana. Dawid był,Martyna była (ta druga dziewczyna). Okej muszę jeszcze przywyknąć. Znowu leżałam i tępo sie patrzałam w sufit.
-Gdzie Kamil?
-Wrócił do trasy i na każdym koncercie piosenka ,,Dla Ciebie'' jest dedykowana dla Ciebie a raz nawet przerwał na chwilę koncert przy tej piosence bo mu sie głos złamał.-Wytłumaczyła Martyna
-Skąd wiesz?
-Dostałam 'przepustkę' i wykorzystałam ten czas na koncercie Kamila.-Wzruszyła ramionami.
Wieczorem juz byłam w miarę ogarnięta.Łukasz z Kondziem wlecieli dosłownie do naszej sali.
-Julaaa.-Kondzio jak mnie przytulił to prawie udusił.-Nie zostawisz nas prawda?
-Dusisz.
-Ale nie zostawisz?
-Nie.-W końcu puścił potem mój brat chciał mnie udusić.
-Nareszcie raczyłaś się obudzić.
-A ile spałam?
-Trzy miesiące.
-O fuck.-I tak sie nie wyspałam.
-Wiesz co przez Ciebie pierwszy raz od 14 lat płakałem.-Zmróżył oczy.
-Mały Kondzio.-Pogłaskałam go po głowie.
-To nie jest smieszne. Jeszcze raz napiszesz jakąś idiotyczną karteczkę tą co dałaś Kamilowi to Ci krzywdę zrobię.
-Aaah Bednarek mi grozi. Mam się bać?
-Weź mnie nie denerwuj.
-Który jest dzisiaj?-Spytałam.
-24 Listopad.
-Ile mi jeszcze czasu zostało?
-Duuuuuuuuuuuuuuuuużo,rak się cofnął po przeszczepie.-W uszach dźwięczały mi słowa ,,Rak się cofnął''.
-A wiecie kto mi dał szpik?-Oboje się jakoś dziwnie zmieszali spojrzeli na siebie.
-Nie.
-Kłamiecie,Łukasz wiem kiedy kłamiesz a kiedy mówisz prawdę.
-Nie możemy Ci powiedzieć bo ta osoba nas o to prosiła.
-Dlaczego?
-Nie wiem.-Ja i tak wiem,ze Oni wiedzą więcej niż ja sie spodziewam.
W Grudniu czułam sie jeszcze lepiej,a mój lekarz sie zlitował,żeby dać mi jeden dzień wolności i ten właśnie dzień wykorzystaliśmy na koncert Kamila. Z tego co wiem to On nic nie wie,że sie obudziłam a to ma być taki suprajs. Padający śnieg wcale nie ułatwiał nam drogi. Około 18:00 dojechaliśmy na miejsce. Koncert już trwał. Wpuścili nas obok wejścia na scenę. Aneta chodziła a ja sie dyskretnie schowałam i musiałam tak stać przez cały koncert i jak wszyscy zeszli ze sceny. Oni poszli do garderoby Kamila. Poczekałam chwilkę i po chamsku bez pukania weszłam. Z Kondziem sie turlaliśmy ze śmiechu po ziemi.
-Dobre bratowa.-Przybiliśmy z Kondziem żółwika.
-Ale...ty...-Kamil jąkał ze łzami w oczach.
-Kamil.-Prytuliłam go a potem był zbiorowy przytulas. Po tym jak sie wszyscy od nas odkleili.
-Co ty tu robisz?
-Zmartwychwstałam,to się wam śni a jak sie obudzicie będziecie mieli wrażenie,że to realne. Ona nie żyje jestem jej duchem.-Po tym wybuchnęłam śmiechem...serio.
-Julka.-Skarcił mnie Kamil.
-No co? Pośmiać sie nie mogę.
-Co brałaś?
-Nic nie brałam,jestem czystsza niż ty przez całe swoje zycie.
-Taa.-Mruknął.-Poczekasz tu grzecznie,rozdam parę autografów i zaraz wracam.
-Poczekam.-Dał mi buziaka i poszedł. Siadłam sobie na kanapie.-Może wy mi powiecie kto był dawcą szpiku bo Łukasz i Kondzio nie chcą nic powiedzieć.-Wszyscy sie dziwnie zmieszali.
-Nie wiem.- Znowu miałam wrażenie,ze kłamią.
-Dlaczego mi poprostu nie powiecie kto był dawcą co?
-Poprostu ta osoba nie chce,żebyś wiedziała.
