**5 Lat później***
Standardowo o 7:00 wstałam z łóżka i poszłam obudzić dzieciaki. Weszłam do ich pokoju,smacznie sobie spali. Nie ma co po tatusiu poszli,każde z nich jak śpi to wymalowany Kamil.
-Amelka,Kubuś wstawajcie.-Oboje miałczeli w poduszki,że ja okrutna ich budzę. No istny Kamil,też tak miałczy. Amelka ma 3 latka a Kuba 4.
-Mamo kiedy tatuś wróci?-Spytała Amelka.
-Niedługo kochanie.-Tak serio to nie wiem kiedy Kamil wróci z trasy. Jak mu mówię,że ma dwójkę małych dzieci i żonę i,żeby wrócił do domu na dłużej niż kilka dni to mi mówi,że zarabia na rodzinę. Haloo ja też pracuję i też zarabiam. Zrobiłam im i sobie śniadanie,potem ogarnęłam siebie i dzieci i o 8:00 zawiozłam ich do przedszkola i pojechałam do pracy. Mój brat jest na tyle kochany,że wybacza mi spóźnienia bo wie,że jego kochany bratanek i bratanica poszli po tatusiu i ciężko im się wstaje. Zajęłam się jak zwykle papierkową robotą.
Około 14:00 usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam zagapiona w ekran laptopa,po chwili ktoś wszedł trzymając przed sobą ogromny bukiet kwiatów.
-Niespodzianka.-Zza kwiatów wyskoczył Kamil. W końcu raczył się zjawić w domu. Mimowolnie się ucieszyłam na jego widok. Jednak rozłąki robią swoje. Wleciałam mu w ramiona i nie miałam zamiaru puszczać.
-Aż tak się stęskniłaś?
-Poczekaj na dzieciaki.-Dałam mu buziaka.
-Jedziemy maluchy a potem do mamy na obiadek,zadzwoniła do mnie i dała mi taki opieprz,że mi głupio było.
-W końcu od kogoś go dostałeś.-Zakończyłam pracę,pozamykałam wszystko co moje i razem pojechaliśmy po dzieci. Po wejściu do ich salki nawet nie zauważyli,że matka z ojcem po nich przyjechali.
-Amelka,Kubuś.-Zawołał Kamil i ten pisk.
-Tatooooo.-Te ich uśmiechy na widok Kamila. Jak mu sie uwiesili na szyji to nie chcieli puścić.
-Jedziemy do babci Eli?-Spytał.
-A wujek i ciocia będą?
-Będą, to jak jedziemy?
-Tak,tak.-Ubraliśmy ich i wyszliśmy. Od razu kierunek Lipki. Po godzinie byliśmy na miejscu. Kornela z Łukaszem i ich synkiem już byli,Konrad z Kinią i ich dwu miesięczną córeczką i też wiec tylko nas brakowało.
-Mamo,jesteśmy.-Wrzasnał Kamil od progu,rozebraliśmy się ze zbędnych rzeczy i weszliśmy do salonu.
-Ale was dużo.-Kamil się lekko przeraził.
-Jakbyś był częściej w domu to by Ci to nie przeszkadzało.-Powiedziałam ugryźliwie.
-Oooo brat ile ja Cie nie widziałem? Dobre pół roku....-Każdy mu tak ugryźliwie gadał,nawet jego mama.
-Oco wam znowu chodzi?-Oburzył się.
-O to,że masz dwójkę dzieci i żonę....halo przypominam Ci. Dwa lata temu wziąłeś ze mną ślub a cztery lata temu nam sie urodziło pierwsze dziecko,takie dwie bardzo ruchliwe istotki które co rano pytają kiedy wróci tato a ja im ciągle muszę odpowiadać,że niedługo bo sama nie wiem.-Wyrzuciłam z siebie to co chciałam.
-Pracuję....
-Ja też pracuję. Daj zamienimy się ja wrócę do śpiewania a ty zostaniesz z dziećmi i też sobie pojadę na najdłuższą trasę mojego życia i ty będziesz codziennie im odpowiadał,że nie wiesz kiedy mama wróci bo przecież pracuje. Pamiętasz co mi obiecałeś zanim sie urodził Kuba? No rusz głową.
-Że zrezygnuję z dłuższych tras.
-Jakoś Ci przeszło,kiedy znowu jedziesz w trasę....jutro?
-Nie...tak serio to jeszcze nie wiem kiedy jadę w trasę. Kicia nie gniewaj się.
-Wiecznie siedzę z dzieciakami sama w domu,bo Ciebie nie ma. Jak będziesz jeździł w krótsze trasy to nie zbiedniejesz nie martw się.
