niedziela, 27 października 2013

Rozdział 37

Smacznie sobie spałam przytulona do Kamila i poczułam ciężar na sobie i krzyk.
-Mamoooo wstawaj.-Kuba brutalnie ściągnął ze mnie kołdrę.
-Kubuś kochanie stęskniliście sie za tatusiem to jego obudź.-Młody posłuchał mojej prośby i razem z Amelką wskoczyli na Kamila. Łaskotali go po twarzy jego dredami przytulali się,ściągali kołdrę.
-Jula kochanie zrób coś ja chcę spać.-Jęknął w poduchę.
-A ty chcesz syna,to powodzenia życzę.
-Dzieci moje kochane starego ojca będziecie męczyli? Nie dacie sie wyspać.
-Tatoooo zrobisz nam śniadanie.
-A mama nie może?
-My chcemy,żebyś ty nam zrobił.-W końcu otworzył jedno oko.
-Buziaki.-Nastawił policzki i go cmoknęli.-Mama chyba o czymś zapomniała.
-Nie wiem czy zasłużyłeś.-Droczyłam się z nim. Dzieciaki z niego zeszły i rzucił się na mnie przygniatając mnie do łóżka i całując.
-I co kochanie teraz zrobisz?
-Nie wiem.-Wydusiłam przez śmiech.
-Chcielibyście polecieć do babci do Anglii?-Skierował to do naszych pociech.
-Taaaa.-Oboje sie ucieszyli jakby jakąś zabawkę dostali.
-Kamil,a co ty znowu knujesz? Nawet z moją mamą nie rozmawiałeś.
-I tu sie kochanie mylisz,za dwa dni mamy lot do Anglii a potem wracamy tu i odpoczniemy sobie jak za starych dobrych czasów. Teraz jestem w domu i trzeba kiedyś odpocząć tak samemu w ciszy,i trzeba się pobawić kochanie,dawno mnie w domu nie było więc wiesz.-Poruszał zabawnie brwiami.
-Jak sie będziecie bawić?-Spytał Kuba.
-Pożytecznie synek.
-Ale jak?
-Za mały jesteś,żeby wiedzieć.

Dwa dni później polecieliśmy do Anglii zapakowani jak nie wiem co. Dzieci sie ucieszyli,że polecieli do babci a my wróciliśmy do Polski.

 W tym domu jest dziwie jak jest cicho jak nie ma dzieci. Chyba się przyzwyczaiłam,że zawsze tu jest pisk,albo płacz.
-Boże jaka tu pustka.-Rzuciłam się na kanape a po mnie Kamil. Dzieci w Anglii u mojej mamy,wracają za dwa tygodnie.
-Tylko przez dwa tygodnie.-Usłyszeliśmy,że otwierają sie drzwi wejściowe i pisk.
-Ciociaaaaa.-Damianek wpadł nam do salonu a za nim Kornela i Łukasz. Przybiłam z młodym piątkę jak zawsze.
Kamil grał na pianinie z Damianem a ja czegoś szukałam w papierach,i wyleciała jakaś biała karteczka z drobnym drukiem. Z niej wynikało,że to Kamil oddał mi szpik kiedy umierałam,mój Kamil dzięki któremu żyję.
-Ka...Ka...Kamil.-Wydukałam patrząc na karteczkę. Kornela mi ją wyrwała.
-To ty jej jeszcze nie powiedziałeś?
-Tak wyszło...
-Wszyscy wiedzieliście?-Spojrzałam na każdego siedząc na ziemi jak małe dziecko.
-Julcia kochanie bo to było tak,że Łukasz nie mógł bo coś tam no nie a mój mogłaś mieć więc Ci go oddałem. Miałem Ci pozwolić odejść? Wtedy bym do Ciebie dołączył...nie miałbym takich cudownych szkrabów,takiej rodziny,takiego pięknego ślubu...Najważniejsze,że żyjesz,jesteś tu przy mnie.-To co On mówił było piękne i prawdziwe. Razem tworzymy coś pięknego.......rodzinę.

____________________________________________________________________________
Hej,hej,hej wszystkim. Wiem,że sie bardzo opóźniam i przepraszam,ale szkoła i weny brak. Jakieś pomysły na dalsze rozdziały? Bo jak nie to chyba czas będzie zakończyć bloga.  Do następnego ;)
Ps,
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

piątek, 18 października 2013

Rozdział 36.

**5 Lat później***

Standardowo o 7:00 wstałam z łóżka i poszłam obudzić dzieciaki. Weszłam do ich pokoju,smacznie sobie spali. Nie ma co po tatusiu poszli,każde z nich jak śpi to wymalowany Kamil.
-Amelka,Kubuś wstawajcie.-Oboje miałczeli w poduszki,że ja okrutna ich budzę. No istny Kamil,też tak miałczy. Amelka ma 3 latka a Kuba 4.
-Mamo kiedy tatuś wróci?-Spytała Amelka.
-Niedługo kochanie.-Tak serio to nie wiem kiedy Kamil wróci z trasy. Jak mu mówię,że ma dwójkę małych dzieci i żonę i,żeby wrócił do domu na dłużej niż kilka dni to mi mówi,że zarabia na rodzinę. Haloo ja też pracuję i też zarabiam. Zrobiłam im i sobie śniadanie,potem ogarnęłam siebie i dzieci i o 8:00 zawiozłam ich do przedszkola i pojechałam do pracy. Mój brat jest na tyle kochany,że wybacza mi spóźnienia bo wie,że jego kochany bratanek i bratanica poszli po tatusiu i ciężko im się wstaje. Zajęłam się jak zwykle papierkową robotą.

