Kondzio,Kornela,Kinga i Łukasz przyjechali około 15:20. Rozpakowali swoje rzeczy. Ania sie związała z Tomkiem,niech sobie żyją oby szczęśliwie. Znowu zgromadzenie w salonie.
-Ej Łukasz dzwonimy po ekipę?
-No to dzwoń niech ruszą swoje dupska. -Tomek wykonał kilka telefonów i sprawa była załatwiona za godzinę na plaży tam gdzie zawsze. Byłam kiedyś z nimi codziennie na dworze. Nie miałam za dużo koleżanek a przyjaciółek tym bardziej. Jedynym towarzystwem byli chłopacy. Wszyscy udaliśmy sie na plażę. Z daleka było widać chłopaków. Nie zmienili sie za bardzo. Adrian,Szymon,Michał i Krystian ci sami chłopacy tylko odrobinkę starsci. W wieku Kamila a Tomek jest najstarszy.
-Julaaaaa.-Odezwał sie Szymon.
-Szymuśśśśśśś.-Przytuliliśmy się i z resztą tak samo.-To jest Kamil,Kornela,Kondzio i Kinga.-Oni sie tam zaczęli witać.
-Młoda urosło Ci się trochę ale przy Kamilu i tak wyglądasz mało.
-Małe jest piękne.-Kamil sie uśmiechnął.
-I tu stary masz rację.-Każdy mu przytaknął a ja zaczęłam palić buraka.
-Bratowa,ładnie Ci w czerwonym.
-Spadaj.-Zakryłam moje czewone policzki.
Potem zaczęliśmy się gonic z Kamilem jak małe dzieci. Podniósł mnie tak,ze byłam wyższa.
-Kocham Cię.-Powiedzialam.
-Co?
-Kocham Cię.
-Co?-Wkurzylam się wiec się wydarlam.
-Kocham Cię Kamil.
-No i to mi się podoba skarbie. Zlaczyl nasze usta w długim pocałunku. Wróciliśmy do reszty.
-A was co na amory wzięło?
-Nie przejmujcie się ich zawsze i wszędzie bierze na amory a ja rzygam kucykami pony.-Skrzywił sie Kondzio.
-Bardzo śmieszne normalnie sie uśmiałam po pachy.
Następnego dnia czułam sie jakby mnie przejechał czołg. Wszystko mnie bolało,że sie nie mogłam ruszyć. Nie to nie są zakwasy tylko taki ból kości. Plus gorączka poprostu extra. Kamil się uparł,żeby wracać do Wrocławia,ale nie chciałam mu popsuć jego chwil wolnego bo wiem,ze wraca do trasy za niedługo. W Międzyzdrojach byliśmy tydzień i przez ten tydzień nie poczułam się ani odrobinkę lepiej a czasami miałam wrażenie,że czułam sie gorzej. Kolejny tydzień w łóżku tylko,że we Wrocławiu. Kamil musiał wracać w trasę i wraca za dopiero po Woodstocku czyli na początku Sierpnia. Przeniosłam się do swojego mieszkania a Kondzio rządzi na górze. Początek kolejnego tygodnia już trzeciego a ja ani nie czuję się lepiej ani nie mam humoru.
-Julka idź do lekarza.-Jęknął mi Łukasz...znowu.
-Nigdzie nie pójdę.
-To nie jest normalne już trzeci tydzień leżysz jak połamana w łóżku. Jakby to była grypa to byś sie czuła lepiej a teraz jakoś nie czujesz sie lepiej.
-Przejdzie mi.
-Jula nooo.
-Nic mi nie jest.
-Jutro idziesz do lekarza.-Powiedział dość stanowczo i opuścił mój pokój. Taa On sobie może pogadać a czy pójdę,czy nie to zależy odemnie.
_____________________________________________________________________________
Jak myślicie na co Julka jest chora? Jeśli sie coś nie podoba to piszcie postaram sie poprawić. Kolejny jutro.
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
Z ciekawości wchodzę a tu kolejny odcinek i uśmiech na buzi od razu i od razu humor poprawiony ;))
OdpowiedzUsuńTylko martwi mnie zdrowie Julki ;(
A rozdział świetny
Mam nadzieję że nie jest to białaczka albo cos takiego. Byłoby smutno gdyby umarła. Rozdział świetny ;D dziś wieczorem zapraszam do mnie na www.milosc-w-rytmie-reagge.bloog.pl prawdopodobnie pojawi się nowy rozdział :D
OdpowiedzUsuńrozdział fajny :>
OdpowiedzUsuńMartwi mnie to co będzie Julce, mam nadzieję że nie będzie to nic poważnego, a jak będzie (czego nie chce) to zeby sie dobrze skonczylo.. :) w blogach było za dużo szpitalów, uwierz mi rzygamy nimi ;/
śmierć też już była więc... :(
Śmierci napewno nie będzie. Miałam w planach szpital,ale jak pewnie będzie dużo szpitala to przestaniecie czytać. Trudno zaryzykuję.
Usuńnie przestaniemy czytać. Tylko żeby Julka wyzdrowiała ;)
UsuńTo sie chyba da załatwić ; )
UsuńTo dobrze. ;)
UsuńJuż nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;)
Jutro rano będzie.
Usuń