sobota, 14 września 2013

Rozdział 17.

Kolejnego dnia Łukasz siłą zaciągnął mnie do lekarza. Po tej cholernie długiej kolejce mogliśmy wejść do gabinetu lekarza. Ludzie w krótkich spodenkach,koszulkach a ja jak jakiś ubot w jeansach i bluzie. Mi było najzwyczajniej zimno. Do tego Łukasz wszedł ze mną do środka. Jaka wiocha.
-Ile sie tak źle czujesz?-Lekarz na oko po 50-stce,patrzy na człowieka tak przyjemnie
-Trzy tygodnie.
-Czemu tak późno przyszłaś?-Wzruszyłam ramionami.-Dobra to pójdziesz do gabinetu numer 8 pielęgniarka pobierze Ci krew i wrócisz tu i zrobimy Ci resztę badań.
Tak jak rozkazał lekarz poszłam do tego gabinetu numer 8 a potem przez godzinę maltretowali mnie w tym szpitalu. Wyniki za tydzień a do tej pory mam leżeć w łóżku co mi bardzo odpowiadało.

Przez ten tydzień czas ogólnie leciał mi na spaniu. Pojechaliśmy z Łukaszem do szpitala. Siedziałam w tym gabinecia jak na skazaniu a lekarz nie miał za wesołej miny.
-Jula chcesz prosto z mostu czy mam Ci to powiedzieć jakoś delikatniej?
-Najlepiej szybko.
-Więc tak twoje wyniki nie są za dobre. Masz białaczkę.-Czułam sie jakby ktoś mnie rozerwał na miliony malutkich kawałeczków. Mam raka,czyli umrę.
-Ile mi zostało jeszcze czasu?
-Dużo tylko musisz się zacząć leczyć. Połóż się do szpitala,będziemy mogli zacząć leczenie.
-Kiedy?
-Najlepiej jutro.
-Mogę za dwa dni?
-Możesz,tu masz skierowanie. Będzie dobrze.-Próbowałam sie nie rozpłakać na miejscu i jakoś mi wyszło. Wzięliśmy moje skierowanie do szpitala i wróciliśmy do domu. Usiadłam w salonie i rozpłakałam sie jak mała dziewczynka,taka malutka dziewczynka.
-Mała to sie wyleczy.-Powiedział mój brat po czym mnie przytulił.
-Gówno nie wyleczy,to jest rak a nie grypa.
-Wyleczy.-Wyciągnęłam z kieszenieni telefon i wybrałam numer Kornelki. Potrzebowałam sie jej teraz wygadać.
-Halo.
-Hej Korni przyjedziesz?
-Coś sie stało?
-Musze z tobą pogadać,nie mów Kamilowi,ze Cię prosiłam bo będzie się martwił.
-Okej jesteśmy akurat blisko to będę wieczorem.
-Dzięki.
-Trzymaj sie. Paa.
-Paa.-Wyłączyłam się. Poszłam do swojego pokoju. Próbowałam sie przyzwyczaić do tej myśli,ze mam raka,że umrę,że wszystko sie skończy,ale nie umiem. Wieczorem Kondzio z Kornelką wparowali mi do pokoju.
-Julka co sie stało?-Bez słowa do niej podeszłam i się w nią mocno wtuliłam.
-Mam raka.-Wyłkałam w jej ramię.
-Co?-Spytała z wielkim szokiem odklejając mnie od siebie i patrząc mi prosto w oczy.-Żartujesz sobie prawda?-W moich oczach zebrała się kolejna dawka słonego płynu.
-Nie,dlatego poprosiłam żebyś przyjechała.
Usiedliśmy w salonie. Kornela mnie cały czas przytulała i głaskała po głowie.....tak jak Kamil kiedy jestem smutna,albo zła. Wyswobodziłam sie z jej uścisku,wyciągnęłam telefon i  zadzwoniłam do Kamila.
-No hej mała.
-Hej.
-Coś sie stało?
-Nie! Coś miało się stać? Chciałam Ci tylko powiedzieć,ze Cię kocham i,że Cię przepraszam.
-Julka co sie stało?-Jego głos był wyraźnie zmartwiony.
-Nic,kocham Cię pamiętaj o tym. Pa!-Rozłączyłam się. Kondzio spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
-Wiesz co ty zrobiłaś? Jutro masz Kamila w domu.-Wolałam,żeby przyjechał i sie martwił czy mam coś z dyńką niż miałam mu płakać do słuchawki. Dalej nie umiałam przyjąć tego do wiadomości,ze mam umrzeć. Mam białaczkę,czyli rak a raka sie nie wyleczy. Chemia,przeszczep i co? Namęczą sie z szukaniem dawcy szpiku,wypadną mi wszystkie włosy a i tak skończę w ziemi. Najpierw bóg pokarał mnie takim dzieciństwem,z takimi rodzicami potem te gwałty. Jak już wszystko się ułożyło to teraz sie spieprzyło przez raka. Widocznie bóg chce mnie jeszcze pomęczyć w cierpieniu a dopiero potem pozwoli mi spokojnie odejść.
Poszłyśmy do mojego pokoju. Chłopaki dali nam spokój. Wyciągnęłam z torby laptopa i z szafki mój album ze zdjęciami. Mimo bólu który ogarniał moje całe ciało dawałam radę. Oglądałyśmy zdjęcia od tych jak byłam mała to tych z Międzyzdroji. Zaczęłam wszystko sobie przypominać. Jak rodzice pili całymi dniami,jak była jakaś awantura to uciekałam z domu a Łukasz mnie bronił własnym ciałem,szkoła,znajomi a dokładniej przyjaciele Łukasza,gwałt,wyjazd do Wrocławia,poznanie Kondzia,Kornelki i Kamila,potem znowu rodzice,gwałt,porwanie,sprawa w sądzie,wypadek Kamila,nasze wzloty i upadki i choroba. Opowiedziałam Korneli o moim dzieciństwie,jak Łukasz musiał mnie bronić sobą,zebym nie oberwała od ojca za pyskowanie. Ja płakałam a Ona ze mną. Tyle razy sobie zadawałam pytanie,czy może być jeszcze gorzej? Wydawałoby się,ze nie a jednak....


________________________________________________________________________________
Proszę bardzo. Do jutra ;)
Opowiadanie jest CAŁKOWITĄ FIKCJĄ.

5 komentarzy:

  1. kurde ale się porobilo ;// Ja Cie, niech Ona szybko powie Kamilowi (i mozesz opisac jako on opowiadana a nie on i co czuje itd)

    OdpowiedzUsuń
  2. właśni zrób tak jak wyżej proszę!!
    A nie da się jeszcze jednego rozdziału dzisiaj??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział,ale smutny ;// Kiedy następny ? ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jak zwykle świetny, ale bardzo smutny, aż mi łezka z oka popłynęła :( Dawaj szybko kolejny, dasz rade jeszcze dzisiaj ?

    OdpowiedzUsuń