Około 14:00 usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam zagapiona w ekran laptopa,po chwili ktoś wszedł trzymając przed sobą ogromny bukiet kwiatów.
-Niespodzianka.-Zza kwiatów wyskoczył Kamil. W końcu raczył się zjawić w domu. Mimowolnie się ucieszyłam na jego widok. Jednak rozłąki robią swoje. Wleciałam mu w ramiona i nie miałam zamiaru puszczać.
-Aż tak się stęskniłaś?
-Poczekaj na dzieciaki.-Dałam mu buziaka.
-Jedziemy maluchy a potem do mamy na obiadek,zadzwoniła do mnie i dała mi taki opieprz,że mi głupio było.
-W końcu od kogoś go dostałeś.-Zakończyłam pracę,pozamykałam wszystko co moje i razem pojechaliśmy po dzieci. Po wejściu do ich salki nawet nie zauważyli,że matka z ojcem po nich przyjechali.
-Amelka,Kubuś.-Zawołał Kamil i ten pisk.
-Tatooooo.-Te ich uśmiechy na widok Kamila. Jak mu sie uwiesili na szyji to nie chcieli puścić.
-Jedziemy do babci Eli?-Spytał.
-A wujek i ciocia będą?
-Będą, to jak jedziemy?
-Tak,tak.-Ubraliśmy ich i wyszliśmy. Od razu kierunek Lipki. Po godzinie byliśmy na miejscu. Kornela z Łukaszem i ich synkiem już byli,Konrad z Kinią i ich dwu miesięczną córeczką i też wiec tylko nas brakowało.
-Mamo,jesteśmy.-Wrzasnał Kamil od progu,rozebraliśmy się ze zbędnych rzeczy i weszliśmy do salonu.
-Ale was dużo.-Kamil się lekko przeraził.
-Jakbyś był częściej w domu to by Ci to nie przeszkadzało.-Powiedziałam ugryźliwie.
-Oooo brat ile ja Cie nie widziałem? Dobre pół roku....-Każdy mu tak ugryźliwie gadał,nawet jego mama.
-Oco wam znowu chodzi?-Oburzył się.
-O to,że masz dwójkę dzieci i żonę....halo przypominam Ci. Dwa lata temu wziąłeś ze mną ślub a cztery lata temu nam sie urodziło pierwsze dziecko,takie dwie bardzo ruchliwe istotki które co rano pytają kiedy wróci tato a ja im ciągle muszę odpowiadać,że niedługo bo sama nie wiem.-Wyrzuciłam z siebie to co chciałam.
-Pracuję....
-Ja też pracuję. Daj zamienimy się ja wrócę do śpiewania a ty zostaniesz z dziećmi i też sobie pojadę na najdłuższą trasę mojego życia i ty będziesz codziennie im odpowiadał,że nie wiesz kiedy mama wróci bo przecież pracuje. Pamiętasz co mi obiecałeś zanim sie urodził Kuba? No rusz głową.
-Że zrezygnuję z dłuższych tras.
-Jakoś Ci przeszło,kiedy znowu jedziesz w trasę....jutro?
-Nie...tak serio to jeszcze nie wiem kiedy jadę w trasę. Kicia nie gniewaj się.
-Wiecznie siedzę z dzieciakami sama w domu,bo Ciebie nie ma. Jak będziesz jeździł w krótsze trasy to nie zbiedniejesz nie martw się.
-Mamo nie kłóćcie sie.-Powiedziała Amelka i spojrzała na nas tymi swoimi przenikliwymi brązowymi oczkami i uwiesiła się na mojej nodze,nie chciała puścić. Kucnęłam przy niej.
-Mała ja sie nie kłócę z tatusiem,no co ty.
-Nie kochacie się już?-Myślałam,że mi oczy to mi wylecą z tąd gdzie są. Moje własne dziecko pyta się mnie czy sie nie kocham z jej tatusiem. Zapadła taka cisza,nikt sie nie odzywał.
-Kochamy,mała jasne,że sie kochamy z mamusią.-Kamil się odezwał i usiadł na ziemi. Posadził ją sobie na jednej nodze,Kubę na drugiej a ja na przeciwko ich.
-Maluchy moje najukochańsze...To,że czasami z mamusią się pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy. Amelka a jak Kuba Ci zabierze zabawkę to też się z nim kłócisz i jesteś na niego zła tak?
-Tak.
-I co nie kochasz wtedy Kuby?
-Kocham,to mój braciszek.
-No widzisz kochanie tak jest ze mną i z mamą to,że się czasami pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy.
-Ja chcę brata.-Powiedział Kuba.-Będę miał brata? Mamoo?-Jęknął.
-Ja myśle,że to sie da załatwić tylko musisz ładnie mamę poprosić.-Kuba tak podszedł do mnie i sie przytulił.
-Mamusiuuuuuuu a ja bym chciał brata.-Miałknął po swojemu.
-Wiecie co Bednarki,wy wszyscy macie dar miałczenia komuś do ucha.
-Tatuś mówił,że tak lubisz.-Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Bednarek co ty mu nagadałeś?
-Że lubisz o tak.-Zaczął mnie miziać swoim dredem po szyji na co mu się wyrwałam i chciałam uciec,ale nie zdążyłam bo po chwili stałam w jego ramionach.
-I co teraz zrobisz?-Spytał.
-Nie wiem.-Nastawił policzek,żebym go cmoknęła i to zrobiłam.
-To co mamo będę miał brata?-Dopytywał Kuba.
-Taty się spytaj.
-Tatooo?
-Obiecuję Ci,że będziesz miał brata.


