Łukasz chciał,żeby Kornela też miała jakieś udziały w firmie i się zgodziła,więc trzeba dokończyć studia. W Październiku zaczynamy a co się wiąże z tym,że koniec ze śpiewaniem....narazie. Wrócę do tego,ale dopiero po studiach. Do Września koncertujemy i potem wracamy do Wrocławia.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.
Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.
Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.
_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
Rozdział jak zwykle świetny!!!
OdpowiedzUsuń