-Jezuuu cięzko wam powiedzieć imię i nazwisko? Chciałabym podziękować tej osobie.
Czekaliśmy na Kamila godzinę aż wrócił. Posadził mnie na swoich kolanach.
-Kamil,będzie już dobrze?
-Będzie,obiecuję Ci i pamiętaj razem zastępujemy Królową Elżbietę.
-Byłeś cały najarany.
-Noo i zostaniesz moją żoną.
-W drugim świecie.
-A co nie chciałabyś kiedyś nosić nazwiska Bednarek?-Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Kamil masz 23 lat a ja mam 19 lat nie uważasz,ze jesteś za młody na małżeństwo?
-Tak ja jestem za młody a ty za stara.-Zaczął się chichrać.
-Kamil.-Skarciłam go.
-No co? To takie moje trzecie marzenie w tym roku pierwsze było zagrać koncert na dużej scenie na Woodstocku,drugie to było to,żebyś się wybudziła i była zdrowa a trzecie to jest takie,że stoję sobie w kościele a z oddali wchodzisz ty w pięknej białej sukni. Zobaczysz mała moje marzenia się spełniają.
-Jesteś strasznie pewny siebie.
-A co taki nie powinien być facet?-Wzruszyłam ramionami.-Jesteś moim mistrzem,skłonilaś Kondzia do łez.
-Mówił mi.
Potem udaliśmy sie do hotelu. Kamil po zamknięciu drzwi na klucz prawie sie na mnie rzucił.
-Stęskniłem się.-Wyszeptał mi do ucha po czym zaczał łapczywie ściągać ze mnie ubrania. Pchnął nas na łóżko...
____________________________________________________________________________
I jest zdrowaa,jest narazie dobrze. Jak myślicie dlaczego nikt nie chce powiedzieć Julce kto jest dawcą szpiku. Wiem,znowu masa błędów,ale w nocy sie nie wyspałam,odrabiałam lekcje do teraz i chwila wolnego a sprawdziać błędów nie mam czasu. ; ) Do następnego załogo. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ,
-Jak sie czujesz?
-Nie wiem.-Wymamrotałam. Mój mózg musi ogarnać całą sytuację. Długo tak leżałam aż znowu przyszedł lekarz z dwoma pielęgniarkami zaczęli mnie odczepiać i gdzieś wieść.
-Gdzie ja jadę?
-Do swojej starej sali.
-Aha.-Czuje sie jak jakaś naćpana. Dawid był,Martyna była (ta druga dziewczyna). Okej muszę jeszcze przywyknąć. Znowu leżałam i tępo sie patrzałam w sufit.
-Gdzie Kamil?
-Wrócił do trasy i na każdym koncercie piosenka ,,Dla Ciebie'' jest dedykowana dla Ciebie a raz nawet przerwał na chwilę koncert przy tej piosence bo mu sie głos złamał.-Wytłumaczyła Martyna
-Skąd wiesz?
-Dostałam 'przepustkę' i wykorzystałam ten czas na koncercie Kamila.-Wzruszyła ramionami.
Wieczorem juz byłam w miarę ogarnięta.Łukasz z Kondziem wlecieli dosłownie do naszej sali.
-Julaaa.-Kondzio jak mnie przytulił to prawie udusił.-Nie zostawisz nas prawda?
-Dusisz.
-Ale nie zostawisz?
-Nie.-W końcu puścił potem mój brat chciał mnie udusić.
-Nareszcie raczyłaś się obudzić.
-A ile spałam?
-Trzy miesiące.
-O fuck.-I tak sie nie wyspałam.
-Wiesz co przez Ciebie pierwszy raz od 14 lat płakałem.-Zmróżył oczy.
-Mały Kondzio.-Pogłaskałam go po głowie.
-To nie jest smieszne. Jeszcze raz napiszesz jakąś idiotyczną karteczkę tą co dałaś Kamilowi to Ci krzywdę zrobię.
-Aaah Bednarek mi grozi. Mam się bać?
-Weź mnie nie denerwuj.
-Który jest dzisiaj?-Spytałam.
-24 Listopad.
-Ile mi jeszcze czasu zostało?
-Duuuuuuuuuuuuuuuuużo,rak się cofnął po przeszczepie.-W uszach dźwięczały mi słowa ,,Rak się cofnął''.
-A wiecie kto mi dał szpik?-Oboje się jakoś dziwnie zmieszali spojrzeli na siebie.
-Nie.
-Kłamiecie,Łukasz wiem kiedy kłamiesz a kiedy mówisz prawdę.