-Julka ratuj.-Jęknęła lekko podłamana i tu nawet Konrad nie mógł nic pomóc bo sam był ciemny w tych sprawach. Wzięłam małą Karolinkę na ręce i pomasowałam jej brzuszek,żeby kolka przeszła,pokołysałam na rękach i przestała płakać.
-Konrad przebież córkę bo ma mokro.
-Ja?-Skrzywił sie jak Kamil.
-Nie,moja mama przyleci z Anglii i zrobi to za Ciebie.
-Ale ja nie umiem.
-To Cie bratowa nauczy.-Uśmiechnęłam się i kazałam mu ją przebrać. Mówiłam mu po kolei co ma robić. Chyba z 15 minut ją przebierał,ale przebrał.
-Wiecie co jakbyście byli bliźniakami,Kamil tak samo nie umiał wstać w nocy do dziecka,przebrać,nakarmić a jak mu kazałam to sie głupio pytał ,,Ja?''
-No co? To był taki suprajs i skąd miałem wiedzieć jak sie dziećmi zajmuje co?-Wzruszył ramionami.-Ale już jak była Amelka to umiałem no nie.
-Nauczyła Cie własna mama.
-No i dobrze. Jak tam brat fajnie mieć jakiego szkraba no nie? Tak patrzeć sie na maleństwo całymi godzinami mieć taką zwiechę jak ja i patrzeć sie przez bite trzy godziny na dziecko....bez przerwy. To takie fajne.

_________________________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy,nie mam czasu na ich poprawianie bo zmykam do cioci. Nie wiem,czy dobrze używam języka dziecięcego bo nie wiem jak mówią dzieci w tym wieku za co z góry przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 35.

Kolejnego dnia już lecielismy do Hiszpani. Loret de Mar wita. Podjechalismy pod hotel,to nie był taki normalny hotel tylko 5-cio gwiazdkowy hotel. W rejestracji Kamil wszystko załatwiał i dostaliśmy klucze do naszego pokoju. Po wjechaniu na drugie piętro odnaleźliśmy nasz pokój. Był taki duży,taki idealny. Potem jak Kamil poszedł sie wykąpać wysłałam Konradowi nazwę hotelu,miasto i kazałam,żeby byli dzień wcześniej,ale nie w tym samym hotelu co my bo by niespodzianka nie wypaliła. Po chwili telefon od Korneli. Wyszłam na korytarz i odebrałam.
-Halo?
-Oco chodzi z tą Hiszpanią,bo młody tak gada,ze nic nie wiem.
-Bo Kamil ma za 5 dni urodziny nie?
-No i Konrad coś mówił,ze mamy tam przylecieć?
-Tak,tak bierzcie jego przyjaciół,siebie i welcome to Spain.
-To było tak odrazu.
-Kondzio ma miejscowość,hotel i może ty jako jedyna ogarniesz temat.
-Dobra to już wiem,ale zajmiesz się imprezą.-Wyczułam w jej głosie niepewność.
-Tak,tak. Dobra ja kończe bo tam w pokoju zostawiłam Kamila i sie biedny przerazi,że mnie nie ma.
-Dobra to leć buziaki.
-Paaaa.-Rozłączyłam sie i wróciła. Weszłam do pokoju i odrazu Kamil.
-Kicia gdzie ty byłaś?
-Na korytarzu.
-Po co?
-Yyyy szukałam wi-fi.-Taaa bo mi uwierzy.
-Wi-fi?-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-Tak kocie wi-fi.-Usmiechnęłam się.
-Nie wiem co kombnujesz,ale sie dowiem.-Oj dowiesz,dowiesz,ale w swoim czasie.
-Kocie,nic nie kombinuję,nie martw się.
-Kłamiesz,widzę.-Zmróżył oczy.
-Chcesz sie teraz kłócić?-Spytałam i podniosłam jedną brew.
-Chcę sie dowiedzieć dlaczego kłamiesz.
-Kamil,dowiesz się,ale później okej? Przysięgam to nic złego. Nie przejmuj się tym,idziemy na miasto?
-Okej.-Wiedziałam,że był na mnie zły.

Kolejne dni spędzaliśmy albo na siedzeniu przy basenie,albo na plaży a wieczorem na dyskotekach. Dzień przed urodzinami Kamila,wyszliśmy na miasto. Wyszłam przed hotel i zobaczyłam Kornelę a potem resztę.
-Kuźwa mówiłam nie do tego hotelu.
-Nigdzie nie było miejsc.-Wytłumaczył mój brat.
-Czekajcie tu jak go odwrócę to w ekspresowym tępie macie zniknąć z pola widzenia.-Poszłam do środka po Kamila. Jak wyszliśmy z hotelu to skręciłam odrazu na prawo i wpiłam sie w usta Kamila a im dyskretnie pokazałam,ze mają szybko się ulotnić.
-Kicia a Ciebie co wzięło na amory?
-Mnie zawsze bierze na amory nie wiesz o tym?-Uśmiechnęłam się.

