Były dobre chwile i złe. Z każdym odcinkiem bliższym do celu był większy stres większe napięcie aż nastał finał. To właśnie dzisiaj się okaże,czy wygramy,czy zajmniemy drugie miejsce. Z Kamilem dalej sie nie pogodziliśmy. Trudno takie życie. Te emocje gdy czytają wyniki. Oni jakoś specjalnie ustawili mnie obok Kamila,czy co?
-Bitwę na Głosy wygrywa.......-Ta cholerna przerwa.-Drużyna.......-Boże szybciej.-Kamila Bednarka.-O mój boże. Wy byście chcieli te piski słyszeć. Każdy skakał z radości.
Następnego dnia powrót do Wrocka. Włączyłam sobie na słuchawkach ,,Tears in Haven'' w wykonaniu Kamila. I tak mi się moje maleństwo przypomniało. Moja kruszynka,która nie żyje. Kilka łez poleciało. Po przyjeździe do domu poszliśmy na górę. Muszę zabrać swoje rzeczy. Łukasz,Kondzio i rodzice Kamila byli u nich w mieszkaniu. Grzecznie przeprosiłam i poszłam do jego pokoju po swoje rzeczy.
-Bratowa gdzie ty idziesz?-Spytał Kondzio gdy byłam w przedpokoju.
-Do domu?
-Wiesz Jula myśli,ze jestem takim frajerem który nie myśli o własnym dziecku.-Mina rodziców rodzeństwa najlepsza.
-Jesteś w ciąży?
-Mała poprawka byłam w ciązy.
-A Ona myśli,że mam je w dupie.
-Nigdy nie nazwałam Cię frajerem i nie nazwę bo sobie nie zasłużyłeś na to. To tobie coś przeszkadza,że chcę zapomnieć o maleństwu którego już nie ma.-Z oczu pociekły mi łzy.-Wiesz ile bym dała,żeby mieć je w brzuchu zamiast je stracić?
-A ty myślisz,że mnie to nie dotknęło? Myślisz,że sobie czasami przed snem nie wyobrażałem jakby to było gdyby jednak nie umarło?-Spojrzałam na niego i wyszłam z mieszkania. Miałam tego wszystkiego dość. Wiem,żę to nie jego wina,nikt nie wiedział tak jestem psychiczna.
Ogólnie to zaszyłam sie u siebie w pokoju. Z tego co wiem to Korni i Kamil pojechali w trasę. Skończyłam okrągłe 20 lat.
-Bratowa dawaj jedziemy do Brzegu,małe melo sie szykuje.
-Daj mi spokój.
-Nie siedź w domu tylko dlatego,ze z Kamilem nie gadacie. Za pół godziny przy samochodzie a jak nie to pójdziesz w tym dresie.-Opuścił mój pokój. Wiem,zę On jest do tego zdolny więc ubrałam się w jeansy,jakąś bluzkę a na to czarna skóra. Telefon w kieszeń i zeszłam na dół. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tam miała być Kinga i ich znajomi. Może być fajnie. Poszliśmy na ich miejscówkę. Wszyscy jakoś entuzjastycznie mnie przywitali,cieszyłam sie z tego powodu bo chyba nikt nie lubi czuć się niechciany prawda? Najpierw piwkowaliśmy i ciągle ktoś donosił więcej. Zapaliliśmy po skręcie i miałam już na bani i to nie lekko.
-Julka chcesz?-Spytał Arek trzymając mały woreczek z czymś białym w środku,nie widziałam dokładnie co to bo było ciemno i każdy był już pijany.
-Dawaj.-Coś tajemniczego dostało sie do nosdrzy i ogarnął mnie taki błogi luz. Zobaczyłam niedźwiedzia.
-Kodznio,weź go On mnie zje.
-Kto?
-Niedźwiedź.-Pisnęłam.
-Julka tu nic nie ma.
-Jest tam.-Wskazałam na krzaki i sie schowałam za nim.
-Masz napij sie bo bredzisz.-Jeden z chłopaków podał mi butelkę z piwem. Świetnie sie czułam w ich towarzystwie a potem film mi się urwał.
________________________________________________________________________________
Wiem nie jest idealny ten rozdział,ale nie mam weny,zimno,deszcz pada,grypa mnie bierze ogólnie ciulowo sie czuje. Błędy napewno jakieś są za co z góry przepraszam. Kolejny postaram sie dodać do niedzieli. Dziękuję za ponad 6.000 wejść. Buziaki <3
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.
super czekam na kolejny - asia
OdpowiedzUsuńświetny!! Wracaj szybko do zdrowia :****
OdpowiedzUsuńJEEJ ! ale czemu?! ja tu płacze bo malenstwo umarlo(tak, wiem to fikcja) ale ja to traktuje na poważnie. a tak wgl to zycze powrotu do zdrowia i weny do pisania ;3
OdpowiedzUsuń@ilymyharvey