-Nie możemy Ci powiedzieć bo ta osoba nas o to prosiła.
-Dlaczego?
-Nie wiem.-Ja i tak wiem,ze Oni wiedzą więcej niż ja sie spodziewam.
W Grudniu czułam sie jeszcze lepiej,a mój lekarz sie zlitował,żeby dać mi jeden dzień wolności i ten właśnie dzień wykorzystaliśmy na koncert Kamila. Z tego co wiem to On nic nie wie,że sie obudziłam a to ma być taki suprajs. Padający śnieg wcale nie ułatwiał nam drogi. Około 18:00 dojechaliśmy na miejsce. Koncert już trwał. Wpuścili nas obok wejścia na scenę. Aneta chodziła a ja sie dyskretnie schowałam i musiałam tak stać przez cały koncert i jak wszyscy zeszli ze sceny. Oni poszli do garderoby Kamila. Poczekałam chwilkę i po chamsku bez pukania weszłam. Z Kondziem sie turlaliśmy ze śmiechu po ziemi.
-Dobre bratowa.-Przybiliśmy z Kondziem żółwika.
-Ale...ty...-Kamil jąkał ze łzami w oczach.
-Kamil.-Prytuliłam go a potem był zbiorowy przytulas. Po tym jak sie wszyscy od nas odkleili.
-Co ty tu robisz?
-Zmartwychwstałam,to się wam śni a jak sie obudzicie będziecie mieli wrażenie,że to realne. Ona nie żyje jestem jej duchem.-Po tym wybuchnęłam śmiechem...serio.
-Julka.-Skarcił mnie Kamil.
-No co? Pośmiać sie nie mogę.
-Co brałaś?
-Nic nie brałam,jestem czystsza niż ty przez całe swoje zycie.
-Taa.-Mruknął.-Poczekasz tu grzecznie,rozdam parę autografów i zaraz wracam.
-Poczekam.-Dał mi buziaka i poszedł. Siadłam sobie na kanapie.-Może wy mi powiecie kto był dawcą szpiku bo Łukasz i Kondzio nie chcą nic powiedzieć.-Wszyscy sie dziwnie zmieszali.
-Nie wiem.- Znowu miałam wrażenie,ze kłamią.
-Dlaczego mi poprostu nie powiecie kto był dawcą co?
-Poprostu ta osoba nie chce,żebyś wiedziała.
-Jezuuu cięzko wam powiedzieć imię i nazwisko? Chciałabym podziękować tej osobie.
Czekaliśmy na Kamila godzinę aż wrócił. Posadził mnie na swoich kolanach.
-Kamil,będzie już dobrze?
-Będzie,obiecuję Ci i pamiętaj razem zastępujemy Królową Elżbietę.
-Byłeś cały najarany.
-Noo i zostaniesz moją żoną.
-W drugim świecie.
-A co nie chciałabyś kiedyś nosić nazwiska Bednarek?-Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Kamil masz 23 lat a ja mam 19 lat nie uważasz,ze jesteś za młody na małżeństwo?
-Tak ja jestem za młody a ty za stara.-Zaczął się chichrać.
-Kamil.-Skarciłam go.
-No co? To takie moje trzecie marzenie w tym roku pierwsze było zagrać koncert na dużej scenie na Woodstocku,drugie to było to,żebyś się wybudziła i była zdrowa a trzecie to jest takie,że stoję sobie w kościele a z oddali wchodzisz ty w pięknej białej sukni. Zobaczysz mała moje marzenia się spełniają.
-Jesteś strasznie pewny siebie.
-A co taki nie powinien być facet?-Wzruszyłam ramionami.-Jesteś moim mistrzem,skłonilaś Kondzia do łez.
-Mówił mi.
Potem udaliśmy sie do hotelu. Kamil po zamknięciu drzwi na klucz prawie sie na mnie rzucił.
-Stęskniłem się.-Wyszeptał mi do ucha po czym zaczał łapczywie ściągać ze mnie ubrania. Pchnął nas na łóżko...
____________________________________________________________________________
I jest zdrowaa,jest narazie dobrze. Jak myślicie dlaczego nikt nie chce powiedzieć Julce kto jest dawcą szpiku. Wiem,znowu masa błędów,ale w nocy sie nie wyspałam,odrabiałam lekcje do teraz i chwila wolnego a sprawdziać błędów nie mam czasu. ; ) Do następnego załogo. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ,
Subskrybuj:
Posty (Atom)