Klub już załatwiony,balkon jest nasz. Weszłam do pokoju gdy Kamil opierdzielał sie przed kompem. Sprawiałam wrażenie,ze zapomniałam o jego urodzinach.
-Kamil ubieraj się wychodzimy,mam ochotę na imprezę.
-Jak mi powiesz oco w tym wszystkim chodzi. Od kilku dni zachowujesz sie jak nie ty i w dodatku udajesz,ze szukasz wi-fi jak go tam nie ma.
-Dobrze wszystko Ci powiem,ale tam okej?
-Tu.
-Tam,Kamil no proszęęę.
-Ale jak mi nie powiesz to wracam do Polski.
-Dobrze,ale chodź.-Sama byłam już gotowa. Czekałam na Kamila dobre 20 minut i w końcu był gotowy. Weszliśmy do klubu,a przed schodami na górę stanęłam.
-Daj mi swoją bandamkę.
-Po co?
-Daj.-Odczepił ją od spodni,dał mi a ja mu zawiązałam oczy. Powoli weszliśmy na górę,gdzie było coraz ciszej. Dzieliły nas tylko szklane drzwi,za nimi wszyscy już byli.
-Kicia już?-Kamil sie niecierpliwił.
-Chwilka.-Przeszliśmy przez drzwi i ściągnęłam mu bandamkę na co wszyscy krzyknęli ,,Niespodzianka''
Kamil stał z szeroko otwartymi oczami. Potem mu zaśpiewaliśmy 100 lat.
-Boże co wy tu robicie?
-Jak to co brat,świętujemy twoje  26 urodziny.
-Wiedziałaś o tym.-Spojrzał na mnie z tym swoim szerokim uśmiechem.
-Ba brat,Ona to wszystko zorganizowała i powiedziała,że jak ja ich nie zgarne to mi nogi  z tyłka urwie.
Wszyscy goście złożyli mu życzenia i podszedł do mnie,objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Dlatego sie tak dziwnie zachowywałaś?
-No tak,dlatego ''szukałam wi-fi'' na korytarzu haha.
-Dziękuję za wszystko,za to,że jesteś.
-Kamil wiesz,ze to ja powinnam tobie dziękować za to,że byłeś od samego początku.
-Byłem od samego początku i to dlatego jesteś kochanie zaręczona ze mną.-Puścił mi oczko i namiętnie pocałował.

______________________________________________________________________________
Pisałam ten rozdział trzy dni i według mnie wyszedł okropny. Teraz nawet w weekend nie mam czasu pisać bo albo mnie nie ma w domu,albo muszę się uczyć. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

sobota, 5 października 2013

Rozdział 34.

Święta jak święta minęły w super atmosferze. W Styczniu znowu na uczelnię. Trzeba już sie przygotowywać na zaliczenia. Lepiej sie bardziej przyłożyć i mieć potem chwilę wolnego. Kamil dopiero w Lutym jedzie w trasę więc trochę pobędziemy razem.
Poniedziałkowy ranek,śpię sobie w najlepsze w pod cieplusieńką kołdrą i budzi mnie Kamil bezczelnie ją ze mnie zrywając.
-Kicia a ty nie powinnaś jechać na uczelnię?-Spytał mnie.
-Godzina?-Mruknęłam zaspana.
-7:50.
-Jezu daj mi spać.-Jęknęłam i nakryłam się kołdrą.-Mam na 10:00.
-A to dlaczego?
-Bo nie idę na pierwszy wykład,nigdy na niego nie chodzimy,a teraz dobranoc.-Nakryłam się kołdrą i znowu odpłynęłam.

***

Teraz się obudziłam sama. Na zegarku była godzina 9:03....miło,przynajmniej się wyspałam. Zeszłam na dół gdzie siedziała cała ferajna zespołu Kamila.
-Siema chłopaki.-Mruknęłam zaspana.
-Nareszcie śpiąca królewna spała.
-Też Cie kocham Kamil,a szczególnie jak mnie tak brutalnie budzisz. Zawieziesz mnie na uczelnię?
-Musimy obgadać parę spraw,potem wpadnę do Ciebie po samochód.
-Po co jak kończę o 14:00?
-Plan wam sie bardzo zmienił,już nie ma od 9:00 do 16:00?-Spytał Kamil.
-Teraz tak i każdy piątunio wolny.
-Z tego piąteczku to ja się bardzo cieszę.-Zrobiłam sobie śniadanie,ubrałam się,dałam buziaka Kamilowi i pojechałam na uczelnię. Do wykładu zostało 5 minut,więc git.

Czas płynął bardzo szybko. Nawet sie nie zorientowałam kiedy wybił 4 Maj. Kamil obudził mnie gorącym buziakiem. Otworzyłam oczy a przedemną  stał Kamil z wielkim bukietem kwiatów.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-Pamiętałeś....
-Jak można nie pamiętać o twoich urodzinach?Chodź bo śniadanko stygnie.-Wyszczerzył sie ma maxa.
-Zrobiłeś śniadanie?
-Tak,chodź.-Ja to sie bardzo obawiałam w jakim stanie zostanę kuchnie. Zeszłam na dół i rzeczywiście stół był zastawiony śniadankiem. Wszystko pięknie pachniało a kuchnia jest cała,byłam pod wrażeniem.
-Nie bój sie nie otrujesz sie.-Zaśmiał się gdy ja na to wszystko patrzyłam. Usiadłam przy stole,Kamil naprzeciwko mnie.
-Piątek dalej wolny?-Spytał z tajemniczym uśmiechem.
-Tak,piątek wolny i cały tydzień bo coś tam jest i nie ma wykładów.
-To świetnie,jedziemy na całe dwa tygodnie do Hiszpani,tak wiem masz wykłady Kornela Ci pomoże ogarnąć materiał.-Mało co sie nie oplułam jak to usłyszałam.
-Do Hiszpani?-Spytałam.
-No tak,jutro o 12:00 samolot więc sie kicia już pakuj.-Ten jego szarmancki uśmiech.
-Czemu nic wcześniej nie powiedziałeś?Boziu muszę sie pakować.-Ja to panikuję zawsze wcześnie.
-Bo byś zaczęła ględzić,że nie masz kasy na takie wyjazdy,że nie chcesz nigdzie jechać i takie pierdoły a to taki prezent na urodziny i nie ma odmowy.-Puścił mi oczko.-Smacznego.

