sobota, 21 września 2013

Rozdział 24.

Obudziłam się napewno w nie swoim pokoju,suszylo mnie. Ogarnęłam,ze leżę w pokoju Kamila w Lipkach,ale jak? Wczoraj byliśmy w Brzegu,jaraliśmy,piliśmy i co było dalej? No właśnie. Byłam ubrana w jakąś szeroką bluzkę i dresy najwyraźniej Kamila bo szerokie. Zeszłam na dół,przy stole siedzieli Kondzio,Kinia i jego rodzice.
-Dobry.
-Hej.-Mruknął Kondzio i wziął kolejnego łyka wody.
-Daj mi,też chcę pić.-Wyrwałam mu butelkę i też piłam.
-Oboje siebie warci,wy oboje nie umiecie pić. Ta coś pieprzy o niedźwiedziu a ten ledwo co idzie.
-Kto mnie przebrał?
-Ja,wiesz byłaś tak nieprzytomna,że stać nie mogłaś.-Odezwał sie Kondrad.
-Powiedz mi,że kłamiesz i mnie nawet nie tknąłeś?-Warknęłam.
-Ja Cie przebrałam.-Odezwała sie Pani Ela.-Ten idiota poszedł odrazu spać.
-Masz szczęście.-Syknęłam.

Mama z ciocią wyjechały do Anglii a ja z nimi. Kamila i tak wiecznie nie ma w domu. Ostatnio przyjechał na tydzień to nie raczył sie odezwać a jak ja do niego przyszłam to zlał mnie jakby mnie tam nie było. Okej tak sie bawimy to świetnie. Poszłam do jego mieszkania.
-Kamil wyjeżdżam.
-Gdzie?-Wow poświęcił mi trochę uwagi.
-Daleko. Skoro tak sie bawimy to koniec.-Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-I co chcesz tak to wszystko skończyć?
-A mam jakieś inne wyjście? Trzymaj się.
-Stój.-Podszedł do mnie.-Serio chcesz to tak skończyć? Nie zgadzam sie Julka,nie. Nigdzie nie jedziesz.
-Pamiętaj Kocham Cię.-Przytuliłam go,ten ostatni raz i wyszłam. Łukasz czekał z walizkami na dole. Ciężko było tak to zostawić. To On od samego początku się o mnie troszyczył,pomagał,był. Pocieszał,przytulał,kochał,całował. Chcę zacząć życie od nowa. Po tym jak straciłam dziecko wszystko się popsuło. Kłóciliśmy się przez telefon,nawet tam. Stanęłam na Londyńskim lotnisku,wyszłam z odprawki i zobaczyłam mamę i ciocię.
-Juleczko moja kochana.-Mama mnie mocno przytuliła. Zawsze tego mi od niej brakowało. Tego,zeby przytuliła. Potem ciocia wyściskała i pojechałyśmy do domu. Dwie godziny jazdy samochodem. Tu jest tak dziwnie,ale da sie radę przyzwyczaić.

*

Siedziałem jak słup soli i tępo wpatrywałem się w ziemię. Z transu wyrwał mnie głos Konrada i Korneli.
-Gdzie Julka?
-Wyjechała?
-Gdzie?
-Zapytaj sie jej.
-Znowu sie posprzeczaliście?-Kornela podniosła jedną brew.
-Przyszła,powiedziała,że wyjeżdża i poszła.
-Anglia.-Mruknął Konrad.
-Co?
-W Anglii jest. Do mamy pojechała. Gadała ze mną,mówiła,że chce zacząć życie od nowa,od kąd straciła dziecko to wszystko sie popsuło. Musicie sobie dać czas.-Mój własny brat jest bardziej poinformowany niż ja. Fajnie!.
-Wszystko sie spieprzyło.-Mruknąłem.
Nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bez Julki to nie to samo.

_______________________________________________________________________________
Dałam radę coś wyskrobać i jest. Znowu nie jest idealny,wiem,że niektórym sie to nie będzie podobać,ze wyjechała,ale mam nadzieję,ze przełkniecie. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

3 komentarze:

  1. Julka wyjechała, ale myślę że Kamil ja znajdzie i wrócą do siebie...
    Już nie mogę się doczekać kolejnego ;****

    OdpowiedzUsuń
  2. super czekam na kolejny :* -asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nie pisałam, ale pamiętaj że jestem.
    Kurcze mam nadzieję, że się pogodzą. W końcu czas leczy rany. ;)

    OdpowiedzUsuń