-Mamo nie kłóćcie sie.-Powiedziała Amelka i spojrzała na nas tymi swoimi przenikliwymi brązowymi oczkami i uwiesiła się na mojej nodze,nie chciała puścić. Kucnęłam przy niej.
-Mała ja sie nie kłócę z tatusiem,no co ty.
-Nie kochacie się już?-Myślałam,że mi oczy to mi wylecą z tąd gdzie są. Moje własne dziecko pyta się mnie czy sie nie kocham z jej tatusiem. Zapadła taka cisza,nikt sie nie odzywał.
-Kochamy,mała jasne,że sie kochamy z mamusią.-Kamil się odezwał i usiadł na ziemi. Posadził ją sobie na jednej nodze,Kubę na drugiej a ja na przeciwko ich.
-Maluchy moje najukochańsze...To,że czasami z mamusią się pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy. Amelka a jak Kuba Ci zabierze zabawkę to też się z nim kłócisz i jesteś na niego zła tak?
-Tak.
-I co nie kochasz wtedy Kuby?
-Kocham,to mój braciszek.
-No widzisz kochanie tak jest ze mną i z mamą to,że się czasami pokłócimy to nie znaczy,że się nie kochamy.
-Ja chcę brata.-Powiedział Kuba.-Będę miał brata? Mamoo?-Jęknął.
-Ja myśle,że to sie da załatwić tylko musisz ładnie mamę poprosić.-Kuba tak podszedł do mnie i sie przytulił.
-Mamusiuuuuuuu a ja bym chciał brata.-Miałknął po swojemu.
-Wiecie co Bednarki,wy wszyscy macie dar miałczenia komuś do ucha.
-Tatuś mówił,że tak lubisz.-Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Bednarek co ty mu nagadałeś?
-Że lubisz o tak.-Zaczął mnie miziać swoim dredem po szyji na co mu się wyrwałam i chciałam uciec,ale nie zdążyłam bo po chwili stałam w jego ramionach.
-I co teraz zrobisz?-Spytał.
-Nie wiem.-Nastawił policzek,żebym go cmoknęła i to zrobiłam.
-To co mamo będę miał brata?-Dopytywał Kuba.
-Taty się spytaj.
-Tatooo?
-Obiecuję Ci,że będziesz miał brata.
-Julka ratuj.-Jęknęła lekko podłamana i tu nawet Konrad nie mógł nic pomóc bo sam był ciemny w tych sprawach. Wzięłam małą Karolinkę na ręce i pomasowałam jej brzuszek,żeby kolka przeszła,pokołysałam na rękach i przestała płakać.
-Konrad przebież córkę bo ma mokro.
-Ja?-Skrzywił sie jak Kamil.
-Nie,moja mama przyleci z Anglii i zrobi to za Ciebie.
-Ale ja nie umiem.
-To Cie bratowa nauczy.-Uśmiechnęłam się i kazałam mu ją przebrać. Mówiłam mu po kolei co ma robić. Chyba z 15 minut ją przebierał,ale przebrał.
-Wiecie co jakbyście byli bliźniakami,Kamil tak samo nie umiał wstać w nocy do dziecka,przebrać,nakarmić a jak mu kazałam to sie głupio pytał ,,Ja?''
-No co? To był taki suprajs i skąd miałem wiedzieć jak sie dziećmi zajmuje co?-Wzruszył ramionami.-Ale już jak była Amelka to umiałem no nie.
-Nauczyła Cie własna mama.
-No i dobrze. Jak tam brat fajnie mieć jakiego szkraba no nie? Tak patrzeć sie na maleństwo całymi godzinami mieć taką zwiechę jak ja i patrzeć sie przez bite trzy godziny na dziecko....bez przerwy. To takie fajne.
_________________________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy,nie mam czasu na ich poprawianie bo zmykam do cioci. Nie wiem,czy dobrze używam języka dziecięcego bo nie wiem jak mówią dzieci w tym wieku za co z góry przepraszam. Do następnego <3
Opowiadanie jest CAŁKOWTIĄ FIKCJĄ.
Swietny! :)
OdpowiedzUsuńwow ale zaskoczenie... rozdział świetny i zapraszam do mnie na www.milosc-w-rytmie-reagge.bloog.pl pojawił się wczoraj nowy rozdziała. :D Liczę na szczerą opinię w postaci nawet króciutkiego komentarza :)
OdpowiedzUsuńKiedy Kolejny???
OdpowiedzUsuńSuper blog :) Minęło sporo czasy a Julka nadal nie wie kto uratował jej życie(chodzi o przeszczep jak miała raka) i może coś, że jakoś grzebała w jakichś papierach i znalazła to i tam pisze kto to.
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny???
OdpowiedzUsuńkiedy następny???
OdpowiedzUsuń