Zaczęłam tak myśleć. Kurde jeśli my tam jedziemy na cały tydzień to będą też urodziny Kamila. Poszłam do sypialni i zadzwoniłam do Kondzia.
-No słucham Cie bratowa.
-Słuchaj mnie teraz uważnie,zbierasz kumpli Kamila i wbijacie w jego urodziny do Hiszpanii. Adres,hotel,miasto Ci podam później.
-Do Hiszpanii?
-No tak bo my jedziemy jutro a tak obliczyłam,że tam wypadną też jego urodziny,więc w jego urodziny macie tam wszyscy być.
-A ja jak mam to załatwić co?
-Masz bardzo mądrą siostrę. Dobra ja sie spadam pakować...
-Wszystkiego najlepszego.
-Dzięki,to sie potem jeszcze zgadamy paa.
-Paa.-Też mu zrobię niespodziankę,ale to będzie serio biba. Spakowałam sie na całe dwa tygodnie,nie powiem dużo czasu to zajęło. A wieczorem świetnie spędzony czas z Kamilem. Wino,kolacja....magicznie.

_________________________________________________________________________________
Przepraszam,ze jest dopiero teraz,ale nie mogłam się zabrać do pisania tego rozdziału. Moje pomysły się wyczerpały i kompletnie nie wiem co mam dalej pisać więc zdaję sie na was i napewno jakąś propozycję wykorzystam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 33

Kondzio błagał mnie na kolanach,żebym Kini nic o tej jego nowej lasi nie mówiła. A,że ja jestem bardzo zła to sobie go trochę po torturuję,niech wie,ze Kini się nie zdradza. I powiem jej po świętach nie popsuję jej ich. Biedny,każdy wolny weekend ze mną siedział a jak chciał iść do Kini to dzwoniłam do niej niech do nas wbija.

Dzień przed wigilią pojechaliśmy do Lipek. Kamil tam prosto z trasy miał pojechać. Dojechaliśmy na miejsce. Wzięliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do środka. Kinia była,Kamil i ta laska z Mc Donalada.
Dałam Kamilowi buziaka.
-Kondzio twoja przyjaciółka przyszła.
-Po co tu przylazłaś?-Syknął do niej.
-Do Ciebie przyszłam bo muszę Ci coś powiedzieć bo ja jestem z tobą w ciąży.-Kinia jak sie rozpędziła tak mu strzeliła z otwartej i siadła na kanapę ze łzami w oczach. Ja to bym wyszla,ale okej.
-Szwagier i co jednak liść od Kini boli nie?
-Dobra zamknij sie.
-Ale czekaj to jest nie logiczne jak ty możesz mieć z nią dziecko skoro każdy weekend spędzałeś ze mną?
-Z tobą też?-Warknęła Kinga.
-Julka.-Syknął Kamil z groźnym spojrzeniem.
-Jezu stop dajcie mi coś powiedzieć? My z Kornelom w Poniedziałek po mikołajkach w Mc Donaldzie zobaczyłyśmy go i tą małpę,potem przyjechał do nas wieczorem i dlatego dzwoniłam do Kini i sie pytałam co robił w południe. Ty byś chciała widzieć jego minę jak tylko wspominałam o tobie. I małe tortury nie zaszkodziły np siedział cały weekend u mnie,żeby nie jeździł do niej,był na telefon, i po prostu go szantażowałam,ze tobie wszystko powiem i miałam Ci powiedzieć,ale po świętach,żeby Ci ich nie psuć. Od tamtego dnia do dzisiaj byłam dla niego zimną,wredną suką,bez serca i szczerze powiem,że to mi sie troche podobało.
-A teraz ja okej? Nie spałem z nią ani razu i po tym spotkaniu w maku powiedziałem jej,ze ma sie odwalić.  A to wszystko jej wina.
-Czyli?-Spytała Kinia.
-Chciała sie wpierdzielić w życie Kamila i Julki. No Aguś przyznaj sie co chciałaś zrobić?-Powiedział to z ironicznym uśmieszkiem.
-Wal sie.-Wstała i wyszła.
-Chciała wrobić Kamila w to dziecko.
-Co za zdzira.
-Konrad możemy porozmawiać sami?-On i Kinia poszli na górę i mogliśmy zostać sami.

-Kicia i ty wiedziałaś,że On sie z Agniechą spotyka?
-No,to było takie obleśne jak sie miziali...fuu.
-Mogłaś mi powiedzieć bym to jakoś załatwił.
-Ale wolałam go trochę po szantażować.

Pod wieczór w końcu wyszli z pokoju Konrada.
-I co szwagier dalej boli policzek?
-Julka,czemu mi nie powiedziałaś tak po prostu?-Spytała Kinia.
-Wolałam sie pobawić w szantaż.
-Brat,co Ci moja Juleczka kazała?
-Każdy weekend u was w domu,jak coś chciała to musiałem jej wozić,kazała sobie robić śniadania,kawki i straszyła,ze zadzwoni do Kini.
-Przynajmniej wiesz,ze kobiet sie nie zdradza. A jak jeszcze raz wywiniesz taki numer to ja Cię machnę z otwartej
-Dobra wiem,jezu.

______________________________________________________________________________
Przepraszam,ze ten rozdział jest taki okropny,ale ostatnio nie mogę sie pozbierać do całości. Do następnego <3.
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.





poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 32.

Październik,Listopad i nastał nasz ukochany Grudzień. Dzisiaj z Kornelom gramy koncert mikołajkowy we Wrocławiu. Na świeżym powietrzu,i jest git. Jakoś w połowie koncertu chłopaki przystopowali i na scenę wszedł Kamil. Cały uśmiechnięty od ucha do ucha. Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i zaczął mówić do mikrofonu.
-Jula,wiesz,że kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i wiem,że nie wiadomo co by się działo to byłabyś przy mnie a ja przy tobie. Mam takie jedno pytanko.-Z kieszeni wyszperał czerwone pudełeczko,klęknął na kolano.-Wyjdziesz za mnie?-Rozpłakałam się tam na miejscu a jedyne co dałam radę to kiwnąć głową na tak. Na palec wsunął mi piękny srebrny pierścionek (klik) i mocno przytulił. Ludzie zaczęli śpiewać 100 lat,klaskać piszczeć. Potem skocznym krokiem zszedł ze sceny. Dokończyłyśmy koncert,i zbiegłyśmy za scenę. Zdjęłam szalik i kurtkę zabrałam jakiegoś markera i poszłam do fanów z Kornelom. Nie minęło dużo czasu a na głowę ktoś założył mi czapkę a na szyję szalik. Obróciłam się i zobaczyłam Kamila.
-Młoda grabisz sobie,jesteś spocona,jest zimno a ty bez czapki i szalika chcesz być chora?
-To będziesz mnie leczył.
-Doktor Bednarek? Leczyłabym się.-Powiedziała jedna dziewczyna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
-Ja też,ale wiesz co On to by Cie do mamy wywiózł.
-No co mamusia robi dobre herbatki.
-Ty możesz robić za grzejnik.-Dodałam.
-Co jestem aż taki gorący?
-Kamil.-Skarciłam go.-Tu są dzieci.
-Z rozbudzoną wyobraźnią.-Dodał.
-Ty jesteś dzieckiem z rozbudzoną wyobraźnią...Pędzel.-A ten się zaczął chichrać jak małe dziecko.-I teraz jesteście świadkami,ze wasz ukochany Kamil ma rozbudzoną wyobraźnie z głupiego pędzla się śmieje.
-Grabisz sobie młoda.-Wydusił przez śmiech.
-Mamusia Cie przygarnie skarbie.
-Razem z tobą.-Puścił mi oczko.
Po godzinie rozdawania autografów wróciliśmy do domu.
-Kocie o której jutro zaczynasz i kończysz zajęcia?
-Zaczynam o 9:00 a kończę o 16:00 a co?
-Czemu tak długo?
-Bo się kształcę.
-Przecież możesz śpiewać.
-Kamil gadaliśmy już o tym tak?
-No tak zawiozę Cie i przywiozę bo jadę do mamy i samochód mi potrzebny.
-Luuz.


Kolejnego dnia o 8:40 podjechaliśmy pod uczelnię.
-Będę o 16:00.
-Ok.-Dałam mu buziaka i wyszłam z samochodu. Podeszłam do reszty,która na mnie czekała.
-No,no przyszła Pani Bednarek.-Zaśmiała się Asia. Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszliśmy do środka bo było zimo a nawet bardzo.
-Pokaż to cudo.-Wystawiłam jej palca z pierścionkiem.
-Jezu,ale boski masz faceta anioła.
-I jest aniołem.-Powiedziała Kornela wyraźnie coś sugerując. Rzuciłam jej pytające spojrzenie na co tylko wzruszyła ramionami.
-Ej idziemy na jakieś piwo po zajęciach?-Spytał Szymek.
-Ja odpadam Kamil po mnie przyjeżdża i puki jest w domu to będę z tego korzystać.
-Oni teraz za dwa dni jadą i wróci dzień przed wigilią.
-No właśnie.
Ćwiczenia jak ćwiczenia można powiedzieć,że nie jakieś nudne. Tym razem o 12:00 był obiadek,czyli godzina przerwy.
-Ej obczajamy Mc Donald?-Spytał Eryk.
-Nie zdążymy 20 minut sie tam idzie.
-Po przerwie mamy wykład,ale czy ktoś powiedział,ze musimy na niego iść? U niego to i tak zawsze nudy to jak robimy sobie 2,5 godziny przerwy?
-Idziemy.-Odezwałam się pierwsza,bo w sumie miał rację każdy spał na tych wykładach. Reszta też sie zgodziła i ruszyliśmy do maka. Po 20 minutach weszliśmy do ciepłego pomieszczenia. Rozejrzałam sie jak to miałam w zwyczaju i niestety w moje oko wpadł Konrad z jakąś laską i napewno nie była nią Kinia.
-Korni to jest twój brat prawda?-Spytałam Kornelę.
-No to Konrad.-Boże to było obleśne miziali się po rękach. Szczerzyli sie do siebie....fuu. Nie no przegiął a jeszcze wczoraj był z Kinią i się kochali najbardziej na świecie. Podeszłam do nich,a mina Konrada bezcenna. Co? Myślał,że jak chodzę na studia to do maka nie przyjdę?
-No,no szwagier co ja widzę. Kinia zmieniła twarz?
-Ale co ty tu robisz?
-Obiad jem. Przyjedź później do nas pogadamy sobie,poważnie pogadamy.-Puściłam mu oczko i poszłam z resztą moich towarzyszy do kasy zamówić sobie jedzenie. Ciekawe co by Kinia na to powiedziała? Uznałyśmy z Kornelom,że nikomu o tym nie powiemy to zostanie między nami.
Po naszej przerwie wróciliśmy na uczelnię. Ciągle myślałam o tym dlaczego Konrad jest takim idiotą,żeby zdradzać Kinię z tym czymś z czym był w maku. O 16:00 skończyliśmy zajęcia. Wyszliśmy przed budynek,Ania,Asia,Eryk i Szymon już poszli a my chwile jeszcze gadałyśmy.
-Korni przyjedź później do nas,trzeba z Kondziem pogadać.
-Dobra,będę napewno to co dozobacznia.-Dałyśmy sobie buziaka w policzek i ruszyłam na parking gdzie czekał Kamil. Dałam mu buziaka i ruszyliśmy do domu. Napisałam sms do Konrada. ,,Witaj zdrajco! ; ) Za godzinę u nas.''
Bardzo szybko odpisał.
,,Nie dam rady. ;/''
Odpisałam:
,,Fajnie by było jakby tak Kinia Ci dała w twarz z otwartej. Jak wyłapiesz to powiedz,czy boli. ;)''
Odpisał.
,,Yhgh dobra za godzinę będę. Cześć''-Już nic nie odpisywałam. Mały szantażyk nie zaszkodzi.

O 17:00 przyjechała Kornela i czekaliśmy na Kondzia. Przyjechał w końcu.
-Spóźniłeś się pół godziny.-Syknęłam.-Ciekawe co Ci zajęło tyle czasu.-Powiedziałam z chamskim uśmieszkiem.
-Nie twój interes.-Warknął.
-A jednak mój. -Znowu się chamsko uśmiechnęłam. Kamil musiał iść na zewnątrz bo Maciek po coś przyjechał i to lepiej dla niego. Wyciągnęłam telefon i szukałam numeru Kini,po znalezieniu go wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Halo.
-Hej Kinia.-Ten strach Konrada bezcenny.
-Hej coś się stało?
-Czy coś się stało? Tak,ale nie oto chodzi. Wiesz może co robił Konrad w południe?.-Na usta mi się nawinął chamski uśmieszek.Polubiłam go.
-No w domu był a coś chciałaś od niego?
-Miał mi notatki przywieźć,ale okazały się zbędne a teraz nie odbiera telefonu.
-Może u chłopaków jest i nie słyszy.
-Może,a wpadniesz na weekend na jakieś piwko?
-Z chęcią.
-To co zgadamy się jeszcze nie?-Spytałam dalej chamsko się uśmiechając do Kondzia.
-Spoko,to narazie. Paa.
-Pa.-Wyłączyłam się i rzuciłam telefonem na łóżko.
-I co dalej myślisz,że Julka jej tego nie powie?-Spytała Kornela z podniesioną brwią.
-Teraz to ja pociągam za sznurki a ty jesteś taką marną pacynką która zrobi wszystko,żeby Kinia sie nie dowiedziała,ze jesteś frajerem.
-Nie powiesz jej tego.
-Zobaczymy,a teraz idź bo koleżanka będzie tęskniła.
-Chcesz mnie zniszczyć to zrób to teraz i tu zadzwoń do niej i jej powiedz.
-Niee wolę Cie trochę potorturować.-Puściłam mu oczko. Wrócił Kamil.
-Co brat? Jak tam Kinia.
-Spinę mają.-Wtrąciłam.
-Pogodzicie się. Kicia jednak jutro jedziemy w trasę.
-I wrócicie przed Wigilią?
-Nom.-Heeee czyli Kondzio ma wielkiego pecha,teraz ze mną nawet brat go nie uratuje. Jeśli serio kocha kinię to będzie mnie błagał na kolanach,żebym jej nic nie powiedziała. A czy kocha? To się okaże w praniu.


__________________________________________________________________
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

sobota, 28 września 2013

Rozdział 31.

Łukasz chciał,żeby Kornela też miała jakieś udziały w firmie i się zgodziła,więc trzeba dokończyć studia. W Październiku zaczynamy a co się wiąże z tym,że koniec ze śpiewaniem....narazie. Wrócę do tego,ale dopiero po studiach. Do Września koncertujemy i potem wracamy do Wrocławia.
-Kamil co z tym mieszkaniem we Wrocławiu?
-No wynajmuję a co?
-A komu wynajmujesz?
-Matka z dwójką dzieci,nadziana kasą a czemu pytasz?
-Bo jak wrócimy na studia to chciałabym tam mieszkać,ale jak tam mieszka ktoś to luzz,będziesz musiał mi zostawić samochód.
-Samochód.-Skrzywił się.
-No tak bo z tamtąd autobusy jeżdżą raz na dzień i co może będę z  jednego końca Wrocka szła na to zadupie gdzie mieszkamy nogami?
-Kicia zadupie,ale spokojne zadupie i nie bulwesuj sie już tak,zostawie Ci brykę.-Puścił mi oczko.

Tak mijały koncerty,we Wrześniu trzeba było ogarnąć ostatnie sprawy związane ze studiami i na początku Października zaczęły się wykłady. O 9:00 zaczynały się wykłady a mamy 8:30,czyli pół godziny. Minęłyśmy drzwi uczelni i wzrok na nas. Każdy się uśmiechał i wodził za nami wzrokiem. Będą nas traktowali jak jakieś piosenkarki? Czy może jak normalnego człowieka. Okaże się w praniu. Kupiłam sobie w automacie kawe na pobudzenie i usiadłyśmy na parapecie. Ludzie jak ludzie. Jeden typ normalny,kilka takich laleczek które mają siano i widnieją tylko po to,żeby mieć papier na ukończenie studiów,przystojni chłopacy. Każdy się trzymał ze sobą. Takie grupki a my jak takie wyrzutki i z deka mi to odpowiada. Wykłady jak wykłady,tylko trzeba pisać wszystko bo potem zaleglości masakryczne. Około 13:00 była godzina przerwy na obiad. Podeszły do nas dwie dziewczyny i dwóch chłopaków wyglądali na normalnych.
-Hej jestem Asia.-Powiedziała wysoka blondynka o niebieskich oczach.-To jest Anka,Szymon i Eryk.-Ania była niską szatynką z brązowymi oczami,Szymon wysoki z czarnymi lokami o zielonych oczach a Eryk szatyn z szarymi oczami. Miał coś w nich takiego innego takiego...takiego nie do opisania.
-Jestem Jula a to Kornela chyba jak kazdy wiecie kim jesteśmy.
-Trudno was nie znać.Idziemy na jakiś obiad?
-No to chodźmy.
Poszliśmy na pizzę. Tam gdzie pierwszy raz zaprowadził mnie Kondzio. Cała czwórka tryska entuzjazmem,są otwarci,szczerzy tacy normalni i nie patrzą na nas jako piosenkarki tylko jako dziewczyny z uczelni i to mi pasuje. Zadzwonił do mnie telefon,to Kamil.
-No co jest?
-Julka dawaj szluga.-Darł sie Szymon.
-Czekaj chwile.-Zatkałam dolną część telefonu.-Zamknij sie! Rozmawiam.....No już jestem i Cię słucham.
-Słyszę towarzystwo macie tam.-Zasmiał się.
-No tak,obiad jemy i potem znowu na uczelnie a ty?
-Generalnie to jedziemy samochodem a mam takie pytanko,bo w sobotę jest koncert w Brzegu,taki wielki koncert i pytanie,czy zaśpiewacie?
-Pogadam z Kornelom i oddzwonie okej?-Spytałam
-Do dzisiaj Aneta musi mieć odpowiedź.
-To do wieczora zadzwonie ok?
-Dobra,to smaczego,grzecznie mi tam i daj znać.-
-Okej Kocham Cie paa.
-Też Cie kocham pa.-Wyłączyłam się.
-Kamil dzwonił i sie pytał,czy zaśpiewamy w sobotę w Brzegu na wielkim koncercie.
-W Brzegu zawsze. Jedziecie?-Skierowała do czwórki naszych towarzyszy.
-Na was i Kamila zawsze.-Ania się szeroko uśmiechnęła,reszta jej przytaknęła. Po zjedzonym posiłku wróciliśmy na uczelnię. Reszta wykładów minęła jak zawsze nudno. Wymieniliśmy się z czwórką numerami telefonu i z Kornelom wróciłyśmy do swoich domów.

Tydzień minął bardzo szybko i w sobotę rano z Kornelom i resztą naszej bandy pojechałyśmy do Brzegu. Załatwiłyśmy im wejściówki za scenę i git. Weszłyśmy za bramę,Kamil gadał z chórzystką Mileną. Ona sie do niego łasiła jak nie wiem co.
-Zabiję ją.-Mruknęłam i ruszyłam w ich stronę. Wrypałam sie po chamsku przed nos Milenie.
-On jest mój.-Syknęłam niczym jadowity wąż.-Tknij go swoim brudnym paluchem a szykuj sobie dołek w ziemi.
-Julka nie ruszaj jej.-Usłyszałam głos Eryka i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
-Zostaw mnie.-Burknęłam.-A ty masz sie odwalić od Kamila bo Ci zrobie krzywdę.
-Ty?-Parsknęła.-Ty mi możesz nie powiem co. Ty sie bić nie umiesz.-Strzeliłam jej liścia.
-Poprawić?-Jak chodziło o Kamila to będę o niego walczyła nawet z największą divą.
-Wal sie.
-Więc go nie dotykaj bo jest mój.-Obróciła się na pięcie i odeszła. Wszyscy sie na mnie patrzeli.
-Jula ja nie wiedziałem,że ty taka lwica jesteś.-Zaśmiał sie Szymek.
-Dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
-Ale nie będziesz biła?
-Jak nie wkurzysz to nie. A ty jak sie na nią spojrzysz to oboje zabije i zakopie w ziemi.-Z tych emocji to w oczach bez powodu stanęły mi łzy,ale zawsze tak mam jak sie denerwuje.
-Ej skarbie już okej,ja jej nawet nie tknąłem przysięgam.-Mocno mnie do siebie przytulił.
-Spójrz sie na nią to Ci zrobię krzywdę.
-To ja wolę nie. Ale kochasz mnie prawda?-Spytał tak słodko i niewinnie.
-Najmocniej na świecie.
-Rzygam tęczą i kucykami pony.-Wtrącił Kondzio,który nie wiem skąd sie tu wziął.
-Kondzio skończ.
-Przeszkadza Ci?-Burknął.
-Okres masz czy co?-Spytałam.
-Daj mi spokój.
-Spinę ma z Kinią dlatego chodzi taki struty.
-Kondzio policz na paluszkach ile ja miałam spin z Kamilem.
-Dużo.
-No właśnie a którejś nie przeżyliśmy?
-Nie.
-No właśnie,więc głowa do góry i jedź do niej sie pogódźcie.-Puściłam mu oczko.-Właśnie to jest Ania,Asia,Eryk i Szymon a to Kamil.-Podali sobie ręce.
-Kamilll kiedy wracasz do domu?-Jęknęłam.
-Pod koniec Października.
-Dopiero?
-No.-I co ja będę w pustym domu sama robiła co?
O 19:00 zaczął się koncert. Skakaliśmy po scenie cali pełni energii. Jak małpy w klatce. Koncert trwał dwie godziny,potem autografy i wolne.


_________________________________________________________________________________
Wiem nudny jak cholera. Zawaliłam i przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.